Wojtuś: „To ja stoję za sukcesem Chaos Vault…”

Pod koniec miesiąca w obozie Chaos Vault zawrzało, czy – jak twierdzili niektórzy – „wybiło”. Duża część metalowej społeczności opowiedziała się po stronie Oracle’a oraz Efa i Pathologista, którzy przekonywali, że webzine został im skradziony przez pismaka i inwestora – Wojtusia Krukowiuka. Nie zapominajmy jednak, że medal zawsze ma dwie strony, a tak wygląda ta druga.

Bart: Nie można zacząć inaczej, niż od najbardziej aktualnego tematu. Wszyscy zainteresowani znają już perspektywę Oracle’a Efa i Pathologista na sytuację w Chaos Vault, jaka jest twoja?

Wojtuś: Może na wstępie zaznaczę, że nie jestem zwolennikiem wyciągania brudów, które powinny być omawiane i rozwiązywane wewnątrz webzina, ale sytuacja zmusza mnie do tego, żebym powiedział kilka słów. Jak wszyscy wiedzą, czytają, słyszą dookoła – przez kilka ostatnich dni wylało się za dużo pomyj, szczególnie pod moim adresem, i trzeba się do tego jakoś ustosunkować. Zacznę od samego początku. Nikt nie kwestionuje wkładu Oracle’a w rozwój Kejosa, natomiast nie jest prawdą to, że całość stworzył zupełnie sam. Stoi za tym kilka osób, a przede wszystkim stoję za tym ja, jako główny inwestor, człowiek odpowiedzialny za zewnętrzną wizję webzina i to, jak go każdy postrzega – wszelkie ubrania, grafiki i ikonografiki, zdjęcia, cała otoczkę a także sprzęt, który jest moją własnością, a używa go cały projekt… Wszystko to było wymyślone i zrobiono przeze mnie, a także opłacone z moich prywatnych pieniędzy, a zatem jeżeli mówimy o projekcie Chaos Vault, to Oracle zrobił tak naprawdę dla niego tylko profil na fejsie i zgłosił się z tym do mnie. Recenzje zaaranżowałem i napisałem ja, a stronę stworzył Łysy. Wszystko to było wymyślone i zrobiono przeze mnie, a także opłacone z moich prywatnych pieniędzy, a zatem jeżeli mówimy o projekcie Chaos Vault, to również i Ef zrobił tak naprawdę dla niego tylko pomysł na logo.

Po odpaleniu strony – którą też w całości sfinansowałem – sprawy zaczęły się szybko rozwijać. Całość od razu zażarła, ale też cała otoczka wokół webzina zrobiła swoje. Zaczęły napływać propozycje do napisania recenzji, więc postanowiłem, że zainwestuję w sprzęt (kupiłem nowy laptop) i stworzenie strony. Pathologist od razu zapowiedział, że nie dołoży do tego ani grosza. Później zaprosiliśmy do pomocy moich i jego znajomych, i tak powstała redakcja. Za organizację wszystkich recenzji, relacji i patronatów odpowiadałem ja. Oracle, Ef i Pathologist jedynie otrzymywali wynagrodzenie, procent od pozytywnych recenzji. Żaden z nich nie chciał podpisywać żadnych umów, więc wszystko brałem na siebie, całą odpowiedzialność, łącznie z ewentualnymi karami finansowymi. To ja ponosiłem wszelkie koszta z tytułu wypłat recenzentów, organizowania prób kupowania lajków, wszystkiego, co było związane z nazwą Chaos Vault. To była marka i firma, która została stworzona całkowicie przeze mnie, Oracle, Ef i Patgologist pobierali z niej profity, od samego początku nie inwestując ani grosza. Czy zatem nie mam do niej prawa?

To jest świetna sytuacja – zbuduj swój wizerunek na czyjeś ciężkiej pracy, jeżdżąc na koncerty i pozyskiwać osoby, które zapłacą za dobrą recenzję, opowiadając bzdury, zakładając prywatne konto na Instagramie, tworząc własną, alternatywną rzeczywistość, a na koniec opublikuj w panice posta, bo naopowiadałeś bzdur tym wszystkim ludziom, że stworzyłeś to zupełnie sam (no dobra, w trójkę)! A ten Wojtuś to złodziej, przekręciaż, faszysta i nie wiadomo kto, i zrób z siebie umęczoną ofiarę. Wszyscy będą hejtować, wiadomo… Jeszcze ładnie opowiedz całą historię swojemu wieloletniemu doradcy i księgowemu, panu Krzysztofowi Słyżowi, żeby jako pierwszy na gorąco mógł przekazać światu tryumf… Piękna historia! Będzie doskonały finał, ale w sądzie.

