W sumie to nawet nie wiem, który z muzyków Pile of Excrements odpowiadał na ten wywiad. Sam wywiad jaki jest to raczej widzicie, ale że uznałem za stosowne przybliżyć Wam ten grecki hord, hołdujący paskudnemu death metalowo – grindowej młócce to już proszę nie narzekać, tylko w te pędy lecieć na klopa i oddać się lekturze. Szczególnie, że muzyka chłopaków to naprawdę fajny wymiot.

Oracle: Paskudne hailz! Ugly to meet You, jeśli mogę tak rzec… OK, to jak z Waszym samopoczuciem po tak dobrym albumie, jak „Escatology”? Porządny kawał gówna, że tak się wyrażę…

Hej! Cieszę się, że podoba Ci się nasze gówno. Humor nam dopisuje, co prawda zawsze znajdzie się coś, co chciałbyś zmienić na już wydanym krążku, ale to normalka… Jesteśmy usatysfakcjonowani z tego co mamy.

O.: Ok, nie ma zbyt wielu informacji na temat Pile of Excrements, nie wiem nawet kiedy założono zespół. Zrób nam proszę przyjemność i naświetl początki kapeli, dobrze? Line up mówi, że jest Was trzech, ale na fotkach zawsze pojawia się tylko dwóch muzyków, co z trzecim? Jest taki brzydki, że nie chce się pokazywać ludziom, czy co?

W 2014 roku, a przynajmniej tak mi się wydaje, podczas sesji nagrywania perkusji na „Hill of Crosses”, czyli pierwszej płyty Chainsaw, przyszło nam do głowy ażeby założyć kapelę, której wyznacznikiem będzie wczesny, zgniły, obrzydliwy sound. Gdy więc w zeszłym roku mieliśmy trochę wolnego czasu to jakoś to poszło. Jeśli pytasz o gościa o ksywie Pungent Hemorroid to jest to nikt inny jak John Hand. Tak jest, to on, dał nam też pomocną dłoń jako gitarzysta prowadzący.

O.: No właśnie, jesteście zaangażowani w wiele kapel, zastanawiam się więc, jaka jest rola Pile of Excrements – czy to regularny zespół czy raczej side project?

Nie, raczej side project w którym rozprawiamy się z takimi przypadłościami jak gangrena, zez czy zaparcie jelitowe.

O.: Czyli nie planujecie koncertów jak na razie?

Nie, raczej nie mamy póki co takich planów.

O.: Dobra, to może o muzyce – co w niej lubię to wspaniałe inspiracje. W sensie – kurwa, trzeba być nie teges, jeśli nie lubi się Pungent Stench, Impetigo, Carcass, Repulsion… I słyszę że Pile Of Excrements są bardzo teges, bo wszystko to u Was słychać. Skąd takie inspiracje, a nie powiedzmy Amon Amarth, hehe?

Cóż, myślę że ich styl jest cholernie nudny, no ale każdy gra to co lubi, co nie? Jeśli chodzi o wczesny death metal to ciągnie nas do niego jak muchy do gówna, a kapele o których wspomniałeś to właśnie nasze największe inspiracje.

O.: No, ale poza nimi słychać też echa innych kapel i to właśnie na pełnowymiarowym krążku – na demo na przykład nie słychać wpływów Venom czy Hellhammer… Właśnie, zrobiliście to żeby pokazać gdzie są Wasze korzenie czy dla zwykłego funu?

Dodałbym do tego jeszcze punk, thrash i cokolwiek, byle brzmiało tak jak lubimy! Venom i Hellhammer są dwoma z naszych ulubionych kapel, a że teraz mieliśmy trochę więcej czasu to i coś takiego nam wyszło. I masz rację, między demo a albumem jest subtelna różnica, wychodzi na to, że wykonaliśmy kilka kroczków, jak świnia w błotku.

O.: Ano. Przyznam, że trochę się obawiałem pierwszego odsłuchu Pile of Excrements, bowiem popatrzyłem na Wasz szyld, na tytuł i pomyślałem „kuuuurwa, kolejna kapela co śpiewa o gównie i jest chujowa jak nieszczęście, w której mamy więcej sampli z odgłosami defekacji niż muzyki”. Szczęśliwie u Was jest inaczej, ale zdajesz sobie sprawę że istnieje prawdopodobieństwo wrzucenia Was do jednego worka na odchody z tymi kapelami?

Wiemy o tym od dnia, w którym wymyśliliśmy swoją nazwę. Ale też zbytnio ją lubimy by ją zmieniać.

O.: Szukałem jakichś niepochlebnych recenzji „Escatology”, ale nie natrafiłem na żadną niestety. Czyli wszystko po Waszej myśli i jesteście usatysfakcjonowani?

Szczerze to nie spodziewaliśmy się aż tak dobrych reakcji, naprawdę. To oczywiście jest satysfakcjonujące, ale te niepochlebne recenzje też chcemy czytać.

O.: Lubię obydwa Wasze front covery – są paskudne i oldschoolowe w chuj. Szczerze to nie wyobrażam sobie ani okładki demówki ani debiutu z jakimś chujowym, cyfrowym obrazkiem. Kto Wam wykonał te prace? Sam masz jakiś ulubiony front cover?

Koleś nazywa się Raul Fuentes, ale w kosmosie znają go jako Mortuusa. Naprawdę uchwycił tego obrzydliwego ducha, o jakiego nam chodziło. Ulubiona okładka? Za dużo przychodzi mi na myśl. Ale w sumie jedną z nich na pewno jest „INRI”.

O.: Zgodzisz się ze mnę, że death/grind to gatunek totalnie wyeksploatowany i w zasadzie niczego nowego w nim już nie będzie? Trudno nawet nagrać w nim dobry lub bardzo dobry krążek, stad też sporo kiepskich albumów, których nie pamięta się nawet po skończonym odsłuchu. Masz jakiś pomysł dlaczego?

Moim zdaniem głównie przez to, żę dawniej trudno było wydać album w ogóle, więc on musiał być dobry. Dziś mając pod ręką całą jebaną technologię możesz nagrać album siedząc na kanapie albo na klopie i nawet jeśli jest to gówniane, to możesz sam wydać to dzięki internetowi.

O.: Racja. Grecja znana jest głównie z uwagi na swoją fantastyczną scenę black metalową, ale czy nie uważasz że inne gatunki są przez nią trochę w cieniu? A przecież macie się czym pochwalić, mając takie kapele jak Resurgency, War Possession, Abyssus, Dead Congregation czy Necrovorous…

Myślę, że powodem jest to co powiedziałeś: black metal przyszedł wcześniej, to z niego znana jest Grecja. Ale jako że rozmawiamy o dwóch różnych gatunkach – nie sądzę, żę death metal jest w cieniu black metalu, obydwa podążają swoimi własnymi drogami.

O.: Jako, że 2017 kończy się na dniach, masz jakiś krążek, który wyjątkowo Cię zgniótł i jakiś, który Cię rozczarował w wyjątkowo okrutny sposób?

Nie, o żadnym nie mogę czegoś takiego powiedzieć, no ale cóż… myślę, że obydwa wydawnictwa Midnight należą do moich ulubionych…

O.: Ok, to na koniec zabawa – zastąp słowem „Shit” jedno ze słów w tytule Twoich pięciu ulubionych albumów…

No to łap:

1.”Shit of the unspeakable”
2.”Shit beyond”

3.”Slowly we shit”

4.”Left hand shit”

5.”Scream bloody shit”

O.: Hehe, dzięki. Dobra, to koniec – są widzisz, że nie było tego dużo. Dzięki!

Dzięki za Twoje wsparcie i rozprzestrzenianie tego gówna! Zdrówko!