Wydawca: High Roller Records
Czasem jest tak, że usta milczą, a dusza śpiewa. Z rzadka bywa również tak, że muzyka sobie leci, a słowa są zbędne, bo nie ma co tłumaczyć – wszystko słychać. I tak to właśnie jest w tym wypadku.
Tutaj chciałem pochwalić przenikliwość kolegi Oracle’a, który to przy singlu wydanym przez High Spirit, jakże trafnie wyznaczył kierunek – a mógł przecież tego nie wiedzieć – jakim Amerykańce będą podążać ( a w zasadzie w tym momencie Amerykaniec sztuk jeden). Po raz kolejny wykazał się tym nieuchwytnym „czymś” co charakteryzuje wybitnych dziennikarzy.
Dobra, pierdolę głupoty. Wystarczą trzy pierwsze dźwięki, 5 pierwszych słów i już wiadomo, że High Spirits to hard rock pełną gębą. Tu nie ma się co zastanawiać nad głębokością frazy,czy też ukrytym muzycznym przekazem. Sprawa jest tu dość prosta. Słuchawki na uszy, manetka gazu na full i jedziemy. Jeśli jesteście nieco mniej szaleni – czytaj: starzy – zamiast na wysłużonego Simpsona, możecie wsiąść w rodzinnego Vana i pognać z High Spirits ku przygodzie, uważajcie tylko na dziecięce foteliki. „Another Night” to płyta dla tych co „Born to be wild”, ale 20 lat temu, ale i dla tych, którzy dopiero muzykę i panienki odkrywają. I tu naprawdę nie ma co pisać, bo tego trzeba posłuchać. Jedyne nad czym można się zastanawiać, co ewentualnie na początku może stanowić swoistego rodzaju konkurs, to jakie zespoły uda się Wam usłyszeć w muzyce High Spirit. To płyta dla mnie, bom stary dziad. „Another Night in the City” i „Going Up” – moi prywatni faworyci na tym krążku.
A jeśli kogoś to nie przekonuje, to może skojarzy sobie Chrisa Blacka, który za High Spirits stoi, to i chyba zaleta jakaś. Tak sobie szukałem gdzie to można w naszym uroczym kraju kupić. I ja wiele rozumiem, ale 80 dych za Cedeka plus przesyłka w Merlinie, to kurwa lekka przesada.
Ocena: 8/10
Tracklist:




