Skróty myślowe i uogólnienia to zła rzecz, o czym sam się przekonałem. Bo tak szczerze, to obawiałem się, że ktoś kto tworzy taki minimalitstyczny w środkach rodzaj black metalu nie będzie osobą zbyt rozmowną. Jakże się zdziwiłem, gdy dostałem odpowiedzi od Nekrona – dość powiedzieć, że już od naprawdę dawna nikt nie udzielił mi tak obszernego, a zarazem ciekawego moim zdaniem wywiadu. Nekron wydał niedawno swój drugi krążek, o którym oczywiście sobie porozmawialiśmy, jednakże nie mogłem sobie też odmówić i zapytać o zamierzchłe lata dziewięćdziesiąte. Myślę, że dzięki temu wywiad ten wiele zyskał. A więc, żeby nie przedłużać, zapraszam do wywiadu z jedyną osobą, która odpowiada za ten zespół – czyli z Nekronem.

 

Oracle: Witaj Nekron! Powiedz mi jak samopoczucie po wydaniu „Border of the Light and Darkness”? Wszak krążek już kilka miesięcy temu opuścił tłocznię i trafił do słuchaczy, więc pewnie największe napięcie już za Tobą?

nekronNekron: Witam. Samopoczucie dobre. Myślę, że największe napięcie było związane z samą produkcją płyty. A własciwie z jej ukończeniem. Pierwszą płytę „Diadre” nagrałem dosłownie z marszu. Praca nad „Border of Light and Darkness” trwała blisko rok, a utwory były rejestrowane co kilka tygodni, nawet kilka miesięcy. Wszystko przez to, że miałem cholernie ciężki okres w swoim zyciu i byłem dosłownie zniszczony emocjonalnie. Teraz jednak widzę, że te „negatywy” całkiem nieźle wpłynęły na muzykę. Na jej wydźwięk i brzmienie, a także na bardzo mroczny klimat jakim jest przesiąknięta. Najważniejsze są emocje, szczególnie te dołujące, bo to z nich rodzi się najlepsza sztuka.

O.: Pozwolisz, że zaczniemy od samych początków, czyli Immanis… Chyba, że przed Immanis było coś jeszcze? A zaczynam od tej kapeli, bo nawet Twoja biografia zaczyna od tego zespołu – rozumiem więc, że było to dla Ciebie ważne doświadczenie, prawda? Jak więc wspominasz czasy Immanis, czy ogólnie lata dziewięćdziesiąte, na które to przypadła aktywność tej grupy?

N.: Czasy Immanis wspominam całkiem nieźle. Tak, to była moja pierwsza kapela i jedyna w jakiej grałem. Przede wszystkim był to mój pierwszy kontakt z graniem muzyki, z pracą w studiu. Jak wspominam lata 90 ? Nie odnosze się do nicj z jakimś specjalnym sentymentem. To moment wielkiej ekspansja nowego nurtu muzycznego – norweskiego black metalu. Niedoskonała brzmieniowo, odbiegająca od konwencjonalnej stylistyki muzyka, zrobiła wtedy na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Po tych wszystkich death, doom i thrash metalowych wyziewach jakich wówczas słuchałem, „A Blaze in the Northern Sky” Darkthrone był jak objawienie. Prawdziwy fenomen. Tak spektakularnego sukcesu black metalu nikt nie przewidział. Myślę przy tym, że naprawdę bardzo duży wpływ na ten sukces miała również nierozerwalnie związana z muzyką antychrześcijańska ideologia. Początek lat 90 to przecież czasy gdy w Norwegii płonęły kościoły. To czas buntu, czas pogańskiej rewolucji, jakiej nigdy wcześniej nie było. Dla nas, dla Immanis najważniejsze było to że gramy, że jesteśmy częścią black metalowej sceny. Żyliśmy tą muzyką, całym tym mrocznym klimatem jakim była przesiąknięta, ze wszystkimi jego przymiotami.

O.: Czy widzisz jakąś nić wiążącą Immanis z Nekron? Muzycznie, pomimo że obie kapele poruszają się w ramach black metalu, to jednak dość znacznie się różnią…

N.: Nie widzę żadnych powiązań. Stylistycznie, jak i brzmieniowo to dwa zupełnie różne twory. Nekron to muzyka surowa do bólu, zimna i dołująca, gdzie dużą rolę odgrywają instrumenty klawiszowe. To przede wszystkim hipnotyzujący klimat. Immanis był czymś zupełnie innym. Tam utwory były bardziej zróżnicowane jesli chodzi o tempo grania, a brzmienie było naprawdę ekstremanle. Pierwsze demo Immanis to muzyka gitarowa, klawisze pojawiły sie dopiero na EP z 1996 roku. Również sfera liryczna mojej pierwszej kapeli była daleka od tego co tworzę obecnie. Gdy po latach przesłuchałem Immanis – podeszła mi jedynie pierwsza demówka czyli „Perditoris Tenebricus”. Drugie wydawnictwo EP „Aegri Somnia” było zbyt wymuskane jak na black metal. Brzmienie było mało brudne.

nekron logoO.: Dlaczego Immanis po wydaniu dwóch demówek nie osiągnęło niczego więcej? Brak szczęścia, nieporozumienia wewnątrz zespołu? Sporo wartościowych zespołów z tamtego okresu niestety nie przetrzymało próby czasu – myślisz, że to strata, iż trafiło to również na Immanis?

N.: Brak propozycji wydania pełnowymiarowej płyty, na pewno był głównym powodem rozwiązania zespołu. Praca w studiu była kosztowna, nie było nas wtedy stać na nagrywanie kolejnych materiałów demo. Niejako staliśmy w miejscu, co nas frustrowało. Poza tym Forgotten – założyciel Immanis i jednocześnie kompozytor utworów, chciał oddaś się swojemu projektowi. Nieporozumień raczej nie było, gdyż podczas współpracy dogadywaliśmy się całkiem nieźle. Immanis prezentowało na pewno inną wizję black metalu, niż ta na jaką wówczas stawiały wytwórnie. Może nasza muzyka nie mieściła się w ówczesnych standartach ? Może była po prostu nieudana ? Sam nie wiem. Oczywiście było nam szkoda rzucić to wszystko, ale tak się w końcu stało. Każdy z nas zaczął żyć swoim zyciem i na wiele lat straciliśmy ze sobą kontakt.

O.: Egzystowaliście w latach dziewięćdziesiątych, graliście black metal – wiadomo, że akurat na ten przedział czasowy przypada największa aktywność Temple Of The Fullmoon. Jaki był Wasz stosunek do tego ruchu? Nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale Immanis nie był chyba ulubieńcem osób związanych z TTF, prawda? Jak dziś na to patrzysz?

N.: Patrzę na to jak każdy trzeźwo myślący dorosły człowiek. To były krzywe akcje. Mam na myśli podział sceny do którego przyczyniła sie działalność TTF. Gdy zaczynaliśmy z Immanis, nie mieliśmy pojęcia o konfliktach pomiędzy polskimi zespołami. To praktycznie nie była nasza sprawa. My chcieliśmy jedynie grać black metal, a nie uczestniczyć w jakiejś wojnie północ-południe. Nas nigdy nie interesowały żadne organizacje, czy to satanistyczne, czy pogańskie, czy nacjonalistyczne… Nikt z nas nie starał się do jakiejkolwiek przynależeć. Wydaliśmy demo i nagle okazuje się, że nasza kapela znalazła się na jakiejś liscie wrogów black metalu. Zarzucano nam komercję (sic!) Nawiązywaliśmy wtedy kontakty z różnymi zespołami, między inymi z Behemoth i dopiero od Baala dowiedziałem się co jest grane. Konflikt pomiędzy poszczególnymi personami, podzielił scenę – a co z tego wyszło wie kazdy, kto interesował sie historią polskiego black metalu. Dla mnie to było chore – jakieś czarne listy, pogróżki, zastraszanie ludzi etc. Podział sceny na to kto jest „prawdziwy”, a kto nie jest. Kto może grać black metal, a kto powinien gitarę schować do szafy. Dzisiaj wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi i myślę, że każdy z nas patrzy na to z dystansem. Paradoksalnie – album „Border of Light and Darkness” jest dedykowany Aleksandrowi „Mściwojowi” Kosackiemu. Człowiekowi, który był przecież związany z TTF. Na rok przed jego smiercią odzyskaliśmy dawno utracony kontakt. Zawsze dobrze nam się rozmawiało.Mściwoj zmarł nagle w 2013 roku, tuż przed ukazaniem sie płyty „Diadre”, którą miał okazję przesłuchać jeszcze w wersji montażowej.

nekron1O.: Jeszcze jako Immanis wzięliście udział w nagraniu trybutu dla Kata. Stąd dwa pytania – czy te klawisze w „Masz mnie, wampirze” musiały rzeczywiście brzmieć tak okropnie, hehe? I co sądzisz o obecnej sytuacji, gdy mamy dwa Katy, a jeden bardziej żenujący od drugiego?

N.: Musiały brzmieć okropnie, skoro tak brzmią. Jak dla mnie wyszło całkiem ok. Początkowo materiał miał niesamowicie surowe, zimne brzmienie, które jednak zostało zmasterowane w Pagan, przez co utwór wyszedł naprawdę tandetnie. Pamiętam że gdy usłyszeliśmy to co wyszło na płycie, byliśmy zażenowani… To dosłownie był nie ten sam materiał, który wysłaliśmy do Pagan Rec. Odnośnie Kata nie mam nic do powiedzenia. Nie śledzę ich poczynań.

O.: OK, Immanis rozpadł się w 1997 roku, podczas gdy Nekron powołałeś do życia w 2012 roku. May więc piętnastoletnią pauzę – rozumiem, że w tym czasie nie działałeś aktywnie w żadnym zespole? Śledziłeś jednak chyba scenę jako fan czy chociażby widz na koncertach?

N.: Nie. Nigdy nie chodziłem na koncerty, nie interesowałem sie tym co robią inne kapele. Nie miałem nawet pojęcia ile ich powstało. Odciąłem sie od black metalu na wiele długich lat. W końcu przyszedł jednak taki moment, że zacząłem odświeżać stare płyty. Zapragnąłem nagrać coś swojego. Zmontowałem sprzęt i zacząłem pracę nad muzyką. Tak powstał utwór „Oblivion”. Rozesłałem nagranie garstce moich znajomym przez sieć i odzew był całkiem niezły. To mnie zmotywowało do dalszej pracy. Po „Oblivion” zgrałem „Kill yourself” i jeszcze klika utworów, a stworzony materiał opatrzyłem wspólną nazwą „Diadre”.

O.: W 2012 roku jak już się rzekło powołałeś do życia Nekron. Czy od początku nastawiałeś się na granie samemu, czy po prostu nie mogłeś znaleźć nikogo odpowiedniego?

N.: Nigdy nikogo nie szukałem. Chciałem pracować sam. Mając własny sprzęt nagrywam co chcę i kiedy chcę. Po prostu cenię sobie niezależność. Poza tym, nie sądzę, że byłbym w stanie dogadywać się z kimś jeszcze jeśli chodzi o tworzenie muzyki. Od samego początku Nekron miał być projektem jednoosobowym. To moja pasja, moja energia, moja własna praca. Mój klimat. Widzisz, ja żyję trochę na uboczu. Taki był mój wybór. Nie przywiązuję się do ludzi, nie utrzymuję bezpośrednich kontaktów, nie szukam znajomych. Mam ich kilku, rozsianych po całym świecie i tak jest dobrze. To co mam w głowie, przeobrażam w dźwięki, piszę do tego teksty. Kreuję własną wizję mrocznego black metalu. Tutaj od początku do końca mam pełną kontrolę nad tym co robię i wszystko brzmi tak jak ja chcę. Stylistyka, brzmienie gitar, klawisze, teksty, wokal – wszystko to Nekron i nikt więcej.

O.: Poza Twoim Nekron na świecie istnieją jeszcze dwa inne zespoły o takiej nazwie (przynajmniej). Twój jest najmłodszym z nich, nie nosiłeś się więc jednak z tym, żeby Twój zespół ochrzcić jakoś inaczej?

N.: Pseudonim Nekron przyjąłem w 1993 lub na początku 1994 roku gdy zakładaliśmy Immanis. Wiesz, miałem wtedy ten swój klimat związany ze spirytyzmem i nekromancją – stąd właśnie wzięła sie moja ksywa. Każdy znał mnie wtedy pod tym właśnie pseudo, dlatego nie widziałem żadnej potrzeby aby nazywać mój projekt w inny sposób. A że z czasem narobiło sie na świecie kilku innych nekronów – trudno. Nic na to nie poradzę. Podpisuję swoją muzykę moim pseudonimem i tak zostanie.

nekron borderO.: Pod względem muzycznym Nekron jest czystym hołdem dla Burzum z czasów „Hvis Lyset Tar Oss” czy „Filosofem”. Zasadniczo począwszy od brzmienia, przez muzyką, na wokalach skończywszy. Dlaczego więc akurat Burzum w duszy gra Ci najdonioślej? Inne rozwiązania w black metalu w ogóle Ci nie podchodzą?

N.: Slang „Hołd dla Burzum” albo stanie się niedługo moim atu, albo przekleństwem. Sam już nie wiem, czy to źle czy dobrze, że moja twórczośc jest porównywana do tego co w latach 90 nagrywał Varg. Porównywana jest często, bo o podobieństwie wspomina praktycznie każdy recenzent. Od „Metal Hammera” zaczynając, a chociażby na Chaos Vault kończąc. Zdecydowanie nie chcę zostać zaszufladkowny ani też posądzony o to, że kogoś kopiuję, bo przecież tak nie jest. Każdy kto przesłucha płytę w całości przyzna, ze to nie to samo. Podobny klimat, ambient black metal – ale to wszystko. Stworzyłem swoją własną wizję, której się konsekwentnie trzymam. Wygenerowałem własne brzmienia, których używam. Nekron to spokojny mroczny black metal pełen rzężących, zaśnieżonych gitar, subtelnych klawiszy i wrzaskliwego wokalu. Wplotłem w to wszystko melodyjne solówki i odgłosy natury. Tak było już na pierwszej płycie na „Diadre”, a „Border of Light and Darkness” jest jej bardzo udaną kontynuacją. Płytą przemyślaną i bardziej dojrzałą. Gdy zaczynałem pisać swoje pierwsze utwory zastanawiałem się w jakim klimacie je osadzić. Miałem dosyć gitarowej rzeźni. Postawiłem na wolną, majestatyczną muzykę. Taki black metal po prostu cenię najbardziej. Kiedyś lubiłem szybkie, ciężkie granie, ale z czasem uległo to zmianie. Jednak „Border of Light and Darkness” to nie tylko black metal, ale też etniczny ambient, którego z twórczością Varga porównać w ogóle nie można.

O.: Pierwszy album Nekron, czyli „Diadre” ukazał się dzięki Szron Productions. Jak wspominasz współpracę z ta wytwórnią? Czy Dominik i Zuza dobrze wywiązali się z zadań wydawcy?

N.: Myślę że dobrze, chociaż było to naprawdę podziemne wydawnictwo. Szron to niewielka wytwórnia, więc płyta ukazała się jedynie na CDR, w bardzo małym nakładzie. Obecnie ludzie którzy kupują „Border of Light and Darkness” ciągle pytają o „Diadre”. Pytają tak często, że najchętniej zrobiłbym reedycję płyty, oczywiście w bardziej przystępnym formacie. Gdy płyta wyszła, było o niej stosunkowo cicho. Teraz, gdy ukazał się „Border…” ludzie nagle chcą jej słuchać. Pytają – jak to możliwe, że o niej nie słyszeliśmy ? Sam jestem zdziwiony takim obrotem sprawy.

O.: Rok przerwy i masz gotowy już drugi album, „Border of the Light and Darkess”. Muzyka wciąż w tym samym kanonie, ale już inny label. Co takiego zaoferował Leszek, że powierzyłeś mu wydanie dwójki nakładek Krew Diabła Records?

N.: Z Leszkiem znam się jeszcze z połowy lat 90, gdy nagrywał z Holy Death. To profesjonalista w każdym calu, człowiek absolutnie zaangażowany w podziemną działalność muzyczną. Pamiętam, że wysłałem mu „Shadows”, a nastepnie”Border”. Zareagował bardzo pozytywnie, ponieważ podeszła mu już moja pierwsza płyta. Poza tym tak naprawdę ważne było dla mnie kto to wyda, a nie żeby wydać materiał za wszelką cenę – byle gdzie. Gdy rozsyłałem materiał promocyjny, odzew był całkiem niezły, czego efektem było kilka propozycji wydawniczych. Wybrałem label należący do kogoś kogo znam, komu ufam, kto działa w podziemiu od lat i żyje dla takiej własnie muzyki. Wiem, że dokonałem właściwego wyboru.

O.: W przypadku drugiej płyty nawet okładka przywodzi na myśl front cover Burzum, mianowicie wspomniane już dziś „Hvis Lyset Tar Oss”. Kto był pomysłodawcą, a kto wykonawcą tego obrazka?

N.: Pomysłodawcą i twórcą frontu jest mój wydawca. Gdy nagrywałem materiał, nie miałem jeszcze pomysłu na okładkę. Praktycznie o niej nie myślałem. Byłem zbyt zajęty nagrywaniem muzyki. Tak jak wspomniałem wcześniej, wysłałem Leszkowi dwa pierwsze utwory, a wtedy on zapytał czy mam już front cover. Odpowiedziałem, że nie. Wtedy Leszek przysłał mi ten rysunek, z zapytaniem – „czy moze byc coś takiego” ? . Rysunek od razu mi się spodobał, gdyż doskonale pasuje do muzyki zawartej na „Border of Light and Darkness”. Jest mroczny, czarno biały, taki jak moja muzyka. Podczas pracy nad layoutem, biel zastąpliliśmy szarością. Tytułowa „granica światła i ciemności” to miejsce gdzie krzyżują się światy. W dawnych wierzeniach z epoki przedchrzescijańskiej istniały tak zwane miejsca graniczne, gdzie odprawiano rytuały podczas których szamani – kapłani kontaktowali sie ze światem duchów zamieszkiwanym przez duchy zmarłych przodków i bóstwo. Takie własnie miejsce przedstawia okładka płyty.

nekron2O.: W Twojej biografii można przeczytać, iż w czasach młodości zajmowałeś się między innymi nekromancją? Czy to oznacza, że już nie jej nie praktykujesz? Skąd wzięła się ta fascynacja i co na jej podstawie chciałeś osiągnąć? Są osoby, które niechętnie o tym rozmawiają i zasadniczo nie wiem dlaczego – skoro nie kryją się z informowaniem o fakcie praktykowania nekromancji, czy czarnej magii czy innych jeszcze rytuałów, ale zapytane o konkrety nabierają wody w usta…

N.: Myślę, że nabierają wody w usta, bo tak naprawdę nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Zbyt często spotkałem się z tym, że ludzie rzucają wielkimi hasłami tylko po to aby zwrócić na siebie uwagę. Nekromancją, czyli sztuką przywoływania zmarłych zajmowałem się przez kilka lat, obecnie już sie tym nie zajmuję. Zainteresowanie tematem życia po śmierci wzięło się z dzieciństwa. Miałem wtedy taką paranoję – myślałem, że niebawem umrę i ciekaw byłem co mnie czeka gdy to nastąpi. Zaczęło się gdy miałem trochę ponad dziesięć lat. Wtedy przeczytałem po raz pierwszy „Życie po śmierci” autorstwa znanego polskiego parapsychologa Leszka Szumana. Książkę znalazłem w prywatnej bibliotece znajomych moich rodziców. Pamiętam, że w równym stopniu mnie to fascynowało, jak i przerażało. Później zainteresowanie stopniowo zanikło, aż do czasów, gdy byłem w liceum. Wziąłem wtedy udział w pierwszym seansie spirytystycznym. Nie przygotowywałem się do tego jakoś specjalnie, po prostu zostałem zaproszony na seans. Posiadałem jakąś tam mglistą wiedzę, którą chciałem skonfrontować z czymś namacalnym. Czysta ciekawość. Początkowo byłem nastawiony sceptycznie. Jednak gdy się zaczęło… Gdy kryptoskop ruszył, oniemiałem z wrażenia. Kontakt był możliwy. Nie tylko poprzez kryptoskop, lecz również poprzez odgłosy jak na przykład pukanie w szafę, lub drzwi. Natychmiast odświeżyłem swoją wiedzę. W seansach, oprócz nas – ludzi młodych, brali również udział nasi nauczyciele z liceum. Wiele osób doświadczyło wtedy kontaktu z drugą stroną. Z czasem sam zacząłem organizowac seanse, gdyż tak naprawdę bycie medium nie jest jakimś specjalnie wyszukanym darem. Każdy może tego spróbować. Albo się uda, albo też nie… W moim przypadku okazało się że jestem sensytywny. W sumie wziąłem udział może w pięćdziesięciu seansach. Niekiedy były to dłuższe rozmowy, niekiedy jedynie krótkie urwane zdania. Czasem to co odczytywaliśmy za pomocą kryptoskopu w ogóle nie miało sensu. Pytasz co chciałem osiągnąć ? To co każdy, gdy rozmawia ze zmarłymi – zaspokoić ciekawość. Po prostu chciałem wiedzieć, czy to możliwe iż istnieje zycie po śmierci i jak jest po drugiej stronie. Kult zmarłych istniał przecież od zawsze. Od zarania dziejów był obecny we wszystkich znanych nam kulturach. Nierzadko zajmował pozycję dominującą w różnych religiach. Ja chciałem poszerzyć percepcję, znaleźć odpowiedzi na ważne dla mnie pytania. Odpowiedzi otrzymałem, lecz tak naprawdę trudno było je zweryfikować czy były prawdziwe. To co mówią duchy zmarłych może zdekonstruować nasz model postrzegania świata. Odpowiedzi zaskakują, zmuszają do refleksji. Duchy przekazują informacje – ale nie dowiodą nam niczego empirycznie. My ludzie możemy tylko ich słuchać lub je czytać. I możemy im wierzyć albo też nie. Duchy bowiem mogą kłamać tak samo jak my. Nie są wszechwiedzący. Wszystko zależy od tego na kogo trafimy. A im niższe i bardziej szkodliwe są to energie tym większy zamęt potrafią wzniecić. Mam na myśli tych, którzy są tutaj wśród nas. Tych, którzy po śmierci nie poszli dalej ale zostali niejako uwięzieni w naszym świecie. Te duchy mogą szkodzić. Prawdą jest bowiem to, iż kontakty z drugą stroną niestety nie należą do zabiegów w pełni bezpiecznych. Można sprowadzić na siebie prawdziwe nieszczęście. Chciałem do tego powrócić przy okazji śmierci mojego przyjaciela, lecz zarzuciłem temat. Sam w to nie wejdę, bo do seansu potrzeba energii kilku osób, a obecnie nie znam nikogo kto chciałby ze mną tego spróbować.

O.: To co dla jednych jest transowe w muzyce Nekron, dla innych może być niestety nudne. Jak reagujesz, gdy spotykasz się z takimi opiniami na temat muzyki, którą bądź co bądź napisałeś, zaaranżowałeś i nagrałeś? Trudno jest Ci w ogóle skomponować satysfakcjonujący Cię utwór? Taki, po odsłuchaniu którego stwierdzasz „tak, o to mi chodziło”?

N.: Reaguję chyba normalnie – nie przejmuje sie tym zbytnio. Muzykę tworzę dla ludzi. Każdy odbiorca ma inny gust i może swobodnie wyrażać swoją opinię na jej temat. Nigdy nie oczekiwałem, że moja muzyka bedzie się podobała każdemu kto jej posłucha. Wręcz przeciwnie – zawsze twierdziłem, że to muzyka niszowa. Jesli komuś wydaje się to nudne – niech po prostu słucha czegoś innego. Nekron ma bardzo specyficzne spektrum. Emanuje raczej barwami nocy i dołującymi fluidami. Na budowę utworów składają się wielokrotnie powtarzane długie frazy. Całości dopełnia wolne, rytmiczne bicie perkusji. Wszystko to po to, aby odpłynąć przy muzyce. By zamknąć oczy i wraz z dźwiękiem, przenieść się w inny, niematerialny wymiar. Takie było założenie podczas komponowania muzyki i myślę, że ów cel został osiągniety. Dlatego mogę stwierdzić, że jestem zadowolony z mojej pracy.

nekron3O.: A jak – jako nie bójmy się tego słowa, weteran, zapatrujesz się na dzisiejszą scenę black metalową w Polsce? Poza zespołami, które trzymają się ściśle kanonów gatunku jest też sporo takich, które wychylają łeb poza black metalowe ramy, szukają, eksperymentują… Chyba, że nie śledzisz żadnych nowości i ograniczasz się do rzeczy raczej starych?

N.: Niestety mój tryb życia nie pozwala mi na spędzanie czasu przy muzyce. A przynajmniej tyle czasu ile bym chciał. Ale niech pomyślę… Na pewno z polskiej sceny wyróżniłbym Sacza i Fulgurum. To dokładnie takie klimaty jakich lubię posłuchać.

O.: Jakie są plany Nekron na najbliższy okres? W przygotowaniu trzeci krążek?

N.: Najbliższy okres to czas odpoczynku. Jak i wielu zmian w moim życiu prywatnym. Co do kolejnej płyty… Nie mówię nie. Prawdopodobnie dopiero zimą zacznę pracę nad nowym materiałem. Świat ma wtedy mniej kolorów. Tak jak moja muzyka.

O.: OK, to by było wszystko na ten moment, o co przyszło mi do głowy Cię podpytać – ale jeśli czymś jeszcze chcesz się podzielić to wal śmiało. Dzięki za wywiad!

N.: Dziękuję również.