Medico Peste: „…groza i fascynacja to dwie emocje, jakie postanowiliśmy zawrzeć w tekstach i muzyce.”

Medico Peste to kolejna black metalowa formacja z Krakowa, która naprawdę wie, na czym polega tworzenie tej muzyki. Po nieźle przyjętej demówce “Graviora Manent” zespół przygotował pełnowymiarowy materiał, który ukaże się wkrótce nakładem Malignant Voices. Ja ten krążek już słyszałem i wiem jedno – „א: Tremendum et Fascinans” pozamiata maniaków czarnego metalu. O tym albumie i o kilku innych sprawach rozmawiałem z gitarzystą zespołu Nefarem, a gdzieniegdzie swoje dwa grosze dorzucił basista Shellshocked.

Oracle: Witam! Może bez zbędnych wstępów – na początek powiedzcie, co nowego w Medico Peste, ponoć pracujecie już nad nowym materiałem, mimo że debiutancki „א: Tremendum et Fascinans” ma się dopiero ukazać?

Nefar: Cześć Jakubie! Wszystko się zgadza. Kończymy grafiki na pierwszy pełny album, następnie wysyłka do Malignant Voices i debiut w końcu się ukaże. Poza tym pracujemy powoli nad druga płytą. Każdy z nas tworzy jakieś riffy lub nawet całe numery z których wybierzemy najlepsze fragmenty na następcę “א: Tremendum et Fascinans ”.

O.: Dobra, jako, że nie udzielacie wielu wywiadów, to polecę z cholernie oklepanym pytaniem – jak się to wszystko z Medico Peste zaczęło? Od którego z Was wyszła inicjatywa sformowania aktu, który przyjął później nazwę Medico Peste?

N.: A miało być bez oklepanych pytań (hehehe).Tutaj nie ma nie wiadomo jakiej historii. Krótko mówiąc, inicjatywa stworzenia Medico Peste wyszła ode mnie i Silencera. Chcieliśmy stworzyć zespół, który wyłamuje się ze standardów i stereotypów typowego black metalu i myślę,że się to udało…

O.: Udało, udało. Jeszcze skoro jesteśmy przy nazwie – przyznam, że sam usłyszałem o Was po raz pierwszy przed Waszym dziewiczym koncertem, kiedy zobaczyłem Wasze logo na plakacie. Ale wówczas pomyślałem, sugerując się słowem „medico”, że prawdopodobnie ta kapela musi parać się grindem, hehe – spotkaliście się z innymi ignorantami mojego typu? Czy rozpatrywaliście na początku działalności jakieś inne szyldy?

N.: Ja się przynajmniej nie spotkałem. Jesteś pierwszym ignorantem [dobre i to, hehe -0 przyp. Oracle]. Logo na plakacie było na szybko robione,ponieważ na tamtą chwilę nie mieliśmy żadnego,wiec może i dlatego to Twoje pierwsze skojarzenie…Tak!Były dwie opcje. Pierwsza MEDICO PESTE,a druga I.N.R.I . Obydwie nazwy wyszły od Silencera. Przedstawił znaczenie Medico Peste, drugiego chyba nie trzeba tłumaczyć. I zostało to pierwsze.

O.: Pamiętam, jakie zamieszanie towarzyszyło Waszemu pojawieniu się w Podziemiu, że niby jesteście w chuj tajemniczy, nie chcecie zdradzać personaliów i tak dalej… Myślicie, że to internet zrobił ludzi tak leniwymi – że jak czegoś nie ma podanego na tacy, to tak jakby była to wielka tajemnica?

N.: Po raz kolejny i ostatni pragnę uświadomić ludzi,że przy pierwszym naszym koncercie na Pestilent Assault I organizowanym przez Marcina (Mythrone Promotion) on sam podał nazwy zespołów w których się udzielaliśmy, więc zupełnie nie rozumiem o co chodzi… Wiesz,człowiek sam z siebie jest leniwy a internet mu tylko w tym skutecznie dopomaga. Zresztą,jeśli się ludziom nie chciało szukać niczego na nasz temat czy to w internecie, usłyszeć pocztą pantoflową lub w inny sposób… hmm to nie mój problem.

O.: A propos składu – doszły mnie słuchy po Waszym występie na Czarnej Sobocie w Krakowie dwa lata temu, jakoby Medico Peste było pozerami, bo „w składzie mają hip hopowca…”. Oczywiście chodziło o ShellShocked’a, który op gigu nie przechadzał się w katanie ani ramonesce, tylko w bluzie, czapeczce i luźnych dżinsach, hehe. To jak odniesiecie się do tak sformułowanych opinii? No i skąd faktycznie wzięliście ShellShocked’a, bo nic mi o nim nie wiadomo… chyba….

N.:

Shell-shocked: nie są przedmiotem w Diablo i nie dają ci magicznej umiejętności grania black metalu. Tak samo ich brak nie świadczy o tym, że nie słuchasz ani nie umiesz grać takiej muzyki. Nie mamy już 18 lat i silnej potrzeby przynależności do subkultury – ubieramy się jak chcemy tak samo jak reszta muzyków BM. Wystarczy zajrzeć czasem na backstage po koncertach, żeby zobaczyć, ze to już nie lata 90 i muzycy grający nieraz bardzo ortodoksyjny metal dużo rzadziej przestrzegają dress code’u niż słuchacze. Jeśli kogoś to bulwersuje to niestety trzeba do tego przywyknąć – czasy się zmieniły, scena bm to grupa indywidualistów, a nie horda tak samo wyglądających gości. Co do drugiej części pytania to z Priestem znaliśmy się jeszcze w czasach wczesnego liceum i graliśmy po krakowskich piwnicach w poślednich zespołach blackmetalowych a z Silencerem, który wciagnął mnie do zespołu poznaliśmy się w Mord’a’Stigmata.

O.: Mówiąc już o tak ważkiej dla każdego „metalowca” sprawie jak outfit – nie sądzicie, że większość z nich naprawdę wierzy, że ten jest prawdziwie zły, który nosi skórę i glany? Czy jednak według Was taka postawa zalatuje katolickim podejściem i czarno – białym wartościowaniem? Nie jest tak, że black metal powinien wręcz wyłamać się z tego stereotypu, tak jak robi to na przykład Attila ze swoimi strojami króliczka czy drzewka?

S.: No masz rację – to postawa, która po pierwsze zalatuje dogmatyzmem, a po drugie przeczy indywidualizmowi i wolnościowym ideom, które od zawsze tkwią w duchu subkultury metalowej. Attila robiąc sobie corpse paint i polewając się krwią już nikogo nie będzie szokował – wiemy o tym, a ubierając się w swoje dziwne stroje szokuje i bulwersuje własnych fanów – to moim zdaniem blackmetalowe podejście. Jeszcze bardziej emblematycznym przykładem jest działalność Maniaca w Skitliv, która jest pokazywaniem środkowego palca w stronę skostniałego, metalowego dogmatyzmu.

N.: Scena jak i ”metalowcy” zmieniają się od lat. Pamiętam czasy, gdzie starsi gonili młodych i pytali o skład i tytuły płyt. Jak nie znali to albo obrywali lub wracali do domu z podartą bluzą. Jeżdzili na koncerty nie mając biletów i co? Znowu spuszczali komuś wpierdol i koncert zaliczony. Nigdy mnie to nie rajcowało…Ale tak to właśnie wyglądało. To jak teraz wygląda młodzież słuchająca ciężkiego rocka i jakie ma o tym wszystkim pojęcie to inna sprawa. Nie jestem projektantem mody a już na pewno tej metalowej. Sam chodzę w luźnych rzeczach bo się czuje w nich po prostu dobrze. Na pewno nie rozumiem ludzi, którzy przy prawie 40 stopniowym upale chodzą ubrani jak wspomniałeś wyżej. No chyba,że się czują w takiej zbroi komfortowo. A co do wyłamywania się ze stereotypów to Atilla w tych sprawach jest zapewne nie tylko dla mnie fenomenem. To jaki głos posiada i co z nim wyprawia to jest zniszczenie!!! Widzisz w Medico Peste chodzi o to samo, by wyłamywać się ze wszelakich stereotypów…nie koniecznie mówiąc o drzewkach lub o budce wartowniczej.

O.:Ok, przejdźmy może do Waszego debiutanckiego demo. „Graviora Manent” – bardzo dobra sprawa, gdyby nie średnie brzmienie tego materiału. Ja rozumiem, że nie miało to być wypieszczone jak, ale jednak cały przekaz sporo moim zdaniem traci na nie dość czytelnej produkcji – np. wokal Cancera, gość ma kawał gardła, ale niestety nie słychać tego na tym materiale dość wyraźnie. Nie korciło Was, żeby jednak odczekać swoje i nagrać to demo w lepszych warunkach? Z drugiej strony nagrywanie w bunkrze to kult, hehe…

N.: No pewnie,że kult! Hehehe. Jeśli chodzi o “Graviora Manent” to wracam często do tego dema. Jest dla mnie cholernie osobistym materiałem, zwłaszcza tytułowy numer. Prawda jest taka,że wszytko nagrywaliśmy na tzw. setkę w starej sali prób, a jakie w takowych panują warunki to sam zapewne wiesz. Po koncercie na Pestilent Assault I podszedł do nas Tomek Hanuszkiewicz z Throneum proponując wydanie dema na taśmie. Na początku sceptycznie wszyscy do tego podeszliśmy, ale z drugiej strony dlaczego by nie. Prawdę mówiąc, nam na takim średnim, zabrudzonym brzmieniu zależało a wokale nagrane w bunkrze są przysłowiową wisienką na torcie…hehehe.

O.: Chyba w „Dejekta Infinitus” wyczytałem odnośnie nagrywania wokali, iż wspomniany bunkier pozwolił na dodanie waszej muzyce i wokalom klimatu – jak rozumiem więc, w przypadku Medico Peste klimat, atmosfera, aura, jak zwał tak zwał, nagrań nie jest jedynie zbędnym dodatkiem do black metalu?

N.: Zdecydowanie tak! W Medico Peste właśnie chodzi o ten klimat, atmosferę,, aurę, a w przypadku koncertu w grę wchodzi coś w rodzaju sztuki. Im więcej dymu wypuszczonego z dymiarki tym dla nas lepiej. W połączeniu ze światłami, dla nas to robi naprawdę świetną robotę. Zresztą – byłeś i widziałeś nas, więc sam możesz ocenić.

O.: Jasne – i zawsze byłem w chuj zadowolny, hehe. Na „Graviora Manent” wokalnie wspomogła Was Hekte Zaren. To że jej wkład do tego demo dodał naprawdę świetnego klimatu to jedna sprawa, ale o ile wiem mówiliście coś o kooperacji w przyszłości… Może mi się wydaje, ale nie słyszę jej udziału na „א: Tremendum et Fascinans”. Dlaczego?

N.: To fakt, udało się z jej pomocą osiągnąć jeszcze lepszy klimat. Jak dobrze pamiętam to Hekte miała zaśpiewać jeden fragment na “א: Tremendum et Fascinans”, ale jednak nie doszło do tego. Zresztą, jak teraz słucham tego materiału to zdecydowanie wolę wersję, w której są jedynie męskie wokale. Zresztą brakuje tu chyba miejsca, żeby Hekte zaśpiewała w jakimkolwiek utworze lub na zakończenie w taki sam lub podobny sposób jak miało to miejsce w przypadku dema.

O.: Demo ukazało się nakładem Time Before Time Records – jesteście zadowoleni z tego co Tomasz dla Was zrobił? Szczerze mówiąc, nie zauważyłem jakiejś wielkiej machiny promocyjnej tego materiału, hehe całość rozeszła się raczej pocztą pantoflową, nie sądzicie?

N.: I tak i nie. Wspomniałem wcześniej, że Tomek wyszedł z propozycją wydania nas na taśmie, na którą się później przystaliśmy i za to możemy mu być wdzięczni ale jeśli chodzi o cześć promocyjną to do tej pory nie wiemy ile się sztuk sprzedało,a sami żadnej promocji nie widzieliśmy. Więc sam rozumiesz…

O.: Ano rozumiem. Nowy materiał planowany jest jednak już w kooperacji z Malignant Voices, choć i tutaj były jakieś zmiany, bo anonsowano go jako wydawnictwo ze znaczkiem Pagan Records. Jak więc będzie ostatecznie? Może jakieś pieprzne szczegóły, jak to dwa wielkie molochy wydawnicze walczyły o Medico Peste, hehe? No i kiedy ostatecznie debiut będzie dostępny – coś mowa była o wrześniu? Prawda to, że planowana jest również wersja winylowa i taśma?

N.: Od samego początku braliśmy pod uwagę Pagan Records. Dobra wytwórnia, ze stażem i możliwościami…W momencie gdy byliśmy w trakcie rozmów z Tomkiem Krajewskim pojawiła się opcja Witching Hour. Zresztą nikt się o nas nie bił hehehe. Obie stajnie zaproponowały w porządku warunki, ale w naszym przypadku jako młody zespół w momencie gdybyśmy się znaleźli w Witching Hour to jest prawdopodobieństwo, że tak naprawdę gralibyśmy koncerty jako zespół otwierający z kapelami do których w ogóle nie pasujemy – jeśli wiesz o co mi chodzi… Zresztą Bart wydaje prawie wszystko, co z ciężkim rockiem jest związane…a my pod skrzydła Witching Hour Productions raczej nie pasujemy. Pomijając jednak tą historie wydaje nas w końcu Malignant Voices w połowie października, przy czym jesteśmy jednogłośnie zadowoleni z tego faktu, że to właśnie Sowa. Tak jest plan wydania ”א: Tremendum et Fascinans” na winylu.

O.: Dzięki nieopisanej dobroci Nefara mogę cieszyć swe uszy Waszą nową płytą. Powiem Wam, że postęp jest wyraźny – poszliście zdecydowanie dalej niż w przypadku demo. Materiał jest zdecydowanie bardziej ponury, mroczniejszy, z wyraźniejszymi objawami nerwicy czy innej choroby psychicznej, hehe – wystarczy posłuchać zakończenia „Thanksgiving”… Oczywiście zgodzicie się ze mną?

N.: Nad „א: Tremendum et Fascinans” pracowaliśmy wszyscy wspólnie, więc dlatego postęp jest zdecydowany. Zresztą uważam, że nie ma co porównywać demo do pełnego albumu. Każdy z numerów różni się jednak od siebie, ale łączy je wspólny klimat… Sami słuchamy przeróżnej muzyki, mamy różniące się inspiracje, dlatego ten materiał właśnie jest czym jest. O to chodziło, że odbiorca w momencie wsłuchania się w materiał ma poczuć niepokój, lęk…

O.: Jak określilibyście inspiracje, które pozwoliły Wam napisać taki materiał, jak debiutancki krążek? Poza black metalem, można tam usłyszeć chyba nawet elementy francuskiej operetki, tak mi się to przynajmniej kojarzy w którymś momencie… To, że nie zamykacie się na żaden gatunek muzyczny jest dla mnie oczywiste, ale zwykły zjadacz black metalowego chleba pewnych rzeczy może nie przełknąć, hehe…

N.: Tak jak wspomniałem powyżej,słuchamy naprawdę przeróżnej muzyki. Inspiracje biorą się z szeroko pojętej sztuki… Naszego stanu samopoczucia, umysłu…Sam lubię nie raz posłuchać ”zwykłego black metalu” i nie widzę w tym problemu, że tworzymy taką muzykę, jaką tworzymy. To, że komuś ten materiał nie podejdzie, bo woli Nargaroth… ja w tym nie widzę nic złego.

S.: Wszyscy wychowaliśmy się na black metalu ale jesteśmy pasjonatami muzyki w ogóle. Słuchamy dużo i nałogowo. Kiedyś w liceum mój znajomy mówił mi, ze jak ma ochotę posłuchać jakiegoś popu z radia, który chodzi mu po głowie to kopie się w dupę i słucha Burzum aż mu ta ochota przejdzie. Uważam, że to żałosne. Jak coś ci się podoba, coś intryguje – to słuchasz i tyle. Erudycja muzyczna to rzecz całkowicie pozytywna, dobrze jest być osłuchanym w każdym gatunku. Poza black metalem inspirują nas inne nisze – post punk, neofolk, crust czy klasyczny rock. W tytułowym kawałku pojawiły się też rytmy ewidentnie zainspirowane muzyką elektroniczną.

O.: Dobrze powiedziane. Wydaje mi się, iż zmianie uległy również teksty. Piszę „wydaje mi się”, bo nie mogłem zagłębić się w liryki, a jedynie w tytuły – „Livid (Kill Yourself or Die Trying)” czy „Thanksgiving” wydają się być gorzko ironiczne, w dobrym kierunku idę?

S.: Trafna uwaga, jest to gorzka i bolesna ironia. Połowa tekstu „Thanksgiving” to tak naprawdę kilka apokryficznych psalmów chwalących Boga. W innym kontekście mogłyby być uznane jako szczere podziękowania i wyrazy miłości dla najwyższego, ale kiedy Silencer wykrzykuje je na całe gardło, a my akompaniujemy mu negatywnym strumieniem obskurnych nut, efekt jest dokładnie przeciwny. Psalmy stają się odwrotnością psalmów.

O.: Ok, możecie coś powiedzieć o sesji nagraniowej „א: Tremendum et Fascinans”? Tym razem już nie brzmi to jak nagrywane w sali prób, a tym bardziej nie słyszę echa bunkrów w sferze wokali – czyli jak, tym razem było bardziej tradycyjnie?

N.: No to może się zdziwisz, ale i tym razem nagrywaliśmy w sali prób, a brzmienie nie jest spowodowane zmianą salki [no to jestem cholernie zdziwiony, bo brzmienie jest o wiele lepsze – przyp. Oracle]. Nagrywaliśmy pojedyncze ścieżki po dwa ślady każdego instrumentu, poza bębnami. Sama sesja przebiegła dosyć sprawnie, ale przeciągnęła się czasowo. Bębny, gitary, bas, wokale… Wszystkim zajął się M. (Mgła). Od ustawień mikrofonów po końcowy mastering. W dużej mierze to właśnie jego zasługa, że materiał brzmi w taki, a nie inny sposób.

O.: Zastanawialiście się już, jak ludzie zareagują na Wasz debiutancki krążek? Przy demówce byliście odpowiedzią na religijny black metal, osobiście jestem ciekaw jak ometkuje się Was teraz – gwoli ścisłości, ja nie mam pomysłu.

N.: Medico Peste nie ma nic wspólnego z religijnym black metalem! Nie chce nikomu narzucać naszego stylu. Jeśli to co gramy komuś spasuje to ok. Im więcej odbiorca usłyszy na tym materiale patologii czy zaburzeń umysłu tym lepiej. Dla jednego to będzie nadal religijny black metal, dla innego coś więcej…

O.: „א: Tremendum et Fascinans” – Tytuł pochodzi od myśli Rudlofa Otto i oznacza mniej więcej „Groza i Fascynacja”, mogę Wam powiedzieć, że idealnie pasuje to do tworu jakim jest Medico Peste, więc zapewne jest to jeden z powodów, dla którego użyliście takiego tytułu? Podejrzewam jednak, że nie jedyny.

S.: Otto umieszczał te słowa w kontekście psychologicznego redukcjonizmu religii. Dla nas ma to szersze znaczenie – groza i fascynacja to dwie emocje, jakie postanowiliśmy zawrzeć w tekstach i muzyce. Dla mnie osobiście są to też dwie podstawowe emocje, za pomocą których odbieram świat. Dlatego – odbiegając nieco od Otta – tematem płyty nie jest tylko religia, choć tej problematyki też staramy się trochę dotknąć.

O.: Sam Otto mówił pisał: „Szczególny urok tego, co upiorne, polega raczej na tym, że jest ono czymś dziwnym (mirum) i jako takie, działając samo przez się na wyobraźnię, rozbudza zainteresowanie i ogromną ciekawość…” – myślicie, że jest to jeden z powodów fascynacji człowieka sztuką, za jaką w pewnych kręgach uznaje się black metal, że ograniczymy się tylko do tej działki?

S.: Tak.

O.: Dobrze chociaż, że się zgadzasz. A czy według Was istnieje taki czynnik, bez którego black metal przestanie być black metalem? Lub inaczej – czego Wy sami oczekujecie od Black Metalu jako gatunku muzycznego?

S.: Tak, pentagram na okładce – bez tego to już nie black metal. Ja od black metalu oczekuję szczerej, negatywnie nacechowanej muzyki, ale to samo odnajduje w grupach neofolkowych czy postpunkowych więc ciężko tę teorię ograniczyć do jednego gatunku. Ważne wydaje mi się to, że oczekuję też od black metalu odwagi i świeżości, nie chce mi się słuchać setnej kopii klasyków z lat 90, lubię zespół przekraczające granice konwencji i o to też chodzi w black metalu – o odwagę i pewną dozę rewolucyjności.

O.: A jak się ma u Was sprawa z koncertami? Co Was widzę po koncercie to zawsze wkurwieni, bo to źle zrobiliście, tamto źle, niemniej jednak ludziom się podoba. Tacy z Was perfekcjoniści pod względem występów na żywo?

N.: Nie znam zespołu czy muzyków, którzy wychodząc na scenie grają seta po to tylko, żeby zagrać. Tu nie chodzi nawet o perfekcjonizm. Każdy z nas wychodzi na adrenalinie, skupiony by dać z siebie 100%. Jednak czasem pojawiają się przeszkody techniczne, które uniemożliwiają dobry występ, bo to odsłuch trzeszczy, światła za słabe i nie widzisz za dobrze gryfu czy inna pierdoła, ale takie czynniki maja spory wpływ na zagranie dobrej sztuki. Wiadomo, że nieraz zdarzy się jakaś wpadka, bo sobie pomylisz progi czy ”żle wejdziesz”, ale tak po prost już jest.

O.: Ostatni raz widziałem Was u boku Mgły, Deus Mortem, Bestial Raids i Blaze Of Perdition i muszę powiedzieć, że cała impreza była bardzo udana. No i frekwencja przeszła oczekiwania wszystkich, chyba nawet organizatorów – myślicie, że brakuje w Polsce takich podziemnych, hermetycznych koncertów, na które nie zaplączą się byle miłośnicy Huntera?

N.: Zdecydowanie tak. W Polsce brakuje takich koncertów, jak ten który miał miejsce w maju. Nawet nie wynika to z braku kapel, bo tu jest wręcz odwrotnie. Wystarczy popatrzeć jakie odbywają się koncerty u Czechów czy w Niemczech. Mówię o undergroundzie… Ten gig był bardzo dobrze zorganizowany od każdej strony. Ci, którzy na niego przyszli mogli oglądnąć i posłuchać naprawdę dobrą dawkę black metalu!Można by było dołożyć jeszcze z jedną, może dwie kapele. Hmm… Nie wiem, może nie ma za bardzo kto robić takich imprez, czy też boją się, że wtopią kasę… Jest sporo gigów jednak są one mieszane. Dwa razy do roku trafią się zajebiste koncerty, jak chociażby ten dokładnie za miesiąc, jednak dla mnie powinien zacząć się od Voidhanger, Immolation, Marduk. Reszta zbyteczna.

O.: Myślicie w ogóle, że trafiacie na rozumnego słuchacza, rozumiejącego (albo próbującego zrozumieć) przekaz Medico Peste? Dla mnie na przykład żenujące jest jak ludzie drą się podczas Waszych gigów „Mediko napierdalać!”, jakbyście byli co najmniej Dark Funeral… Czego potrzebujecie, by być w pełni usatysfakcjonowanymi z koncertu?

N.: No cóż, nie jesteśmy pierwszymi. Kilka osób na pewno się znajdzie, a jeśli jest ich więcej, tym lepiej. Prawdą jest, czy to koncert metalowy czy rockowy, zawsze ludzie będą krzyczeli, żeby napierdalać. Nie mamy na to żadnego wpływu, mi to osobiście nie przeszkadza. Parę osób, które szaleje w młynie czasem po zwiększonej dawce piwa czy czegoś mocniejszego, nie wie co grało…Czego potrzebujemy, by mieć satysfakcje z zagranego koncertu? On sam musi wypaść dobrze, a po koncercie spora ilość jedzenia i vódki heheh.

O.: Kto Waszym zdaniem obecnie rozdaje karty w podziemnej scenie black metalowej, tak w Polsce, jak i poza granicami naszego smutnego kraju? U nas to chyba Kraków, z którego się wywodzicie ma obecnie najciekawszą ofertę dla black metalowców?

N.: Hmmm. Na pewno w Polsce nie brakuje zespołów godnych uwagi i uważam, że mamy solidną scenę. Czołówka to na pewno KSM, Mgła, Infernal War, Iperyt, Massemord, Deus Mortem, Furia, Blaze of Perdition, a z zespołów które bym chciał, żeby grały to na pewno Thunderbolt. Co się dzieje “niżej” nie za bardzo śledzę. Z zagranicznych mógłbym wymieniać naprawdę długo. Przede wszystkim scena francuska. Ja najczęściej słucham Hell Militia (cholernie czekam na nowy krążek). Na pewno Deathspell Omega… Ostatnio Svartidaudi zrobiło na mnie wrażenie i nie mogę ich tu pominąć. Naprawde sporo tego.

O.: Podobno nie chcecie udzielać zbyt dużej ilości wywiadów, co tym bardziej mi schlebia, hehe. Skąd jednak taki wybór? Zaraz Was znów okrzykną, że próbujecie na siłę zachować anonimowość i być tajemniczymi jak przychody polskiego kościoła, hehe…

N.: Hehehe. Sprawa tyczy się koncertów, jak i wywiadów. Nie chcemy się rozpychać łokciami gdzie popadnie, bo jest to naprawdę bez sensu! A propos wywiadów, to nie raz pojawiają się bzdurne pytania, że aż się prosi, żeby sobie jaja porobić, ale szkoda nam na to czasu i energii.

S.: Są ludzie, którzy mają dużo do powiedzenia, nagrali jedną demówkę ale chcą opowiedzieć o tym całemu światu, mają parcie żeby o tym mówić, pomagać ludziom w interpretacji. My nie mamy takiego parcia, zero. Wolimy grać, to jest nasza forma komunikacji z ludźmi, rozmawiamy przez nuty – to też jest alfabet, język. Para powinna iść w koła a nie w gwizdek, więc chcemy grać, a nie teoretyzować na temat własnej twórczości.

O.: Okej, możecie na koniec pochwalić się, czego słuchaliście odpowiadając na te pytania?

N.: Division S „Hotel de Prusse”.

S.: Przez stanowczą większość czasu – Current 93.

O.: Dobra, dzięki wielkie za wywiad, ja ze swej strony czekam na Wasze kolejne wydawnictwa, bo zdecydowanie jest na co!

N.: Ok! Dzięki Jakubie raz jeszcze za wsparcie i widzimy się na koncertach!

 

Za foty wypada podziękować Czarnej666. 😉

Autor

9992 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *