Gdy w zeszłym roku odsłuchałem „Rysys” litewskiego bandu Luctus zostałem dosłownie zmasakrowany. Ciężka atmosfera krążka podlana soczystymi riffami i obłąkanymi wokalami zrobiła niesamowite na mnie wrażenie. Uznałem więc za stosowne pomęczyć Litwinów na temat sceny, samego Luctusa i ich ostatniej płyty. Odpowiadał mi ojciec założyciel, Kommander L. Warto tu od razu zaznaczyć, że niektóre odpowiedzi okazały się… intrygujące.

B: Hails! Na wstępie muszę przyznać, że to zajebiście móc odpytać band, który wysmażył, w mojej opinii, jeden z najciekawszych krążków zeszłego roku!

K.L.: Dzięki, za miłe słowa!

426752_10150529468813867_381889412_nB: Przeczesując internety dowiedziałem się, że kapela została założona we Włoszech, w Rzymie (niczym rewelacyjna Satanika). Co było powodem przeprowadzki na Litwę?

K.L.: We Włoszech żyłem osiemnaście lat, więc w 2001 roku, gdy zespół został założony jeszcze tam byłem. Aczkolwiek nie postrzegam go jako włoską kapelę, czy też przedstawiciela tamtejszej sceny. Głównym powodem zmian były studia. Po ich ukończeniu powróciłem na Litwę.

B: Możesz mi przybliżyć początki Luctusa?

K.L: Zaczęło się to jak miałem około czternastu lat. Zacząłem wtedy słuchać black metalu, a następnie z kilkoma znajomymi założyliśmy kapelę. Ale szybko pokłóciliśmy się i te chuje mnie wywaliły, więc stworzyłem coś własnego. Oczywiście na początku była to czysta solowa ekspresja, bez jakiegokolwiek konkretnego kierunku, ale gdy w 2003 roku nagrałem pierwszy studyjny album pewne rzeczy zaczęły się klarować.

B: Istniejecie już na scenie od jakiegoś czasu. Jest to niemal zadziwiające, że jeszcze nie dane mi było was usłyszeć w Polsce, szczególnie że wasz ostatni krążek poniewiera nieziemsko. Warto tu zauważyć, że macie już za sobą sporą praktykę grając choćby z Incantation, Turbochraged, a także fakt, że przed wami masa zajebistych występów choćby na Under The Black Sun. Cieszycie się w pełni życiem w trasie, czy raczej trudno to wam pogodzić z normalną egzystencją?

K.L.: Muszę wyznać, że na żywo gramy dopiero od pięciu lat, czyli od kiedy wróciłem na Litwę. Przedtem było to tylko jednoosobowe granie i dałem raptem parę występów na żywo z muzykami sesyjnymi. Dla nas każdy koncert jest niczym rytuał, podczas którego toniemy w naszej podświadomości, a każdy „show” jest dla nas unikalny. Pewnie, nie jest łatwo, będąc w trasie koncertowej, dawać z siebie, sto procent na każdym gigu, tak by nie wyglądało to na „kolejną chałturę w kolejnym miejscu z kolejnymi ludźmi”. Ale osobiście cenię taki rock’n’roll w życiu, więc cieszy mnie każda nasza trasa. Każdy wyjazd jest w sumie niczym nowa przygoda. Aaaa i nie graliśmy z Turbocharged. Pomagałem tylko organizować ten gig.

12004111_10153270464348867_7433063085044302393_nB: Zostając w kategorii “gigów”, który z dotychczas zagranych był dla Was najlepszy?

K.L.: Trudno mi wskazać któryś konkretny. Jak mówiłem, każdy występ jest dla nas unikalny, ale przyznam, że lubimy grać w Belgii. Mamy tam dobrych znajomych, którzy za każdym razem witają nas w iście szalonym stylu.

B: Rok 2015 obrodził wieloma znakomitymi krążkami, w tym właśnie waszym “Rysys’. Krążek, jak wspominałem, jest świetny i zbiera sporo pozytywnych recenzji. Spodziewaliście się takiego sukcesu?

K.L.: Skłamałbym, gdybym powiedział, że niczego nie oczekiwałem. Pewnie, największe wymogi postawiliśmy sami sobie, a głównym celem było pokonanie poprzeczki ustawionej przez samych sobie. Jednakże jeśli inni są w stanie to załapać, albo chociaż poczuć klimat, to jest to niewątpliwa satysfakcja.

B: Black metal kojarzony jest najczęściej ze złem z rodzaju Szatana/demonów, ale “Rysys” ukazuje inne oblicze zła, jak sądzę. To ciemność wewnątrz nas, schowana głęboko w umyśle i duszy. Co zainspirowało Cię do takiego punktu widzenia?

K.L.: Na początku w mojej muzyce wyrażałem rzeczy, które mnie otaczały. Ale po albumie „Stotis” przestałem się rozglądać dookoła i sięgnąłem głęboko wewnątrz siebie. Oczywiście, jest to też swoiste odbicie, tego, co się dzieje w moim życiu prywatnym. Zacząłem grzebać głęboko w podświadomości i odkryłem inny świat. Większość moich inspiracji pochodzi z wewnętrznych doświadczeń takich jak medytacje czy projekcje astralne.

12038316_10153270461388867_7447419282701075386_nB: “Rysys” można przetłumaczyć jako “Porozumiewanie się” poszukiwanie wewnątrz samego siebie i porozumiewanie się właśnie z innymi wymiarami oraz bytami. Jak wspomniałem w poprzednim pytaniu “Rysys” ukazuje inną ciemność, ale biorąc pod uwagę kwestię tej komunikacji, można założyć, że przeczesywanie otchłani doprowadzi nas w końcu na nowe poziomy zrozumienia, do oświecenia?

K.L. Oczywiście. Jestem przekonany, że nasz świat/nasze życie jest pod wpływami Innego świata i jest to konsekwencją naszych podświadomych oddziaływań. Nasze życie to tylko długi sen, w którym nie pamiętamy kim naprawdę jesteśmy i jakie są nasze zadania. Porozumienie się z moją pierwotną jaźnią przypomniało mi kim naprawdę jestem. Nie mogę powiedzieć, by było to oświecenie, bardziej jak poszukiwanie samego siebie, gdzie nie wiem, co znajdę na swej drodze. Wiem tylko, że muszę to zrobić, bo „ktoś/coś” mnie wzywa, daje mi jasne sygnały, znaki, wskazówki. Nie mogę tego zignorować i zakładać, że wszystko czym jestem i czym będę będzie się opierać tylko na tym krótkim, kruchym i niestabilnym życiu. Jest coś więcej. Słyszę to tak w muzyce, jak i w snach.

B: Musze tu przyznać, że obejrzałem krótki film promujący “Rysys”, na YT, i ja pierdykam, to jest genialne. Mroczna atmosfera i świetna elektronika w tle dosłownie miażdżą. Ba, jest to lepsze niż niejeden trailer horroru! Czyj to był pomysł? Następne albumy też będą miały takie zajebiste trailery?

K.L.: Fajnie, że ci się spodobało. Tak naprawdę, to coś więcej niż tylko trailer do „Rysys”. Na piętnastolecie kapeli planujemy wypuścić film dokumentalny o Luctusie, a to co widziałeś to był niewielki jego fragment. W sumie z gośćmi z Fathomless Mirror pracujemy nad nim od roku. Mam nadzieję, że ujrzy światło dzienne tej jesieni.

 

B: Było już trochę o płycie, ale zapytam jeszcze o scenę litewską, bo nie jest ona zbyt znana w Polsce. Co byś o niej opowiedział, może podał przykłady jakichś interesujących kapel?

K.L.: Nasza scena jest niewielka, ale znajdzie się parę ciekawych rzeczy. Osobiście uważam, że Nahash jest najlepszy jeśli idzie o black metal. W tym roku, w sierpniu, mają wydać nowy album. Polecam, bo to jest absolutnie zajebiste, unikalne i porywa z miejsca. Mamy też parę starych, świetnych wyjadaczy, jak Obtest, Dissimulation, Anubi. Z nowszych bandów warte uwagi są Nyksta, Living Altar i Amžius.

12717306_10153532730213867_1954559946773553338_nB: Jeśli mowa o scenie… w Polsce w sile wciąż jest Katoland, co czasem prowadzi do spięć i sytuacji, gdy sabotują gigi (najprostszym przykładem jest Behemoth z Nergalem na czele, którzy jawią się jako arcywrogowie dla typowego katola). Jak to wygląda na Litwie? Pytam, bo pytanie jest w miarę na czasie: niedawno w Rosji z powodu fanatyków odwołano koncerty Batushki, Belphegora…

K.L.: Nie, na szczęście nic się takiego nie dzieje. Litwa jest bardzo katolicka, ale metal i religia nie przeszkadzają sobie nawzajem. Głównie dlatego, że ta muzyka siedzi w undergroundzie, zaś w mediach jest tylko gówniany pop, więc metal nawet nie miałby szans dotarcia do tej masy ignorantów. Nie oznacza to jednak, że jest u nas biednie pod tym względem, wprost przeciwnie. Mamy w cholerę festiwali, a w lecie praktycznie co tydzień jest jakieś metalowe granie pod chmurą z udziałem rodzimych i zagranicznych kapel.

B: Ostatnie słowo należy więc do Ciebie! Dzięki za odpowiedzi!

K.L.: Dzięki za zainteresowanie Luctusem. Mam nadzieję, że dane nam będzie spotkać się na gigu w Polsce.