Wydawca: Metal Blade Records

Który to już album Cannibal Corpse? Nie wiem, straciłem rachubę. Ostatni jaki kupiłem z kolei to o ile się nie mylę „Kill”. Ale słuchałem każdego późniejszego, z większą lub jeszcze większą przyjemnością.

Dlatego też totalnie nie rozumiem utyskiwania, że oto i na „Chaos Horrific” kanibale zjadają własny ogon (w sumie, nazwa zobowiązuje), że cały czas grają to samo, że wszystkie albumy są podobne i że ni chuja tu nie ma czegokolwiek zaskakującego. Mało tego – boję się dnia, gdy Cannibal Corpse zaskoczy mnie czymś nowym, bo ja tego wcale nie potrzebuję. Oczywiście, że „Chaos Horrific” jest przewidywalne. Na okładce mają tematykę gore, która to szokować mogła trzydzieści lat temu. Jak zwykle ostatnio – okładka moim zdaniem jest słaba, lub co najwyżej przeciętna. No trudno, minęły czasy „Tombs of the Mutilated”.

Natomiast muzycznie jest w zasadzie cały czas constans, który utrzymuje się na moje ucho od „Vile” – czyli od czasu, jak do Kanibali dołączył ten „nowy” wokalista. O ile wcześniej zespół coś tam sobie faktycznie kombinował z brzmieniem, ze strukturami kompozycji, tak po „Vile” to faktycznie gdzieś tam już wszystko się ustabilizowało. I rzeczywiście, płyty z Corpsegrinderem są dla mnie mocno podobne do siebie – co nie znaczy, że są chujowe. Słuchając tej, czy każdej innej płyty z logo Cannibal Corpse nie chcę niczego innego, poza bardzo dobry, przewidywalny death metal, z wokalem George’a, z tłustym basem Alexa i z riffami, które raz wpadają w ucho lepiej, a raz gorzej oraz perkusją Mazurkiewicza, osiągającą odpowiednią szybkość, ale i feeling.

To wszystko znajduje się na „Chaos Horrific”, to wszystko znajdowało się na każdej wcześniejszej płycie, a mogę zaryzykować, że i na każdej kolejnej będzie podobnie. Bo niby co miałoby się tu znaleźć? Klawisze? Rap? Damskie wokale? Kurwa kobza?

No właśnie. Ja więc nie marudzę, ja odpalam sobie płyty Cannibal Corpse z przyjemnością – tak jak zamawiam sobie pizzę z ulubionej pizzerii. Wiem, że nigdy mnie nie zawiedli, wiem że to nie jest szczególnie wyszukane danie i nie przyniesie mi wcale nowych doznań (szczególnie, że zawsze biorę po prostu najostrzejszą), a i tak wpierdalam ją z przyjemnością i smakiem. „Chaos Horrific” to po prostu kolejny bardzo dobry album Cannibal Corpse i jeśli ktoś ich nie lubi, to pewnie nie polubi. Co do reszty – serio, nie wiem na co liczyli malkontenci.

Ocena: 8/10

Oracle
19423 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj