Od zawsze jestem zdania, że dzisiejsza młodzież w większości jest bez życia, jakby im kto upuszczał co rano litr krwi i kazał iść i egzystować. Po części dotknęło to też i metalowców. Taki Robba z Morbus Chron na przykład. Mógł się chłopak trochę bardziej rozgadać, no ale cóż… takie życie. Choć oni to może całą energię wkładają w muzykę. Możliwe, że tak jest, bo ich debiutancki krążek „Sleepers In The Rift” zamiata mną podłogę ilekroć puszczę go w domowym zaciszu…

Oracle: Hail! Cóż mogę rzec na początek? „Sleepers In The Rift” to najlepszy death metalowy album nagrany przez młodą kapelę, jaki ostatnio usłyszałem! Mam nadzieję, że się ze mną zgadzasz, hehe?

Robba: Nawet pomimo tego, iż użyłeś o wiele za doniosłych słów, dzięki Ci! Jesteśmy dumni ze swojej pracy a otrzymanie takiego zajebistego odezwu wiele dla nas znaczy!

O.: Nie bądź taki skromniacha. Sam zespół liczy sobie mniej niż pięć lat, zastanawiam się więc jak udało się Wam tak rozwinąć zdolności przez ten czas, by tworzyć tak doskonałą muzykę? Czy Morbus Chron to Wasza pierwsza kapela?

R.: Tak, można by powiedzieć, ze to jest nasz pierwszy zespół. Zanim dołączyłem do kapeli pogrywałem sobie z miesiąć, może dwa, ale na pewno nie więcej. Możesz więc sobie kurwa wyobrazić, jak gównianie to brzmiało na początku. Ale ostatecznie rozwijasz się jako muzyk i jako kompozytor. Ale i tak wciąż jesteśmy chujowi jeśli chodzi o poziom naszej techniki, haha!

O.: Pochodzicie ze Szwecji, ale moim zdaniem Waszych inspiracji należy szukać całkiem gdzie indziej, mianowicie po drugiej stronie oceanu. Jesteście bowiem jednym z najlepszych grup grających w stylu wielkiego Autopsy! Oczywiście w tym temacie się również ze mną zgodzisz?

R.: Jeśli nie słyszysz u nas wpływów Autopsy to jesteś głuchy i głupi! Jest oczywistym fakt, że z miłą chęcią przypierdoliłbym kolesiowi, który twierdzi, że gramy po szwedzku! Więc masz rację tak bardzo jak to tylko możliwe! Po nazwie co prawda tego nie poznasz, ale nie było to konieczne! Posłuchaj a usłyszysz!

O.: Pewnie kurwa! Ale wróćmy do Waszych wczesnych dni, mam nadzieję, że nie ma problemu? Bo nie wiem, czy to Wasz pierwszy wywiad dla polskich maniaków, czy może mieliście już taką okazję?

R.: Historia ssie, ale niech Ci będzie. No i tak, to pierwszy wywiad dla polskiego magazynu.

O.: Kto wpadł na nazwę Morbus Chron? Wiem, że to ma być jakaś choroba dupy, mam rację, hehe? Który z Was ma więc tak wspaniałą wiedzę medyczną? Lub tak wspaniałe doświadczenie życiowe, hehe?

R.: Wszyscy jesteśmy ofiarami tej choroby. To straszliwe, straszliwe schorzenie i nie ma w tym nic śmiesznego! Ale nazwa pojawiła się tak właściwie podczas rodzinnej kolacji w domu Edde. Wszyscy myśleliśmy, jak fajnym musi być krwawienie z dupy, a że potrzebowaliśmy nazwy… Yeah!

O.: Czy to prawda, że Wasza pierwsza demówka była limitowana do wyłącznie jednej kopii? Dlaczego nie zrobiliście chociaż po jednej kopii dla każdego z członków kapeli, hehe? No i kim jest ten szczęśliwy Niemiec, który wszedł w jej posiadanie?

R.: Oh, ktoś tu przegląda Metal Archives! [A co mam przeglądać, redtube’a znam całego na pamięć – przyp. Oracle]. To nie było demo. To po prostu miły gest dla kolesia, który nie chciał czegoś, co byłoby cyfrowe. Nie mieliśmy wówczas jeszcze żadnej demówki, którą moglibyśmy mu wysłać, więc wrzuciliśmy wszystkie nasze kawałki z MySpace na taśme, narysowali fantastyczną okładkę i wysłali do niego. Pod żadnym pozorem nie powinno to być nazywane naszym pierwszym demo.

O.: Okej, a jeśli chodzi o Wasze drugie demo – w jego powstaniu pomagały Wam dwie persony, bardzo dobrze znane w death metalowym światku. Nie chcieliście nagrać „Splendour Of Disease” w całości samodzielnie?

R.: Taa, nasze PIERWSZE demo… Nagraliśmy wszystko z Nicke, a Fred zajął się miksami. Jeśli wszystkim zajęlibyśmy się sami, brzmiało by to mniej więcej jak olbrzymia kupa. Nie ma nic złego w pomocnej dloni.

O.: Demówki były wydane w formacie kasetowym, co cieszy mnie niezmiernie, że odpuściliście sobie gówniany CDR i poszliście w stronę prawdziwego old schoola! Jesteście maniakami taśm czy po prostu wyznajecie zasadę, że death metalowe demo musi być wydane na kasecie i nie ma onnej opcji po prostu?

R.: Tak, demo… Dlaczego kaseta? Bo wygląda lepiej, brzmi lepiej, a poza tym nasz docelowy odbiorca ma podobne zapatrywania na tą kwestię jak my, nie mogło więc być innego wyjścia jak wydać to na kasecie.

O.: Kolejnym wydawnictwem Morbus Chron jest siemiocalówka „Creepy Creeping Creeps”, którą wypuściło Me Saco Un Ojo Records. To tylko siedem minut muzyki, ale lubię ten materiał. Okładkę przygotował Wam natomiast Rafał Kruszyk, jesteście usatysfakcjonowani, gdy patrzycie na art work?

R.: Już myślałem, że powiesz, iż przed Epką wydaliśmy jeszcze jedno „demo”… Żartowałem! Jesteśmy bardzo zadowoleni ze wszystkiego, co związane jest z tą epką! Przyczyniła się do tego, do czego miała się przyczynić, a mianowicie, była przystankiem od etapu demówek do pełnowymiarowego krążka. Bez „Creepy Creeping Creeps” ta przestrzeń byłaby zdecydowanie zbyt duża. A teraz z wszystkimi tymi trzema wydawnictwami, nasza muzyczna historia jest jasna i gotowa do ciągnięcia jej dalej.

O.: Wspomniana epka (nie demo, hehe!) składa się jeno z dwóch utworów. Myślisz, że ludzie lubią taki stuff – króki, ale zazwyczaj jedynie dla die hardsów? Mnie zawsze wkurwiało jedynie to, iż takie wydawnictwa są zbyt krótkie jak do swojej ceny, bo ta zazwyczaj jest dość wysoka…

R.: Myślę, że siedmiocalówka to doskonały sposób, by zwrócić czyjąś uwagę i spowodować, by chciał on więcej. To mój ulubiony format i nie mam problemu w tym, że wypuszczam tylko dwa numery, mógłbym tak w kółko. Przecież to wcale nie musi być długa podróż. Coś jak z laseczką, zdejmujesz z niej wszystko, zostawiasz tylko bieliznę. Takie drażnienie słuchacza.

O.: O ile wiem, jeden z członków Twojej kapeli ma bardzo ustosunkowanego krewnego na metalowej scenie Szwecji, prawda? Ale nie słyszałem jeszcze od Was żadnych wzimanek na ten temat, podobnie jeśli chodzi o kwestię reklam wydawcy i tak dalej. I bardzo dobrze, bo nienawidzę tych wszystkich naklejek na płytach czy dopisków „kapela takiego a takiego, brata tego i tego z potężnego zespołu XXX”. Wiesz, o co mi chodzi? Czy to był Wasz świadomy wybór, by o tym nie wspominać?

R.: Zazwyczaj pomijamy to pytanie, bo nie traktuje ono o muzyce. Ono jest o rodzinie Edde i naprawdę nie dbamy o to. W zasadzie to staje się już to powoli męczące. No bo przecież to nie ma nic wspólnego z nami i nie jest to fala, na której chcemy płynąć. Jednak zawsze znajdą się ludzie interesujący się nami z tego właśnie powodu, jednak my tego nie potrzebujemy. Kiedy coś się dzieje, Nicke jest świetnym wsparciem i bez niego ten krążek na pewno nie byłby taki, jaki jest. Na pewno też więc nie obrobimy mu dupy. Jedynie ludziom, którzy nie umieją rozróżnić kwestii muzycznych od pokrewieństwa. Chodzi mi o to, że piszę większość muzyki, a potem przychodzi ktoś i nakleja nam łatkę „zespołu, w którym gra brat Nicke”. Myslisz, że to śmieszne? Fiuty.

O.: No ja się z Tobą zgadzam. I tym sposobem dotarliśmy do Waszego debiutu! I zacznijmy znów od okładki – kto jest za nią odpowiedzialny? „Sleepers In The Rift” na pewno wyróżnia się spośród większości old schoolowych krążków, których front covery utrzymane są głównie w czerni i bieli…

R.: Odpowiada za nią Raul Gonzalez. Odróżnienie siebie od całej masy pozostałych zespołów było jednym z zamierzeń związanych z tą okładką. Jest dość niekonwencjonalny, ale wciąż dość przerażający, jak te wszystkie straszne okładki. Otrzymaliśmy i wciąż otrzymujemy mnóstwo komentarzy, jak dobra jest ta okładka, w żaden sposób nie możemy więc narzekać na nasz fron cover. Więc w pełni się tu z Tobą zgadzam.

O.: Cieszę się. Cały krążek powstał w cztery dni, mam rację? Myślisz, że dłuższa sesja w studio zabiłaby całą aurę tej muzyki? Wiesz, siedząc przez miesiąc w studio moglibyście zacząć niepotrzebnie kombinować, dodawać jakieś rzeczy… A tak mamy kurwa killer-album, spójny, dziki, taki jaki powinien być death metalowy krążek! Wiesz, o co mi chodzi?

R.: Prawdopodobnie brzmiałoby to lepiej, ale na pewno mniej ucziciwie i prawdziwie. Koniec końców, myślę, że osiągnęliśmy brzmienie, które naprawdę pasuje do muzyki i dobrze jej służy. Ale może następnym razem wykupimy więcej godzin. Wszystko było dość stresujące, cały ten pośpiech, ja na przykład zabiłbym, by zyskać jeszcze jeden dzień.

O.: Podoba mi się również sposób, w jaki wpletliście motyw z „Suspirii” do „Coughing In The Coffin”. To naprawdę chore, ale też i całkiem interesujące! Czyj to był pomysł? Czy „Suspiria” jest dla Ciebie ważnym filmem? O ile się nie mylę, pierwsze wersy pasują do jednej sceny z filmu…

R.: Usłyszałem ten temat, zagrałem go na gitarze i pomyślałem, że będzie nieźle pasował. Ale nie oglądałem tego filmu, więc jeśli teksty pasują do jakichś ujęć, jest to czysty przypadek.

O.: Dam sobie rękę uciąć, że poza Pulverised Records znalazły się też inne labele, które chętnie podpisałyby z Wami kontrakt. Dlaczegop wybraliście więc wydawcę z Singapuru? Którzy inni wykonawcy z jego stajni również Ci się podobają?

R.: Mieliśmy wybór między Pulverised a Soulseller Records. Wybraliśmy lepsza ofertę i to było to. Wiemy, że mają Master czy Tribulation, a tego typu granie sprawiło, że byliśmy pewni, iż wiedzą w co inwestują i znają swoją ofertę.

O.: Wiele osób jest zdania, iż cała ta fala na old schoolowy death metal przybrała znacznie na sile po ukazaniu się książki Daniela Ekerotha. Czy sam widzisz jakiś związek pomiędzy tymi dwoma faktami? Czytałeś w ogóle „Szwedzki Death Metal”?

R.: Nie, nie czytałem jej i nie jestem w ogóle pewien, czy była ona na rynku, gdy zaczynaliśmy. Ludzie mówią jednak, ze dobrze się to czyta i możliwe, że zainspirowała ona sporo osób. Mimo to, nie ma żadnych powiązań pomiędzy Morbus Chron i tą książką. Prawda jest taka, że nigdy nie isnpirowaliśmy się szwedzką sceną. Jak już zaznaczyłeś wcześniej, inspirowała nas raczej scena zza Oceanu.

O.: Wraz z innymi młodymi kapelami braliście udział w kilku kompilacjach. Myślisz, że w dzisiejszych czasach takie rzeczy są potrzebne? Wcześneij był to dobry sposób na poznanie nowych nazw i ich muzyki, ale są czasy MySpace’a, Facebooka i chuj wi czego jeszcze – nie trzeba latać na pocztę, wysyłać pieniądze i tak dalej… Po prostu klikasz „odtwórz” i znasz już każdy zespół, który chcesz znać…

R.: Ta składanka nie były wydana, bo uważaliśmy je za „konieczne”. One były zrobione jako hołd dla starej sceny. W tym głupim świecie MySpace’a i Facebooka ludzie tacy jak Anders – koleś, który sprawił, że się ona ukazała – są naprawdę potrzebni. Nie byłoby nas dziś tutaj, gdyby nie ta kompilacja.

O.: A który, Twoim zdaniem, młody szwedzki zespół death metalowy zasługuje na większą uwagę maniaków podziemia? Macie jakichś ulubionych kumpli na Waszej scenie, z którymi zawsze lubicie strzelić jakieś browarki lub coś mocniejszego?

R.: Przyjaźnimy się z kolesiami z Maim. Poza nimi raczej nie balujemy z innymi kapelami. Czasem wpadamy na siebie przy okazji koncertów, ale nic poza tym. A poleciłbym Bastard Priest i Reveal.

O.: A mówią, że młodzież dziś taka imprezowa, hehe. Okej, a teraz kilka szybkich pytań, sponsorowanych przez literkę „M” jak „Morbus”. Powiedz mi, co sądzisz o:

  • Metallica – Jak i dla wielu innych był to pierwszy prawdziwie metalowy zespół do którego zapałałem miłością. Byli dla mnie bardzo ważni i nie będzie to dziwne, jeśli powiem, że byli powodem, dla którego złapałem za gitarę. Jednak myślę, że pora już kończyć
  • małżeństwo – Pytasz dziewiętnastolatka o jego przemyślenia na temat małżeństwa? Odezwę się do Ciebie za parę lat.
  • Mp3 – Nuda. Ale czasy się zmieniają, więc zginam kark przed erą cyfrową i jestem ciekaw co przyniesie.
  • grzybki halucynogenne (czylu „mushroms”, żeby nie było, hehe) – Nie próbowałem grzybków, ale próbowałem innych halucynogenów. Jeden trip w roku to nic innego jak odświeżenie umysłu. Strać szacunek dla dragów, to stracisz i samego siebie.

O.: Dobra, kończymy już powoli, przed nami jeszcze tylko jedna wyliczanka. Powiedz mi proszę, które albumy uważasz za opus magnum death metalowych krążków z następujących krajów: USA, Szwecja, Holandia, Wielka Brytania i Polska?

R.: Z USA „Mental Funeral”, ze Szwecji „Screaming Machines”, z Holandii „Consuming To Impulse”, z Wielkiej Brytanii prawdopodobnie coś Cancer, a co z Polski…? Uch, nie wiem…

O.: Toś se nagrabił na sam koniec, hehe. Dobra, za karę powiedz coś o planach Morbus Chron na najbliższą przyszłość, jeśli możesz.

R.: Obecnie naszym celem jest nagrać nową epkę. Zrobiliśmy już trzy kawałki i próbujemy zrobić jeszcze jeden. Więc najwyższy czas rozpocząć wreszcie próby. Nie mogę się doczekać, aż wszystko zaskoczy, wiem że to będzie coś specjalnego. Oczekujcie tego!

O.: Dobra, w takim razie czekam! Dzięki za wywiad.

R.: Nie ma probleu, cała przyjemność po mojej stronie.