Riotor: „…jest czas by rżnąć swoją dziewczynę i czas by żłopać piwo i cieszyć się koncertem!”

Kanadyjscy thrashersi z Riotor z miejsca kupili mnie swoim debiutanckim albumem „Beast Of Riot”. Myślę, że każdy kto chwali sobie prostą thrash metalową destrukcję, głównie w stylu niemieckich kapel powinien być ukontentowany tą pozycją. Szczęsliwcy mogli ich zobaczyć również na dwóch koncertach w Polsce. Mnie tam nie było, więc żeby sobie wynagrodzić stratę postanowiłem przeprowadzić wywiad z Kevinatorem – gitarzystą kapeli.

Oracle: Hail! Pierwsze pytanie będzie na rozgrzewkę: co będziesz pił i czego będziesz sobie słuchał podczas odpowiadania na ten wywiad?

Kevinator: Oczywiście piwo (Grolscha) i aktualnie słucham sobie najnowszego krążka Loudblast. Po nim włączę sobie chyba oba albumy Dekapitator i łyknę kilka kielonków rumu!

O.: Ja aktualnie żłopię kawę i słucham Bleeding Fist, hehe… Okej, jadymy. „Beast Of Riot” wydaliście z jakieś półó roku temu, jak się czujecie po tym fakcie? Pewnie wam ego urosło, bo nigdzie nie spotkałem negatywnych recenzji tego materiału… A Wy?

K.: Do dziś nie dostaliśmy żadnych złych recenzji, niektórzy mówili, że mamy stare i surowe brzmienie, ale i tak zawsze kończyli stwierdzeniem „polecam” czy „musicie mieć go w swojej kolekcji!”. Ego każdego z nas jest wciąż takie samo, nadal jesteśmy alkoholowymi bękartami, którzy lubią kopać wasze dupska ekstremalnym speed metalem z samego dna butelek po piwie!

O.: Się rozumie! Wiem, że idea powołania Riotor do życia wypłynęła podczas konertu Destruction w Quebecu – zastanawiam się więc, gdyby to była jakaś inna kapela, czy wówczas również pojawiłaby się idea założenia kapeli? Albo gdyby Destruction dało wówczas dupy i zagrali kiepsko? Z drugiej strony, widziałem ich dwukrotnie i zawsze zabijali, rozumiem więc waszą decyzję, hehe…

K.: Tak właściwie to Gab i ja zaczęliśmy rozmawiać nad jakimś wspólnym projektem już wczesnym 2006 rokiem, na gigu Razor i od tego czasu kiedy tylko się spotkaliśmy, rozmawialiśmy na ten temat. Ale dopiero po koncercie Destruction w naszej okolicy zdecydowaliśmy się pójść wspólnie do sali prób i w następnym tygodniu zaczęliśmy z Riotor na dobre. No ja Destruction widziałem tylko raz (przegapiłem ich w zeszłym tygodniu bo byłem poza Kanadą), ale zgadzam się z Tobą – na żywo ten zespół rządzi!

O.: Dokładnie! Część członków Riotor jest trochę starsza niż pozostali, zastanawiam się więc, jak działą się Wam razem? Czy młodsi mają więcej obowiązków, jak bieganie po alko i dupy? A tak na poważnie, czujecie jakieś różnice między Wami w tym temacie?

K.: Jesteśmy braćmi w metalu, dlatego też nie ma znaczenia to ile lat mamy. Prawdopodobnie moja wątroba jest o wiele bardziej skażona niż ich, ale i chłopaki mocno działają, by mi dorównać, a nawet by być bardziej zdegenorowanymi, haha! Poza tym dobrze mieć dwie różne generacje w jednym zespole. Ja i Stefanatik jesteśmy jakby trochę bardziej dojrzali, jeśli mogę się tak wyrazić, zagraliśmy więcej koncertów, wypuściliśmy trochę więcej nagrań pod szyldem Traumatism. Mamy więc doświadczenie, którego młodzież ze swoją masą energii i entuzjazmu nie posiada.

O.: Dobra, a co jest waszym celem jako zespołu? Chcecie wynaleźć coś nowego w thrash metalu, czy tylko sprokurować trochę thrashowego hałasu? Moim zdaniem ta druga możliwość jest bliższa prawdy. Co zresztą mi pasuje, bo moim zdaniem dziś prawie niemożliwym jest zrobić coś nowego w tym gatunku, co?

K.: Dokładnie, gramy po prostu tylko i wyłącznie jebany metal w sposób, w jaki właśnie powinien być on grany.

O.: Ot, definicja. „Beast Of Riot” został wydany w różnych formatach: kompaktu, taśmy i winylu. Ja mam akurat ten ostatni i muszę Ci powiedzieć, że Bestial Invasion Records zrobiło świetną robotę! A poza tym, który format jest Twoim ulubionym? Czy również dostrzegasz renesans taśm? Winyle zawsze były obecne w metalowej świadomości, ale kasety to takie trochę zapomniane ostatnimi czasy…

K.: Winyle są najlepsze, resztę pierdol! Ale jeśli chciałbyś posłuchać naszego krążka w oryginalnym Pontiacu Firebird z 1984 roku, wówczas polecałbym Ci jednak taśmę. Kompakty są dla tych, którzy nie posiadają talerza gramofonu, tak więc albo niech taki sobie właśnie wkrótce zakupią, albo niech nie kupują sobie Pontiaca Firebirda!

O.: Proste? Proste. I właśnie jako pierwszy pojawił się winyl „Beast Of Riot”, dopiero potem reszta, czyż nie tak? Zauważyłem, że podziemne kapele często wypuszczają swoje materiały właśnie w tej kolejności…

K.: Winyl został wydany specjalnie przez Bestial Invasion Records na naszą trasę europejską we wrześniu 2010 roku, zaś wersja kompaktowa została wypuszczona specjalnie na listopadowy festiwal w Quebecu.

O.: Czytając listę podziękowań we wkładce zauważyłem, że jesteście fanami bardzo długich spisów podziękowań i pozdrowień. Wiesz, tych wszystkich P.S. czy notatek po danym nazwisku, tego fajnego gówna. Nawet Jezus dostał podziękowania za zdychanie. Chodzi oczywiście o pasierba cieśli z Nazaretu, haha? Nie myślisz, że gdyby nie on, całe zastępny metalowych zespołów nie miałyby o czym pisać?

K.: Tak, to prawdopodobnie o nim, zauważyłem, że Ismar nie lubi go, ale mi tam on wisi, może spłonąć w piekle! A bez ludzi na tej liście prawdopodobnie nigdy byś o nas nie usłyszał, ani nie posłuchał tego krążka!

O.: Co się tyczy Ismareila… Jest on autorem okładki „Beast Of Riot”, ale moim zdaniem jest ona najsłabszym punktem całego wydawnictwa. Dlaczego zdecydowaliście się wykonać ją sami, a nie zlecić ją komuś? Wszak tylu oldschoolowych artystów chodzi po świecie… I wiem, że Ismareil ma stopień ze sztuki, ale po prostu nie podoba mi się to co stworzył. I cz to ta sama ulica, którą widzimy na „Fuckin Metal”? Wygląda podobnie, hehe!

K.: Nie wiem, może to przez ten sam zbiornik. Z okładką sprawa ma się tak, że wolimy oszczędzić pieniądze i wydać na alkohol i dragi niż płacić komuś za robienie nam okładek.

O.: Jest to jakieś wytłumaczenie. Jeden kawałek na debiucie (i na poprzednim demo) nosi tytuł „Poser Hunt”. Jak wszyscy wiemy, pozerzy są rakiem toczącym scenę, ale nie wszyscy wiedzą jak ich rozpoznać. Może Ty nam powiesz? Dla mnie niezłym opisem jest ten z kawałka F.K.U. „The Pit and Poser”, hehe…

K.: Nic wspólnego z ludźmi, którzy nie idą w młyn, ale sam kawałek jest fajny. Chodzi mi o to, że jeśli jesteś metalem i idziesz zobaczyć swoich herosów albo też idziesz zobaczyć jakiś lokalny zespół w gównianym klubie czy barze, wspierasz scenę kupując koszulki czy płyty, nieważne czy masz sześćdziesiąt lat czy trzynaście, jesteś tam, bo kochasz metal, a na następny poranek kark Ci napierdala. Jeśli teraz poznałeś w tym opisie siebie – jesteś metalowcem. Reszta jest pozerami, poza tymi, którzy naprawdę nie czują karku na następny dzień. Chodzi mi o to, że metal to styl życia, nie ważne, czy jesteś bogaty czy biedny, głupi czy mądry, gruby czy chudy, czarny czy niebieski, czy jesteś człowiekiem czy czymkolwiek innym.

O.: Wasze numery znalazły się na kilku kompilacjach i zastanawiam się, czy było warto? Myślisz, że ludzie wciąż poznają zespoły dzięki kompilacjom? Moim zdaniem w erze internetu takie rzeczy jak „Metal For Muthas” czy „Metal Massacre” zostały zastąpione przez ikonkę „Lubię to!” przy zdaniu „Riotor odtworzył dziś utwór takiego i takiego zespołu”. Zgodzisz się ze mną, czy jestem raczej pesymistą?

K.: Prawie połowa metalowców jest również muzykami i gra w jakiejś kapeli, więc jeśli taki zespół pojawi się na jakiejś kompilacji to wszyscy z tego czy innego zespołu będą jej słuchać – może wówczas odkryją jakiś nowy zespół, albo same pojawią się na takiej kompilacji.

O.: No nie do końca o to mi chodziło. Gdzieś przeczytałem, że nienawidzisz kolesi w koszulkach Cradle of Filth na koncertach. Tak, jak też ich nie znoszę, hehe. Co jeszcze wkurza Cię na koncertach? Mnie na przykład jak widzę śliniącą się parę podczas jakiegoś zabójczego gigu, hehe.

K.: Uwielbiam nabijać się z ludzi, noszących na sobie gówniane koszulki Kredek lub Dimmu. Muszę to robić, bo jeśli uda mi się zmienić gust choć jednemu metalowcowi, żeby posmakował prawdziwego metalu, a nie takich gówien, wówczas będzie to moja przysługa dla ludzkości! Dokładnie, zgadzam się z Tobą – jest czas by rżnąć swoją dziewczynę i czas by żłopać piwo i cieszyć się koncertem!

O.: Dobrze ujęte! Okej, a teraz trzynaste pytanie – jaki był Wasz największy pech? Czy może ogólnie jesteście farciarzami w życiu?

K.: Jakieś dwa lata temu graliśmy z naszymi przyjaciółmi z kapeli Dethroner w Labaie (prowincji Quebecu). Podczas ich setu rozgrzewałem kark w młynie i akurat stałem blisko żelaznego drążka. Ktoś mnie popchnął od tyłu i uderzyłem okiem zajebiście mocno w ten słupek. Najgorsze jest to, że oko mi napuchło, nic na nie nie widziałem, a za kilka minut mieliśmy zaczynać koncert. Wziąłem więc ze sobą na scenę ręcznik i lód, by łagodzić ból między piosenkami. To był pech, chociaż ogólnie nie mamy w ogóle szczęścia.

O.: Wiem również, że lubicie metalowe laseczki (kto ich nie lubi, hehe) i wiem z dobrych źródeł, że grając w Polsce podbijaliście do szanownych małżonek niektórych muzyków, którzy w tym czasie grali swój koncert, hehe! Czyli widzę, że stare dobre „Sex, Drinks & Metal” jest wciąż żywe w waszym przypadku, hehe?

K.: Oto co Ismarevil uwielbia robić, zerżnąłby najchętniej wszystko co tylko ma cycki, haha! Osobiście jest mi dobrze z moją dziewczyną i jej nie zdradzam [i tak tego nie przeczyta, wszak wywiad jest po Polsku, hehe – przyp. Oracle]. Ale oczywiście Sex, Drinks & Metal na całego!

O.: Pochodzicie z Kanady, która ma swój olbrzymi wkład w scenę metalową, a zwłaszcza w jej najbrzydsze i najbardziej surowe odłamy. Dla wielu maniaków Wasz kraj to przede wszystkim kolebka Blasphemy, Conqueror czy Revenge. Słuchacie tych zespołów? Dla wielu słuchaczy nie przedstawiają one nic poza kakofonią…

K.: Taa, lubię te zespoły, zwłaszcza Blasphemy, których słucham od ich początków, a wspólne koncerty z nimi były niesamowite. Na pewno nie są zbawcami dla dzisiejszej muzyki, ale to co robią, robią dobrze, a jeśli komuś się to nie podoba, na pewno nie zawracają sobie tym głowy. Oni są uczciwi w tym co robią i myślę, że tylko to się liczy.

O.: Oprócz tej ekstremalnej części Kanada ma również ogromną scenę speed/thrash metalową i naprawdę trudno jest wymienić jej części skłądowe, nie zapominając przy tym o którymś zespole. Ale zastanawiam się, jak wygląda ona od zewnątrz. Zazwyczaj jest tak, że zespoły mają więcej fanów poza krajem niż w kraju, jeśli wiesz o co mi chodzi. Czy macie tam jakiś zespół o legendarnym statusie, który Twoim zdaniem nie zasłużył nań?

K.: W Kanadzie zawsze mieliśmy mocną stronę metalową, zwłaszcza w prowincji Quebec, prawie wszystkie wielkie międzynarodowe nazyw zatrzymują się w Quebecu czy Montrealu, gdyż mieszka tu wiele osób, które chodzi na koncerty i aktywnie wspiera scenę. Myślę, że proporcjonalnie mamy tutaj więcej metalowców niż w miastach w USA – wiesz, Kanada jest drugim po Rosji największym państwem świata, zaś populacji mamy tyle co liczy sobie Nowy Jork. Jedynym legendarnym zespołem, który mógłbym tu wymienić jest Annihilator – w lecie zagrają w Quebecu i Montrealu, to będą ich pierwsze koncerty w tym miejscu od blisko dwudziestu lat. Myślę, że w Europie są o wiele bardziej popularni niż tutaj, w Kanadzie.

O.: Skoro już jesteśmy przy koncertach, jak wspominacie wizytę w Polsce? Akurat nie byłem na tych gigach, ale mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję…

K.: Spędziliśmy u Was dwa dni, chociaż macie wiele chujowych dróg, hehe. Ale mam kilka pamiątek i wspomnień z Polski – można u Was palić fajki gdzie się chce, jak w Kanadzie w latach osiemdziesiątych [no tak, Riotor grał przed ustawą, hehe – teraz u nas jak w Kanadzie – przyp. Oracle]. Dużo robót drogowych, macie dobre piwo, piękne kobiety i ostrych metalowców, którzy uwielbiają się zabawić. A i tak 90% z tych dwóch dni spędziliśmy w vanie.

O.: To Was na pewno wiele atrakcji ominęło, hehe. Ok, wiem, że macie gotowych już pięć nowych numerów, mam nadzieję, że będzie to wciąż ten sam Riotor, który znamy z „Beast Of Riot”? Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat? To będzie pełna płyta czy coś krótszego?

K.: Tak, pracujemy nad materiałem na nowy krążek, jak powiedziałeś mamy już pięć kawałków, a reszta jest w drodze. Oczywiście, znów możesz oczekiwać czystej zagłady z naszej strony. Prawdopodobnie nagramy ponownie jeden numer z demówki, ale jeszcze nie wybraliśmy, który to będzie.

O.: Okej, to wszystko na dziś, mam nadzieję, że Cię nie wymęczyłem! Dzięki za wywiad no i thrash ‚till fuckin’ death!

K.: Jestem już prawie najebany, a wciąż mam piwo i rum, więc jest okej! Słucham Destructor – „Storm Of Steel”. Long Live The Loud, Long Live The Chaos Vault! Zdrówko!

Autor

10171 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Ale ten wioślarz jest wspaniały i taki tru metalowy. Śmieje się z dzieci w bluzach kredek a sam bazuje na ich poziomie myślenia. Tylko jego wiekopomne thrashowe dzieła, których zapewne nikt nie chce sławić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *