Ulcer: „…osiągnęliśmy to wszystko bez ani jednego kawałka po rosyjsku.”

Ulcer powrócił z nowym krążkiem i pokazał co poniektórym „starym wyjadaczom” gdzie raki zimują. Bez szumu i bez raportów ze studia co dwa dni. Krążek równie dobry, jeśli nie lepszy, od poprzedniego długograja „Grant Us Death”. Nie przedłużajmy więc, bo nie lubię pisać wstępniaków, oddaję więc głos panu Sonneilonowi aka D.ssipline. 

Oracle: Na początek staropolskie hailz! Jak tam samopoczucie po wydaniu „Heading Below”, jednej z lepszych propozycji w death metalowym światku zarówno Rzeczypospolitej Polskiej jak i Europy? Ja się z negatywną recenzją nie spotkałem, więc źle raczej nie jest, co?

IMG_6137mS: Dla mnie ta płyta to oczywiście „kuuurwa, znowu ktoś sobie przypomniał jak się w Szwecji stroiło instrumenty i grało. I co, to ma być to lepsze, takie kurwa oryginalne granie? Chyba kogoś jebie. Rozumiem zachwalać swój towar, no ale nie popadajmy w śmieszność.

O.: OK, trzecia płyta, ale czy przełomowa? Osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem tej teorii, ale śledząc recenzje wszyscy piszą o kroku milowym dla Ulcer i tak dalej. Osobiście odczuwacie tego rodzaju nacisk czy jak to zwał?

S: Jeszcze jak! Paparazzi zaglądają nam do okien, czorne mewy nie chcą złazić z kutasów, Pudelek nie przestaje wrzucać newsów o moim czole, a na koncie w banku wyświetla mi błąd, bo zera już się nie mieszczą. Żyć nie umierać. Czuję, że to najważniejszy moment w naszej imponującej karierze. Pomyśleć, że osiągnęliśmy to wszystko bez ani jednego kawałka po rosyjsku.

O.: Z drugiej strony – coś w tym musi być. Po „Grant Us Death” wszyscy mielili w kółko „Ulcer = szwedzki death metal”, a po „Heading Below” to już różnie… Tu Was porównają do Behemoth, gdzie indziej znajdą aurę a’la Cradle of Filth, czyli zaczyna się robić ciekawie… Myślicie, że Wasza muzyka jest faktycznie taka wymagająca, że recenzenci doszukują się takich dość zaskakujących porównań?

S: Nasza muzyka na pewno nie jest prostacka, ale też nie przesadzajmy. To raczej z „dziennikarzami” jest dziś coś nie tak. Jeden słyszy Behemoth w absolutnie każdym zespole z Polski, inny coś tam innego bo zna dwa zespoły na krzyż. Grasz muzykę z założenia inspirowaną konkretnym jej odłamem, bezpośrednio nawiązując do muzyki swoich „idoli”, to i tak powiedzą, żeś fan Nergala czy innego Watain. Cóż począć? Robić swoje. A z tym Cradle of Filth to chodzi pewnie o jeden konkretny moment na początku „Miscarriage’s Lullaby” i akurat w tym przypadku mnie to nie dziwi, bo sam mam podobne skojarzenia…

IMG_6159mO.: „Heading Below” trwa niemal pięćdziesiąt trzy minuty, to dość sporo – osobiście nie lubię takich długich krążków. W ciemię bici nie jesteście, więc na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że większość słuchaczy ma podobne odczucia, mimo to zdecydowaliście się na taki czas trwania. Znaczy to, że uważacie, iż bez któregokolwiek z numerów ten album byłby uboższy?

S: Ja miałem pewne wątpliwości, ale ostatecznie zdecydowaliśmy, że nie tniemy na kawałki i wrzucamy wszystko. Jak kogoś ten czy tamten utwór nuży to sobie może przeskoczyć jednym przyciskiem, także nie widzę większego problemu. Nie jest to album koncepcyjny, więc pominięcie jego poszczególnych momentów nie powinno jakoś wyraźnie popsuć odbioru całości.

O.: Ponoć materiał zarejestrowaliście bardzo szybko. Nie będę pytał o szczegóły, bo mnie to normalnie nudzi, ale kilkadziesiąt godzin na nagranie takiego albumu to rzecz, która jest niebezpiecznie blisko granicy „siedzenia w pokoiku i nagrywania płytek, wraz z miksem i masteringiem na domowym komputerku”, czyli czegoś czego generałowie sceny nie lubią. Może się mylę, ale moim zdaniem płyta death metalowa ma sponiewierać i tyle, nie ważne czy nagrano ją w przedpokoju czy srano się z nią miesiącami i zarzucano słuchaczy dziesiątkami niepotrzebnych filmików z tak ważnych dla przeciętnego fana momentów jak strojenie gitar, heh? Any comment?

S: Oczywiście z tym jaka powinna być płyta death metalowa się jak najbardziej zgadzamy. Wiesz, chyba po prostu jesteśmy ulepieni z innego gówna niż Generał i nie do końca rozumiemy po co nagrywać coś długo, jak można to zrobić szybko i bez zbędnego pierdolenia. Może dla artystów przez wielkie C.Z.O.Ł.G., przyzwyczajonych do wygód w postaci opłaconego na dwa miesiące z góry studia jest to mało profesjonalne, ale zasadniczo mamy to w dupie.

IMG_6142mO.: Wraz z „Heading Below” zmieniliście wydawcę. Na temat trudnych i zawiłych negocjacji co do wydania płyty krążą już w podziemiu legendy, hehe… Ale tak serio – co daje Wam Arachnophobia Records, czego nie dawało Pulverised Records? Osobiście zawsze wydawało mi się, że promocja w tej singapurskiej stajni nie kuleje i zespoły, które są tam wydawane na brak zainteresowania liczyć nie narzekają. Czy po prostu zgodnie z porzekadłem, że bliższa ciału koszula doszliście do wniosku, że lepszy taki wydawca z którym można butelkę objebać na koncercie, niż powymieniać się grzecznościami przez maila?

S: Jak pewnie wiesz, z dostępnością naszej poprzedniej płyty w Polsce było delikatnie mówiąc tak sobie. Pulverised jest spoko, ale filozofię prowadzenia labelu mają trochę nie po drodze z takim zespołem jak my. Może gdybyśmy byli nieco większą nazwą, cieszyli się jakimś wyraźnie widocznym zainteresowaniem i ogólnie rzecz biorąc byli nastawieni na aktywną działalność, to tego typu problemów by nie było, bo wszystko nakręcałoby się samo. No, ale nie jesteśmy, więc jedyne, czego oczekujemy, to żeby kuc jeden z drugim zwyczajnie mogli kupić sobie płytę jak już im się spodoba. Krzysiu to spełnia, więc dalej nie szukaliśmy.

O.: Okładka rozpierdala, aczkolwiek dlaczego właśnie Mentalporn? Nie lepiej było uderzyć od razu w jakieś kulty? Taki jeden Generał nagle się obudził i po latach lepszych (rzadziej) lub gorszych (częściej) cyfrowych koszmarków uzmysłowił sobie, że aby być kultowym to najlepiej uderzyć po prośbie do Moyena albo Seagrave’a…

S: Bo „fajne” nazwiska we wkładce też mamy w dupie. Kuras zrobił zajebistą robotę przy okazji ostatniego Blaze of Perdition, więc polecieliśmy za ciosem i narysował też Ulcer.

IMG_6125mO.: Jesteście najmłodszym z trzech aktywnych obecnie Ulcerów na metalowej scenie – tamte starsze kapele nie przypierdalały się o Wasz szyld? Mogą być złośliwi, bo bez włazidupstwa, ale po zapoznaniu się z ich muzyką jednak polski Ulcer odstawia ich trochu w tyle…

S: Nie, nikt się do nas w tej sprawie nie odzywał. Z jednym z tych zespołów chyba nawet wymieniłem wiadomość czy dwie, jeszcze za czasów potworka zwanego Myspace i nikt nie miał z tym problemu.

O.: Głupie pytanie może, ale niestety nie słyszałem Waszych wcześniejszych dokonań przed dwójeczką, to jest debiutu i dwóch demówek. Nie korci Was, by to wydać ponownie? Death metal trzyma się mocno, Ulcer jest zespołem znanym i lubianym, więc może takie wznowienie nie byłoby chybionym pomysłem…?

S: O ile to, że graliśmy na tych materiałach zupełnie inaczej nie jest jakimś problemem, to już ich realizacja pozostawiała zbyt wiele do życzenia żeby robić z nich regularne wydawnictwa.

O.: I jeszcze jedna kwestia – czy nie myślicie, że „Heading Below” wspaniale prezentowało by się na winylu a również (jak nie bardziej) na taśmie, zwłaszcza że nagle ni stąd ni zowąd obydwa analogowe formaty przeżywają wzrost zainteresowania? A propos – tak już na stałe czy to chwilowe, jak myślicie? Moim zdaniem z tymi kasetami skończy się dość szybko i nagle co poniektóre labele stwierdzą, że szkoda im topić kasę w taśmy…

ulcerS: Krzysztof chyba coś wspominał o winylu, ale w sumie to nie pamiętam czy sobie tego nie wymyśliłem. Pozostańmy więc przy tym, że nic jeszcze nie wiadomo. Trendów w dziedzinie nośników danych nie śledzę, także nie wiem co może być bądź przestać być w modzie. Ja np., choć sprzęt do puszczania hałasu mam nielichy, to najczęściej słucham z kompa, bo sporo przy nim siedzę i jest mi tak najzwyczajniej wygodnie. Z machiny puszczam głównie jak się kładę na łóżku i chcę pokontemplować to, co leci.

O.: O ile wiem, to jak na razie nie ma nawet co marzyć o graniu koncertów przez Ulcer, a wielksza szkoda, bo Ulcer na żywca to zniszczenie. Przecież nawet współorganizowałem Wam rzeszowski koncert, to wiem co mówię. Większość z Was i tak gra gigi w innych kapelach, ale nie brak Wam wspólnej imprezy z bannerem Ulcer za plecami?

S: Z wiadomych powodów nie gram na żywo (prawie) wcale, także dla mnie jest to bez większego znaczenia. Planuję w następnym roku zrobić wyjątek od reguły i zagrać sztukę poza Lublinem, ale akurat z BoP. Ulcer natomiast spokojnie poradzi sobie beze mnie, bo wokalistów mamy dwóch. Niech tylko Mścisław wykuruje sobie rękę do końca. Prawdę mówiąc bardzo chętnie posłuchałbym tych nowych kawałków na żywo nawet z pozycji odbiorcy, bo to same hity.

O.: W tym roku mamy dziesiątą rocznicę powstania Ulcer. Założę się, że nawet nie czuliście, kiedy to minęło, hm?

S: Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie mi to uświadomiłeś, to tak – nie czuliśmy. Oczywiście moglibyśmy zrobić z tej okazji wspaniałą imprezę, zaprosić kapele kolegów, może nawet zorganizować trasę Świdnik – Kalisz – Ciechocinek – Klepacze i wydrukować plakaty „10 Years Of No Listeners Tour”, ale po co?

IMG_6223mO.: W sumie część z Was wywodzi się ze sceny black metalowej (lub jest z taką głównie utożsamiana). Zrobiliśmy więc postęp od świętych wojen, podziału na prawdziwków i pozerów, plwaniu na wszystko co death metalowe bo tylko black metal jest prawdziwy i tak dalej. Pytanie – czy to dobrze czy źle? Ja wiem, że to temat – rzeka, ale to chyba tym lepiej co?

S: Jesteśmy już chyba trochę za duzi na takie rozważania.

O.: Podobno każdy ma jakieś „guilty pleasures”, czyli krążki czy zespoły, których wstyd i obciach jest słuchać a przynajmniej przyznawać się do tego. Ale że u nas nie ma obciachu… proszę o wymienienie Waszych wstydliwych muzycznych fascynacji…

S: Nie posiadam takowych, bo nie mam 15 lat i nie wstydzę się tego co słucham..

O.: OK, myślę, że piętnaście pytań byłoby OK. Ale oczywiście jeśli chcielibyście coś dodać, kogoś pozdrowić albo przypomnieć że wisi Wam kasę albo nie oddał jeszcze płyty to macie dużo miejsca poniżej. Hailz!

S: Pozdrawiam serdecznie.

Autor

10185 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *