Wound: „Większość rzeczy przychodzi falami, a nazywanie tego modą brzmi zbyt pejoratywnie…”

Trochę zeszło Alexowi z odpowiedziami do tego wywiadu, przeszło pół roku. No ale cóż, ja też zanim te pytania ułożyłem to trochę odczekałem. I tak sobie czekaliśmy obydwaj, hehe. Ale już jest – świeża rozmowa Wound, niemieckimi death metalowcami, którzy podbili moje serce fantastyczną demówką „Confess to Filth”, a potem równie fantastycznym debiutem. Oba te materiały to kawał dobrego grania, polecam Wam więc zapuścić teraz któryś z nich i rzucić okiem na zapis konwersacji.

 

woundOracle: Hailz! Czy jesteście gotowi na spowiedź podczas której wypłyną na wierzch wszystkie Wasze brudy? Pamiętasz może, który to wywiad Wound w ogóle? Gdy robiłem sobie research do tej rozmowy, trafiałem tylko na niemieckojęzyczne wywiady, ciekawi mnie więc przyjęcie Waszej kapeli poza granicami?

Alex: Było jak na razie kilka tych wywiadów. Nie mogę Ci powiedzieć, ile dokładnie, ale mogę Cię zapewnić, że jesteśmy kupą leniwych drani [wiem kurwa, bo na wywiad czekałem pół roku… – przyp. Oracle]. Oczywiście dostaliśmy trochę wsparcia z całego świata głównie poprzez internet. Ale masz absolutną rację – większość odezwu pochodzi z Niemiec. Jak dotąd nie graliśmy też poza granicami naszego kraju, ale to powinno się wkrótce zmienić.

O.: OK, to teraz klasycznie – opowiedz o Waszych wczesnych latach. Kto poznał kogo, kiedy to było i tak dalej… Oczywiście możesz podzielić się z nami prywatnymi i intymnymi szczegółami, hehe… Czy Wound to Twój pierwszy zespół czy może jakieś wcześniej się zdarzyły? Pytam zwłaszcza dlatego, że wcześniej nie znalazłem żadnej biografii…

A.: Nie, to nie jest nasz pierwszy zespół. Graliśmy lub wciąż gramy również w innych zespołach. Wszyscy pochodzimy mniej więcej z tej samej okolicy, skupionej wokół Wiesbaden. Jako, że scena tutaj nie jest jakoś wybitnie duża znamy się wszyscy od wielu lat. Potem pojawił się pomysł, kilka rozmów, kilka prób i voila: narodziło się Wound.

O.: Znalazłem informację, że grał z Wami koleś o imieniu Tom i był on basistą na koncerty. Jak wiele koncertów zagrał z Wami i jak w ogóle znalazł się w Wound?

A.: Musiałem odwołać gig w Lipsku. Nie chcieliśmy jednak rezygnować z zagrania tam, zwłaszcza, że było to na krótko przed koncertem. Tak więc zastąpił mnie nasz przyjaciel i zagrał swój koncert życia, hehe…

O.: Podoba mi się Wasza nazwa. Jest prosta i konkretna. W sumie to zdziwiony jestem, że żadna kapela jeszcze na to nie wpadła, nie sądzisz? Co zdecydowało, że w ten sposób postanowiliście ochrzcić zespół? Nie chcieliście być kolejną kapelą z końcówką „-tion”, hehe?

A.: Jak sam powiedziałeś – jest cholernie prosta i świetnie pasuje od muzyki. Bez żadnego głębszego znaczenia. Wound. Prosto w ryj. Kropka.

woundO.: Pamiętam, że gdy otrzymałem Wasze demo, byłem nieźle zaskoczony. Wiesz, niby oldschoolowt death metal jest teraz w modzie, ale nie ma wielu kapel, które grają w stylu podobnym do Was – z mocnym wpływem At The Gates czy Edge Of Sanity. Faktycznie lubie te zespoły, czy po prostu chcieliście się jakoś wyróżnić od reszty, hehe?

A.: Na samym początku nie było żadnych przemyśleń odnośnie tego, jak Wound powinno brzmieć. Wszystko zaczęło się od wspomnianych pomysłów, przyszło parę riffów, które ostatecznie brzmią tak jak słyszysz. Rozwinęło się to dość naturalnie podczas naszych prób.

O.: A nie sądzisz, że obecnie scena niemiecka wygląda lepiej niż w latach dziewięćdziesiątych? Jest zdecydowanie bogatsza w zespoły to na pewno. W latach dziewięćdziesiątych nie było aż tak wiele zespołów wartych wspomnienia, za to teraz jest ich mnóstwo. Wy, Beyond, Chapel of Disease, Deathronation, to tylko kilka kapel, które przychodz mi na myśl w tym momencie, na szybko…

A.: Zgodzę się, że teraz jest dobry czas dla entuzjastów oldschool’owego death metalu. Wiele jest obecnie świetnych zespołów i świetni zorganizowanych gigów i małych festiwali.

O.: Wasza demówka została wydana przez Weedeater Records, o których to wcześniej nie słyszałem. Jak trafiliście na nich? Wygląda na to, że jesteście bliskimi przyjaciółmi, supportujecie ich na Waszym facebook’u i tak dalej… A może to label któregoś z muzyków Wound? No i czy to prawda, że zamierzają wydać Wam winyla?

A.: Weedhunter, nie Weedeater, haha! [mój błąd – przyp. Oracle]. Prowadzi go Hannes z Berlina, świetny koleś, który lubił naszą muzykę już od pierwszych prób, surowych nagrań, które wrzucaliśmy w sieć na samych początkach. Tak się poznaliśmy. Tak – wydał nam winyl, a także demówkę na kasecie. Hannes i Rico z F.D.A. Rekotz (które wydało nam wersję CD) znają się i obydwaj się zgodzili na taki obrót rzeczy.

O.: Nie ma to jak współpraca. Wspomniane demo jest świetnym otwieraczem dla Waszej kariery – moim zdaniem oczywiście. I nie tylko moim, bo widziałem, że w kilku magazynach okrzyknięto je na przykład demówką misiąca i tak dalej. Musieliście być kurewsko zadowoleni z tego powodu, co? Czy nagrywając to demo w studio wiedzieliście, że odniesie taki sukces?

A.: Rzeczywiście lubimy to co nagraliśmy na tym demo, ale to, że reakcje były tak pozytywne przeszło nasze oczekiwania, naprawdę.

O.: Skromniacha. Szybko po tym nagraliście debiutancki krążek. Ostatecznie wydało go, jak już wspomniałeś F.D.A. Rekotz, ale słyszałem pogłoski, że na początku miało to wydać Godeater Records. Czy to prawda? Jeśli tak, dlaczego do tego nie doszło?

wound1A.: Faktycznie, był taki plan by wydać debiut nakładem Godeater Records. Ale im bliżej było do sfinalizowania umowy, tym bardziej jasne stawało się dla nas, że ta współpraca nie wypali. Wszyscy więc doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy innego wydawcy. Szczęśliwie trafiliśmy na Rico i jego F.D.A. Rekotz.

O.: Bardzo dyplomatycznie z tego wybrnąłeś. Podoba mi się okładka debiutu, ale tak naprawdę – nie wiem co ona przedstawia, haha! Wyglądają jak popsute zęby z ludzkimi minami, któ~re gapią się na typa stojącego pośrodku, hehe…

A.: Taaa, Rebecca (Hirschkonditor) zrobiła wspaniałą robotę! Jesteśmy zadowoleni z tej okładki, bo w sumie to nie pasuje ona do niczego, czego mógłbyś się spodziewać po tym, gdy słyszysz o płycie death metalowej.

O.: A dlaczego tylko cztery z sześciu kawałków oryginalnie znajdujących się na demo znalazło się na debiutanckim dużym krążku?Chyba, że to tylko ja nie mogę zlokalizować tam „Moloch” i „Pandemonic”? Przecież krążek nie byłby wiele dłuższy z tymi dwoma strzałami…

A.: W tamtym czasie po prostu czuliśmy, że te dwie piosenki po prostu nie będą pasowały do reszty. Od tego czasu zmieniliśmy jednak zdanie – te dwa numery wciąż gramy na naszych koncertach.

O.: No, ale szkoda, że ich na płycie nie uświadczysz. OK, F.D.A. Rekotz ma dość szeroki katalog – zastanawiam się więc, czy są tam jakieś zespoły, które podobają się Wam w szczególny sposób?

A.: W zasadzie to zbyt wiele, by wszystkie je tutaj wymieniać. Zwłaszcza, że każdy z nas ma w zasadzie inny gust, jeśli chodzi o muzykę – nie jest łatwe zrobienie więc takiej listy. Po wydaniu płyty poznaliśmy ich bardzo wiele, choćby ze względu na wspólne koncerty.

O.: A czym według Was powinna się charakteryzować death metalowa płyta? Pytam, bo czasem dostaję do recenzji płyty opisane jako death metalowe, ale po odpaleniu nic takiego nie słyszę. Również maniacy często na ten temat dyskutują – gdzie się kończy, a gdzie się zaczyna. Zwłaszcza przy okazji takich płyt jak „Arise” czy albumy Sadus…

A.: Nic Ci nie powiem jeśli chodzi o kategorie i szufladki, bo w ogóle nie jestem tym zainteresowany. Chodzi mi o to, że ja znam w zasadzie jedynie dwie kategorie, jeśli chodzi o muzykę: tę, którą lubię i mnie interesuję oraz resztę. Ale fakt, że często nie jest to death metal, nawet jeśli jest tak nazywany.

O.: Widziałem, że dużo koncertujecie – zarówno podziemne imprezy, ale i w ramach dużych festiwali, z wielkimi nazwami jak Venom czy pewnie bliższy Waszym sercom Carcass na Party San. Może podzielisz się jakimiś miłymi wspomnieniami z tych koncertów? A skoro już o koncertach rozmawiamy, jesteśmy w końcu sąsiadami, więc mam nadzieję, że zagracie wkrótce w Polsce?

wound2A.: Mam nadzieję, że będzie okazja, by zagrać poza Niemcami w najbliższym czasie. Polska była by świetna. Jak dotąd zawsze mieliśmy świetną zabawę podczas koncertów, tak tych dużych, jak i tych małych, podziemnych. Raz graliśmy koncert w Niemczech, gdzie całość miała obsuwę trzygodzinną, co oznacza, że my weszliśmy na deski coś koło 2:30 w nocy. Nie pamiętam zresztą dokładnie – przyjechaliśmy na miejsce dzień wcześniej i od samego początki zaczęliśmy tankować jakiś potworny likier, to był bardzo dziwny dzień, a nazajutrz zdecydowaliśmy, że do końca swych dni będziemy pić tylko zieloną herbatę haha!

O.: Na pewno zauważyłeś zwiększoną popularność oldschoolowego death metalu, prawda? Nazwałbyś to modą? W przeszłości zdarzały się już przecież takie fale – oldschoolowy thrash, war metal, symfoniczny black metal… Teraz zdaje się nadchodzi zwiększone zainteresowanie occult rockiem…

A.: Większość rzeczy przychodzi falami, a nazywanie tego modą brzmi zbyt pejoratywnie moim zdaniem. Powiedziałbym raczej, że sprzyjające okoliczności sprawiły, iż wiele osób mających podobne gusta, inspirujących się nawzajem. Wiesz, im więcej ludzi na przykaąd będzie słuchało staroszkolnego death metalu, tym większa szansa, że nowi maniacy założą nowe kapele. Dzięki internetowi może to iść bardzo szybko. Nie sądzę jednak, że to zwiększone zainteresowanie death metalem w starym stylu jak i zwiększona liczba nowych zespołów będzie trwało wiecznie.

O.: A teraz coś z zupełnie innej beczki: wcześniejszy papież był Niemcem, ale był zbyt leniwy, żeby prowadzić ten cały bajzel zwany Kościołem, więc zrezygnował. Było Ci smutno z tego powodu, hehe? A tak serio, jak Twoi rodacy na to zareagowali? Podejrzewam, że u nas była większa histeria niż u Was, hehe…

A.: Co to jest papież?

O.: Nieważne. A może powiesz mi, dlaczego niemieckie porno z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych uznawane jest za kult, hehe? Masz jakiś pomysł? Jesteś dumny z osiągnięć swojej rodzimej kinematografii, hehe?

A.: Bez takich wspaniałych wzorów, jakie dane nam zostały przez tych wspaniałych reżyserów i aktorów, żaden z nas nie byłby dziś tak wysmakowanym artystą, jakimi jesteśmy dziś.

O.: O, i to ja rozumiem, hehe… A pamiętasz swój pierwszy album, który kupiłeś? Ile miałeś lat? Wciąż masz tę konkretną kopię?

A.: Oczywiście! Pierwszą taśmą było Iron Maiden „Fear Of The Dark”, miałem wówczas jakieś dwanaście lat. Kilka lat później kupiłem sobie pierwsze Cd, to było Overkill „Years Of Decay”. Dalej mam je w całkiem niezłym stanie, pomiędzy kilkoma innymi płytami.

O.: OK, dzięki za odpowiedzi, mam nadzieję, że wywiad był w porządku! Czekam na Wasze koncerty w Polsce!

A.: Dzięki! Kontynuuj dobrą pracę i wybacz mi, że jestem takim leniwym draniem, tak długo odpowiadałem na Twoje pytania! Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce w Polsce!

 

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *