Wydawca: Putrid Cult
Letko się gubię w podziemnych arkanach ostatnio i nie wiem, czy powinienem hejtować Trupi Swąd czy też nie. Na wszelki wypadek nie sprawdzałem, co tam o tej grupie piszą w internetach tego świata i postanowiłem napisać recenzję z tak zwanego serduszka (dla części z Was jednakże pewnie z dupy).
„Nekromancja” od tego zespołu jakoś mnie ominęła, ale już „Triumf Zła i Ciemności” wpadł do mnie, więc słucham sobie tych kilkunastu minut muzyki od jakiegoś czasu. Bez ciśnienia i napinki stwierdzam, że to całkiem dobre granie. I tu oczywiście pojawia się gwiazdka (pięcioramienna, z wpisanym weń kozłem), a na cyrografie, małym drukiem, czy tam krwią, dodano: „o ile kurwiu lubisz/kochasz oldskulową formę ekstremalnego grania z lat osiemdziesiątych!”.
Jeśli więc powyższy wpis Cię nie dotyczy, wówczas zapewne nie jesteś targetem, precyzyjnie dobranym w podziemnych laboratoriach wytwórni Putrid Cult. Natomiast jeśli pierwsze trzy płyty Bathory, pierwsze trzy płyty Venom, debiut Tormentor, debiut Onslaught, debiut Sodom, debiut Slayer, generalnie debiutanckie krążki niemieckiej fali speed metalu, debiut Kata i jeszcze sporo innych (wpisane tutaj nazwy wpisane są z dużym uproszczeniem) regulują Twój oddech i bicie Twego czarnego (a jakże!) serca – wówczas Trupi Swąd nagrał materiał dla Ciebie. Osiemnaście minut muzyki to esencja tego stylu, wrzucona jedynie w bardziej black metalowe brzmienie. Jest szybko, skocznie i prymitywnie. No i mamy też cover „Mordercy” (wypada spoko, jakby ktoś pytał). Do tego dostajemy teksty po polsku, wpisujące się w 100% w prymitywną i diabelską estetykę.
Trupi Swąd nieźle wpisuje się w tę falę młodych muzyków odtwarzających ferment sprzed czterdziestu lat. „Triumf Zła i Ciemności” nie jest może krążkiem, który wybitnie przefasonuje Waszą listę ukochanych zespołów, ale będzie stanowiło jej dobre uzupełnienie o młodą krew. Jak dla mnie ta EPka jest niezła. Nic ponadto, ale od czasu do czasu właśnie czegoś takiego chcę posłuchać.

http://www.putridcult.pl/




