Srogość „Na samym początku miała to być swego rodzaju prowokacja”

Ten mini-wywiad ciągnął się w czasie niczym obrona Stalingradu.  W końcu jednak udało się nam go skończyć. Do poczytania nie tylko na kiblu.

Zaczniemy przepytywanie od podstawowego pytania, które de facto ustawi dalszą część wywiadu. Czy Srogość to projekt na poważnie, czy jednak „artystyczna prowokacja”, który ma coś pokazać, komuś udowodnić, a i wyśmiać przy okazji?

srogoscCiężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na samym początku miała to być swego rodzaju prowokacja. Jednorazowa sprawa która nie dotrze do szerszego grona odbiorców. Swoją drogą ciekawie jest słyszeć opinie dotyczące naszego dema i związane z nim ‘teorie’. Gdyby ludzie wiedzieli jak to wszystko wtedy wyglądało… Teraz, jest to projekt zdecydowanie na serio. Nie znaczy to jednak, że sami postrzegamy siebie jako zespół ‘true’, Pozwalamy sobie na zabawy konwencją, na co dowodem jest nasz pierwszy album. Zdaję sobie sprawę, że w świecie black metalu takie działania mogą spotkać się z krytyką czy niezrozumieniem, ale to nasz świadomy wybór. Srogość balansuje gdzieś na linii absurdu i bycia w stu procentach serio. Sam jestem ciekaw w jaką stronę skręcimy w przyszłości.

To opowiedz więc, jak to „wtedy wyglądało”. Dobra prowokacja – według mojego rozumienia – po pierwsze stawia trafioną diagnozę precyzyjnie wskazując komórki rakowe trawiące dany obszar, w tym wypadku muzyki. Po drugie powinna skłonić – upraszczając oczywiście – do pewnej zmiany . Pytania więc są dwa. Jaki rak trawi polski metal? Osiągnęliście „sukces”?

Chciałbym zacząć od tego, że obaj wychodzimy z założenia, że jeśli coś nam się nie podoba, to po prostu tego nie słuchamy, a formułowanie mniej lub bardziej składnych opinii na ten temat uważamy za zwykły bełkot.

Do stworzenia Srogości pchnęło nas to, co widzieliśmy na różnego rodzaju forach. Jakoś tak się złożyło, że w tym czasie często przeglądaliśmy zakamarki internetu poszukując nowych kapel. Uderzające były dwie rzeczy. Pierwsza to generalne marudzenie i narzekanie „fanów” na muzykę. O ile byłyby to zarzuty w jakikolwiek sposób merytoryczne, wszystko byłoby ok. Niestety w większości przypadków był to ten jakże popularny obecnie „hejt”. Druga sprawa to fakt, że zespoły które często tworzą naprawdę ciekawą muzyką są zrównywane z gównem, bo nie jest to ‘true’, ‘raw’ itd, za to Ci drudzy, choć często ocierają się o komizm są wychwalani. Zaczęło nas to irytować, bo chcąc znaleźć jakieś interesujące informacje musisz najpierw przekopać się przez to morze szamba. Irytowało nas to do tego stopnia, że pewnego dnia wpadliśmy na pomysł by dać wszystkim malkontentom powód do narzekań. Zwyczajnie ulżyć sobie w tej frustracji. Dzień później mieliśmy już nagrany pierwszy kawałek na demo. Co do Twojego pytania czy odnieśliśmy sukces. Całkiem zabawnie było patrzeć na to jak wmanipulowaliśmy internetowych napinaczy.

Spotkaliśmy się już z teoriami, że demo było dobrze przemyślane pod względem ‘marketingu’, że jego nazwa została wybrana specjalnie tak, by wbić się w trendy panujące wśród młodszej części odbiorców. Śmieszne to trochę, bo robiąc muzykę, szczególnie tego gatunku i na takim poziomie na jakim wtedy byliśmy, nie myśli się o jakimkolwiek marketingu. Wiele z rzeczy takich jak nazwa dema, zespołu czy jakieś konkretne utwory, było puszczeniem oka w stronę zespołów które cenimy,czy też po prostu tego co znajduje się obecnie na scenie metalowej.

Jeśli już mowa o jakimkolwiek raku, to jest on obecny nie tyle na wśród wykonawców co wśród odbiorców. I nie chcę tu mówić tylko o naszej rodzimej scenie. Istnieją naprawdę setki genialnych, choć niekoniecznie konwencjonalnych zespołów black metalowych, które trafiają na mur skostniałych mentalnie odbiorców. Najgorsze, że Ci często chwalą się swoimi otwartymi głowami i szerokim spektrum muzyki jakiej słuchają.

I jak odbierać poważnie czterdziestoletnich gości, którzy robią sobie zdjęcia z odwróconymi krzyżami i groźnymi minami gdzieś w krzakach. Którzy stają się samozwańczymi wyznacznikami tego co jest w muzyce dobre a co nie. Gdy widzę coś takiego przychodzi mi na myśl pewne porównanie. Obraz faceta który nie wyrósł z opowieści o smokach i krasnoludach, którymi pasjonował się za młodu. Takie przemyślenia towarzyszyły nam gdy rodził się zespół.

Odwieczna wojna pokoleń można powiedzieć. Wiesz z drugiej strony do tych słuchających „niekonwencjonalnych zespołów black metalowych” też można powiedzieć, że kiszą się w swoim sosie za nic mając black metal „skostniałych mentalnie odbiorców”;]. Zespół, który powstaje jak coś nie do końca poważnego, nagle zmienia podejście. Co takiego się wydarzyło? Tak nawiasem mówiąc, zdajesz sobie sprawę, że w historię o tym jak powstaliście, mało kto uwierzy. „Ot wygodna wymówka, bo po demówce zmieszano ich z błotem”;]

W pełni się z Tobą zgadzam. Osobiście sięgam i po te bardziej awangardowe, oraz klasyczne albumy. Jednakże, to co prezentują bardzo oldschoolowe kapele często kłóci mi się z obrazem dojrzałego człowieka, jednocześnie świetnie wpasowując się w lata młodzieńczego buntu. Dodatkowo, o ile miło jest słuchać rzeczy prostych z pierdolnięciem, to ciężko rozwijać się przy tym od czysto muzycznej strony.

Odnośnie tej wygodnej wymówki, rzeczywiście ludzie mogą tak myśleć, ale szczerze mówiąc niewiele nas to obchodzi. To nasze hobby, które funkcjonuje gdzieś koło codziennego życia, i raczej nie mamy czasu ani ochoty by rozwodzić się nad takimi sprawami.

Nie powiedziałbym, że demówka została kompletnie zmieszana z błotem. Dotarło do nas sporo pozytywnego feedbacku, szczególnie z zagranicy. Myślę, że i to miało jakiś wpływ na naszą dalszą pracę. Ostatecznie i tak byśmy to robili, a spotykając się z pozytywnym odbiorem możemy trochę nakarmić naszą próżność.

Nie powiedziałbym jednak, że podejście się nie zmieniło, po prostu nie widzimy sensu w tym by ciągle dotykać tego samego tematu. Cały czas był w nas głód (chyba nawet większy) stworzenia czegoś. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, zajmujemy się tym bo lubimy razem dłubać w muzyce. Jak zapewne wiesz, nie gramy na żywo, mimo wielu propozycji, bo zwyczajnie nas to nie kręci. Praca studyjna sprawia nam przyjemność, wiec tym się zajmujemy. W zasadzie, gdyby nie marzenie o wydaniu własnej płyty, ciągnące się za nami od lat młodości, to pewnie pozostalibyśmy przy formie dystrybucji cyfrowej.

A odbiór długograja? W zasadzie poza moją średnią oceną i tym co o Was „mówi” forum masterful (nawiasem czytujesz?), to raczej na plus? Widziałem na pewno 9/10. W moim prywatnym odczuciu gruba przesada. Powiedz osobom krytykującym Srogość co o nich myślisz, ale bez jałowego pierdolenia: „Wasza krytyka po nas spływa” i „Tak doceniamy ją i zmienimy się na lepsze”. To jest Twoja chwila prawdy.

Odbiór jest lepszy niż moglibyśmy się tego spodziewać, i rzeczywiście oceny oscylują gdzieś w granicach 8-9 (z przewagą ósemek) , ale i krytyka się zdarzy. Bardzo dobrze zresztą, bo dzięki temu możemy zauważyć to, czego sami do tej pory nie wychwyciliśmy. Czy dzięki temu poprawimy naszą muzykę ciężko stwierdzić, bo płyty w podobnym klimacie w najbliższym czasie raczej nie wypuścimy. Wiesz, co do osób krytykujących Srogość, takie ich święte prawo i przyjmujemy to, o ile jest jakkolwiek sensowne. A co do Masterfula, to bywałem tam w zamierzchłych czasach, teraz bardzo sporadycznie bo i czasu brak i chęci.

Nie mów, że Cie nie rusza, jak ktoś miesza Twoje „dziecko” z gównem. Do tego według Ciebie niesprawiedliwie;] Miałem to pytanie zadać wcześniej, ale tryb wywiadu jest taki, a nie inny. Skończył się te parę miesiące temu rok 2015 [jak wspomniałem wywiad się przeciągnął dop. Ef]. Gdybyś mógł w paru słowach opisać 6 płyt. 3 takie, które wyjebały Cie z butów. 3 usypiacze i ziewacze.

srogosc2Może wyrodny ze mnie rodzic, ale od momentu nagrania materiału minęło już trochę czasu i jakoś nie wracam do niego zbyt często myślą. Co za tym idzie, nie przejmuję się tym co ktoś powiedział, czy napisał. Może, gdyby faktycznie spotkała nas ogromna fala krytyki, bardziej by nas to przejmowało. Ale w zasadzie niezbyt wielu ludzi „miesza ją z gównem”. A czy sprawiedliwie czy nie, to już zależy od tego, czy to krytyka na zasadzie kilku typków na forum którzy mogą pomiędzy sobą powylewać gówno, i mają z tego fun, czy też ktoś powie coś z sensem.

Jeśli chodzi o płyty, to mam problem, bo w zeszłym roku niewielu słuchałem nowości. Jeśli chodzi o usypiacze, to mogę powiedzieć tylko, że zawiodłem się nową płytą Arcturusa. Przeszła przez mój odtwarzacz praktycznie niezauważalnie. I nawet nie potrafię stwierdzić czy była zła czy dobra, bo po prostu nie wzbudziła we mnie większych emocji. I to właściwie jedyny zawód z tego roku, bo jak coś mi nie podochodzi, to po prostu tego nie słucham.

Z dobrych rzeczy wydanych w 2015 z pewnością ‘Ghost Chants’ Outre i nowa Mgła. Ale tak naprawdę, rok upłynął mi pod znakiem ciągłych powrotów do dyskografii Mouth of the Architect i Dirge, przeplatanych Kriegsmaschine.

Jak się czujesz osoba, której dziecko spłodzone z hektolitrów potu, pozdzieranych palców i pozrywanych strun, jest przez wydawcę wycenione na 9,99 zeta? Tak wiem, że to promocja, ale trwa już chwilę i wygląda jakby płyty nie schodziły i stąd taka cena. A tak przy okazji fizyczne nośniki, czy bandcampy, jutuby i mp3? Żyłka zbieracza, czy raczej pukanie się w głowę, bo przecież to się kurzy i zajmuje miejsce.

Prawdę mówiąc nie powiedziałbym, że wylałem hektolitry potu itd. Może, gdyby materiał faktycznie powstawał w ‚bólach’ miałbym do tego inne podejście. Prawda jest taka, że materiał po tym jak wrócił z masteringu sami udostępniliśmy każdemu zainteresowanemu za darmo. To, czy wytwórnia sprzedaje go w promo za dychę, w ogóle nas nie zajmuje. Dla mnie ta płyta może być sprzedawana nawet za zeta i nic to nie zmieni. W chwili gdy tworzyliśmy muzykę nie zakładaliśmy, że zostanie oficjalnie wydana, może stąd to podejście, i może w przyszłości się to zmieni. ‚W szaleństwie’ jest rozdziałem, który zamknęliśmy już dość dawno temu, i nie zaprzątamy sobie nim głów zbyt często. Z tego co wiem to płyty schodzą, a wytwórnia jest chętna by dalej z nami współpracować, wiec chyba jednak nie jest tak źle. A co do kolejnego pytania, to jednak wersje cyfrowe wygrywają. Kiedyś kupowałem zdecydowanie więcej wydawnictw w formie fizycznej i ciągle czuję do tego sentyment, ale w tym momencie rzadko mam czas by usiąść i w spokoju nacieszyć się ‚fizykiem’. Mam jednak nadzieję, że za jakiś czas to się zmieni.

Ja tam wolę „posiadać”, nawet jeśli nie mam w danym momencie czasu na słuchanie (chociaż tak po prawdzie zawsze gdzieś tam uskubię trochę minut:] ). Skoro jeden rozdział jest skończony, o czym będzie następny. Co teraz zrobi Srogość?

Priorytetem jest teraz powiększenie składu i zgranie się razem. Stwierdziliśmy, że chcemy zajmować się zespołem bardziej regularnie, ale na wszystko dajemy sobie czas. Ustaliliśmy sobie jakieś deadline’y, lecz zbyt wcześnie by mówić o nich poza zespołem. Oprócz tego, mamy już trochę utworów, które zdecydowanie różnią się od tego co można było usłyszeć na debiucie. Chciałbym podać Ci szczegóły związane, z wydawnictwem które szykujemy na najbliższy czas, jednak ciągle ustalamy szczegóły z wytwórnią. W każdym razie, nie składamy broni i pomęczymy Cię jeszcze kiedyś naszą muzyką.

Na szczęście zawszę mogę się wymigać, że zgubiłem mp3. Poza tym, jeśli nie zmienicie wydawcy, to sami będziecie musieli do mnie zapukać, bo się na nas obraził. Dzięki za wywiad, sporo czasu nam zajęło, ale sam wiesz jak to wyglądało. Ostatnie słowo/słowa należą do Ciebie.

My się za to na nikogo nie obrażamy! Dzięki za czas i wytrwałość, bo faktycznie trochę nam to zajęło. Hailz!

Autor zdjęć: Rafał Zmarzły

Autor

3307 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *