Dobrze jest czasem wyjść poza pewne ramy, bo można znaleźć coś ciekawego. Dla mnie takim odkryciem w 2011 roku był właśnie zespół Obscure Sphinx, który uraczył nas rewelacyjnym debiutem „Anaesthetic Inhalation Ritual”. Udało mi się od nich wyciągnąć trochę informacji na temat tej płyty oraz odpytać w innych mniej lub bardziej istotnych kwestiach.


Pathologist: Bardzo jestem zadowolony, że pojawiła się możliwość zrobienia z wami wywiadu. Na początku muszę przyznać, że jestem zachwycony waszą muzyką. Debiut Obscure Sphinx po prostu wbił mnie w ziemię…

Werbel: Dzięki, cieszymy się że materiał się podoba 😉

P: „Anaesthetic Inhalation Ritual” to niesamowicie dojrzała płyta. To zdecydowanie wyjątkowe zjawisko. Udzielacie się w jakiś innych kapelach? Jakie są wasza doświadczenia muzyczne?

Yony: Tak. Olo ma swój zespół, Minerva, w którym gra od kilkunastu już chyba lat, poza tym przewinął się przez różne składy, nie tylko jako gitarzysta ale też perkusista i wokalista, ja gram znów w zrektywowanym zespole Licorea, który chyba jako pierwszy szedł w Polsce w stronę post-metalu, Werbel ma swój metalcore’owy R.O.I. a blady jakiś czas temu nagrał płytę z Soma Process i grał w So I Scream. Z dawniejszych to jeszcze zakładałem m.in. Rootwater. Na jakimś koncercie z trasy z Tides From Nebula liczyliśmy z Adamem Waleszyńskim w ilu projektach grałem i wyszło nam chyba z 19 bandów 🙂

P: Co możecie napisać o historii powstania zespołu. Jak się spotkaliście? Kto wpadał na pomysł założenia kapeli?

Werbel: Na pomysł założenia kapeli wpadliśmy wspólnie z moim bratem i było to już bardzo dawno temu. Za czasów liceum dużo grywaliśmy wspólnie, z tym że ja jeszcze grałem na gitarze. Później Bartek uciekł na studia do Warszawy a ja przez 2 lata próbowałem coś tworzyć ze znajomymi. No i w tym czasie przez przypadek zostałem perkusistą. Szukanie bębniarza do kapeli w małym mieście Sanok okazało się dość trudne, więc ktoś musiał spróbować 🙂 Po skończeniu liceum już wiedziałem, że chcę grać na bębnach. I tutaj zaczyna się historia OS. Pojechałem na studia do Warszawy i zacząłem z bratem grywać w prywatnych salkach – później dorobiłem się swojego zestawu i szukaliśmy własnego miejsca. W międzyczasie znaleźliśmy bladego, przez internet. Długo graliśmy we trojkę, m.in. cześć pomysłów na AIR powstała już wtedy. Szukaliśmy wokalisty i nawet jeden się znalazł, ale przy okazji nagrywania pierwszego dema zrezygnował. Później dołączył do nas Yony. Zagraliśmy 2 instrumentalne koncerty, po czym dołączyła Wielebna i… się zaczęło…

P: Co skłoniło was do grania takiej a nie innej muzyki? Czym się inspirowaliście? Skąd wzięła się nazwa Obscure Sphinx?

Werbel: Nasza muzyka ewoluowała bardzo mocno od czasu założenia zespołu. Na cały jej kształt składa się wiele czynników. Na pewno jednym z nich jest muzyka, która w danym czasie przewijała się przez nasze głośniki. Kolejnym jest choćby technika gry – każdy ma swój unikalny styl i brzmienie. W każdym razie nikt nigdy nie mówił, że chcemy grać tak czy inaczej. Czujemy ten sam klimat i po prostu gramy. A nazwa? Powstała jeszcze jak graliśmy we trójkę i po prostu przyjęła się jako określenie tego, co powstaje w ramach naszej twórczości.

P: Wasz zespół został założony w 2008 roku debiut wydaliście dopiero w 2011 roku. Co robiliście w tym czasie?

Yony: Po pierwsze to pamiętaj, że zespół rozwijał się od zera. Po drugie, ja jako jedyny chyba miałem duże doświadczenie muzyczne, ileś tam bandów wcześniej itd. Po trzecie przez połowę tego okresu zespół był tworem instrumentalnym, idącym w jakąś kompletnie inną stronę. Był to więc, szumnie mówiąc, „czas poszukiwań”. W pewnym sensie na odnalezienie własnej niszy wpłynęły najbardziej dwie rzeczy. Zastosowanie niskich strojeń (mocno związane z pojawieniem się mojej pierwszej gitary ośmiostrunowej) i dołączenie do składu Wielebnej.

P: W waszej muzyce można doszukać się przeróżnych elementów od progresywnego rocka przez doom metal wręcz po dźwięki, których nie sposób zaszufladkować. Z czego to wynika? Czy każdy w zespole słucha czegoś innego i stąd ta mieszanka pomysłów?

Blady: Wynika to z faktu, iż naszym celem nie jest granie określonego rodzaju muzyki. Można powiedzieć, że wiemy, jakie emocje chcielibyśmy wywołać: a) u siebie, podczas wykonywania i b) u słuchacza, gdy nas doświadcza. A środki, za pomocą, których dochodzimy do nich, nie są już zaplanowane – wszystko wyjaśnia się podczas procesu powstawania nowych utworów. Nie mamy ułożonego biznesplanu tylko pasję. I to nam wystarcza, oświetlając drogę, którą zmierzamy.

P: Ciężko znaleźć o was informacje w Internecie… Macie swoje oficjalne konto na facebooku i myspace a brak waszej oficjalnej strony. Dlaczego? Powstanie kiedyś takowa?

Werbel: Brak strony jest spowodowany przede wszystkim brakiem czasu ( i lenistwem informatyków grających w zespole 🙂 ). Obecnie wszelkie ważne informacje dotyczące OS są publikowane głównie na Facebooku, oraz Myspace i to póki, co wystarcza. Natomiast oficjalna strona z pewnością powstanie – pytanie tylko, kiedy…

P: A teraz przejdźmy już do samej płyty „Anaesthetic Inhalation Ritual”. Co powiecie o tym materiale? Jak zachęcilibyście kogoś, kto was nie zna do sięgnięcia po tą płytę?

Blady: Trudna kwestia. Myślę, że zachęcamy poprzez koncerty przede wszystkim, grając dla różnych targetów w różnych miejscach. A oprócz nas zachęcają tez recenzje, które w większości (zawsze?) pozytywne, zasiewają ziarno ciekawości, co to takiego to całe Obscure Sphinx…

P: Co chcieliście przekazać poprzez okładkę? Co przedstawia ten obraz? Kto go stworzył?

Yony: Autorem jest Marek Kępiński. I w zasadzie jemu należałoby zadać to pytanie. My wiedzieliśmy jedynie, że ma na niej być coś, co gdy przyśni Ci się w nocy jest koszmarem, a samo w sobie nie jest niczym niezwykłym. Ot drzewo. Ale docelowa interpretacja należy chyba do odbiorcy. Niech każdy sam sobie kręci swój film.

P: Wasz debiut to kawał przepełnionej emocjami muzyki. O czym opowiada „Anaesthetic Inhalation Ritual”? O czym są teksty i co maja przekazać? Co oznacza tytuł płyty?

Blady: Jest to płyta o upadku. Człowieczeństwa w ogóle i człowieka w szczególe – o tym są teksty i tego dotyczy tytuł. Aby w miarę prosto wytłumaczyć ich znaczenie trzeba by zacząć od końca. Mamy obecny świat postmodernistyczny i panujące w nim spłycenie relacji międzyludzkich, obojętność, znieczulenie. Zastanawialiśmy się co sprawiło, że ludzie zostali nosicielami właśnie takich cech. Jakiś proces, któremu poddawani są wszyscy i na który nie mamy żadnego wpływu. Oddychanie. To w powietrzu musi znajdować się coś, co niszczy naszą emocjonalność – anestetyk. Teksty są opisem efektów, jakie wywołuje w nas tytułowe „powietrze”. To tak w skrócie.

P: Dlaczego na płycie znalazło się dwa kawałki instrumentalne? Wokal jest bardzo nocną stroną waszej muzyki, czemu z niego nie korzystać w każdym utworze?

Wielebna: Z każdą rzeczą jest tak, że trzeba ją dawkować w odpowiednich proporcjach. Uważam, że ilość wokali na AIR jest wystarczająca. Co do wspomnianych kawałków instrumentalnych – są one autorstwa Bartka Badacza i zostały umieszczone na płycie jako intro ( AIR ) i dosłowne, i w przenośni Intermission. Dopełniają pozostałe utwory i pozwalają na uzyskanie spójnej całości, formy muzycznej – taka ich rola – wyciszenie przed atakiem.

P: Brzmienie tego materiału jest naprawdę rewelacyjne. To niesamowite, że tak naprawdę jest to produkcja niezależna. Opowiedzcie coś o produkcji i nagrywaniu tej płyty. Jak przebiegał ten proces?

Werbel: Nagrywanie AIR to był dosyć długa historia. Na samym początku nagrane zostały bębny w Sound Division Studio u Heinricha, który wyciągnął z przeciętnego zestawu nieprzeciętne brzmienie ( wtykając mikrofony nawet w jakieś czarne dziury w ścianach 🙂 ). Trwało to w sumie 3 dni, więc poszło dość sprawnie. Wszystkie gitary nagrywaliśmy przez bardzo długi czas u Bartka Kuszewskiego (oprócz basu, który został nagrany chyba w jeden dzień). Nagrywane były czyste tory gitar, które później były reampowane. Proces nagrywania poszczególnych instrumentów był dosyć mocno rozstrzelony w czasie z różnych powodów, trochę brak funduszy, trochę dopracowywanie numerów, trochę brak czasu… Wielebna wokal nagrała w podziemiach Progresji i tak mieliśmy wszystkie ścieżki. Ostateczną sprawą był mix i master robiony w Sounds Great Promotion przez Kubę Mańkowskiego i Janka Galbasa. Wszystko wyglądało mniej więcej tak, że przekazaliśmy im naszą wstępną wizję, pokazaliśmy nagrania z prób a oni zajęli się już całą resztą. Później zaliczyliśmy tylko kilka wizyt, na których szlifowaliśmy tak naprawdę szczegóły, bo to co zaproponowali chłopaki ze studia było naprawdę świetne!

P: Czym jest tak naprawdę Fuck The Tag? Czym zajmuje się ta organizacja? Jakich twórców skupia?

Yony: No tu uderzyłesz w bardzo czuły punkt. W założeniu miała być to platforma skupiająca młodych, ciekawych twórców. Silnie związana z osobą naszej byłej managerki. A jak wiadomo nasze drogi w pewnym czasie się rozeszły, dlatego też niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć na temat FTT. Może tak: gdy osoby postanawiają się rozejść, to raczej nigdy, bo jest „za dobrze”. Zamysł FTT był inny niż jego wykonanie, a teraz pozostała nam tylko nazwa na płycie. Nawet nie wiem, czy to nadal działa. Nie interesuje mnie to. Traktuję to, jako hasło korespondujące z muzyką Obscure Sphinx.

P: Długo pracowaliście nad tym materiałem? Jak przebiega w waszym przypadku proces twórczy? Wspomagacie się jakimiś używkami hehe?

Wielebna: Materiał na AIR tworzyliśmy ponad rok. W naszym przypadku praca nad kawałkami to rzecz zbiorowa. Zazwyczaj pomysł wykluwa się na próbie, kiedy zaczynamy grać improwizacje i każdy dorzuca od siebie spontaniczne lub przemyślane dźwięki. Po próbie, w domu, przesłuchujemy nagrany materiał i wałkujemy go dalej, aż do osiągnięcia zadowalającej formy. Nie obywa się oczywiście bez przekomarzań i dochodzenia do swoich racji poprzez siłę, rzucanie pałkami, smutne oko, tudzież grzmotnięcie basem przez krzyż 🙂 Co do używek to może chłopcy się pochwalą sami. Ja podczas nagrywania AIR pożerałam 90% czekoladę i kawę o mocy siekiery i gęstości smoły. Jeszcze nie wspomniałam, że bardzo lubię Malibu 😀

P: Jeśli chodzi o mnie to największe wrażenie zrobił na mnie kawałek „Nastiez” to, co się na nim dzieje może nie jednego przyprawić o zawał serca. Szczególnie chodzi mi tu o wokale Wielebnej. Czy ten głos był szkolony? Jak dochodzi się do takich umiejętności wokalnych?

Wielebna: Mówisz ogólnie, czy o jakichś konkretnych partiach? 🙂 A głos szkolony jest od pewnego czasu przez Bartka Cabonia, którego polecam z całego serducha.

P: Co do brzmienia gitary i basu: dźwięk tych instrumentów robi niesamowite wrażenie? Co było powodem tego ze zastosowaliście ośmiostrunową gitarę i sześciostrunowy bas?

Yony: Tutaj mogę odpowiedzieć wyłącznie za siebie. Zawsze pasjonowały mnie eksperymenty ze strojeniami, idea ERG (extended range guitars). W latach 90-tych przestrajałem mojego Les Paula do C lub B, potem przyszła kolej na 7-strunowe gitary, strojenie do A lub niżej, a w 2002 roku ukazało się „Nothing” Meshuggah. I to było coś, co mnie zmiażdżyło kompletnie. Nawet w 2004 zamówiłem moją pierwszą 8-emkę (chyba pierwszą w PL zresztą) ale nigdy nie została ona ukończona, bo po pierwsze ja borykałem się wtedy ze sporymi kłopotami finansowymi, a po drugie do warsztatu Przemka Sułkowskiego, który ją budował było włamanie i została ona zniszczona. Potem przez dłuższy czas używałem wyłącznie mojej 7-emki zbudowanej przez Tomka Mularczyka i wreszcie po dojściu do Obscure Sphinx nadarzyła się okazja by taki instrument zastosować. Po prostu w tym miejscu dopiero zobaczyłem potencjał jej wykorzystania.

P: Kobieta za mikrofonem w tego typu kapeli to nie powiem, że rzadkość, ale na pewno zjawisko nieczęste. Szczególnie kobieta obdarzona takim wokalem. Jak czujesz się za mikrofonem a przede wszystkim jak ludzie odbierają cie na koncertach? Jak ty to widzisz ze sceny?

Wielebna: Za mikrofonem czuję się całkiem dobrze 🙂 A to jak ludzie mnie odbierają, hm trzeba by było zapytać ludzi właśnie. Najbardziej cenię sobie kiedy przekonuje się do mnie publika, która nie toleruje kobiet na wokalu. W tym miejscu nawet dużym komplementem jest to, kiedy ktoś powie, że jest w tym wszystkim dużo z mężczyzny. Ktoś kiedyś pokusił się nawet o określenie „babochłop” – zacne 🙂 Szczerze powiedziawszy w tym roku miałam ogromny stres przed wejściem na scenę na pożarcie fanów Coronera i Amon Amarth…Ale przeżyliśmy i chyba nawet po bitwie byliśmy „z”, a nie „na” tarczy 🙂

P: A Propos koncertów. Wasze występy na żywo robią niesamowite wrażenie. Ja pierwszy raz miałem okazje usłyszeć i zobaczyć as na żywo w Rzeszowie w knajpie „Od Zmierzchu Do Świtu” na trasie z Blindead. Od razu byłem kupiony i zbierałem szczękę z podłogi hehe. Widać w tych występach pasje i ogromną ilość zaangażowania jak również radość z grania na żywo. Czym jest dla was granie koncertów?

Werbel: Strasznie trudno na to odpowiedzieć nie używając wielkich słów. Na pewno sposobem na przekazanie naszej muzyki tak, jak powinna ona brzmieć, z odpowiednią oprawą. Poza tym granie koncertów to ogromna przyjemność, której nie jesteśmy w stanie i nie chcemy sobie odmawiać. Nagrywanie to jedno, ale wykonywanie muzyki na żywo to zupełnie inna bajka bez której obraz zespołu byłby zdecydowanie niepełny. Dobry band musi oba te aspekty utrzymywać na najwyższym możliwym poziomie.

P: Zagraliście w Rzeszowie cover Tool ku wielkiej uciesze publiczności. Dlaczego akurat ten zespół i ten numer? Często zdarza się wam grać bisy?

Yony: Bisy gramy zawsze na naszych headlinerowych koncertach 🙂 Grając supporty niestety nie ma na nie czasu, bo są po prostu pewne warunki, które musimy spełnić, czyli set 30 – 40 minut i koniec. A 40 minut to w naszym przypadku 4 utwory. Co do Toola to prawda jest mega prozaiczna. Zawsze na soundchecku przed koncertem akustyk chce, abyśmy zagrali fragment jakiegoś utworu. Wyszliśmy z założenia, że najlepiej nas ustawi, jeśli zagramy coś, co zna. A „Sober” jest poza tym na tyle fajnym utworem, że miło się go gra i graliśmy go sobie na próbach po prostu rekreacyjnie. Nie sądzę jednak, żebyśmy jeszcze kiedyś go gdzieś zagrali. Mamy swoją opowieść do przekazania i szkoda czas tracić na cudze historie.

P: Jak wspominasz całą trasę „Affliction…”? Była udana? Jak przyjmowała was publika? Jakieś ciekawe przygody i opowieści około koncertowe…

Blady: Trasa była jak najbardziej udana! Oprócz doborowego towarzystwa z jakim przyszło nam zagrać, za każdym razem spotykaliśmy się z bardzo dobrym odbiorem ze strony publiczności. Z pewnością udało nam się wtedy dotrzeć do kolejnych osób, które od tamtej pory wspierają nas i naszą muzykę. I bardzo się z tego powodu cieszymy! A co do przygód… hmm… Z pewnością afterparties… Żeby nie zdradzać za wiele i trzymać się zasady „co na trasie, niech tam zostanie” powiem, iż nigdy nie zapomnę istoty ludzkiej, która wówczas „od tygodnia” upijała recepcjonistę w hostelu we Wrocławiu (i niestrudzenie próbowała upić także nas) oraz pokoncertówki w Trójmieście z której nie opłacało nam się jechać spać do noclegowni (było za późno), więc „z miejsca” wracaliśmy do Warszawy (o 4 rano!)… Z tego miejsca pragnę podziękować Yonemu i jego żelaznej wytrzymałości, która pozwoliła nam dotrzeć do domu bezpiecznie. Yony, like a boss! 😀

Yony: Żelaznej? Najpierw mnie zagadywałeś jakimiś pierdołami, żebym nie usnął, ale potem ze trzy razy stawałem, żeby nie paść za kierownicą! 15 minut drzemki rządzi! 🙂

P: Trochę już koncertów zagraliście… Jesteście grupą, która dość często rozgrzewa publiczność przed innymi kapelami. Jaki występ na żywo wspominasz najlepiej?

Wielebna: Bardzo miło wspominam koncert w klubie Grafitti w Lublinie w listopadzie zeszłego roku – świetny klub, a i publika dawała nam taki ładunek energii, że miało się ochotę wszystkich wymordować…jakkolwiek to nie brzmi – dla mnie to pozytywne określenie 🙂 ( W Lublinie robią też przepyszne Malibu ze skondensowanym mlekiem ). Także poznański Blue Note w marcu tego roku….pod sceną zrobiło się małe piekiełko. Uwielbiam kiedy udaje mi się złapać specyficzną więź z publiką na te kilkadziesiąt minut. W końcu po to są koncerty…jeśli ktoś lubi stać i kontemplować muzykę – ok, jednak prawdziwa emocja kryje się pod potem, siniakami, krzykiem i pełnym zaangażowaniem. Tylko wtedy czujesz, że to coś więcej niż muzyka.

P: Ostatnio można było was zobaczyć grających przed legendarną grupą Coroner. Jak wspominasz to wydarzenie? Coroner gra zupełnie inną muzykę niż wy. Jak was odebrała publiczność?

Wielebna: Wiesz, stoimy na stanowisku, że dobrze jest mieszać style na koncertach, bo nie są one nudne. Zresztą każdy z bandów na tym koncercie był z totalnie innej bajki i sądząc po komentarzach i odzewie chyba to zadziałało. A jak wspominam? Hehe, jako niezwykle ciasne!

P: Ostatnimi czasy nastąpiły również zmiany w składzie zespołu. Dlaczego odszedł od was Bartosz Badacz jeden z założycieli zespołu? Trudno było go zastąpić?

Wielebna: Bartek postanowił od nas odejść, ponieważ mieliśmy odmiennie poglądy na temat dalszej drogi rozwoju zespołu. Mieliśmy zaledwie 2 miesiące na znalezienie nowego gitarzysty. Nie było to łatwe, jednak coś mi mówiło, że kiedy pojawi się Olo Łukomski to wszystko będzie jasne. Tak też się stało. Z Olem znaliśmy się już wcześniej a kiedy okazało się też, że muzycznie krążymy na podobnych orbitach nikt z nas nie miał wątpliwości. Olo miał 2 tygodnie na nauczenie się materiału – zrobił to i zagrał z nami pierwszy koncert 16 października w Sopocie.

P: Spróbujmy teraz nieco wyjść w przyszłość? Jak myślicie, w jakim kierunku będzie się rozwijać muzyka Obscure Sphinx? Jaki będzie wasz następny krok?

Yony: Na pewno się zmieni. Zamierzamy oczywiście rozwijać styl, który sobie stworzyliśmy, ale ostatnio np. dostaliśmy od polskiego przedstawiciela Schectera, firmy Mega Music, dwie gitary Hellraiser Special C-8, dwie kolejne już są zamówione – tak, cyferka 8 słusznie sugeruje Ci ilość strun 🙂 – także jedno mogę powiedzieć na pewno, będzie jeszcze ciężej niż na AIR. Ale może też trochę melodyjniej? Nie wiem, na razie wychodzą nam dziwne rzeczy. Dość trudno jest mi je jakoś zaszufladkować w chwili obecnej.

P: Wiem, że to może za wcześnie, ale macie już jakieś pomysły na następcę „Anaesthetic Inhalation Ritual”?

Blady: Za wcześnie powiadasz? Kiedyś przeczytałem w jakiejś recenzji, że materiał na następny krążek już jest gotowy, hehe. Wracając do pytania – od premiery minęło już parę miesięcy, więc jak najbardziej rozpoczęliśmy pracę nad następcą AIR. Obecnie mamy jeden numer w mocno zaawansowanej postaci oraz kilka innych, wciąż szukających swojej formy. Jest także już pomysł dotyczący tematyki, jaką by miała druga płyta poruszyć, więc jak sam widzisz – praca wre. Oczywiście jest to długotrwały proces i nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy dwójka miałaby się ukazać… Na pewno nie będziemy się spieszyć i pozwolimy jej dojrzeć.

P: Na koniec jeszcze kilka słów dla czytelników…

Blady: Przychodźcie na koncerty i wspierajcie artystów, których lubicie! Nie jestem kompetentny, żeby wypowiadać się o wszystkich, ale mogę napisać jak to wygląda z naszej strony. Z Obscure Sphinx nie mamy wsparcia dużej wytwórni, więc informacje o nas w dużej mierze rozchodzą się pocztą pantoflową. W związku z tym wiedzcie, iż każde polecenie przez Was, każdy wpis na forum, czy facebooku jest dla nas bardzo istotny, gdyż tworzy w określonej przestrzeni byt o nazwie Obscure Sphinx. A życie tego bytu zależy od Was. Dziękujemy 🙂

P: Dzięki wielkie za wywiad! Życzę jak najwięcej sukcesów i mam nadzieje, że do zobaczenia niedługo na koncertach.

Blady: Dzięki! Do zobaczenia!