Cześć. Mam nadzieję, że nie macie problemu z pytaniami w języku czeskim. Niestety „slovensky hovorim iba trochu“.

Witam. Nie ma problemu, przynajmniej jakaś odmiana i odpowiem w języku czeskim zamiast po słowacku lub angielsku.

Na początku chciałbym zapytać, skąd pochodzi nazwa Malokarpatan, co to oznacza, a co to ma wspólnego z Waszą muzyką?

To znaczy coś takiego jak mieszkaniec Małych Karpat, czyli pasma górskiego, które rozciąga się w pobliżu miejsc, w których mieszkamy. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi od długiego czasu i chodziliśmy razem na wycieczki na te niewysokie wzgórza. Na długo przed oficjalnym powstaniem zespołu. Można to rozumieć jako manifestację lokalnego patriotyzmu, a w niektórych przypadkach Małye Karpaty to także miejsce, w którym dzieje się akcja naszych tekstów. Inną interesującą ich cechą est to, że na północno-wschodnim skraju leży znany Čachtický hrad Elisabeth Bátory.

Gracie black metal pierwsze fali. Dlaczego dokładnie taka muzyka?

Wszyscy graliśmy przed Malokarpatanem (a niektórzy nadal grają) w zespołach, które grają nieco black metal o nieco nowocześniejszej proweniencji. Przynajmniej jeśli chodzi o wpływy z lat 90. XX wieku. Więc ten styl nie jest nam zupełnie obcy. Jednocześnie jednak myślę, że scena jest zbytnio przepełniona przez grupy oparte na koncepcji drugiej fali tego gatunku. Zanim norweski styl stał się szablonem do grania black metalu dla zespołów z całego świata, pierwsze kapele miały swoją własną, charakterystyczną koncepcję tej muzyki. Black metal był raczej rodzajem atmosfery i filozofii opartej na muzyce metalowej. To jest coś, co próbujemy wskrzesić w Malokarpatan.

W Polsce mamy tylko jeden zespół, który wrócił do takiej muzyki (Det Gamle Besatt). Niewielu jest tych, którzy naprawdę czują ten pierwotny black metal?

Naprawdę nie wiem. Być może dlatego, że kapele drugiej fali n świecie stały się komercyjnie, bardziej znane? Zawdzięczamy to głównie młodym fanom, którzy nie są zainteresowani pierwotnymi korzeniami tego gatunku i nie rozumieją ciągłości między takimi zespołami jak Mercyful Fate i Darkthrone. Dla nich black metal to klisza, przypinka na kurtce. Z automatu uznają tylko scream, tremolo riffy i szybkie tempo perkusji. Niestety, black metal traci swoją oryginalność, a na scenie jest zbyt wiele zespołów, które trudno odróżnić od siebie.

Malokarpatan jest zdecydowanie zespołem koncepcyjnym. Teksty, które piszesz, według tego co widzę, są inspirowane folklorem. Czy to tylko słowacki folklor czy ogólnie całych Karpat?

W większości słowackim, ale nie unikamy, od czasu do czasu, zagranicznych wpływów. Na przykład nowy album jest inspirowany legendami i mitami innych państw słowiańskich, a także w tym jest trochę niemieckiego folkloru. Słowacja jest krajem leżącym we wschodniej i środkowej Europie, dlatego nasz krajowy folklor łączy wiele różnych wpływów

Nie jesteście trochę takim metalowym Čechomorem? (znajdźcie sobie tą kapelę leniwe chuje, bo warto).

Nasza inspiracja folklorem jest bardziej w koncepcie tekstów i aspektów wizualnych, niż bezpośrednio w muzyce. Myślę, że połączenie metalowej muzyki z folklorem nie jest najszczęśliwszą kombinacją, a większość z nich jest zbyt radosna, czasami muzycznie kiczowata. Kilka rzadkich wyjątków na pewno by się nazwało, ale pozostaje dla nas priorytetowe użycie tych elementów w sposób trzeźwy i z umiarem.

Kiedy słucham twojej muzyki, mam wrażenie, że to wolanie z głębi knajpy, gdzie ktoś w pijackiej wizji zobaczył starego demona?

Tak, nie jesteś daleko od prawdy, hehe! Staramy się wrócić do życia koszmary pijaków z wiosek, ich przesądy i lęk przed nieznanym. Większość zespołów poszukuje obecnie najbardziej przeintelektualizowanych sposobów na obrazowanie diabła. My przeciwnie, widzimy go oczami chłopów, groteskowych postaci z zapadłych wiejskich dziur. Ich świat leży bliżej jego królestwa, niż uczone rozmowy małomiasteczkowych metaluszków.

Czy kiedykolwiek myślałeś, że będziecie tak popularni za granicą?

Wcale! Zespół powstał bez ambicji, tylko z miłości do starego black metalu i tematów, które łączą nas z naszą kulturą ludową. W rzeczywistości nasza koncepcja została stworzona w sposób naturalny. Dopiero gdy zdaję sobie sprawę, dokąd sięga mikrokosmos stworzony przez naszą muzykę, mam na myśli nici, które łączą to wszystko w jedną całość. Teraz przyzwyczajamy się do tego, ale pierwsze reakcje z zagranicy były naprawdę szokiem dla nas wszystkich.

Wielu ludzi porównuje Was do Master‘s Hammer, co jest dla mnie pomyłką. Myślę, że jesteś bliżej węgierskiego Tormentora lub polskiego KATa. Nie wkurza Was już to porównywanie?

Zgadzam się, muzycznie na prawde nie mamy wiele wspólnego zMaster’s Hammer. Myślę, że większość ludzi opiera się na podobnym języku i podobnych tematach tekstów. Może także w pewnej niekonwencjonalności i odchyleniu od standardów „dobrego smaku”. Są oni jednak jednym z naszych ulubionych zespołów, więc to tylko komplement, kiedy się nas porównuje. Nowy album jest związany z nimi trochę bliżej, ponieważ Necrocock gości u nas w jednej z piosenek, a wszystko to zostało nagrane w studio, gdzie kiedyś MH nagrał kultowe demo The Mass. Jeśli chodzi o riffy, są one bliżej zespołów takich jak KAT lub Tormentor. Oba zespoły były połączeniem tradycyjnego heavy metalu z początków lat osiemdziesiątych i jego ciemniejszych i bardziej ekstremalnych form, które pojawiły się kilka lat później. Podobny odczucia wywołuje nasza muzyka.

 

Stridžie dni“ ukazały się dwa lata temu. Jak teraz zapatrujesz się na ten album? Nadal Ci się podoba?

 

Nadal jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Nowy album może mieć mocniejsze riffy i produkcję oraz znacznie szersze ujęcia, ale album ” Stridžie dni” był celowo niedoskonały i brzydki. Po prostu chciałem nagrać bardzo podziemnych i obskurne nagranie, które nie starało by się zadowolić wszystkich. Zainspirowany duchem wczesnego Bathory i zespołów, które stworzyły pod ich wpływem coś tak obrzydliwego, jak Barathrum czy Countess. Poczucie, jak gdybyś zamknął się w zatęchłej, zimnej piwnicy, wypił całą butelkę i pozwalasz, aby instynktowne szaleństwo przepływało przez twój umysł.

 

Z których filmów wzięliście sample na „Stridžie dni“?

Byli to: Noční jazdci (Martin Hollý ml.), Nosferatu – Phantom der Nacht (Werner Herzog) a Popolvár najväčší na svete (Martin Ťapák). Są tam i intra z różnych innych źródeł. Na przykład urywek z LP ludowego barda Strýca Marcina, który też pochodził z terenów zachodniej Słowacji i mówił tamtejszym dialektem.

Za kilka dni na powierzchnię ziemi wylezie wasza nowa płyta „Nordkarpatenland”. Możesz powiedzieć coś więcej na temat płyty? Na co powinni przygotować się fani?

Na więcej heavy metalu! Album ten jest znacznie bardziej pod wpływem najstarszej epoki metalowej pochodzącej z początków lat 70. XX wieku. Produkcja jest tym razem studyjna, z żywym perkusistą, ale utrzymaliśmy niezbędną ilość brudu w dźwięku. Każda piosenka ma inny nastrój i często zmienia się tempo. To hołd dla starego, szczerego metalu. Jednak nie staramy się pasożytować na historii bez własnego wkładu. Co jest wadą wielu tak zwanych zespołów „retro”. Dzięki naszej muzyce i koncepcji tworzymy alternatywny świat snów, w który słuchacz może uciec w dowolnym momencie, naciskając przycisk odtwarzacza. Ale o tym, czy nam się to udaje, muszą jednak zdecydować słuchacze, nie my.

Master’s Hammer miało piosenkę „Nordfrostkramfland”, która dotyczyła północnych Karpat. Wy w podobny sposób nazwaliście całą płytę. Czy to było zamierzone, czy też myślałeś o czymś zupełnie innym?

Nordkarpatenland jest określeniem Słowacji używanym w świecie niemieckim, a także mniejszości lokalnej tak zwanych Niemców Karpackich. Z powyższym utworem Master’s Hammer nie ma w ogóle nic wspólnego, chociaż oczywiście później zdałem sobie sprawę z tego, że ludzie będą do tego się odnosić. Po prostu lubię tę nazwę, z jej prostotą i siłą. W prostych słowach wyraża to, o czym mówi album.

T-shirt „Rural Witchcraft” robił dla was Kuras z Mentalporn. Jak się wam współpracowało i jak podoba Ci się wynik tej współpracy?

To była trochę niezwykła współpraca, ponieważ Kuras poszedł prosto do mnie z gotowym projektem, bez wcześniejszych dyskusji, co by tam miało być. Osobiście wolę raczej ekscentryczne i niezbyt utarte motywy, ale technicznie rysunek był znakomicie przygotowany przez naszego przyjaciela Roberta A. Von Rittera, który współpracował z Kurasem, a po zmianie jednego szczegółu zgodziliśmy się, że będzie to świetna koszulka. Po częstotliwości, jak często widzę ją wśród fanów w porównaniu z innymi koszulkami, wnioskuję, że to był właściwy wybór. Przy następnych wzorach znów wybierzemy coś tak samo niezwyczajnego.

Słowacki mówiony jest bardziej zrozumiały dla Polaków niż pisany. Co byś powiedział fanowi z Polski, który chciałby wiedzieć, o czym śpiewasz? Gdzie powinien szukać źródeł?

Osobiście, bez większych trudności, rozumiem przynajmniej podstawowe znaczenie większości polskich piosenek, nasza mowa jest sobie bardzo bliska, a więc i nasza kultura. Słowacy to Polacy z Południa a Polacy to Słowacy z Północy, oczywiście, to historycznie bardziej skomplikowane, ale z pewnością sugeruje to fakt, że mamy więcej fanów w Polsce niż w rodzimej Słowację. Więc może sugerowałbym, aby polski fan po prostu słuchał serca i duszy – jesteśmy podobnymi narodami, a my myślimy i czujemy się podobni.

Polacy wiedzą niewiele o słowackich grupach metalowych. Macie dobrą scenę z death metalową (Moonfog, Sanatorium, Perversity lub Angels Decay – ci akurat chyba już nie działają). Ale nigdy nie słyszałem o słowackim black metalu, dlaczego?

Zawsze byliśmy ziemią death metalu. Nie wiem dlaczego tak jest i przyznaję, że nie cieszy mnie to zbytnio. Oczywiście kocham klasyczny death metal starej szkoły i niektóre kultowe nagrania słowackie z pierwszej połowy lat 90. XX wieku. W 1991 roku od zespołu o nazwie Toxic Trash pojawiła się jedna black metalowa płyta, która nigdy nigdzie nie doszła. W tamtym czasie żadnej takiej muzyki tu nie było, poza kilkoma obskurnymi kasetami demo, a pod koniec lat 90-tych album zespołu Mystic Death, który jest uważany za pierwszy czysty album black metalowy w naszym kraju. Jeśli lubisz stary Abigor, mogę polecić Mystic Death. Potem trochę się rozkręciło, a po roku 2000 pojawiły się black metalowe zespoły – jakoś w tym czasie, nagraliśmy także pierwsze dema w różnych zespołach, w których zaczynaliśmy. Niemniej jednak nigdy nie było silniejszej sceny, jak w Polsce. Wiele osób z dawnych czasów znikło, niektóre z nich wciąż pracują, ale szczerze mówiąc, nie uważam, że przyszłość słowackiego black metalu jest bardzo optymistyczna.

W Metal Archives napisano, że duma narodowa jest częścią waszych tekstów. Jak Ty byś to opisał?

Nie byliśmy tymi, którzy dodali ten tematy do metalowych archiwów. Jedynie piosenka „Popolvár…“ z debiutanckiego albumu dotyczy głównie dumy narodowej. Możliwe jest jednak, że w przyszłości będziemy ię odnosić do tego tematu. Na pewno nie jesteśmy zespołem NSBM, chociaż obecna religia przesadnej poprawności politycznej osobiście jest dla mnie nie do zaakceptowania. W naszym pojęciu jest to po prostu element zdrowego patriotyzmu, więzi z rodzimą ziemią i jej kulturą. Dzisiejszy świat jest bardzo zglobalizowany i coraz bardziej jednowymiarowy, jest naszą formą oporu wobec tego świata i odwołuje się do tożsamości regionalnej. Nie wstydzimy się jednak pokazać tej drugiej strony słowackiego świata – alkoholizmu, przemocy, ubóstwa na obszarach wiejskich. Myślę, że prezentujemy nasz kraj tak, jak to jest naprawdę, bez wstydu lub niezgodnego z prawdą gówna.

Który Janosik to ten prawdziwy nasz czy nasz? Nasz jest zdecydowanie ładniejszy 😉

On jest nasz, ale dlatego, że działał też w Polsce i miał Polaków w swej „bandzie“, to jest normalne, że jest częścią waszego folkloru. Poza tym okładka albumu Nordkarpatenland nawiązuje musicalu z lat 70-tych, który Słowacy wzięli z polskiego oryginału „Na szkle malowane“. Lubię obie wersje i można powiedzieć, że jest to częściowo odniesienie do polskiej kultury. Wiem, że z 1973 roku jest też popularna polska seria, chciałbym w końcu go zobaczyć. Polakom, polecam z naszej pracy Słowacki Wielki Film o Jánošíku z 1963 roku, który jest naprawdę monumentalny.

Jak się Wam gra w Polsce?

Polska jest niewątpliwie najdzikszą i najmilszą publicznością w Europie, którą doświadczyliśmy, więc naprawdę lubimy bawić się tutaj. Lubimy też pojechać do Niemiec, gdzie jest trochę odmienna mentalność, ale z Polakami jesteśmy bardziej kulturowo związani. Wierzę, że przynajmniej w ciągu najbliższego roku pokażemy się ponownie w Twoim kraju.