Wydawca: Xtreem Music
Wygląda na to, że fińskie Purtenance powróciło już na dobre – bowiem od czasu reaktywacji ponad dekadę temu dostajemy od nich sukcesywnie nowe materiały. A najnowszy ukazał się dokładnie kilka dni temu.
Muszę jednak przyznać, że w przeciwieństwie do kilku innych kapel, które powróciły zza światów, Purtenance trzyma się tego, co przyniosło im chwałę te trzydzieści lat temu. Słuchając sobie ich nowej płyty, zatytułowanej „The Rot Within Us” i porównując ją do debiutu czuję, że zespół doskonale nawiązuje właśnie do młodych lat. Śledząc ich dyskografię mam wrażenie, że są w niej płyty mocniej death metalowe, szybsze, brutalniejsze. Tutaj oczywiście dostajemy cudownie oldschoolowe strzały w rodzaju „Mystic Sacrifice” czy „Solemn Presence of Death” , ale im dłużej obcuję z piątą płytą Purtenance, tym bardziej mam wrażenie, że chcą oni powrócić do grania z „Member of Immortal Damnation”. Muzyka jest bardzo podobna, z jednym ale – moim zdaniem nowy album brzmi gorzej niż debiut. Bardziej sucho, jakby na siłę chcieli być oldschoolowi – a przecież nie muszą bo oni są jebanym oldschoolem. Nie muszą nikomu nic udowadniać. Najwyraźniej chcieli i nie wyszło im to na dobre, jeśli chodzi o sound. Jeśli chodzi zaś o same kompozycje – no to do debiutu też ciut brakuje, ale nie ma wstydu. Po prostu jedyneczka mnie bardziej porywa, ale tutaj też jest dobrze. Pozostając jeszcze w kwestii referencji (modne słowo ostatnio, to się nauczyłem używać) do pierwszego albumu – no sama okładka przecież to jawne odwołanie do front coveru z 1991 roku. Czy jest to dla mnie problem? Bynajmniej.
Całość wypada ze wszech miar autentycznie i pewnie gdyby nie brzmienie, ocena była by wyższa. Może z czasem się przekonam do soundu z „The Rot Within Us”, ale jak na ten moment to psuje mi ono trochę odbiór. Mimo wszystko jednakże – jestem na tak.
Ocena: 7/10




