Silent Vault: „Rock’n’Roll nie umiera nigdy i tego się trzymajmy.”

Karierę Silent Vault śledziłem niemal od początku z zainteresowaniem obserwując jak odnoszą coraz większe sukcesy i robią się coraz bardziej rozpoznawalni w na okolicznej scenie, pieczołowicie dopieszczając każdy kawałek klimatem, który na chwilę obecną najbardziej przypomina mi połączenie Moonspell i Tiamat.
O zespole, ich muzyce oraz o Lovecrafcie rozmawiałem z wokalistą i jednocześnie perkusistą zespołu, Oscarem.

B: Hails! Silent Vault. Trudno nie zauważyć, że z małej kapelki zrobiliście się całkiem rozpoznawalni. Całkiem sporo koncertów, a i drugi krążek się zbliża. Przewidywałeś, że tak to się potoczy?

11257902_767981169982235_549541676417787636_nOS: Witaj! Nadal jesteśmy „małą kapelką”, a z tą rozpoznawalnością to bym był ostrożny. Ale faktycznie – staramy się cały czas przeć do przodu. Doprecyzowałbym jeszcze, że w drodze mamy pierwszy krążek, gdyż poprzednie wydawnictwo było po prostu demkiem, z którego (rzucę takim komunałem) nie jesteśmy za bardzo zadowoleni.

B: Ale o ile mi wiadomo spotkało się ono z całkiem pozytywnym odzewem. Właśnie, warto spytać jak to się zaczęło, bo jesteś najstarszym Szatanem w zespole. Kto wpadł na pomysł założenia bandu?

OS: Nie jestem „ojcem założycielem” Silent Vault. Tu raczej należałoby wymienić gitarzystę Damiana oraz basistę Szymka. Ja dołączyłem do zespołu kilka miesięcy później; „z łapanki” He, he, żartuję. Opowiedziałem na ogłoszenie na Facebooku, ustaliliśmy termin pierwszej próby, no i tak się to zaczęło. To było w 2012 roku. Byłem akurat po kilkuletnim odwyku od bębnienia ( z powodów osobistych), ale szybciutko złapałem bakcyla ponownie. Zaczynaliśmy w składzie: Damian – gitara, Szymek- bass oraz ja za bębnami. Mieliśmy jeszcze wokalistę, ale ten opuścił nasze szeregi, wiec przejąłem jego obowiązki, które staram się wypełniać po dziś dzień. Na początkiem 2014 roku nasze szeregi zasilił Andrzej – klawiszowiec – co ostatecznie pozwoliło nam sprecyzować drogę, jaką zamierzamy podążać..

B: Warto zauważyć że nie jesteś „świeży” w tej kwestii i przewinąłeś się przez sporo kapel. Od razu tez zapytam czy taki wyjadacz bez problemu dogaduje się chłopakami?

OS: Pierwszy raz zasiadłem za bębnami 25 lat temu i poczułem, że „to jest to”… jednak te 25 lat grania, nie było tak intensywne, jakby się wydawało, ani tak jakbym sobie tego życzył. Miałem pewne okresy przerwy, próbowałem swych sił jako wokalista, później znów wracałem za beczki, tułałem się po podziemiu ale jakoś tak pechowo, gdy których z ówczesnych zespołów zaczynał rokować, wszystko się rozpadało. To z powodów osobistych, rodzinnych, to w wyniku tarć między muzykami. Silent Vault, to zespół w którym wreszcie znalazłem ludzi z którymi mogę grać, przez duże G. Dogadujemy się bez problemu, każdy temat czy koncept wspólnie omawiamy, nie kierując się osobistymi ambicjami, lecz dobrem zespołu. Wiem może to brzmi sielankowo- ale to prawda. Bardzo cenie sobie nasze stosunki w zespole.

B: Dobrze słyszeć, bo stosunki osobiste na pewno przekładają się na przyjemność wspólnego grania. Wspomniałeś, że pierwszy krążek już się zbliża… czy macie już mniej więcej termin, kiedy ma się pojawić? I czy nadal będziecie na nim utrzymywać swój charakterystyczny death/doomowy styl grania?

OS: Nowe utwory są już w ostatecznym miksie, którego dokonuje Andrzej – nasz klawiszowiec. Materiał jest w dobrych rękach, jako że prowadząc firmę nagłośnieniową, udzielając się w wielu innych projektach muzycznych jest on niewątpliwie właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Co do stylu muzycznego, to jak wspomniałem odkąd mamy w zespole klawisze (znów Andrzej, he,he) wytyczyliśmy sobie pewien kurs. Myślę że bliżej nam do klimatycznego deathmetalu niż do doom. Jeśli chodzi o tempa utworów to znajdziesz tam i blasty i średniaki oraz wolne utwory. Nie narzucamy sobie niczego. Co do daty wydania tego materiału , to niestety ciągle się to przeciąga. Ciągle brakuje czasu. Wiesz niektórzy z nas pracują, inni studiują, a jeszcze inni pracują i studiują. Poza tym ostatnio pojawiło się kilka ciekawych opcji, czy też propozycji, o których na razie nie chce mówić, aby nie zapeszyć, a to też może mieć wpływ na datę wydania. Dodam jeszcze, że grafiki na okładkę oraz booklet mamy gotowy, także we własnym zakresie dzięki talentom naszego basisty Szymona.

11261710_795604283886590_7078026915077973169_nB: Czyli de facto jesteście niemal samowystarczalni i niezależni heheh… Nie sposób też nie zapytać o „tragedię” jaka dotknęła metalowy światek na dniach: śmierć Lemmy’ego z Motorhead. Czy uważasz, podobnie, jak niektórzy, że kończy się pewna epoka w metalu? Na świeczniku w sumie są Ozzy, King Diamond…

OS: Tak, na pewno śmierć kogoś kto wniósł tak wiele do gatunku, to jakby koniec pewnej epoki, ale mówi się że Rock”n’Roll never dies… Lemmy, podobnie jak Dio pozostawił po sobie taką spuściznę, że nie sposób o nim zapomnieć. A to tylko dowodzi tezy, że Rock’n’Roll nie umiera nigdy i tego się trzymajmy. A tak między nami, wiadomość o jego śmierci zwaliła mnie z nóg.

B: Nie tylko Ciebie… sam byłem w szoku choć to nie dziwi, biorąc pod uwagę jego ostatnio problemy zdrowotne. Dobiega też końca rok 2015 – masz jakichś parę typów albumów, które przykuły w tym roku Twoją uwagę?

OS: Oj to trudne pytanie, bo w tym roku, musze przyznać jestem trochę na bakier z nowościami, ale na pewno wymieniłbym zespoły jak: Arkham Witch, Wombbath, Paradise Lost, My Dying Bride, Firespawn no i Blind Guardian

B: Zgadzam się ze wszystkim poza BG (no ale to kwestia gustu już), szczególnie mile zaskakuje Arkham Witch – lekko, rockowo i 100% o Lovecrafcie.

OS: Uwielbiam prozę Lovercrafta

B: To się chwali, bo de facto metal jest nią mocno nasiąknięty, podobnie jak Tolkienem. Smutne tylko, ze obecnie jak rozmawiam z niektórymi metalami młodszymi, to nie kojarzą Lovecrafta w ogóle.

OS: Ano smutne, ale biorąc pod uwagę jaki odsetek ludzi czyta obecnie książki, wcale mnie to nie dziwi; to raz, a dwa – styl pisana Howarda Phillipa – choć doskonały, do najłatwiejszych nie należy.

12347737_872170362896648_6917161548170067287_nB: Spotkałem się z opinią, że jest rozwlekły i nudny, ale nie oszukujmy się… to mimo wszystko obrazowy i ambitny język, czego współczesna część ludzkości wychowana na prostocie Internetu i przekazu nie doceni.

OS: Tym trzeba się zarazić i poczuć klimat. Pokaż mi drugiego takiego autora grozy, który nakreśli opowiadanie na półtora strony, a czytelnik po 3 minutach podążania za tekstem, zbiera szczękę z podłogi i przez następne trzy godziny drapie się po głowie w zadumie…

BP: Hmm… nie ma już takiego. Stephen King przyznał w jednym z wywiadów, że po Blackwoodzie, Poem i Lovecrafcie nie wymyślono w horrorze niczego nowego.

B: I właśnie… jak horrory to też zombie. A jak zombie, to nie sposób zapytać o Twój poboczny projekt majstrowany z gitarzystą REDBACK, Jarkiem Kantarukiem., Old Boys From Hell. Muszę, przyznać, że gdy usłyszałem singiel „Night of The Living Dead”, to zwaliło mnie z nóg. Nie dość, że Szwecja 100% to jeszcze to świetne solo…

OS: I miał rację, podobną tezę można by przypasować do muzyki rockowej, ale nie będę się zagłębiał w szczegóły, gdyż wywołałyby to burzę , he he he. Old Boys Hell – to projekt z Jarkiem z Redback – pomysł zrodził się przypadkowo, podczas zakrapianej jam sesji, po nagrywaniu dema Silent Vault w Krakowie. Okazało się że obaj uwielbiamy szwedzkie granie z początków lat 90-tych i że mamy ochotę coś takiego zmajstrować. Pracowaliśmy nad tym głównie korespondencyjnie, ale po półtora roku wypuściliśmy do sieci EPkę zawierająca 3 utwory. Do tego czasu miał to być projekt jednorazowy, jednak, wygląda na to iż na tym nie poprzestaniemy.

B: Właśnie – sieć. Czy planujecie wydać tą EPkę też na fizycznym nośniku? Nie ukrywam, że to brzmi na tyle dobrze i ciekawie, że warto by było to postawić na półce. O ile mi nieco wiadomo dalsze wyczyny OFBH rodzą się w drobnych bólach…

12733628_906667249446959_5209787141527457272_nOS: Szczerze mówiąc to zastanawiałem się nad tym. Wiem że Jarek pracuje nad nowym materiałem i być może wydamy razem coś dłuższego, ale jak wiesz każdy z nas teraz skupia się na macierzystym zespole, jednogłośnie stwierdziliśmy „Mamy czas”.

B: wiem, wiem, tym bardziej, że REDBACK w styczniu ma wydać nowy krążek i na nim są skupieni, a i Wy pracujecie w SV nad swoim długograjem. Osobiście trzymam kciuki za OBFH, bo to naprawdę jedna z lepszych rzeczy, które pojawiły się dosłownie znikąd i zrobiły spore wrażenie. Wiem, też że odzew z Internetu był bardzo pozytywny.

OS: Tak, dziękujemy wszystkim za pozytywne opinie. Zwłaszcza tym którzy poczuli ducha starego Entombed, czy Dismember.

B: Czuć tam właśnie Entombed szczególnie, co się chwali, szczególnie, ze nawet wokalnie brzmisz jak Petrov heheh… Ale…. zbliżamy się do końca wywiadu, więc ja od siebie dziękuję za odpowiedzi na pytania i ostatnie słowo należy do Ciebie. Hails!

OS: Powiem jak zawsze „Cthulhu Fhtagn”! A jak tylko wysmażymy już wraz z Silent Vault LP, to jakiś trailer bądź singla podeślemy do wglądu. Dziękuję za rozmowę!
P.S. od B: Warto tu dodać, że dniach szeregi Silent Vault zasilił wspomniany w tekście Jarek Kantaruk, jako drugi gitarnik, więc muzyka SV nabierze niewątpliwie więcej mocy.

Autor

43 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *