Morbid Vision: „… druga połowa lat osiemdziesiątych i pierwsza połowa dziewięćdziesiątych to najlepsze lata ostrego grania.”

A dziś zapraszamy na małą podróż do przeszłości. W przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy Polska Rzeczypospolita Ludowa stawała się Rzeczypospolitą Polską, thrash przechodził zaś transformację w death metal. W takich okolicznościach przyrody narodził się, poegzystował chwilę i zmarł Morbid Vision. Szczecinianie nie zostawili po sobie wiele, a to co zostało można nabyć od niedawna dzięki Thrashing Madness Productions. Z tej okazji oddajemy głos Konradowi Lizakowi, który został na tę okoliczność odpytany z kilku spraw. 

Oracle: Witaj Konrad! Dzierżę w dłoniach reedycje Waszych materiałów, z głośnika płynie „Visions of the Morbid Rites + Demonstration of Force 92/91” i myślę – długo trzeba było czekać, nie uważasz?

Konrad: Witaj!! Miło wiedzieć, że ktoś słucha naszych utworów. Masz rację długo przyszło czekać na to, aby nasze utwory zostały w końcu profesjonalnie wydane. W końcu po 22 latach jest ten materiał na CD!

O.: Jak to się w ogóle stało, że Wasze materiały wypuścił Leszek pod skrzydłami swojego Thrashing Madness Productions. Czy Ty sam szukałeś kogoś chętnego, by to wypuścić, czy spiritus movens był tu Lechu?

K.: Od dawna chodził mi po głowie pomysł wydania naszych nagrań na CD. Kiedyś zgadałem się z Wiechem z Merciless Death na ten temat. Dał mi namiar Leszka z Thrashing Madness i zaczałem szukać dojścia do naszych nagrań w studio ARP. Niestety nie znalazłem żadnego z naszych trzech materiałów nagranych na taśmie radiowej, ani na DAT i wszystko było remasterowane z kaset.

O.: Płyta wspominkowa to i my powspominajmy. Jak to się wszystko zaczęło w przypadku Morbid Vision? Jak mówi biografia, zespół powstał na gruzach Skullcrusher i Maldoror… Opisz proszę tamte realia, schyłek lat osiemdziesiątych, teraz mówi się o wielkich przemianach – z Twojej perspektywy czuć było, że idzie nowe, zarówno muzycznie jak i społeczno – politycznie? We wkladce jest wywiad, w którym piszecie, że byliście znudzeni graniem thrashu, chcieliście czegoś mocniejszego…

morbid vision.jpg1K.: Morbid Vision założyli Tomaniu i Urko, potem dołączył do nich Loro i na końcu ja. Z tego co pamiętam zmiany były bardzo duże i to pod wieloma względami. Powstawało bardzo dużo kapel, które grały coraz lepiej i na lepszym sprzęcie. Teraz to może wydawać się śmieszne, ale wreszcie można było wyjechać na zachód bez wizy. Przygraniczny handel rozkwitł! Heheheh. Polityką się nie interesowałem. Co do muzyki to według mnie druga połowa lat osiemdziesiątych i pierwsza połowa dziewięćdziesiątych to najlepsze lata ostrego grania. Jeśli chodzi o wspomniany wywiad to jak doszedłem do zespołu były już cztery utwory, było to coś innego niż grałem przedtem, cięższe, szybsze i bardziej brutalne. Bardzo mi to pasowało, gdyż byłem wtedy pod wpływem kapel takich jak Possessed, Death, Carcass. Morbid Angel itd.

O.: We wkładce piszesz coś takiego: gwoździem do trumny był festiwal S’thrash’ydło. Możesz rozwinąć tę myśl dla osób, które nie zakupiły jeszcze płyty? Byłeś na wznowionej edycji tego festu?

K.: Tak. Ten wyjazd bardzo źle wspominam. Jako nie pracujący jeszcze małolaci nie mieliśmy wiele kasy na wyjazdy na koncerty. Uzbierane pieniądze musiały starczyć na dojazd PKP na koncerty, które mieliśmy grać. W Ciechanowie okazało się, że nie dostaniemy zwrotów za bilety (co było obiecane), jako wyżywienie dostaliśmy po jednej bułce, po pomidorze i kawałku kiełbasy na cały dzień, nie było noclegu i najlepsze nam powiedzieli na koniec, aby wejść na koncert główny musimy zapłacić 50% biletu wstępu!! Więcej tam nie byłem.

O.: No to nieźle, hehh. W tejże wkładce ówczesną sytuację porównujesz do Waszych koncertów w Niemczech, gdzie dwa gigi pozwoliły Ci na zakup gitary… Czy nie uważasz, że wciąż niewiele się zmieniło pod tym względem porównując Polskę do Zachodu Europy?

K.: Oczywiście. Bardzo mało się zmieniło w tej kwestii. Jakiś czas temu rozmawiałem z Sin Mordelem z Thrasher Death o koncertach tu i zagranicą. W Polsce jak nie masz umowy to często nie wiadomo, czy zwrócą pieniądze za podróż. Na zachodzie jest trochę inaczej.

morbid vision.jpg1.jpg1O.: Morbid Vision istniało tylko trzy lata. Krótko. Dlaczego tak a nie inaczej sprawy się potoczyły? Atmosfera w zespole, trudności ze składem czy coś jeszcze innego?

K.: Na rozpad Morbid Vision miało wpływ kilka czynników m. i. to iż wszyscy się uczyliśmy i podczas roku szkolnego graliśmy sporadycznie próby. W wakacje bardziej skupialiśmy się na graniu koncertów, ale nie było to tanie zwłaszcza, że jeszcze nie pracowaliśmy zarobkowo. W końcu zabrakło nam pary, by dalej walczyć i się rozeszliśmy.

O.: Szkoda. Drugie demo, „Visions of the Morbid Rites” ukazało się nakładem Baron Records. Swego czasu to była bardzo prężna firma, ale nie wszyscy mieli o niej dobre zdanie – jak Ty oceniasz ten label z perspektywy czasu?

K.: Baron wtedy rzeczywiście dużo wydawał. Patrząc wstecz dobrze, że istniała taka opcja wydania materiału na całą Polskę niedopłacając do tego. Minusem było to, że nic z tego zespół nie dostawał, nawet jakiejś puli kaset nie było.

O.: Masz teraz kontakt z pozostałymi członkami Morbid Vision? Wiesz może co porabiają, grają gdzieś?

K.: Tak, dość często kontaktuję się z Tomaniem i sporadycznie z Urkiem. Wszyscy trzej pracujemy zawodowo, każdy w innej branży. Nic związanego z muzyką. Nikt z nas nigdzie obecnie nie gra.

morbid vision.jpg1.jpg1.jpg1.jpg1O.: Jak oceniasz stare podziały na polskiej scenie? Najpierw, w pewnym uproszczeniu, „ekipa Dziuby” contra reszta, potem „black metalowe prawdziwki” contra reszta, końcem lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych z kolei był to podział na kapele skupione wokół „Thrash’em All” i reszta…

K.: Kiedyś te podziały były chyba bardziej widoczne tzn. kapele spod skrzydeł Dziuby grały duże koncerty przed gwiazdami, a reszta nie miała na to szans. Teraz jest bardzo podobnie, ponieważ logicznym jest, że promuje się kapele ze swojej stajni, ale jest też szansa dla kapel spoza „ekipy” na zagranie dużego koncertu. Tak np. robi Stowarzyszenie Muzyki Ekstremalnej AAAAAAARRGHH.

O.: Morbid Vision wywodzi się ze Szczecina, a każdy chyba wie, jaką renomą cieszyło się to miasto na przełomie ósmej i dziewiątej dekady… Przyznaj się, brałeś udział osobiście w krojeniu, mordobiciach i innych grach i zabawach ówczesnej metalowej braci. Z drugiej strony – nie uważasz, że dzisiaj większość metaluszków to miękkie faje i trochę brak im szorstkiej szkoły…?

K.: Ja osobiście na koncerty nie jeździłem i nie brałem udziału w takich akcjach, ale słyszałem o tym. Dopiero od niedawna wypuszczam się na „gwiazdy” i z tego co widzę to dużo jeździ starej gwardii na koncerty, ale czasy się zmieniły. Ludzie spoważnieli, no i poza tym prawie wszędzie jest monitoring.

O.: A jak Ci się widzi dzisiejsza metalowa scena? W jednym ze starych wywiadów powiedziałeś o ówczesnej scenie undergroundowej w Polsce że jest najlepsza na świecie o ile dobrze pamiętam – czy dziś powtórzyłbyś to samo o naszej scenie?

morbid vision.jpg1.jpg1.jpg1.jpg1.jpg1K.: To pewnie mówił Urko i cos w tym było. W chwili obecnej jest tego wszystkiego za dużo do ogarnięcia, ale nadal mamy dużo młodych bardzo dobrych kapel.

O.: Czy nie uważasz, że dzisiejsza dostępność do metalu, że tak to ujmę powoduje że traci on trochę na elitarności? Wiesz, dziś żeby poznać dyskografię jakiejś kapeli wystarczy kilka kliknięć i już można zostać alfą i omegą, dawniej to jednak trzeba się było nachodzić, nabiegać, nakombinować…

K.: Tak, masz rację. Teraz jest dostęp do wszystkiego zbyt łatwy. Kiedyś jak się nie przywiozło czegoś z zagranicy (o ile ktoś miał taką możliwość), pozostawało przegrywanie od znajomych na kasety albo wyczekiwanie przed radiem i nagrywanie Muzyki Młodych, czy Metalowych Tortur itd. Bardzo miło wspominam tamte czasy.

O.: Ogólnie to ostatnimi czasy w Polsce stare kapele wracają do łask, zainteresowanie nimi też jakby wzrastało. Świadczyć o tym może na przykład taka książka jak „Jaskinia Hałasu”. Na pewno czytałeś, jakie więc masz zdanie o książce Wojtka i Tomasza?

K.: To prawda, że dużo kapel się ostatnio reaktywuje. Widzę to po znajomych, którzy odkurzyli sprzęt i zaczynają coś strugać. Wspomniana książka jest bardzo dobrym materiałem dokumentującym tamte czasy. Młode pokolenie może się dowiedzieć jak to kiedyś się odbywało w czasach, gdy nie było komórek, internetu, sklepów z profesjonalnym sprzętem do grania itd. Czekam na drugą część o ile będzie.

O.: Czy istnieje według Ciebie taka esencja metalowego grania? Płyta, którą można zdefiniować metal, coś jak wzorzec z Sevres?

morbid vision.jpg1.jpg1.jpg1K. Nie ma czegoś takiego. Jest zbyt dużo płyt, które wyryły ogromny wpływ na poszczególne gatunki metalu. Poza tym to jest rzecz gustu co się komu podoba bardziej lub mniej.

O.: Wciąż kupujesz płyty, starasz się nadążać za nowościami i tak dalej? Czy może obecnie jest tego tak wiele, że nie wyrabiasz i po prostu skupiasz się tylko na starych i sprawdzonych markach?

K.: Tak, ciągle kupuję płyty. Z nowościami to tak rzeczywiście jest, że jest tego za dużo i ja osobiście robię spory odsiew. A stare kapele wydają całkiem przyzwoite płyty i chwała im za to.

O.: Ostatnimi czasy tyle kapel powróciło zza światów… O większości nikt nawet nie myślał – z Polski należy wymienić choćby Betrayer czy Hazael. Jak zapatrujesz się na te wszystkie powroty (nie tylko wspomniane przeze mnie przykłady), biorąc pod uwagę, że działały one również i podczas Twojej aktywności na scenie?

K.: Można jeszcze wspomnieć Magnus, Ashes i Dished. Jestem tym trendem trochę zdziwiony i zaskoczony, ale to dobre zjawisko. Jest jeszcze dużo fanów, którym trzeba skopać dupy i zmasakrować uszy dobrym graniem.

O.: Kończymy powoli, więc teraz pora na pytanie, które musi paść: wyobrażasz sobie wznowienie działalności pod szyldem Morbid Vision?

K.: Nie mam pojęcia czy do tego mogłoby dojść. Minęło trochę czasu i nie wiem jak inni się na to zapatrują. Ja dla przykładu nie grałem na gitarze od 20 lat, nie wiem jak reszta zespołu. Na pewno byłby to trochę inny skład, ale kto wie co czas przyniesie. Pożyjemy zobaczymy.

O.: OK, to będzie tyle, dzięki za odpowiedzi na te kilka pytań. Dzięki wielkie!

K.: Również Wielkie Dzięki. Miło było powspominać.

 

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *