Persecutor: „…chcemy rżnąć z innych, ale po naszemu.”

Nieskromnie powiem, że niezły wywiad zrobiliśmy z chłopakami z Persecutor. Długi jak telenowela, ale zdecydowanie od niej ciekawszy. No ale z inteligentnymi ludźmi to miło pogawędzić, choćby i przez internet, więc nie ma się z drugiej strony czemu dziwić. Nie przeciągam już, bo czytania sporo i obawiam się, że jedno piwo niniejszą pod lekturę może Wam nie starczyć…

 

O.: Dzień dobry. Może na rozgrzewkę zdradzisz nam, jaki jest Twój ulubiony browar, album Motorhead i aktorka, która ma obecnie więcej niż czterdzieści lat?

Wojtek: Lubię różne browary ale zimny czeski Primator 24 (10% alko ciemny) otwiera stawkę, Motorhead ma mnóstwo zabójczych albumów ale zaczęło się od „No Sleep Til Hammersmith” i jest to mój kanon, a u fajnych kobitek nie patrzy się na wiek tylko charakter, więc nie wiem ile która ma. And I don’t know their names, don’t know their names… jak chodzi o porno to mam słabą pamięć do twarzy… ogólnie w naszym kraju pięknych kobiet raczej nie brakuje a jak napiszę więcej danych to jedna z nich może się ładnie wkurwić he he he…

O.: Okej, skoro już się rozgrzaliśmy, rzeknij coś o przyjęciu, jakie światowa opinia publiczna zgotowała debiutanckiemu krążkowi Persecutor? Zaskoczył Cię na przykład jakiś mail w związku z tym albumem, albo zdanie przypadkowego kolesia na koncercie?

Wojtek: Nikt się nie osrał, bo to nie religijny black metal ani niesłuchalny ambient, ani coś we współczesnym mniemaniu „ambitnego”… to metal robiony przez i dla socjopatów i wygnańców – nawet w świecie metalu… ładnie sam sobie tłumaczę brak megasukcesu prawda? [oj tak, masz smykałkę do tego, hehe – przyp. Oracle] Tak już na ćwierćserio to jesteśmy zadowoleni z samego faktu wydania płyty, „Bestial Overkill” to z pewnością najlepsze czegośmy się z Persekutasor dopuścili, dużo osób mówiło mi że płyta wymiata, że jest większa moc niż na „Wings…” itp., generalnie jednak egzystujemy na uboczu i nie zanosi się na to żeby to miało się zmienić, mnie to nie przeszkadza choć na pewno mały próżny karzełek wewnątrz mnie chciałby od życia więcej niż dostaje… ogólnie jest dobrze, chciałbym jeszcze żeby „Bestial Overkill” wyszło na winylu, muszę coś pokombinować w tej sprawie…

Wilku: Jest to niszowa muzyka, pośród i tak już niszowej muzyki, ale trudno. Na koncertach sprawdza się całkiem nieźle. Właściwie to można wszystko streścić w dwóch słowach: „jest moc”. Nie słyszałem żadnej negatywnej opinii o tej płycie, co jest trochę podejrzane.

O.: Albo mi się wydaje, albo nie jesteście rozchwytywani jak wiele innych młodych kapel, nawet w papierowych zine’ach, do których pasujecie jak ulał, nie ma zatrzęsienia wywiadów z Wami… Nie czujecie parcia do zaprezentowania się szerszej publice? Czy to ja słabo grzebię w sieci lub podziemnych periodykach?

Rachu: Wydaje mi się że to kwestia tego, że Persecutor jest bezczelnie bez-ideologiczny. Nie promujemy rżnięcia w dupę rozżarzonym prętem wszystkich świętych, dekapitacji pozerów, czy nawet ochrony naszego satanistycznego potomstwa przed żydokomunistycznoislamskogejowską inwazją. Ludzie lubią bezmyślnie nienawidzić i takiego przekazu szukają w muzyce, a głównie w tytułach utworów, które w przypadku metalu często pozostają jedyną warstwą tekstową, z którą zapoznaje się przeciętny słuchacz [polać mu, dobrze mówi! – przyp. Oracle]. Chociaż będąc szczerym to nie mam akurat nic przeciw takiej retoryce, o ile stoi za nią dobra muzyka, niestety wśród ogółu często przeważa odwrotne rozumowanie. Zresztą co ja się przejmuję, większość ludzi i tak ściągnęło tą płytę, przesłuchało ją do końca lub nie i za parę dobrych lat zostanie ewentualnie odkurzona na jakimś blogspocie przez jakiegoś muzycznego nerda. Jest to oczywiście wariant optymistyczny, patrząc na dzisiejsze realia.