Oracle ma ogromne problemy psychiczne, o których wiedzieli i mówili wszyscy dookoła. Każdy, kto przebywał z nim dłużej stwierdzał, że coś jest nie tak. Mogę dodać historię jeszcze z czasów, kiedy razem jeździliśmy na koncerty – pojechaliśmy w trasę za Katem z Jackiem Chiro, a po bodajże piątym koncercie wyszedł z klubu i już nie wrócił, a powodem było to, że chodził i szukał pomników Jana Pawła II, żeby zrobić sobie z nim selfie. Takie historie miały miejsce na każdym wyjeździe – gość wychodził z kolacji i nie wracał, bo szukał papieży, na przykład w Gliwicach… I nie odbierał telefonów, nie wiadomo gdzie jest, a ty się martw, co i jak. Uzależnienie to jest mało powiedziane, chłopak jest mocno chory. Ma całą galerię selfiaków z papieżem. Boje się, że nie poradzi sobie z całą tą sytuacją, bo dla niego nie jest najważniejsze to, że traci webzina, który dla niego i tak nic nie znaczył – co wiem chociażby stąd, że ludzi, z którymi współpracował traktował jak śmieci – ale najgorsze jest to, że stracił „twarz” u tych wszystkich instagramowych, „wirtualnych” ludków, u których budował pozycję: To ja wszystko stworzyłem! Oracle! i opowiadał pierdoły. Instagram – jak się okazało – był prywatny, a także treści publikowane na nim były prywatne, dlatego konto zostało usunięte. Teraz będą filmiki, oskarżenia, wrzutki i brazylijski serial. Trzy lata jedziesz na czyimś garbie, po czym stwierdzasz, że to jednak złodziej i przekręciaż, a że Oracle jest także osobą mocno mściwą, więc spodziewam się wszystkiego.

Jeżeli chodzi natomiast o temat zastrzeżenia nazwy i hasztaga, który też wywołał dyskusje, to znowu jest to jakaś absurdalna historia. Chaos Vault uchodził za projekt anonimowy, więc pierwsza lepsza osoba z ulicy mogła wejść do urzędu i zastrzec nazwę. Zdecydowałem się to zrobić dla uniknięcia takiej sytuacji, a także ze względu na ilość podróbek napływających z całego świata (kvlt, metal music attack i inne…). Bart zastrzegł hasztaga, bo miał akurat tylko tyle na koncie. Ef może to zresztą potwierdzić, bo osobiście zgłaszał przypadek jednego z producentów podróbek na policji, żeby przyjechała na fejsbuka.

Myślę, że tak naprawdę problemem było to, że Oracle źle znosił sławę. Umówiliśmy się, że to będzie wszystko anonimowe, ale to właśnie on tak mocno pragnął się ujawnić. Zaczęło mu mocno odbijać, co przenosiło się później na członków redakcji, którzy byli nieustannie zmieniani według jego widzimisię i to na przykład dwa dni przed koncertem albo tydzień przed trasą koncertową. Trzeba było na szybko szukać chłopaków od relacji, od zdjęć i takie rzeczy rzutowały na całość współpracy. Pod koniec sam się gubiłem w tym wszystkim, bo na każdy koncert jeździł inny skład i to wszystko trzeba było ogarnąć logistycznie, więc w pewnym momencie stwierdziłem, że nie mam na to już siły i po prostu trzeba się rozstać – nie ogarniałem co kto miał zrobić, kto cyknąć foty telefonem, a kto napisać relację. Miało to formę spółki, a umowa na kolejne recenzje została zakończona, wszystko odbyło się zgodnie z postanowieniami i tyle – trzeba się rozejść. Niech chłopak się otrząśnie, nie ma dzieci, ale dokarmia takiego jamnika od sąsiadki, całe jego otoczenie wie, że ma „problemy z głową” i nie są one przejściowe. Niech teraz zareagują, bo będzie za późno.

Bart: Widzisz szansę na to, żeby mimo wszystko dojść do porozumienia?

Wojtuś: Wiele razy wyciągałem do chłopaków rękę, chociażby przed ostatnimi streamingami, kiedy zapowiedziałem, że zakończymy współpracę. To nie była decyzja podjęta ot tak, pod wpływem emocji, to było następstwo propozycji kolejnego ekskluzywnego streamingu. Czekałem na odpowiedź kilka miesięcy, miał określić się do końca marca [2019 roku – przyp. red.] i wreszcie stwierdził, że jest zdecydowanie na nie, szczególnie Pathologist. Wtedy ostatecznie stwierdziłem, że dalsza współpraca nie ma sensu, ale z racji tego, że recenzje były opłacone znacznie wcześniej, chciałem to dokończyć zgodnie z umowami, bo gdyby do publikacji nie doszło, to ja ponosiłbym kary finansowe. Dwa tygodnie przed ostatnimi recenzjami (wszystkie opłacone na powyżej 8/10) powiedziałem wprost, że rozchodzimy się i chciałbym otrzymać z powrotem laptopa, z którego korzystali (dzielili się laptopem na trzech, dlatego na dzień nigdy nie pojawiała się więcej niż jedna recenzja), żeby go sprzedać i odzyskać przynajmniej jakąś część wkładu inwestycyjnego.

Dość mocno podkreśliłem psychiczną pozycję Oracle’a i całą sytuację, do której doprowadził. Po tych ostatnich opłaconych recenzjach i relacjach, kiedy już zakończyliśmy współpracę, jasne się stało, że prawdopodobnie będą istnieć dwa Chaos Vaulty. Umówiliśmy się jednak na rozmowę, do której miało dojść 27 marca, ale w międzyczasie Oracle zaczął publikować wiadomości na Instagramie, z których jasno wynikało, że nic z tego porozumienia nie będzie. Jakieś wrzuty z płytą co ma strzelbę wycelowaną we mnie i napis, że wkurwiają go koledzy z redakcji… Wysłałem kilka SMS-ów z prośbami o rozmowę i wyjaśnienie tej sprawy, może nawet dałoby się kontynuować wspólną działalność, ale na nowych warunkach… Nie dostałem żadnej odpowiedzi, a zamiast tego pojawiło się oświadczenie, że wyrzuca mnie ze swojego webzina, choć tak naprawdę z jego webzina sam odszedłem już wcześniej, bo chciałem mieć prawdziwy webzine – tylko tak to mogło dalej funkcjonować.

Bart: Chciałem zapytać o reakcje innych pismaków, ale z tego, co mówisz wynika, że tak naprawdę to byliście wy Ty z Łysym oraz Pathologist, Ef i Oracle i często zmieniający się pismacy sesyjni.

Wojtuś: Był jeszcze Hellstorm, który został wyrzucony przez Efa, o czym poinformować musiałem go ja, bo Ef nigdy nie potrafił rozmawiać z ludźmi. Chodził tylko i powtarzał w kółko „chujnia, chujnia, wszystko chujnia”. Takie kluczenie, ustalanie czegoś za plecami – to było na porządku dziennym. Boska wyleciała przed drogo opłaconą relacją z dużej trasy, bo mówiła prawdę wprost, z resztą takich ludzi było mnóstwo, stąd skład się zmieniał co chwilę. Dochodziło do wielu sprzeczek na temat zachowania Oracle’a; tego, jak traktuje inne osoby w zespole; czegoś, co określiłbym wręcz jako despotyzm i nasilające się gwiazdorzenie. Pod koniec graniczyło to już z absurdem. Aktualne psy karawaniarskie stoją natomiast po jednej stronie tego konfliktu, każdy przecież widzi, że ta niby trójca założycieli jest w tym sama. Nie chcą jednak uczestniczyć w całym tym – za przeproszeniem – gównie, bo znają mściwość Efa i Oracle’a, ale jeżeli sprawa znajdzie się w sądzie, to określili już, po której stronie będą.

Bart: Z niechęcią do Chaos Vault, proporcjonalną zresztą do wzrostu jego popularności, musiałeś mierzyć się już wcześniej, przed całą tą sytuacją. Niektórych bolało to, że macie wyjątkowo dużo merchu w ofercie, innych, że od trzech lat Ef wszystkim płytom wystawia 6/10, pomimo że opłacane były wyżej.

Wojtuś: Jasne jest to, że sukces Chaos Vault jest czymś niespotykanym na skalę polskiego rynku muzycznego czy nawet ogólnoświatowego, bo rzadko się zdarza, żeby webzine zrecenzował tyle płyt używając w sumie tych samych środków retorycznych, związków frazeologicznych i porównań. Zainteresowanie nie gasło przez ostatnie trzy lata, a wręcz wzrastało i na pewno w jakimś stopniu wzbudza to zwykłą, polską zazdrość. U nas często myśli się, że zine powinien być wydawany na pięciu kartkach sklejonych klejem biurowym z Biedronki, przeznaczonych dla swoich kolegów. Cóż w tym złego, jeżeli recenzje dobrze się sprzedają, jeżeli obecnie cena jednej recenzji kosztuje 2000$ (a mówimy o recenzjach 6/10!), skoro piszący tylko i wyłącznie z tego się utrzymują? Jeśli jakiś pan Konopnicki czy Weltrocki chce pisać o black metalu dla swoich pięciu kolegów i codziennie zasuwać z teczuszką do korporacji, to proszę bardzo. My postawiliśmy wszystko na jedną kartę i utrzymujemy się dzisiaj tylko z pisania o muzyce. Dlaczego mielibyśmy tego nie sprzedawać, skoro ludzie chcą płacić za pozytywne recenzje swojej muzyki? To moja praca, dlaczego miałbym za wykonanie jej nie otrzymywać wynagrodzenia?

Bart: Ale nie jest chyba tak, że cała polska scena zinowa ma do was negatywne nastawienie. Braliście pieniądze za recenzje od wszystkich wydawców i zespołów, od Entropii po Behemoth, od Century Media Records do Witching Hour Productions.

Wojtuś: Z niektórymi zespołami jest tak, że nie odmówią, kiedy dostają zniżkę dla stałych klientów – dobrze jest przecież ogrzać się w czyimś blasku – ale za plecami mówią już coś zupełnie innego [śmiech]. Nie wiem, jak to nazwać… Dla mnie jest to miałkie, małe, to typowa zawiść o to, że komuś coś dobrze wyszło, a mi nie wychodzi. Takie typowe „polactwo”.

Bart: Jeździmy po świecie, więc możesz to porównać z reakcjami zagranicznych webzinowców, czytelników – jest podobnie?

Wojtuś: Na pewno dużo zależy do specyfiki undergroundu z danego kraju, ale poza Polską, nigdzie nie zauważyłem niechęci do Chaos Vault. Ale to, że mamy tutaj tak duże grono hejterów działa na korzyść webzinów, bo im więcej mówią, tym więcej ludzi dowiaduje się o naszej działalności, więc na pewno zrobili świetną robotę dla Kejosa [śmiech]. Tak to wygląda – relacje i recenzje wszędzie dobrze się sprzedawały, choć nie znaczy to jeszcze, że za każdym razem były sukcesami finansowymi, bo webzine razem z obsługą to piętnaście-szesnaście osób, więc cała logistyka była naprawdę droga – chłopaki (Oracle, Ef, Pathologist mają swoje sekretarki, Oracle sobie kupił jamnika który mu przynosi płyty w pysku z pokoju do gabinetu i tak dalej i tak dalej).

Bart: Pracujemy z Łysym teraz nad dalszą ekspansją Kejosa, ale kto właściwie stworzy nowe recenzje? Ef też wspominał, że ma gotowy materiał i nic tylko publikować.

Wojtuś: Materiał, o którym mówił Ef można regularnie przeczytać tu i tam, nic się w nim nie zmienia. Nie wiem, co Oracle planował, jaki był jego zamysł, co do rozwoju Kejosa. Pathologist na przykład czytał już napisane i opłacone, ale jeszcze nieopublikowane recenzje przypadkowym osobom od dwóch lat, wszystkim dookoła. Kiedy na moją prośbę, żeby je w końcu opublikować, odpowiedział negatywnie, przestało mnie to interesować. Ja z Łysym i Tobą robimy swoje. Teraz nagle – gdy sytuacja zaczęła się komplikować – usłyszałem, że on też chce od razu opublikować te recenzje i proponuje pisanie nowym pismakom, o których mu wspominałem. Od roku mówiłem im, że możemy z nich skorzystać, ale wtedy żaden z tej trójki nie chciał nawet tego rozważać, twierdzili, że nikt tego nie zrobi lepiej od nich.

Bart: Sukces Chaos Vault wynikał między innymi z tego, że nikt wcześniej podobnie nie pisał, ale efektu świeżości nie da się osiągnąć po raz drugi.

Wojtuś: Tak, oczywiście, szukamy czegoś nowego i świeżego. Właśnie tutaj tkwi sedno sprawy, bo recenzje, które napisali Oracle, Pathologist i Ef to dokładna kopia ich recenzji takich płyt jak „Hope”, „Esperalem Tkane” czy „Guido”. Oczywiście jeśli chodzi o chwyty retoryczne, bo tylko takie tam były. Nie wiem natomiast, czy oferując czytelnikom kolejny taki sam materiał i nic więcej – bo nie było żadnego dodatkowego konceptu – ten webzine wciąż mógłby odnosić sukcesy. Wizerunkowo zostajemy na pewno przy tym samym, ale będzie to wyglądać jeszcze lepiej, będzie na bogato. Natomiast dochodziły do mnie sygnały od pismaków, jak Ty czy Xhaligia, którzy z nami piszą i pisali czy obsługi naszych biur, że Oracle dość często powtarzał, że kolejny próg sprzedaży recenzji chce zrealizować beze mnie.

Bart: To jak chciałbyś, żeby 2019 rok wyglądał dla ciebie i dla Chaos Vault?

Wojtuś: Chciałbym przede wszystkim sprzedać jeszcze więcej recenzji i chciałbym, żeby to ich ceny przemawiały same za siebie, a nie „internety”, które już dawno wydały wyrok. To nie one są wyznacznikiem jakości webzina. Dzisiaj wydać na kogoś wyrok, opluć, zniesławić, widząc jedynie jedną stronę medalu jest bardzo łatwo. Poza tym liczę na wzrost sprzedaży recenzji i relacji koncertowych i przede wszystkim na trochę spokoju, bo początek roku na pewno do spokojnych nie należała. Pozdrawiam tych, którzy tak pięknie komentują to wszystko, znając wyłącznie perspektywę jednej strony całej tej sytuacji.

Autor

69 tekstów dla Chaos Vault

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

7 komentarzy

  • Szczerze mówiąc sajgon i rozgłos niczym przy ostatniej telenoweli Babuszki ale co prawda to prawda, sporo recenzji wyglądało na przepisanych zmieniając po prostu kluczowe słowa bądź „zachwyty”. Beznadziejne jest to, że wyszła z tego bitwa na obrzucanie się błotem niczym w przedszkolu, Wojtusiowi życzę podniesienia tego bagna na swój dawny a nawet i lepszy poziom. Oby cała ta zabawa skończyła się szybko.

  • Ja to jednak starej daty jestem i za chuja nie rozumiem o co chodzi ze sprzedawaniem recenzji…piszecie i oceniacie za kasę z wytwórni to słabo chyba z niezależnością i obiektywnością…

  • KIEDYŚ SPOTKAŁEM FËANORA NA WSCHODNIEJ STRONIE HELCARAXË. PODOCHODZĘ DO NIEGO I MÓWIĘ „ALATÚLIË FËANORZE TY BRATOBÓJCO”. A ON TYLKO „AIYA” I ODWRACA GŁOWĘ. SPRZEDAŁEM MU BLACHĘ W POTYLICĘ I MÓWIĘ „SŁUCHAJ MNIE BO CI NIE DAM ZBROJNYCH HUFCÓW NA ODZYSKANIE SILMARILLI”. FËANOR ZAPŁONĄŁ, COŚ TUPNĄŁ, COŚ MRUKNĄŁ ALE MÓWI „DOBRA SŁUCHAM CIEBIE CIERPLIWIE, CO MASZ MI DO POWIEDZENIA”. „CZEMU ZWIODŁEŚ NOLDORÓW I ŚCIĄGNĄŁEŚ NAŃ WYGNANIE?” NA TO FËANOR RZEKŁ DO MNIE – „TY ZDRAJCO FINWËGO” I PODPALIŁ STATKI. POTEM RUSZYŁ NA ANGBAND.

  • Hail Satan! Mamy z kuzynką metalową kapelę…poprosimy o wycenę poniższych pozycji (nie ukrywamy że wybieżemy najlepszą jaką otrzymamy ze wszyskich sławnych branżowych portali) propoprosimy o ceny naetto: 1.Zajebista recenzja, 2.Chujowa recenzja dla innego zespołu, 3.Relacja z trasy której nigdy nie było, 4.Zdjęcie Wojtusia w naszej koszulce, 5.Wywiad w którym sami sobie zadajemy pytania…. p.s. czy u tego Orakla będzie taniej czy drożej bo nie wiem czy mu wysyłać…?

  • Trafiłem tu dziś przypadkiem bo starej daty jestem i jakieś tam webziny mnie nie interesowały. Po tym co przeczytałem, wiem, że to zwykłe pozerskie gówno dla pseudometalowców i innych hipsterów. Pluję na was śmieci, to takie chuje jak wy rozjebały tę muzykę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *