Wydawca: Sargent House
W obecnych czasach wszystko, co ruskie nie kojarzy się najlepiej. Ale mimo wszystko biorę się za Russian Circles, bo płytę wydali niekiepską i warto o niej skrobnąć kilka słów, pamiętając, że to muzycy muszą z tym żyć i to, że była kiedyś taka kapela jak np. Isis.
Dziś będzie kilka słów o najnowszej produkcji Amerykanów, czyli „Gnosis”. Zasadniczo sprawa prezentuje się tak, że jest to zespół instrumentalny. Stylistycznie krąży to wszytko wokół post metalu czy post rocka, zależy jak im się w danej chwili zagra. Ogólnie można mieć zarzut do Russian Circles, że bez problemu cała dyskografia mogłaby być wydawana w randomowej kolejności i nie wiele by to nie zmieniło, bo płyty są do siebie dość podobne. Nie ma tu wielkiego progresu, jest raczej szlifowanie rzemiosła. I taka jest też ta płyta. Znajdująca się na niej muzyka opiera się o naprawdę potężne, lub bardzo pomysłowe riffy. A najczęściej i jedno i drugie. Ciężar tu mamy naprawdę srogi w pierwszych dwóch numerach. Muszę przyznać, że pierwsze odsłuchy tej płyty polegały na repetowaniu „Tupilak” i „Conduit” i płyta ta miała dla mnie właściwie niewiele ponad 11 minut. Ale poszedłem dalej, zabrnąłem głębiej w te dźwięki i odkryłem naprawdę fantastyczny muzyczny świat. Ten zespół ma taka strukturę utworu, że albo zaczyna go bardzo mocno i zwalnia stopniowo, albo dokładnie przeciwnie. I mi się to bardzo podoba. No i ostatni numer, w przypadku tej płyty zatytułowany „Bloom”, to bardzo lekki zamykacz, pozostawiający niedosyt i apetyt na więcej. Sypanie ogólnikami zapewnie niewiele Wam powie, ale taka jest ta muzyka. Ją trzeba posłuchać i po prostu płynąć razem z nią.
Nie jest to nic szczególnie innowacyjnego, ale jak przyjemnie się tego słucha. Ja sobie na pewno puszczę „Gnosis” jeszcze wiele razy i coś przeczuwam, że zostanie ona ze mną na dłużej.
Ocena: 8/10