Wojtek: Przed państwem Raszek, nasz specjalista od personalnego coachingu i motywacji. W papierowych zinach było sporo wywiadów, właściwie to wywiadów było więcej niż koncertów więc ta sytuacja jest dosyć zabawna…

O.: Każdy Waszą muzykę określa inaczej, ale według mnie najlepiej pasuje do Was ta najprostsza etykietka – metal. Po prostu. Jak sam zapatrujesz się na szufladkowanie muzyki Persecutor, zdarza Ci się, że wkurwiasz się, jak widzisz do czego porównują Was recenzenci?

Wojtek: Im więcej porównań tym lepiej, jeśli tylko są to porównania do kapel które lubimy (lub polubilibyśmy gdybyśmy je znali). Persecutor gra tank’n’rollin metal czyli chorobliwą hybrydę naszych fascynacji. Motorhead dał podstawę temu wszystkiemu, ale nie stronimy też od wpływu kapel takich jak Sodom, Destruction, Slayer, Hellhammer, NME, Vomitor, Cianide, Imperator, Revenge, Bestial Mockery, Throneum – jesteśmy zawieszeni między tym wszystkim, taki antystyl. Podstawą jest pewna energia i motoryka, są tu też mizantropia i nienawiść, ale są to dla mnie bardziej cechy ideologiczne wypływające z całokształtu muzyki i tekstów, a nie kwestia wolnego tempa utworu czy ilości sosen na okładce…a co do samej prędkości to nie kręci mnie fakt, że jakiś bębniarz gra tak szybko, że nie słychać już co gra, idzie mi o drive – muzyczne wrażenie prędkości, takie jakie dają kapele typu Living Death, Misfits, Master, Motorhead, Vomitor, The Meteors itp.

O.: Wojtek, jesteś jedynym członkiem Persecutor, który jest w kapeli od samego początku. Czyli co – bez Ciebie jak rozumiem Persecutor nie ma racji bytu? Wyobrażasz sobie taką sytuację, że z takich czy innych przyczyn odchodzisz z tej kapeli, a chłopaki pchają ten wózek dalej jako na przykład The Persecutors, hehe?

Wojtek: Nie wiem, to byłoby dziwne – z jednej strony znaczyłoby, że coś co zacząłem byłoby warte kontynuacji, z drugiej strony to tak jakby ktoś wyruchał twoją dziewczynę na twoim grobie.

The Persecutors… wiem jedno, gdyby Raszek dalej tam grał to na pewno na kolejnym albumie pojawiłoby się banjo, akordeon i orientalne instrumenty w wersji dla karłów…

O.: Spośród wielu inspiracji jedna wybija się w sposób szczególny, zwłaszcza, że raczyliście wspomnieć o niej w booklecie. Dlaczego więc Motorhead rządzi według Was?

Wojtek: Motorhead to mój ulubiony zespół, ich płyty wcale nie są „takie same”. Każdy kto tak mówi jest pierdolonym głuchym chujem i nie ma pojęcia o dobrej muzyce. Postaw obok siebie „Orgasmatron”, „Another Perfect Day” i „Sacrifice”. To bardzo zróżnicowane albumy. A że kolesie często jadą tym swoim specyficznym pasmem… no cóż, kto robi to lepiej niż oni? Motorhead miał wpływ na wszystkie gatunki „czadowej” muzyki, oni grają rock’n’rolla ale w pewnym sensie są ponad podziałami, pokazują że stare patenty dają początek nowym wynalazkom. Sam Lemmy też jest ciekawą postacią i to fascynujące, że kolo tak godnie zniósł te lata intoksykacji. Taki człowiek – historia, jego teksty są niegłupie, nie jest jakąś byle zjebaną gwiazdeczką strzelającą groźne miny. Zabrzmi kurewsko sztampowo ale po prostu muzyka Motorhead, ich postawa i teksty miały duży wpływ na mój charakter., mam też często taki odruch – słyszę Motorheada i chcę czegoś się napić, coś zapalić, coś głupiego odwalić… bardzo konkretna, oryginalna i waląca w sedno muza, a jednocześnie przebojowością mogliby obdzielić setki chujowych radiowych manekinów. Ciężko chyba ogarnąć ich wpływ na kształt współczesnej dobrej „złej” muzyki.

