Dziś krótki wywiad, który ukaże się też w gazetce rzeszowskiego Klubu Vinyl, a przeprowadzony przy okazji nadchodzącego koncertu trzech grup: Grin, Ropień i Wostok.

W tym roku stajenka ulokowana została w rzeszowskim Klubie Vinyl. Mędrcy o imionach Grin, Ropień i Wostok przyniosą w darach trochę agresji, trochę zimna i szczyptę soli do posypania ran. W noworocznego ducha optymizmu zanurzą gęstą łyżkę dziegciu, sypną piasku w rozpędzającego się tryby 2017 roku i rzucą gruzem w oczy patrzące z nadzieją w przyszłość. Innymi słowy – w zimową zawieruchę zapraszamy na rozpierduchę. Zwłaszcza, że dla każdej z tych kapel będzie to przysłowiowy pierwszy raz w Rzeszowie.

A z okazji wspomnianego koncertu Oracle z rzeszowskiego ChaosVault.com wziął na spytki poszczególne zespoły zadając im pytania, oczywiście tendencyjne.

Panowie – przed nami kilka szybkich strzałów, koncert za pasem, nie czas więc na płomienne przemówienia. Przede wszystkim – co Wam strzeliło do głowy, żeby przyjechać do Rzeszowa? Koncert co prawda dopiero 14 stycznia, ale czujecie już mrowienie w pośladach z tej racji?

Grin: To prawda, trochę głupi pomysł z tym przyjazdem… Chyba zrezygnujemy hahaha! A tak poważnie rzecz ujmując, na koncert ów, zaproszenie otrzymaliśmy od niejakiego Gumy za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni! Zdajemy sobie sprawę, że z Wybrzeża to kawał drogi, ale nie jedziemy w ciemno, gig jest rzetelnie organizowany przez wspomnianą wyżej personę, którą znamy, szanujemy i przede wszystkim lubimy! A mrowienie? W pewnym wieku mrowienie zanika 🙂

Ropień: Trochę szkoda, bo właśnie miałem pomysł na płomienne przemówienie. Zachowam je wobec tego na inną okazję. Wiesz, nas zawsze cieszy, jeśli ktoś nas gdzieś zaprasza. A jeśli przy okazji możemy odwiedzić jakieś nowe miejsca, to tym lepiej. Zresztą pewne rzeczy po prostu się same dzieją i nie ma sensu za bardzo tego analizować. Co do mrowienia, to raczej nie, bo dbamy o higienę osobistą. Ale na pewno cieszymy się, że będzie okazja zagrać w Rzeszowie.

Wostok: Mamy mrowienie, bo to będzie nasz pierwszy gig po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej nowymi obowiązkami rodzinnymi naszego wokalisty – Gieny. Będzie to też pierwszy gig ze zmienioną setlistą, mamy nowe numery, których nie graliśmy jeszcze na żywo – w tym np. cover S.O.D.

Grin, Ropień i Wostok – jakby nie patrzeć każdy z zespołów gra dość różną muzykę od pozostałych dwóch. Nie jest to dla Was rozumiem problemem?

Grin: Problemem byłoby gdyby na jednej scenie spotkali się Grin, Ksu i Graveland! Natomiast w tym zestawieniu powinno być całkiem spoko.

Ropień: Problemem byłoby, gdyby wszystkie zespoły grały to samo. Wtedy ciężko byłoby mi się połapać czy nie powinienem być w danej chwili na scenie, bo nie byłbym pewny czy akurat gra moja kapela, czy inna. Pewnie co chwilę musiałbym kogoś pytać czy to już my gramy. Myślę, że to mogłaby być bardzo stresująca sytuacja.

Wostok: To nie problem, tylko atut tego gigu – nie będzie nudy. Wydaje mi się, że większość tych, którzy chodzą na „podziemne” koncerty, słucha raczej szerokiego spektrum podgatunków cięższego grania.

Jak myślicie, czego się możecie spodziewać po tym koncercie? Albo inaczej – jaki jest Wasz cel przed wejściem na scenę czy wskoczeniu w busa?

Grin: W związku z tym, że w połowie stycznia „A scanner darkly” wychodzi oficjalnie pod banderą Deformeathing Production postanowiliśmy z naszą muzyką dotrzeć do najodleglejszych miejsc w kraju. Zaczynamy od Mazowsza poprzez Podkarpacie, Śląsk aż po Zachodniopomorskie!

ROPIEŃ: Staramy się nie przewidywać przyszłości. Nigdy nie jest do końca tak, jak sobie to wcześniej wymyślimy, więc po prostu płyniemy z prądem zdarzeń i obserwujemy to, co dzieje się dookoła. To trochę jak podróż tratwą w dół rzeki. Możesz sterować trochę na lewo, albo na prawo, ale nie wiesz, czy kilometr dalej będzie łagodny spływ, czy może wodospad. Co do celu, to jesteśmy tylko marionetkami w rękach pewnych sił i nawet jeśli mamy jakieś własne pragnienia, to i tak nie są one tożsame z celem zespołu, ani nie wiemy tak naprawdę jaki jest to cel.

Wostok: Nie przesadzić z napojami. Na szczęście do Rzeszowa nie jest zbyt daleko.

Kilka koncertów pewnie już zagraliście, każda kapela ma więc w zanadrzu jakieś historie – bądź to mrożące krew w żyłach, bądź takie że szczęka boli od heheszków gdy się ją opowiada… Słucham więc – jaką mi przedstawicie?

Grin: Myślę, że najbardziej szokującą historyjką będzie tragikomiczny fakt, iż nasz debiut w postaci oficjalnej płyty ukaże się po 21 latach od powstania zespołu (!) To także powinno naświetlić wszystkim zainteresowanym hulaszczy obraz naszej wesołej czwórki!

ROPIEŃ: W takich chwilach kapele, które nie przeżyły żadnych takich historii mówią zazwyczaj, że działo się, oj działo, ale niestety nie możemy zdradzić szczegółów, bo pewne osoby mogłyby potem mieć problemy. Nie będziemy zatem zdradzać szczegółów.

Wostok: Nic takiego mi nie przychodzi do głowy, ale już skoro możemy coś powiedzieć, to zawsze zapominamy zareklamować merch, a czasem nawet go wystawić. Więc z tego miejsca: jak się wam spodoba, kupcie naszą płytę, tania jest, a według większości redaktorów dobra lub bardzo dobra 😉 Thrashowe riffy, hardcorowa wściekłość, idealny spóźniony prezent pod choinkę dla całej rodziny! Można przed gigiem przesłuchać całość na bandcampie 😉

Ok, a jakie skojarzenia macie konkretnie z Rzeszowem? Obiegowe opinie, empiryczne doświadczenia? Sporo osób uważa Rzeszów za Polskę C, albo przedsionek Ukrainy, hehe…

Grin: Niestety nigdy nie graliśmy nawet w okolicach Rzeszowa, nie wiem też czy któryś z kolegów w ogóle kiedykolwiek tutaj dotarł… No może poza mną. Mój ojciec urodził się w Jaśle i tam też mam spora część rodziny Siłą rzeczy spędziłem tu swoja młodość i wspominam ten czas z ogromna nostalgią. No ale to już są „pozazespołowe” sytuacje 🙂

ROPIEŃ: Jeśli mam być szczery, to moim pierwszym skojarzeniem jest III Rzesza. Ale to pewnie dlatego, że wychowałem się na „Stawce większej niż życie” i podświadomie szukam takich skojarzeń. A nazwa miasta brzmi tak jak brzmi… My nie słuchamy obiegowych opinii, kierujemy się wyłącznie własnym doświadczeniem. Ludzie, którzy uważają Rzeszów za Polskę C sami pewnie mieszkają w Polsce F albo G i zwyczajnie wam zazdroszczą wyższej pozycji w alfabecie Polski.

Wostok: My akurat jesteśmy z Lublina, więc taki sam z nas przedsionek Na scenie metalowej nie spotkałem się z takimi opiniami, żebyśmy – my czy Rzeszów – byli Polską C, nie mamy kompleksów. Nasz tytułowy kawałek „Wostok” o tym między innymi jest. A co do Rzeszowa – to moje osobiście pierwsze skojarzenie to pomnik, tzw. uszy zakopanego zająca, albo inaczej… pewnie wiecie A na poważnie, to – znowu mówię tylko za siebie – klimaty rzeszowskiej zimnej fali lat ’80. U nas w tym czasie rządziła Budka i Bajm Ale za to teraz i w Rzeszowie, i w Lublinie bardzo dobrze ma się metal!