O.: W pełni się zgadzam. Muszę Wam powiedzieć, że macie niezłą okłądkę, hehe. W zasadzie od razu wiadomo, czego należy się spodziewać po samej muzyce i podejrzewam, że takie założenie przyświecało Wam od początku?

Rachu: Bardziej chodziło o to żeby nie do końca było wiadomo o co chodzi. Łatwiej byłoby odpowiedzieć na to pytanie gdybyś sprecyzował „CO WIADOMO” bo ja nie wiem czego się spodziewają inni. Czasami mam wrażenie że ludzie za często korzystają z jakichś błędnych skrótów myślowych. Ja tu akurat widzę krzyżówkę lat 80-tych, Ross Bay, cyberpunku i czego byś tam jeszcze chciał. To właśnie mnie wkurwia że nie ważne że są tam utwory takie jak „Mental Wars”, „Possessed by Speed” czy „Ancient Conjuration”, które się różnią od siebie jakby nie było, a mimo to można usłyszeć że „no wiadomo czego się spodziewać” albo że „oldschool i wszystko jasne”. Ja akurat nie spodziewałbym się po zerknięciu na okładkę że usłyszę na jednej płycie coś co śmierdzi trochę Angelcorpse, Aurą Noir i Betrayerem jednocześnie. Nie to żebym uważał, że gramy coś tak wykurwistego że nikt nie jest w stanie tego pojąć, ale chyba mam prawo się zbrandzlować na łamach tego pisma, że nie mamy tak wąskiego zakresu inspiracji, żebyś nie musiał słuchać płyty po zobaczeniu okładki bo przecież „od razu wiadomo”… [No i ja właśnie spodziewałem się tych elementów, które wymieniłeś, ale już może bez szczegółowego rozkładu całej płyty na zapis nutowy po zerknięciu na okładkę. Chodziło mi raczej o feeling i moc, choć lekko futurystyczna wizja również gdzieś tam nas kieruje na jakieś tory i skojarzenia, które przynajmniej u mnie pokryły się z rzeczywistością… – przyp. Oracle].

Wojtek: Okładka to mój pomysł, chciałbym żeby zawierała motyw nazwijmy to outsiderski, a także żeby to był taki portal do rzeczywistości klasy b… no wiesz, zderzenie z podróżnikiem w czasie i te sprawy.

O.: Kontrakt z Time Before Time Was satysfakcjonuje? W zasadzie osoba szefa całego tego interesu jest dobrą wskazówką dla kogoś, kto nie zna Persecutor, bo z góry może założyć, że Tom byle czego nie wydaje. Też szliście tą drogą rozumowania podejmując decyzję o wypuszczeniu „Bestial Overkill” w tej wytwórni? Teraz jak Tom zwinął ponoć działalność, gdzie widzisz potencjalnego wydawcę?

Wojtek: Pewnie że to była sensowna wytwórnia dla nas, Tomek wydał sporo dobrych tytułów ociekających siarką i smołą. Teraz na pewno też jakiś wariat chcący wydać tak niepopularną muzykę się znajdzie.

Pomyślimy o tym na nowo jak ukończymy następny nasz materiał. Taka jest kolej rzeczy – najpierw nagrywamy materiał, potem nie płacimy za niego tak długo aż realizator straszy nas jego skasowaniem, potem płacimy, bierzemy materiał ze studia i szukamy wytwórni.

Wilku: Czyli pewnie następny materiał wyjdzie pod koniec roku. Tak pi razy drzwi. Nie wiadomo jeszcze którego, ale przypuszczam, że pod koniec.

O.: To kiepsko, że pod koniec, bo będziecie mieli mniej szans na płytę roku w „Metal Hammer”… Wcześniejszy materiał ukazał się natomiast dzięki brazylijskiej Rawblack Cult Records. Również i kasetowa wersja debiutu ukazała się z ich znaczkiem. Lubisz ten nośnik? Ja osobiście bardzo go sobie chwalę i nie rozumiem osób, które na niego narzekają… Wszak nic tak zdrowo nie wkurwia jak wciągnięcie taśmy przez magnetofon, hehe…

Wojtek: Lubię taśmy, chociaż coraz ciężej jest dostać czyste 60-tki inne niż Sony a te mają chujowe pudełka i książeczki się gniotą jak np. nagrywam Persecutory [racja, kurwa! – przyp Oracle]. W samochodzie też mam odtwarzacz na taśmy. Są jeszcze oszołomy, które wypuszczają kasety i to konkretne tytuły w dobrej estetyce. Słowem – temat jeszcze nie zdechł. Niektórzy mówią, że tylko taśma jest prawdziwa. Wobec tego jeśli wszystko inne jest matrixem, należałoby znaleźć taśmę, na której znajdziemy instrukcję odnalezienia prawdziwej rzeczywistości pośród tej masy gówniamych iluzji. Może kiedyś uda nam się takie coś znaleźć, albo nagrać i wydać, he he.

Wilku: Odnośnie kaset to zauważyłem chorą tendencję. Chcąc zakupić jakiś nowy sprzęt grający, żadna, ale to żadna wieża nie miała kieszeni na taśmę. To jest okropne. Mam sporo fajnych albumów na kasetach i mogę ich właściwie posłuchać tylko w samochodzie. Ten świat niechybnie zbliża się ku zagładzie.

O.: Okej, skoro już zahaczyliśmy temat kaset, to nie omijajmy kwestii winyli. Lubisz ten format? Wyobrażasz sobie, jak ładnie prezentowałaby się okładka „Bestial Overkill” na dużym kartonie, hehe?

Wojtek: Coś tam powoli działam w stronę wypuszczenia czegoś na winylu, czas pokaże co z tego wyjdzie. Ta okładka rzeczywiście powinna być większa, muzyce też by winyl nie zaszkodził. Pewnie, że chciałbym żeby za jakiś czas Persecutor mógł legitymować się winylem. Pożyjemy, zobaczymy. To byłby dobry powód do zalania pały w opór. Sam nawet nie mam gramofonu, jestem pozerem, bo mnie nie stać.

O.: Ostatnimi czasy namnożyło się kapel śpiewających o nuklearnej zagładzie, tematach związanych z Mad Maxem i tak dalej, nie boicie się wobec tego oskarżeń o pójście na łatwiznę, z prądem, czy co tam jeszcze może przeciętnemu użytkownikowi forum przyjść do głowy? Nie ciągnęło Was nigdy, by za sprawą Persecutor kształtować umysły młodych słuchaczy, ich poglądy na życie, społeczeństwo i tak dalej?

Wojtek: Ale my nie napierdalamy cały czas na jeden temat! Dystopiczne jazdy to tylko element układanki… mamy jeszcze NWO, diabelskie stare fury, klimaty lovecraftiańskie itp… w tekstach opisuję wszystko na co mam ochotę. Ale tak, jesteśmy trochę postnuklearnymi wieszczami. Tak na serio to tematy podejmujemy różne, mamy wiele nawiązań do metalowych cliche , wybieramy te tematy które do nas najbardziej przemawiają i tak będzie również w przyszłości. Mad Max to jeden z moich ulubionych filmów, więc musiało się znaleźć miejsce dla takich klimatów, kawałek stricte o starych furach jest na płycie jeden, są dwa numery podejmujące tematykę anty – NWO, a np. „Venom Of Deceit” właściwie jest o tym, że ludzie jako zbiorowość nie uczą się niczego nowego.

O.: Skoro już o tym mowa, czy sam zwracasz uwagę na teksty kapel? Zdarza Ci się czasem zastanowić nad jakimś lirykiem dłużej, czy raczej czytasz (jeśli czytasz), żeby mieć jako takie pojęcie o czym kapela śpiewa, ale zasadniczo masz to w poważaniu?

Wojtek: Zwracam uwagę na teksty, chyba że od razu widać że są o flakach albo modleniu się do tej czy innej jedynej słusznej postaci, idei czy chuj wie czego tam jeszcze. Podobają mi się np. teksty Atomizer, Destroyer 666, Motorhead, Axis Of Advance, Master. Są kapele które mają świetne teksty i sporo na tym zyskują, część zespołów traktuje wokal jako kolejny instrument i przekazują to tak że nie razi. Chciałbym wierzyć, że my jesteśmy przynajmniej gdzieś pośrodku.

O.: Oprócz tych tematów mamy również odwieczne przesłanie antyreligijne. Czy oprócz napierdalania w takim a nie innym zespole, swoje antyreligijne przekonania prezentujecie również w inny sposób? Innymi słowy, jak zamierzacie osłabić instytucję kościoła w Polsce?

Wojtek: Nie jesteśmy religijni, polityczni, nie frasujemy się przyszłością społeczeństwa jakiegokolwiek koloru. Przyszłość człowieka – to już bardziej. Ludzkość będzie istnieć ale czy przetrwa człowiek? jeśli wiesz o co mi chodzi. Gdzieś słyszałem takie chwytliwe hasełko: wszystko wokół nas stało się sprzecznością: farmaceuci odbierają życie i niszczą nasze zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety zakłamują historię i wiedzę, rządy niszczą wolność, media fałszują informację, religie niszczą duchowość”. Wzruszające nie? Jeśli ktoś potrzebuje wiary to jego cyrk a nie mój. Nie cierpię ludzi, którzy troszczą się o innych tak bardzo że wpierdalają się w ich życie i zmieniają wszystko pod siebie. Staram się patrzeć na ten cały cyrk z oddali (udając że mnie nie dotyczy), ale wybiórcze poczucie sprawiedliwości społecznej połączone z satanizmem chyba nie jest dla mnie. Nie mam zamiaru prostować nikomu kręgosłupa ideologicznego i ode mnie też się proszę odpierdolić. Każda subkultura zaczyna się od buntu, a potem staje się jakąś tam miniaturą społeczeństwa, od którego chciała w jakiś sposób uciec. My staramy się być także i poza tym.

O.: Ostatnim jak dotąd Waszym koncertem był występ na Psychodelic Misantrophy Fest X, jak wspominasz więc to show? Czy może coś tam jeszcze potem graliście? Jest w ogóle w Twojej pamięci jakiś szczególny gig Persecutor – nie ważne, najlepszy, najgorszy, po prosu szczególny…

Wojtek: Gig we Wrześni był w porządku, szkoda tylko że Wilkowi jakieś styki poszły w basie i cały koncert się przy tym grzebał, ale ogólnie było simpatico i jak zwykle we Wrześni cytrynówka gdzieś w tle krążyła. Gig z Arman i Bestial Raids w Cape Horn też był konkretny. Po naszych koncertach zawsze mam jakieś miłe wspomnienia – a to jakaś mała dewastacja mebli klubowych, a to mordobicie… nie wiem nasza muzyka to powoduje czy co? Po którymś koncercie w Kielcach myślałem że mam zawał, ale zrozumiałem, iż zapomniałem o jedzeniu przez ponad dobę, a za to dużo wypiłem i wyrzygałem i trochę mnie osłabiło, na którymś koncercie jeszcze w 2005 oświetleniowiec – mózgowiec zawiesił metr nad bębniarzem stelaż z reflektorami, które normalnie wiesza się 10 – 15 metrów nad sceną ponieważ wytwarzają tyle światła i ciepła. Świetlik zrobił Golcowi takie solarium że chłopak zemdlał podczas trzeciego kawałka. No ale ocuciliśmy go i zagraliśmy numer od nowa. 

Wilku: We Wrześni miałem ochotę wypierdolić ten bas w pizdu, albo rozwalić go ku uciesze metalowej wiary. Koncert w nieistniejącym już Cape Horn był konkretny. Nie sądziłem, że tamtejsze meble są tak bardzo kruche. No, ale co poradzić. Niektórym adrenalina dała się we znaki. Osobiście najlepiej wspominam koncerty w Kielcach. Pierwszy w klubie Mundo, gdzie barman na koniec imprezy śpiewał operowym głosem kozackie pieśni rodem z Ogniem i Mieczem. Drugi w Tunelu (zajebista miejscówka swoją drogą), ze względu na klimat. Taka speluna, ale nie do końca.

O.: Zasadniczo mieliście już przyjemność grać z kilkoma kapelami, czy po tych występach zmieniliście na przykład zdanie o członkach danej kapeli? Masa kapel pozuje na dzikich imprezowców na przykład, a po koncercie siedzą grzecznie w kącie i ani me ani be, a tym bardziej kukuryku…

Wojtek: Tak właśnie robimy my. Jesteśmy tacy be, że aż kukuryku. Żadnego alkoholu! Serio to raz czy dwa widzieliśmy gwiazdki, którym nalewa się do dupy i nie można już z nimi normalnie porozmawiać, można tylko im gitary potrzymać… ale to epizody, większość kapel z którymi mieliśmy koncertowo do czynienia to sympatyczni ludzie. A propos imprez to różnie z tym bywa, ja imprezuję jak mam na to ochotę, nie czuję się zobowiązany chlać lub nie chlać z takich czy innych powodów. Poza wszystkim to graliśmy mało koncertów więc wszystko przed nami nie? Mamy chyba więcej koncertów które zostały odwołane z przyczyn od nas niezależnych niż koncertów zagranych. Ale Persecutor jest BORN TO LOSE czyli zbyt luźnym urodzony, więc nas to wali.

O.: Ponoć kilka numerów na nowy album jest już gotowych… Czego należy się spodziewać po dwójeczce Persecutor? Bo to będzie pełny album, tak?

Wojtek: Sam jeszcze nie wiem bo na razie nagrywamy krótszy materiał na pewnego splita. Muzę robimy dla przyjemności i z pasji do metalu, nie mamy jakiegoś wielkiego religijno – filozoficznego konceptu, co nie znaczy że nie ma tam pewnego przekazu. Może będzie totalny napierdol, może pojedziemy bardziej rock and rollowo, może odjebiemy coś nietypowego, Latem często włazimy na wieżę takiej opuszczonej fabryki w naszym mieście i tam chlejemy. Kiedyś na tej wieży zrodził nam się bardzo nietypowy pomysł, ale nie wiem czy go wykorzystamy. Chcieliśmy stworzyć nasz własny dystopiczno – fantastyczny film bez obrazu, być może w formie jednego długiego kawałka… ale wiele substancji musi jeszcze się przetoczyć aby to zyskało konkretny kształt.

O.: A co możesz powiedzieć o Deathlust? Jak bardzo różni się ta kapela od Persecutor? Macie jeszcze jakieś inne pola muzyczne, na których chcielibyście się spróbować?

Wojtek: Deathlust… chciałem żeby pierwszy numer z tego mcd („Apocalypse Orgy”) poszedł na płytę Persecutor, ale Wilku się zaparł bo to jego numer. Przez to jest pierdolnięcie na otwarcie, ale z drugiej strony zaciera się trochę różnica… między Persecutorem a Deathlust. Deathlust kluł się odkąd doszedłem do Eternal Mist – innej kapeli Wilka i Raszka, jeszcze wtedy grał z nimi basista który na próbie kładł się na kanapie i zasypiał w połowie drugiego numeru, kiedyś tez pierdolnęła go ciężarówka i nie poszedł nawet do lekarza (pozdrawiam Mateuszu!). A sama muzyka była bliższa dźwiękowo i ideologicznie czystemu black metalowi. Na tym MCD jest parę konkretnych momentów, to niezłe podziemne wydawnictwo, ale raczej nie będziemy tego ciągnąć dalej. Wcześniej Deathlust grał 1 czy 2 koncerty jako Flagrvm, potem Rachu odłączył od tego część swoich najrzewniejszych piosenek, dopisał parę rzeczy i zrobił całkiem klawe demo „Through Torment To Belief” które wyszło w 100 szt. w Kampf Records (kolejny jednorazowy wyskok) a z reszty zrobił się nam Deathlust. Potem było parę koncertów, nagraliśmy MCD, Mefisto powiedział we Wrześni, że wyda to we wrześniu, tylko nie powiedział którego roku, ale słowa dotrzymał he he. A teraz Deathlust to już zamknięty temat.

… a następna część pytania – ja chciałbym też stworzyć lub dołączyć do kapeli która gra klimaty bardziej hard rockowe/rock’n’rollowe typu Zeppelin, Sabbath z Ozzym, Buffalo (Aus), MC5, Rose Tattoo… no i kapela psychobilly w stylu The Meteors, Demented Are Go też mi się marzy. Może kiedyś i takie plany się zrealizuje? Jeśli ktoś poszukuje kumatego i opętanego słuszną, old schoolową muzyką gitarzysty by założyć/kontynuować coś w stylu wyżej wymienionych, dajcie znać na nuclear.curse@wp.pl. Do kapelki rockabilly właściwie przydałaby się teraz kontrabasistka i wokal, bo Raszek chyba reflektuje na bębny. Obecnie knujemy też w nowym zespole z załogantami z Deep Desolation i Tartar Quartet, jeszcze trochę czasu i powstanie płyta, będzie to coś trochę innego ale też odnoszącego się częściowo do klasyki…

O.: Poza Persecutor pogrywasz sobie również w kapeli o nazwie Maggoth. Szczerze powiem, że w życiu jej nie słyszałem, hehe, ale wieść gminna niesie, że to muzyka na styku groove i thrash metalu. Kurde, szczerze mówiąc się zdziwiłem, bo w większości na hasło „groove” podziemniacy dostają białej gorączki… Skąd więc taka kapela u Ciebie?

Wojtek: Nie szalałbym z tym groove, nie ja to wymyśliłem…. Maggoth istniał od 2005, pamiętam ich z różnych koncertów zanim z nimi grałem, potem pracowałem w gazecie z kumplem który grał u nich na solowej i jemu się odechciało, a ja doszedłem za niego (kurwa to brzmi jak bym był dublerem w pornolu, żeby chociaż), choć właściwie zaproponował mi to Artur, z którym grałem wtedy w punkowej kapeli Dziady Borowe, gdzie próbowałem grać na bębnach i spożywałem wiele substancji. Maggoth był bardziej groove’owy na początku, uważam że kapele typu Pantera, Down czy Acid Bath urywają jajca, ale akurat z Maggoth to najwięcej wspólnego ma raczej tylko Pantera. Nie wiem, ktoś gdzieś tak sobie Maggothową muzykę nazwał, dla mnie ma ona więcej wspólnego z amerykańską odmianą thrashu, ale to znów jest kapela gdzie wrzucamy wszystko to co w muzyce kochamy i nie oglądamy się na szufladki, choć żyjemy w szuflandii. Niedługo (czyli pewnie w ciągu pół roku czy coś) powinna wyjść debiutancka płyta Maggoth, na razie kończymy layout płyty, sampelków można posłuchać na myspace a materiału na koncertach. Maggoth to prawdziwi kumple i świetni muzycy, z którymi miło grać… poza mną oczywiście hehehehe. Sama muzyka nie wykracza poza sferę moich zainteresowań, nie widzę przeciwwskazań, aby napierdalać, już niedługo nowa płyta poćwiartuje was jajcarnią.

O.: Ejkum kejkum, Olo ratuj! Dobra, żeby dopełnić temat kapel – Doombringer. To już coś całkiem innego. Kapela w Podziemiu uznana i poważana. Jak się stało, że dołączyłeś do tej hordy? Wpisowe, przekupstwo, kumoterstwo, koniugacje? Jaka jest Twoja rola w tej kapeli? Masz prawo głosu co do kompozycji, czy jedynie przychodzisz, odgrywasz co swoje, żegnasz się i wychodzisz?

Wojtek: Zorro otoczony przez złych matematyków dał mi kiedyś znać, że podoba mu się moja gra na „Wings Of Death” i że szuka składu live do Doombringer. Wtedy znałem demo „Primeval Sorcery”, „Abhorrent Dreams Of The End” właśnie powstawało, ale już na podstawie jedynki uznałem, że fajnie byłoby coś spróbować podziałać. Nie grałem i nie układałem materiału na pierwsze dwa dema bo powstały zanim doszedłem do składu, a na dwójce (która co by nie mówić jest rozpierdalającym materiałem) solówki nagrał kolo z Nocturnal Vomit. Mniejcej na wysokości ukazania się drugiego dema Doombringer zagrał pierwszy koncert w swojej historii w Kielcach. Pierwszym wydawnictwem, na którym współtworzyłem materiał i nagrałem partie wszystkich gitar jest siedmiocalówka „Sevenfold Pestilence”, niedługo powinien chyba już wyjść kolejny mały splicior, w planach jest też duża płyta która chyba za chwilę zacznie powstawać. Doombringer i cała kielecka rebiata to świetni goście i maniacy.

O.: Wkurwił Cię ktoś ostatnio w jakiś wyjątkowo perfidny sposób? Oczywiście pytam o sytuację na naszej kochanej polskiej metalowej scenie, a nie w życiu prywatnym… chociaż i tym możesz się podzielić, hehe…

Wojtek: Nie wiem, jakoś nie widziałem zbyt wkurwiających zachowań. Ja nie dywaguję zbytnio nad kondycją sceny i nad tym czy statystyczny metalowiec prawidłowo się rozwija. To ma być odskocznia, obrona przed policją myśli i jazda po bandzie, więc nie szukam w tym zasad, prawidłowości. Ale to co na pewno mogłoby się poprawić to podejście właścicieli klubów do promocji koncertów i do samych kapel… jeśli jedziesz na koncert 200 – 300 km, oprócz twojej kapeli są tam dwa zespoły – jeden z Niemiec i jeden z innego końca Polski a na koncert przychodzą 2 osoby bo personel klubu nie zstąpił z obłoków w celu rozwieszenia plakatów czy jakiejkolwiek promocji to coś tu nie gra… oczywiście o darmowym piwie też nie ma mowy a za wniesienie energy drinka do klubu, w którym grasz koncert możesz zostać wyjebany przez durnego steryda z bramki bo przecież pijąc sobie to swoje coś kradniesz im chleb. Mówimy o jednym miejscu, któremu nie będę robił reklamy. Może ja jestem dziwny ale dla mnie to jest gówniana sytuacja… graliśmy kilka gigów w Niemczech z Doombringer i tam na zapleczu zawsze czekała lodówka pełna browarów albo przynajmniej jakieś talony na kilka piw i żarcie. U nas bywa, że właściciel klubu czy dźwiękowiec robią łachę że „pozwalają” ci się ustawić i zagrać. Nie odnosi się to do wszystkich koncertów, ale zdarza się, że właśnie tak jest… Tu nie chodzi o traktowanie małego i wiadomo, że nic nie znaczącego zespołu takiego jak Persecutor czy Maggoth po królewsku tylko o jakiejś w miarę normalne, luźne postępowanie… no ale ja mówię to tylko ze swojej strony a nie jestem w niczym profesjonalistą, mamy kryzys, jest dobrze bo jest źle i tak ma być, przed wojną też węgiel był…

O.: No ale za młody jesteś na Heroda… Zapewne śledzisz to co dzieje się obecnie na polskiej scenie, jakie są Twoim zdaniem jej największe plusy i minusy? Do której kategorii wrzuciłbyś twór o nazwie Persecutor, hehe?

Wojtek: Do minusów, oczywiście że do minusów. Scena musi rozwijać się, iść do przodu, stanowić monolit niezachwianych wartości ideologicznych a nie uprawiać wsteczniactwo i stylistyczną prostytucję… ej, ty tam, w ostatniej ławce, wyjmij rękę ze spodni! Mamy dużo ciekawych i oryginalnych kapel, zwłaszcza te mało oryginalne też są świetne. Persecutor wrzuciłbym do tych drugich. Aczkolwiek byłaby to taka oryginalna nieoryginalność. Znaczy się w sensie, że my… no tego…chcemy rżnąć z innych, ale po naszemu. Z naszej sceny podoba mi się wiele kapel, ostatnio podszedł mi Poisoned, a takie Throneum, Bestial Raids czy Infernal War każdy zna, Deep Desolation i Iugulatus to ciekawostki z łódzkiego podwórka, koncertowo spodobał mi się ostatnio Thermit (fajna demówka „Demo’n’Beer”), Hell Patrol, ja jestem bardzo nie na czasie z tym co nowego wychodzi więc dużo mądrego tu nie powiem, czasami wolę po raz tysięczny posłuchać jakiejś ulubionej płyty niż pierwszy raz jakiejś nowości…

O.: Głośno ostatnio o tym całym gównie pod zbiorczą nazwą ACTA. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Nie uważasz, że to całe zamieszanie jest lekko przesadzone? Całe to porównywanie do komuny, Moskwy i tak dalej dla mnie jest osobiście żenujące i chyba nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, zważywszy na fakt, że ACTA chroni interesy koncernów i ich własności prywatnej. Więc gdzie ta komuna? Pytam, bo w Kostucha Webzine jako ispirację dla tekstów wskazałeś między innymi cyberpunk…

Wojtek: Powiem tyle co wiem, a być może nie wiem wszystkiego. Ogólnie świat staje się coraz bardziej pojebany, władcy systemu starają się ściągać i skracać smycz obywatela na wszelkie możliwe sposoby… ale dlaczego miałbym szanować prawo, które jest wybiórcze i szanuje tylko potrzeby silnych, korporacji, bogaczy i polityków a nie szanuje mnie? Nie słyszałem o żadnych porównaniach do Moskwy czy komuny, więc może Ty interesowałeś się tym tematem bardziej niż ja… wiem tyle że kradnięcie płyt i filmów z netu jest jak najbardziej ok, dzięki temu zarabiając średnią krajową można uzupełniać braki kulturowe, a najlepsza sprawa to to, że w sieci możesz poznać wiele niewygodnych faktów i – jak dziś lubi się nazywać niewygodne fakty lub podejrzenia – „teorii spiskowych” – i to jest kwestia która najbardziej boli architektów systemu. Tak, ta wypowiedź miała pośrednio dotyczyć ACTA.

O.: Okej, późno już, skończyło mi się piwo, więc nie będę na siłę wymyślał kolejnych pytań. Dzięki wielkie za wywiad. Miejsce poniżej jest całe dla Ciebie, nieodpłatnie!

Wojtek: Dzięki również za możliwość zaprezentowania naszego potwora. Dzięki za to miejsce, jesteś naprawdę hojny,. normalnie zaraz kurwa salę prób, schadzek i garaż w jednym se tu zrobię.

Autor

10189 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • to się Panowie nazywa wywiad, z jednej jak i z drugiej strony konkretnie, aż przyjemnie się czyta
    czekam na następne 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *