Jarun „…muzyka powinna bronić się sama…”

Trochę się ten wywiad robił. Czytania jak widać – sporo. Dlatego nie przedłużam i zapraszam. Przed Wami – Jarun, zespół którego twórczość powinna Wam się spodobać…

 

Cześć chłopaki! Zaczniemy – mam nadzieję – trochę nietypowo. Żyjemy obecnie w czasie gdy człowiek jest pod ogromnym wpływem, ale i presją internetu, wiadomości w nim zawartych. Ukute nawet zostało pojęcie „Homo Interneticus”. Pobiera on jedynie szczątki informacji, sam siebie bombarduje nimi, ale z racji ilości traktuje je pobieżnie, rzadko kiedy zgłębia temat. Pytanie brzmi, czy taki twór jak Jarun – wydaje mi się że jednak złożony i wymagający przemyślenia chociażby przekazu, ma rację bytu?

 

Zagreus: Witaj Pawle;) Faktycznie raczej nietypowo rozpocząłeś ten wywiad. Pytanie jest dosyć trudne, ale postaram się odpowiedzieć najlepiej jak umiem… Gdy zaczynasz coś tworzyć, nieważne, czy jest to muzyka, sztuka, czy literatura, gdzieś tam, mniej lub bardziej świadomie, liczysz na to, że odbiorcy będą do tego podchodzić równie poważnie i głęboko jak ty. Nagrywasz płytę i chciałbyś żeby ludzie jej słuchający pochylili się nad każdym dźwiękiem, nad każdym słowem. Oczywiście większość tego nie robi. Jest tak jak napisałeś – pobierane są jedynie szczątki informacji, większość odbiorców prześlizguje się jedynie po powierzchni nie próbując nawet bardzie zagłębić się w temat. Ale nie jestem pewien, czy to znak wyłącznie naszych czasów. Wbrew pozorom nie widzę większej różnicy między współczesną epoką internetu i mp3, a dawnymi pięknymi czasami kaset i kserowanych zinów. Myślę, że to kwestia indywidualna. Jednym wystarczy żeby było ciężko, ostro i szybko, inni szukają czegoś więcej. Jeśli znajdzie się chociaż jedna osoba, która poświęci czas na zagłębienie się w naszą twórczość, posłucha uważnie, zastanowi się nad tekstami, to dla mnie byt Jaruna jest już w pełni usprawiedliwiony. Skądinąd wiem, że takie osoby są, docierają do mnie opinie z różnych stron i dlatego myślę, że prędko nie złożymy broni;) A już na pewno nie zamierzamy upraszczać muzyki, czy spłycać przekazu, tak by trafić do szerszego, mniej wymagającego grona słuchaczy. Myślę, że będzie raczej odwrotnie;)

Meph: Witam! Mogę się tylko podpisać pod powyższą wypowiedzią Zagreusa. W tym momencie jeśli chcesz sprawdzić kapelę, o której przypadkiem usłyszałeś w pierwszej kolejności sprawdzasz informacje w necie i po chwili Twoje poszukiwania kończą się sukcesem. Kiedyś trzeba było od razu zakupić płytę, a jeśli była niedostępna, to można było jedynie liczyć na uprzejmość kolegów. Człowiek kserował okładkę, kopiował kasetę i był w pełni usatysfakcjonowany z faktu posiadania takiego skarbu. Była w tym szczerość i zaangażowanie, ale jeśli chodzi o interpretację, czy odczuwanie muzyki nie sądzę, że nastąpiły jakieś zmiany. Nie odbieram internetu jako wroga, ponieważ z perspektywy twórcy daje on większe możliwości poszerzenia kręgu odbiorców. Każda muzyka ma rację bytu jeśli znajdzie się grupa ludzi, która będzie nią zainteresowana. Odbiór jej będzie zawsze kwestią indywidualną – niektórzy w ogóle nie zagłębiają się w teksty traktując wokal jako dodatkowy instrument, inni wręcz przeciwnie i jestem w stanie to zrozumieć. Staraliśmy się stworzyć album bardzo spójny pod względem muzycznym, jak i tekstowym, nie chcemy jednak w jakikolwiek sposób narzucać poprawności jego interpretacji. Jesteśmy natomiast mocno zaangażowani w realizację naszego celu jakim jest dalsze tworzenie muzyki, a w związku z tym nasz byt ma jak najbardziej sens.

W żadnym wypadku nie neguję sieci. W końcu z niej korzystam i prowadzę webzina. Natomiast uważam, że owszem odbiór się zmienił. Trudno z empetrójki wyciągnąć okładkę, czy przeczytać tekst. Owszem, można to zrobić na przykład przez metal-archives, ale faktycznie odbiór, a i zaangażowanie jest takie samo jak fizyczny kontakt? To pod rozwagę zostawiam i już biegnę do kolejnego pytania. To jaki jest w zasadzie koncept Jarun?


Zag: Absolutnie nie zamierzam się spierać. To oczywiste, że mp3 nie zastąpią kontaktu z jakimkolwiek fizycznym nośnikiem, nieważne czy to kaseta, winyl, czy CD. Abstrahując już od jakości dźwięku to obrazek na monitorze komputera to jednak nie to samo co pięknie wydrukowana okładka. Doskonale to rozumiemy. Stąd też m.in. nasza decyzja o poświeceniu tak wielkiej uwagi oprawie graficznej naszego materiału. Wprawdzie muzyka powinna bronić się sama i mamy szczerą nadzieję, że tak właśnie w naszym przypadku jest, ale jednocześnie inne aspekty płyty, takie jak teksty, czy właśnie strona wizualna są również bardzo ważne i staramy się dbać o ich wysoką jakość.

Odnośnie głównej części Twojego pytania, cóż… Pewnie Cię rozczaruję, ale za samą nazwą kapeli, w przeciwieństwie do np. tytułu płyty, nie kryje się żadna głębsza filozofia. Gdzieś w prapoczątkach istnienia tego tworu, będącego jeszcze wtedy jednoosobowym, pobocznym projektem szukałem po prostu dobrej, zwięzłej, mocno brzmiącej nazwy, w jakiś tam sposób nawiązującej do słowiańskich tradycji i folkloru. Padło na imię Jarun i tak już zostało.

Meph: W momencie kiedy do zespołu dołączył Rolsen, Radoslav i ja, a potem Radogost, nazwa była już mocno utrwalona. Znamy się od lat i wiedzieliśmy, że Zagreus tworzy w domowym zaciszu muzykę i oprawę tekstową do swojego projektu, Jarun. Koncept był silnie sprecyzowany, właściwie można powiedzieć, że przyszliśmy „na gotowe”. Oczywiście każdy dodał kawałek siebie i wspólnie udało nam się nagrać album, z którego jesteśmy bardzo dumni.

A teraz coś zupełnie z innej beczki. My skurwiali i na niczym nie znający się recenzenci lubimy łatki i szufladki. Wy muzycy nic na to nie poradzicie, a nam z tym dobrze;] Jednak niektóre porównania, czy wskazywanie wpływów bywa co najmniej i czasem znając dany materiał zastanawiam się gdzie opisywacz dojrzały element kojarzący mu się z takim, a nie innym zespołem. I teraz – najdziwniejszy zespół z jakim zostaliście zestawieni? I gdybyście mieli opisać swoją muzyką, to jakbyście tego nie zrobili?;]


Zag: Owszem. Nie lubimy, a w każdym razie ja nie lubię łatek i szufladek, ale nie da się ukryć, że czasem są konieczne. Jakoś te dźwięki w końcu trzeba opisać, żeby później bez problemu trafiły do właściwego odbiorcy. Po prostu zło konieczne;) Co do tych porównań i zestawień to było ich całe mnóstwo, ale nic nie przebije recenzji naszej płyty na pewnym holenderskim portalu, którego nazwę litościwie przemilczę, w której to recenzji zostaliśmy porównaniu do zespołów Folkodia i Suidakra. Przyznam ze wstydem, że twórczości tych dwóch kapel nie znałem. Z ciekawości zerknąłem więc na YT i zdębiałem. Nie chciałbym nadużywać tego wyświechtanego sformułowania, ale tym razem naprawdę nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać. Kto słyszał te zespoły, wie o czym mówię. Nie to, żeby były złe, to nie mój klimat więc się nie wypowiadam, ale po prostu stylistyka w jakiej się obracają jest tak odległa od naszej, jak to tylko możliwe w obrębie szeroko pojętego metalu.

Innych, aż tak karkołomnych porównań nie było, ale ogólnie padło ich całkiem sporo. Jedne mniej, inne bardziej trafne. Kilka razy pojawiło się pod naszym adresem sformułowanie „folkowa Furia”, z którym też żadną miarą nie jestem w stanie się zgodzić. Jedyne co łączy nas z tą kapelą, to teksty napisane w języku polskim i fakt występowania w naszej muzyce elementów black metalu. No ale na tej zasadzie równie dobrze można by nas było porównać np. do Kata;)

Jak nie opisałbym naszej muzyki? Hmm… Pewnie narażę się paru osobom, pewnie stracimy przez to paru potencjalnych fanów, ale powiem tak… Nie jesteśmy zespołem pagan metalowym. W każdym razie nie w ścisłym tego słowa znaczeniu. „Pogańskość” w naszej twórczości ma nieco inny wymiar. Nie religijny, nie ideologiczny, jest bardziej wyrazem pewnych wewnętrznych dążeń, potrzeb i tęsknot. Nie jesteśmy częścią tego nurtu, choć ja osobiście mam dla niego i dla ludzi z nim związanych, dużo szacunku.

Meph: Recenzja jest odzwierciedleniem stosunku odbiorcy do materiału ocenianego, a zatem w jaki stan emocjonalny tenże materiał wprowadzi recenzenta, tak zostanie oceniony. Często czytając recenzje płyt różnych zespołów zastanawiałem się jakimi kryteriami kierował się recenzent, zwłaszcza jeżeli moja ocena kompletnie (lub częściowo) różniła się od opinii autora. Jeżeli mam do czynienia z materiałem, który mnie nudzi i nie wzbudza we mnie żadnych emocji, z niczym mi się nie kojarzy, to zdaje sobie sprawę z faktu, że przekazanie informacji w formie recenzji, oczywiście w sposób najbardziej rzetelny, może być cholernie ciężkim zadaniem. Nie mówię tu o szczerości, bo to podstawa, a raczej o oryginalności takiej recenzji. Myślę, że porównywanie, szufladkowanie jest niestety niezbędne. Nikt z nas tego nie lubi, wszyscy uważamy się przecież za wyjątkowych i unikatowych:), ale jest to pewnego rodzaju drogowskaz dla czytelnika – odbiorcy recenzji. Zło konieczne. Ja osobiście wole recenzje szczegółowe, w których wyczuwalne jest zaangażowanie autora, niż bardzo formalne, często pozytywne, ale ogólnikowe opinie. Nie zawsze zgadzam się z osądem recenzenta na temat mojej pracy, ale zawsze przyjmuję go z pokorą. Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów. Jeżeli chodzi o przypadki porównywania naszej twórczości do innych zespołów, to było tego sporo. Najbardziej zapamiętałem „Folkową Furię”,ze względu na kilkakrotnie użycie tego określenia przez różne osoby, pojawił się też pomysł zestawienia nas w jednej lidze z Negura Bunget, inne propozycje: Drudkh, Dordeduh. Rozmawialiśmy o tym w zespole nie raz, wymieniając się refleksjami, finalnie dochodzimy do wniosku, że podstawowym kryterium dającym podstawę do tego typu porównań to przede wszystkim element folkloru w muzyce Jarun i wykorzystanie ojczystego języka, najpewniej również melancholijna atmosfera. Jakkolwiek z mojej strony ciężko jest się zgodzić w pełni z tymi opiniami, to i tak mają większe uzasadnienie niż wspomniane wyżej przez Zagreusa, totalnie abstrakcje, porównanie do Folkodia i Suidakra. No cóż…może o czymś nie wiem. To co do nas przylgnęło, a byliśmy tego pewni od samego początku, to faktycznie łatka „pagan-black metal band”. Porównanie to nie jest może bardzo krzywdzące, ale bardzo ogólnikowe, po prostu nieprecyzyjne. Przede wszystkim nie jesteśmy „pagan” zarówno w sensie ideologicznym, jak i religijnym, a najlepiej świadczy o tym oprawa tekstowa. Gdyby Zagreus wręczył mi liryki, w których miałbym np. wychwalać potęgę słowiańskich bóstw, to zwyczajnie nie mógłbym rozpocząć przygody z Jarun… Teksty Jarun nawiązują do kwestii tak pierwotnych, że chyba każdy może się z nimi utożsamić. Elementy folk w muzyce, owszem, są w pewnym sensie naszą wizytówką, ale zdecydowanie naszym wspólnym mianownikiem jest black metal. Wolę zatem określenie folk black metal zamiast pagan black metal.

W końcu ktoś docenił naszą ciężką i okupioną krwią pracę;] A tak na poważniej. Ciężko wyłączyć w głowie zespoły, płyty które słyszało się do tej pory. Nic raczej nie poradzimy na to, że na nowe twory muzyczne patrzy się przez pryzmat innych – już istniejących – kapel. I teraz panowie powiedzcie z ręką na sercu. Kiedy tworzycie muzykę, teksty wyłączacie całkowicie głowę. Przecież coś, lub ktoś musi Was inspirować. Pod wrażeniem jakiejś muzyki jesteście. Nie włączacie jej elementów do tego co tworzycie?


Meph: Oczywiście, każdy z nas inspiruje się w jakiś indywidualny sposób. Moja praca w Jarun na obecną chwilę sprowadza się do interpretacji twórczości pisarskiej Zagreusa he, he. W momencie kiedy dołączyłem do zespołu, muzyka do „Wziemiozstąpienia” była już skomponowana, a ja w pełni mogłem się skupić nad aranżowaniem wokali. Biorąc pod uwagę naszą twórczość łączy nas przede wszystkim black metal, ale i nie tylko. Każdy ma swoje prywatne i dziwne wynalazki muzyczne:) Melancholia i chłód to zdecydowanie wspólna forma przekazu i ten element Jarun zawsze zachowa. Odnosząc się do inspiracji muzycznych muszę przyznać, że ostatnio nie mam ich za wiele i wynika to raczej z zacieśnienia obszaru muzycznego do kilku albumów. Jednym z takich jest ostatnia Mgła, lub Dødheimsgard „Supervillain Outcast” które po prostu urywają dupę. Na ogół słucham takich właśnie rzeczy, a te, i owszem, mają na mnie wpływ:) Nowy materiał Jarun zapowiada się jeszcze bardziej black metalowo, a dalsze plany przyniosą kolejne niespodzianki. Każdy z nas ma tam jakieś swoje inspiracje, często zupełnie odmienne, próbujemy to wszystko pogodzić ze sobą, staramy się odnaleźć złoty środek, a w konsekwencji wychodzi muzyka, którą dzielimy się z innymi.

Zag: Jak słusznie zauważył Meph, każdy z nas ma swoje własne inspiracje, czasami bardzo, ale to bardzo od siebie odległe, które jakoś tam się sumują i w efekcie dają całkiem, mam nadzieję, ciekawy i oryginalny twór. Oczywiście jeśli chodzi o „Wziemiozstąpienie”, to główny szkielet całego materiału był już gotowy naprawdę dawno temu. Część pomysłów pochodzi sprzed wielu lat, z czasów gdy Jarun był tylko solowym projektem. Gdy jednak przekształcił się on wreszcie w pełnoprawną kapelę, to każdy z jej członków odcisnął swoje, bardzo wyraźne piętno na ostatecznym kształcie materiału. Wszystkie aranżacje powstawały już zespołowo. Genialną robotę wykonał przede wszystkim gitarzysta Rolsen, autor większości partii akustycznych na tej płycie, fantastycznie spisał się nasz perkusista, o Mephie już nie wspominając. Gdy po raz pierwszy usłyszałem gotowe, nagrane już wokale to po prostu mnie zmiotło;)

Ale wracając do sedna… Chyba nie da się tak naprawdę całkowicie wyłączyć głowy, wymazać wszystkich inspiracji i zacząć tworzyć wszystko od początku. Ważne jest by nie posuwać się do bezpośrednich zapożyczeń, by jednak szukać własnej ścieżki. Jeśli chodzi o moje prywatne zapatrywania i gusty muzyczne, to są one bardzo szerokie. Tak naprawdę słucham wszystkiego, od muzyki klasycznej, czy współczesnego jazzu, po najbardziej ekstremalne odmiany grind core’u;) Nie twierdzę, że wszystkie te gatunki miały wpływ na ostateczny kształt naszej płyty, bo tak oczywiście nie było. Na pewno jednak ta otwartość i dość szerokie, muzyczne horyzonty pozwoliły nam na uzyskanie pewnej oryginalności, chociaż pewnie nie wpłynęły zbyt dobrze na spójność krążka;)

Zawsze szanowałem kapele, które, nawet pozostając w pewnym nurcie, nie wahały się przed eksperymentowaniem i szukaniem nowych dróg wyrazu. Gdybym miał wskazać bezpośrednie inspiracje to pewnie niewiele znalazłoby się wśród nich typowych kapel z nurtu pagan/folk/viking, może tylko Enslaved i wspomniana już gdzieś wcześniej Negura Bunget. Poza nimi byłyby to raczej kapele z nieco innych muzycznych podwórek. Solefald, Arcturus, Cult Of Luna, Rotting Christ, Ulver, czy też wspomniany prze Mepha, Dødheimsgard. A jeśli chodzi o ten folkowy pierwiastek w naszej muzyce, to największy wpływ na mnie miały zespoły pokroju Hedningarna, Tenhi, czy Garmarna, a nie modna ostatnio pseudo-folkowa i pseudo-pogańska cepelia. No i przede wszystkim Led Zeppelin;) Mówię to zupełnie poważnie. Ta kapela od zawsze była dla mnie wzorem tego, jak powinno się łączyć, odległe z pozoru gatunki, w jeden spójny i sensowny twór. Pewnie nigdy nie osiągniemy ich poziomu, ale obiecuję, że będziemy się bardzo starać;)

W zasadzie co miałem zapytać o coś innego, ale wszedłeś Zagreus w mój ulubiony temat, czyli „ pseudo-folkowa i pseudo-pogańska cepelia”. Mówcie co Wam na sercu leży. Kogo nie lubicie, kogo uważacie za przereklamowanego. I nie bójcie się nazw i nazwisk. Co Was w tym gatunku metalu (w zasadzie można mówić bardziej ogólnie o muzyce – ambienty, srenty itd) się odrzuca, śmieszy, bawi?

Meph: Nie podam nazw i nazwisk z prostego powodu, mianowicie jeżeli coś mi nie siada, to tego nie słucham. Nie zastanawiam się nad tym jakoś szczególnie, może przez to, że są gusty i guściki. Płyta, której nie rozumiem, nie podoba mi się itp. może u innych wzbudzać odwrotne uczucia. Nie mam listy znienawidzonych kapel i osób, po prostu olewam temat. Personalnie jakiś czas temu „obraziłem się” na Mayhem po ostatnim koncercie w Krakowie, bo spodziewałem się lepszego gigu, ale inni mają odmienne zdanie. Uśmiech na mojej twarzy powoduje właśnie cała ta otoczka pogańska w Polsce i generalnie szeroko rozumianej Słowiańszczyźnie. Ludzie Północy mają jeszcze jakieś źródła pisane na temat pogańskich korzeni, które pełniej obrazują panteon bóstw, obyczajów i to faktycznie może wzbudzać atawizm. Nie zapominajmy, że wikingowie to najpóźniej schrystianizowany lud w Europie, (no dobrze, ostatni byli Bałtowie;). Słowianie? Nic nie wiemy na temat wierzeń poza źródłami głównie niemieckich dziejopisarzy. Owszem, mamy nazwy bóstw, ale ogólnie rzecz biorąc wszystko opiera się na domysłach w sferze praktyk religijnych. Jeśli zaś, weźmiemy pod uwagę fakt, że „słowiańskie świątynie” zaczęły powstawać na wzór chrześcijańskich, blado wypada ta cała otoczka indywidualności pogaństwa, które tak często podkreślają osoby nie posiadające wystarczającej wiedzy historycznej. Już bardziej przekonuje mnie odniesienie do dzikości hord słowiańskich, czy ich waleczności. Jako człowiek nie cierpię głupiej, niczym nie uzasadnionej dumy zbudowanej jedynie na wyssanych z palca faktach. Jako historyk nie znoszę swobodnego interpretowania źródeł, bez znajomości źródłoznawstwa i opinii osób, które często połowie życia poświęciły na badanie takich zagadnień. Nie mam nic przeciwko szukaniu natchnienia, ale naginanie faktów jest nie na miejscu. Z drugiej strony w jakimś sensie podziwiam konsekwencję obranej drogi przez osoby zgłębiające takie tematy, ale tylko jeśli jest to szczere i nie sezonowe.

Zag: Meph chyba nieco zboczył z tematu, ale w takim razie muszę się odnieść do jego słów. Z czysto racjonalnego, naukowego punktu widzenia ma oczywiście absolutną rację. Ma do tego prawo, to jego podwórko;) Parę mało istotnych wzmianek w niemieckich kronikach, parę ruskich latopisów, czasem wątpliwej autentyczności, to za mało by na ich podstawie rekonstruować cały system wierzeń, całą religię. Nawet po dołączeniu źródeł archeologicznych, badań etnograficznych, czy lingwistycznych analiz, wciąż zostajemy w dużej mierze w sferze domysłów, swobodnych interpretacji, by nie powiedzieć zmyśleń. Ale nie w tym rzecz. Tu nie chodzi o naukową analizę, tylko o próbę wypełnienia jakiejś wewnętrznej „pustki”, którą pewnie wiele osób angażujących się w ruchy „neopogańskie” czuje. I nie przypadkowo użyłem tu przedrostka „neo”, bo trzeba właśnie pamiętać, że to zjawisko nowe, nie bezpośrednia kontynuacja dawnych wierzeń. Między nimi nie ma żadnej łączności. Pozostały za to ogromne luki, dziury, które trzeba czymś zapełnić. A że nie zawsze wystarczy źródeł, to po prostu trzeba zdać się na wyobraźnię;) I w takim wypadku nie ma już tak naprawdę znaczenia na ile solidne, naukowe podstawy ma taki ruch. Religia i nauka nigdy nie szły w parze. I tak długo jak będą wyraźnie od siebie odseparowane, to nie przeszkadza mi radosna twórczość i popuszczanie wodzów fantazji przez wszelkiej maści rodzimowierców. Jeśli jest im to potrzebne, jeśli im nie przeszkadza, to i ja nie mam nic przeciwko;)

No ale przejdźmy do sedna. Pytałeś przede wszystkim o muzykę, a to jednak temat znacznie mi bliższy. Ale podobnie jak Meph zaraz na wstępnie muszę się wykręcić. Nie będę rzucał nazwami, nazwiskami, ksywkami, bo to jednak byłoby trochę nie na miejscu. Zresztą, dla mnie każdy człowiek, który w dzisiejszych czasach, zamiast tracić życie na bzdury, łapie za instrument i zaczyna tworzyć muzykę, jest godny szacunku. Nieważne jak marne dźwięki mu z tego wychodzą;) Oczywiście w tym gatunku muzyki jest wyjątkowo dużo miejsca na kicz, patos i ogólną żenadę. Co gorsze, czasem odnoszę wrażenie, że kapela im bardziej kiczowata i śmieszna, tym większe odnosi na tym polu sukcesy. Celują w tym przede wszystkim zespoły zza naszej zachodniej granicy, ale też kapele z Finlandii, czy Szwecji. Zresztą i w naszym, słowiańskim kręgu kulturowym da się znaleźć takie „perełki”. Parę power metalowych riffów plus fujarka, a do tego teksty o bogach, wojownikach i Valhalli to jeszcze nie folk;) To też jest czynnik, który najmocniej zmusza mnie to pewnego dystansowania się od tego nurtu. Zbyt często o wartosci kapeli decyduje nie jej muzyka, ale otoczka. Ideologia, religia, czy głoszone przez nią poglądy. Na naszym podwórku też trafiają się takie, czasem bardzo znane przypadki. Na szczęście szufladka z napisem „folk metal” jest bardzo pojemna i jest też w niej miejsce na kapele ambitne i oryginalne, takie dla których najważniejszą wartością jest jakość samej muzyki. Nie twierdzę, że Jarun jest jedną z nich, ale na pewno aspirujemy by znaleźć się w takim gronie i mocno staramy się, by w przyszłości tak właśnie było;)

Najpierw do Mepha. Nie do końca się jednak z Tobą zgodzę. Tak jak napisał Zag. Poznawanie danego systemu wierzeń, to zawsze proces łączący co najmniej kilka gałęzi nauki. I o ile jestem w stanie się zgodzić z mizerią przekazów historycznych w stosunku do chociażby sąsiadów, to nie zgodzę że nie wiele wiemy. Etnografia, Archeologia, Lingwistyka – te dziedziny nabierają coraz większego znaczenia w poznawaniu systemu wierzeń. Owszem to na pewno w sporej części domysły (dające spore pole do popisu twórcom mitologii w stylu Białczyńskiego), ale czy to właśnie nie one są przypadkiem podstawą każdego systemu religijnego?;] Inna sprawa, że jestem zwolennikiem tego co powiedział bodaj Eliade, że poznanie religii Słowian (czy tam jej historii) to problem”. Ale to może temat na flaszkę i z chęcią wypiję ją z Wami. Wróćmy do muzyki. No właśnie folk. U Was tak naprawdę nie ma go stricte w moim spaczonym rozumowaniu, ale to nawet nie o to chodzi. Wymieniliście wcześniej inspiracje: Garmarna, Hedningarna – lubię owszem, ale dlaczego nie muzyka z naszego kraju, tudzież okolic? Czyżbyście mieli do muzyki ludowej stosunek: obojętny, olewczy, czy kojarzy się Wam z kiczem nie wartym uwagi?

Meph: Ponieważ moja wcześniejsza odpowiedź wywołała dyskusję chciałbym uściślić, że chodziło mi właśnie o grupę ludzi, którzy ZA FAKT przyjmują nie tylko, całkiem zresztą ciekawe, hipotezy, ale przede wszystkim informacje mitomańskie dotyczące zarówno historii jak i głównie religii. ( tutaj pełna zgoda – Ef) Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie ma żadnej łączności między pogaństwem i neopogaństwem, ponieważ jedno wynika z drugiego. Owszem nauka nigdy nie będzie szła w parze z religią, dlatego jeśli chodzi o rekonstrukcję religii przy obecnym stanie wiedzy, grupy neopogańskie nawet muszą zdać się na wyobraźnię. Nie cierpię jednak sytuacji, w których ktoś mi wmawia, że „TAK BYŁO” (kolejny raz się zgadzam -Ef). Osobiście uważam, że obecny stan wiedzy nie zostanie poszerzony w przyszłości o jakieś przełomowe fakty w kwestii religii w jakiejkolwiek dziedzinie nauki, będą za to z pewnością narastały hipotezy. Przez brak źródeł pisanych (a tu się nie zgodzę – Ef) i przy jednoczesnym wykorzystaniu innych źródeł materialnych możemy się tylko zbliżać do poznania prawdy, której de facto nigdy nie ujrzymy.

Dlatego też nie mam nic przeciwko ruchom neopogańskim, podkreśliłem zresztą mój szacunek do osób, u których takie zainteresowania są szczere i niesezonowe. Toleruję też kult świętej miotły, wystrzępionego mopa i innych dziwnych wierzeń jeśli zanadto nie wpychają się w moje życie;)
W moim przekonaniu muzyka Jarun jest odzwierciedleniem każdego z nas, pięciu bardziej, lub mniej marudnych kolesi. Przede wszystkim ster tego okrętu dzierży Zagresu, który opracował całą koncepcję zespołu, od muzyki do tekstów. Pierwsze wersje naszych dzisiejszych kompozycji w wykonaniu jednoosobowego Jarun były jeszcze bardziej folkowe, potem kiedy powstał pięcioosobowy zespół, każdy z nas miał wpływ na ostateczny kształt materiału. Muzyka Jarun jest więc kompromisem wypracowanym między nami, działającym w ramach konceptu stworzonego przez Zagreusa. Kiedy pierwszy raz usłyszałem te utwory, folk był słyszalny, ale nie miałem skojarzeń z naszym krajowym podwórkiem, a raczej z elementami muzyki folklorystycznej Skandynawów właśnie. Nie wynika to moim zdaniem z jakiegoś olewczego stosunku do muzyki bliższej nam kulturowo, a raczej z faktu ówczesnych inspiracji Zagreusa, nie zapominajmy bowiem, że utwory z „Wziemizstąpienia” powstały kilka lat temu. Cały czas szukamy nowych rozwiązań, mamy kilka pomysłów i z całą pewnością uda nam się zaskoczyć wszystkich w przyszłości;) Nie chcemy stać w miejscu i robić tego samego z płyty na płytę, myślę, że jest to zupełnie oczywiste w przypadku każdego muzyka, który chce się rozwijać. Zupełnie jak Zagreus jestem człowiekiem z gór i muzyczny folklor lokalny mocno odcisnął piętno na moim życiu;) Skrzypce, kontrabas, akordeon, śliwowica i kołyszący się górale… od dziecka:)Tak jak podkreśliłem wcześniej, w przyszłości nie poprzestaniemy na niespodziankach. Co do wspólnych dyskusji przy wódzie, myślę, że jak najbardziej się przydarzy;)

Zag: Jeżeli nie masz nic przeciwko temu to ja już jednak ominę tę część pytania poświęconą kwestiom religijno – mitologicznym i zajmę się muzyką. To zresztą rzeczywiście jest raczej temat na dyskusję przy flaszce, a nie na krótki, siłą rzeczy, wywiad.

Faktem jest, że folku, w tym dosłownym znaczeniu, jest na naszej płycie dosyć niewiele. Ale tak jak wspomniał wcześniej Meph, na samym początku istnienia tego projektu było go znacznie więcej. Materiał, który nagrywałem sam, w domowym zaciszu, obfitował w różne dodatkowe smaczki, używałem ludowych instrumentów, fletów, piszczałek, drumli itp. Chociaż szkielety większości utworów pozostały od tamtego czasu właściwie nie zmienione, to jednak ich ostateczny kształt bardzo mocno odbiega od tych wcześniejszych, znacznie bardziej folkowych aranżacji. Co więcej kilka kawałków całkowicie odpadło, nie zdecydowaliśmy się na umieszczenie ich na płycie. Nie muszę chyba dodawać, że były to chyba utwory najbardziej folkowe. Jarun w którymś momencie obrał po prostu nieco inny kierunek. Był to proces bardzo naturalny, nie wynikający z żadnych kalkulacji. Tak po prostu wyszło;) Na pewno znaczący na to wpływ miało poszerzenie składu. To jak Jarun wygląda i brzmi obecnie jest po prostu wypadkową gustów, inspiracji i osobowości wszystkich jego członków.

Wymieniłem wcześniej Hedningarnę i jej podobne kapele raczej przez wzgląd na wysoką jakość wykonywanej przez nich muzyki. Przywołałem ich jako przykład tego jak powinno się w sposób twórczy i nowatorski podchodzić do muzyki folkowej, pozostając jednak wiernym tradycji. Niestety na naszym gruncie niewielu jest takich twórców. Mówię to z żalem, ale poza paroma wyjątkami, większość kapel tego nurtu razi wtórnością, albo sztucznością. Znów litościwie nie rzucą konkretnymi nazwami, ale wielu, czasami topowych wykonawców, z szeroko pojętego gatunku etno-folk, działa mi wręcz na nerwy. Nie wystarczy opanować grę na gęślach i zaśpiewać kiepsko udawaną gwarą, by stworzyć coś wartościowego. Zbytnio to wszystko kojarzy mi się z obecną w okresie Młodej Polski „chłopomanią”;) Nagle dobrze sytuowani mieszczanie zaczynają dostrzegać jak to pięknie jest na wsi;)

Ale z drugiej strony ta „prawdziwa” muzyka ludowa jest mi bardzo bliska. Mimo tego, że bezpośrednio tego raczej nie słychać, jest dla mnie jedną z najsilniejszych inspiracji. Jak już wspomniał Meph, wszyscy pochodzimy z gór. Z terenów gdzie te tradycje były, są i miejmy nadzieje, jak najdłużej będą, żywe. I ten karpacki folk gra nam gdzieś w środku. Kto wie, może któregoś dnia pozwolimy mu znaleźć szersze ujście i nagramy stricte folkową, „góralską” płytę;) Wszystko jest możliwe. Na pewno nie będziemy się na siłę ograniczać i grać tego, czego się po nas oczekuje.

I za to wyznanie miłości do muzyki ludowej i tego co z nią związane na pewno się z Wami napiję. A teraz mniej poważnie. Wyobraźcie sobie następującą sytuację (a być może taką mieliście). Koncert. Przygotowaliście się, umalowaliście, nawet wypraliście ubrania robocze. Liczycie na misterium, komunię dusz ze słuchaczami/oglądaczami. A tu banda pijanych gimnazjalistów z przodu. Z tyłu stoją z groźnymi minami „ci starsi”, ponoć bardziej poważni, a tak naprawdę to nawet nogą nie ruszą, bo to nie wiadomo czy nie zaboli. Słowem – dupa nie impreza. Co sobie wtedy myślicie? Kogo chcecie zabić, a może płaczecie po kątach?;]

Zag: Kolejne dobre pytanie;) Póki co Jarun, z różnych powodów, koncertuje dosyć sporadycznie więc ciężko byłoby na podstawie tych paru koncertów wysnuwać jakieś konkretne wnioski, sypać anegdotami i płakać nad mizerną kondycją dzisiejszej sceny. Na szczęście większość członków kapeli (w tym i ja) ma za sobą sporo innych doświadczeń w innych składach, stąd to i owo możemy, jak sądzę, powiedzieć.

Bywają koncerty świetne, po których chodzisz przez długi czas naładowany energią i wydaje ci się, że jesteś fantastycznym muzykiem;) Są koncerty przeciętne (tych jest najwięcej), które niczym się nie wyróżniają. Jest przyzwoicie, frekwencja w normie i potem możesz się napić piwa z czystym sumieniem. Niestety zdarzają się też sytuacje, które określiłeś bardzo zgrabnym mianem – „dupa nie impreza”. Po czymś takim można na serio stracić wiarę w siebie i w sens robienia muzyki. Dochodzisz do wniosku, że życie „rokendrolowca” to jednak cholernie ciężki kawałek chleba i wolałbyś sprzedawać pietruszkę na lokalnym bazarze. Myślę, że każdy odbiera takie historie na swój własny sposób. Ja z reguły jestem zły tylko na siebie. Bo jeśli było do niczego, to znaczy, że coś zawaliłem. Albo po prostu kiepsko zagrałem, albo czegoś nie dopilnowałem. Może niepotrzebnie w ogóle właziłem na scenę, niepotrzebnie tu grałem. Może trzeba było dać sobie spokój, przewidzieć wcześniej, że będzie do niczego… Ważne, żeby nie zwalać winy na kogoś innego, a szczególnie na resztę kapeli, bo to się może źle skończyć;) Było marnie? Trudno. Następnym razem będzie lepiej. A może już za chwilę będzie lepiej.

Taką sytuację mieliśmy podczas ostatniego koncertu w Krakowie. Gigantyczne opóźnienie, kłopoty sprzętowe. Na chwilę przed koncertem wydawało nam się, że będzie straszliwa porażka, już nawet mieliśmy rezygnować z grania, bo w ostatnim momencie wyskoczyły dodatkowe, niespodziewane problemy ze sprzętem. W końcu jednak wyszliśmy i zagraliśmy chyba najlepszą sztukę w naszej dotychczasowej (fakt, że dosyć krótkiej) karierze koncertowej. A odbiór ze strony publiki był fenomenalny. Życzyłbym sobie wyłącznie takich koncertów;)

Meph: W przypadku koncertów Jarun faktycznie nie było tego dużo, ale póki co nie mieliśmy opisanej przez Ciebie sytuacji. Wynika to z faktu grania w naszej stolicy, czyli w Nowym Sączu, gdzie zawsze możemy liczyć na znajomych sierściuchów, którzy zrobią niezły dym pod sceną. Ostatni koncert, w Krakowie był faktycznie wyjątkowy. Nie wiedzieliśmy ile osób będzie i, rzecz jasna, jak będą reagować. Zarówno frekwencja jak i reakcja przerosły nasze oczekiwania. Jak trafnie zauważył Fenrir z Metal Mundus, który zrelacjonował ten gig, byliśmy mocno zaskoczeni faktem kojarzenia przez publikę tytułów utworów i ogólnie przyjęciem jakie zgotowała nam publika. Nasze zdziwienie było aż nadto widoczne. Takie koncerty mają sens, dają kopa, motywują i są najlepszym potwierdzeniem sensu wykonywanej przez nas pracy. Mam nadzieję, że w przyszłości takie gigi będą dominować. Słabsze koncerty zdarzały mi się z Formosus, głównie z powodu słabej frekwencji, ale nawet wtedy nie było tragedii, głównie przez świetną atmosferę. Pamiętam taki jeden koncert w Czechach, mało miejsca, słaby sprzęt i około 20 osób (z czego jeden rasowy metaluch, reszta wyglądała jak banda drwali, która właśnie zakończyła wyrąb lasu;). Po koncercie dowiedzieliśmy się, że gramy zajebiście, napojono nas morawską śliwowicą, nakarmiono chlebem ze smalcem i cebulą, siedzieliśmy z tymi „drwalami” do rana i ledwo udało nam się w ogóle stamtąd wyjechać, bo nie chcieli nas wypuścić! Co się tyczy publiki, to nie mam nic przeciwko „stojącym z tyłu”, bo nie każdy przychodzi na koncert żeby szaleć przed sceną. Niektórzy koncentrują się na oglądaniu i słuchaniu w ten sposób wyrabiając sobie opinię o zespole. Faktem jednak jest, że publika jest rodzajem paliwa dla machiny, którą jesteśmy. Im więcej otrzymamy, tym więcej damy. Działą to w sposób automatyczny, po prostu dzieje się samo. Gimnazjaliści nie raz mnie zaskoczyli, przede wszystkim przez ten młodzieńczy power wynikający chyba z wewnętrznego przekonania o byciu nieśmiertelnym, stosownego do młodego wieku. Ważny jest też dystans do samego siebie. Nie da się ukryć, że czasami i my nawalamy. Nasze koncerty kończą się „spowiedzią” – każdy ocenia jakość występu ze swojej perspektywy, a następnie wyciągamy wnioski. Myślę, że nie jesteśmy w tym odosobnieni.

No to posłodziliście… może wydadzą te 10 złotych i przyjdą na Wasz koncert. A ja po raz kolejny zmienię temat. Jako, że wracają, czy w zasadzie wrócili z nowym numerem bogowie przełomu lat 80 i 90, czyli New Kids On The Block, chciałem Was zapytać o tak zwaną muzyczną siarę. Czy ą takie zespoły, których słuchaliście, albo słuchacie, a nie chcecie się do tego przyznać. Będę Waszą Ewą Drzyzgą w programie pod tytułem „Słuchałem XXX, przyjaciele mnie opuścili”.

Zag: Maleńkim dziecięciem będąc, lubiłem muzykę country. A potem jako już wyrośnięty 8-, 10- latek słuchałem Bon Jovi. To się liczy?;) Były też czasy, że sięgałem po klimaty gotyckie – Sisters Of Mercy, Lacrimosa itp. Aż tak bardzo się tego nie wstydzę, ale nie da się ukryć, że dzisiaj takie granie już nie do końca do mnie przemawia. W którymś momencie wpadłem też w szpony power metalu, ale na szczęście nie trwało to długo. Dzisiaj, gdy widzę natarte oliwką torsy i skórzane gatki panów z Manowar to nie jestem w stanie opanować śmiechu, ale z drugiej strony np. Rhapsody nadal jestem w stanie słuchać. Bawi mnie image i otoczka, drażni wokal, ale nie mogę przy tym nie docenić wysokiego kunsztu i umiejętności technicznych muzyków. Poza tym jestem sentymentalny;) A tak na serio to nie wstydzę się niczego, czego słucham. Jak już wspomniałem mój gust muzyczny jest bardzo szeroki i obejmuje przeróżne, czasem bardzo odmienne gatunki muzyczne. Posłucham Napalm Death, czy Sodom, przeplotę to Charlesem Mingusem, albo Renatą Przemyk, na deser dodam Możdżera, a zakończę Dezerterem. I mam gdzieś, czy się to komuś podoba, czy nie.

Meph: Nie mam takich kapel. To znaczy nie wiem, czy kapele, które wymienię będą siarą dla innych, bo tak może być. Nie mam się czego wstydzić, bo nie zdarzyło mi się w życiu słuchać muzyki na siłę, dla jakichś innych celów niż słuchania muzyki i z tego prostego powodu nie mam nic do ukrycia. Myślę, że Aerosmith może uchodzić za wiochę, bo faktycznie te ostatnie ich płytki jakieś takie bezpłodne, do dziś natomiast zdarza mi się słuchać ich starszych albumów, z lat 70-tych, które uważam za najciekawsze. Czy klasyki polskiego rocka są obciachem? Dla mnie nie. Plastikowe brzmienie hiciorów Kombi przywołuje mi wspomnienia z dzieciństwa, ma wartość sentymentalną. Jestem skażony działalnością Kazimierza Staszewskiego, Grzegorza Ciechowskiego, czy Kory. Zazwyczaj o tym, że słucham obciachowej muzyki dowiaduję się od osób trzecich, ale wtedy zaczyna się polemika;)

Heheh, jakie otwarte umysły, ale to dobrze się składa w kontekście kolejnego pytania. Panowie, metal to patologia muzyczna. Ta jest postrzegana przez laików, ale i prawda jest taka, że sami „metalowcy” lubią być taki postrzegani (wiadomo, posłuch pod blokiem wtedy większy). Tylko, czy to nie chichot życia, że tak zwany nu metal (metalcory, srory itd.) my „Starzy” sami zaczęliśmy tak postrzegać. Jak zło, patologię muzyczną. Czas umierać, tracimy ideologiczne zęby, czy zmiana pokoleniowa stała się faktem?;]

Meph: O tempora, o mores… działa zawsze tak samo;) Będąc młodym metaluchem byłem bardziej radykalny w swoich poglądach i przede wszystkim mniej tolerancyjny, dlatego denerwowały mnie te wszystkie „nowe wynalazki muzyczne”. Przykładowy nu metal jawił się jako pop metal, ogólnie kpina z metalu. Teraz? Teraz mam to po prostu w dupie:) Nie zastanawiam się nad tym jakoś szczególnie. Nie odbieram prawa do artyzmu twórcom muzyki, która mi nie wchodzi, po prostu ignoruję taką muzykę jeśli nie jestem w stanie sobie jej przyswoić. Nie angażuje się emocjonalnie w dyskusjach na temat wyższości jakiegoś gatunku nad innym. Osobiście cieszę się, że czasy unholy true grim black metalu i wojny z death metalem są za nami i jesteśmy wolni od tych szczeniackich ograniczeń. Bardziej liczy się muzyka, a nie poczucie bycia prawdziwym. Prawdziwym to się jest jak się pozostaje szczerym w stosunku do siebie samego. Kiedyś gdy ktoś stwierdził, że metal to rzyganie do wiadra (wokale) i bezsensowna tłuczka, to miał zapewnioną ripostę z mojej strony, a po jakimś czasie miałem ochotę takiej osobie dać w ryj;) W tym momencie nie mam takiej potrzeby, zwłaszcza przy durnych argumentach z drugiej strony. Nie będę bronił muzyki, której słucham, bo w moim przekonaniu broni się ona sama. Czasy się zmieniają, my się starzejemy, muzyka się zmienia – procesy zupełnie naturalne. Nie mam wrażenia, że pora umierać, bo jeszcze sporo zostało do zrobienia.

Zag: Bądźmy poważni! Kto by się przejmował jakimś tam chłamem. To wszystko efemerydy. Gdzie się podziała moda na nu – metal? Zostało tylko kilka największych „gwiazd”, które i tak dość mocno zmieniły styl, reszta już dawno dała sobie z tym gatunkiem spokój, bo już się nie opłaca. To samo będzie z metal – corem. Zresztą jaki to jest w ogóle metal? Cały ten styl „nu” nie był niczym innym jak ostrzejszym rockiem, wymieszanym z hip-hopem, z niewielkimi wpływami HC. Z kolei metal – core to tylko ciężko brzmiące emo;) Różnica między tymi tworami a „prawdziwym” metalem, nie tyczy się zresztą tylko samej muzyki, ale i genezy. O ile liczne podgatunki metalu, od klasycznego heavy, po black, czy death powstawały spontanicznie, z autentycznej potrzeby i na początku były w opozycji do wszystkich i wszystkiego, o tyle wymienione przez Ciebie style zrodziły się w głowach i kieszeniach grubych ryb z wytwórni płytowych. Gdy przestaną być modne i przynosić zyski to umrą śmiercią naturalną, pozbawione zaplecza i odsunięte od kurka z forsą. Zresztą to nie jest wcale zjawisko nowe. Już w latach 80-tych w opozycji do „prawdziwego” heavy, lansowano te wszystkie glam- , czy hair- metalowe wynalazki. No i kto dzisiaj tego słucha? A na Iron Maiden, czy Judas Priest ludzie wciąż walą drzwiami i oknami. Tak samo zresztą jak na Venom;) Oczywiście zmiany są i zawsze będą, bo są niezbędne. Muzyka będzie się rozwijać, będą się zmieniały mody i style, ale pewne rzeczy są i będą niezmienne. Wszystkie te gatunki wyrosłe w sposób naturalny, przetrwają. A że już nie będą brzmiały dokładnie tak jak teraz? Cóż… Postęp;) Pamiętam jak, mniej więcej w połowie lat 90-tych, wszyscy wieszczyli śmierć (nomen omen) death metalu. Starzy mistrzowie zaczynali niedomagać, znikali ze sceny, albo zmieniali styl i wszyscy nagle zaczęli załamywać ręce, że to już koniec. Ale ni stąd ni zowąd, wyłonili się nagle następcy (np. Nile) i w krótkim czasie scena odżyła, silna jak nigdy wcześniej. Nieco inaczej to wszystko brzmiało, nieco inaczej wyglądało, ale wciąż było czystej krwi death metalem. Stąd wniosek, że nie ma się co załamywać i nie pora jeszcze umierać. Póki w rękach jest chociaż trochę siły by utrzymać gitarę, to trzeba grać swoje i nie oglądać się na trendy;)

No i się nam z jednej strony zrobiło optymistycznie, a z drugiej dojrzale;] A teraz pytanie krótkie, bo mam mało tuszu w klawiaturze. Jarun za 10 lat będzie…?

Meph: Trudno jest stwierdzić co będzie jutro;) Oczywiście każdy kto myśli o tworzeniu muzyki z perspektywą na dłuższy czas, stawia na ewolucję. Tak też osobiście zakładam, że nie będziemy się ograniczać i tworzyć kopie „Wziemozstąpienia”. Black metal i folk będzie zawsze wspólnym mianownikiem muzyki Jarun, ale nie oznacza to, że nie będziemy zaskakiwać. Jak to już wcześniej powtarzaliśmy, mamy pomysł na kolejne dwie płyty, dwa różne koncepty. Będziemy robić swoje, to co przyjdzie nam do głowy zostanie zrealizowane jak najlepiej potrafimy. Życzyłbym Jarunowi jak największej liczby koncertów, bo to najlepsza forma promocji, rozwijania rzemiosła, oraz, pod względem publiki, realnego dowodu na sensowność wykonywanej przez nas pracy. Mam nadzieję, że za dziesięć lat będziemy przede wszystkim czuli się spełnieni, ale jednocześnie nie spoczniemy na laurach. Pozostaje pytanie jak zostanie przyjęta nasza działalność. Poczekamy, zobaczymy.

Zag: Najpierw trzeba by przyjąć założenie, że za 10 lat będziemy jeszcze chodzić po tym świecie, a w naszym wieku to już wcale takie oczywiste nie jest;) A tak poważnie… Nie wiem. Przewinąłem się w swoim życiu przez kilka różnych kapel. Jedne były lepsze, inne gorsze, ale żadna z nich już nie istnieje. Niestety nie mogę mieć pewności, że taki los nie spotka też Jaruna. Oczywiście zamierzam zrobić wszystko by tak się nie stało. Trudno tak naprawdę wybiegać aż tak daleko w przyszłość. Póki co ograniczamy swoje plany do kolejnego wydawnictwa, mamy też, jak wspomniał Meph, ogólną koncepcję jeszcze jednej płyty, ale co ostatecznie z tego wyniknie, tego nie wiem. Nie jestem wróżbitą, prorokiem, ani nawet starą cyganką, muszę zdać się na los;) Oczywiście chcielibyśmy osiągnąć jak najwięcej. Nie w sensie komercyjnym, bo przy muzyce jaką gramy jest to absolutnie niemożliwe, ale pod względem nazwijmy to „artystycznym”. Chciałbym żeby doceniono nas za oryginalność, szczerość przekazu, niebanalne podejście do muzyki. Wolałbym mieć za te 10 lat, wąskie, ale oddane grono słuchaczy, którzy będą rozumieć i doceniać to co mamy do powiedzenia, niż zostać „gwiazdą” starającą się trafić w gusta jak najszerszego kręgu fanów. No ale to ostatnie zdecydowanie nam nie grozi. Jeśli Jarun faktycznie przetrwa tak długo, to pewnie jeszcze nie raz was zaskoczy. Czego życzę zarówno sobie, jak i wszystkim potencjalnym odbiorcom naszej muzyki.

I tym optymistycznym spojrzeniem w przyszłość, chciałbym zakończyć ten wywiad. Rozgadaliście się Panowie tak, że pewnie nikomu się całości nie będzie chciało czytać. Ze swojej strony chciałem Wam podziękować za poświęcony czas i naprawdę wyczerpujące odpowiedzi. Ostatnio słowo należy do Was. Chwalcie, jeśli chcecie kogoś zjebać, to macie również ku temu okazje. Apele do fanów jak najbardziej na miejscu.

Zag: Faktycznie trochę się rozgadaliśmy, ale to też częściowo Twoja wina. Zadawałeś na tyle ciekawe i niebanalne pytania,) (tak mi mów, tak mi rób -dop. Ef ;] że zbrodnią byłoby je zbyć w kilku zdaniach. Wydaje mi się, że i tak nie powiedzieliśmy wszystkiego co siedziało nam w głowach, ale to już zostawimy sobie na tę zaplanowaną wstępnie dyskusję przy flaszce. Mimo wszystko mam nadzieję, że ten nadmiar tekstu nie przerazi potencjalnych czytelników i jakoś przebiją się przez jego zwały.

Przede wszystkim dzięki za wsparcie i umożliwienie wygadania się na Waszych łamach. Dla debiutującej, mało znanej kapeli, pozbawionej na dodatek zaplecza w postaci wytwórni, takie wsparcie ma ogromne znaczenie. Dzięki też za świetną recenzję, którą nam sprezentowałeś. Nadal nie wiem, co aż tak bardzo spodobało Ci się w naszej płycie;)

A przy okazji pozdrowienia dla wszystkich czytelników ChV (zwłaszcza dla tych, którzy przekopią się jakoś przez ten wywiad;)) i dla wszystkich tych, którzy słuchają naszej muzyki, przychodzą na nasze koncerty i sprawiają, że chce nam się w ogóle ciągnąć ten wózek. Bez Was nie miało by to sensu. Dzięki!  A opieprzać nikogo nie będę, bo takie rzeczy wolę załatwiać w cztery oczy;)

Meph: Przede wszystkim wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy wyrazili zainteresowanie naszą działalnością przez wszystkie możliwe kanały komunikacji (You Tube, Facebook, My space, face to face;). Nie spodziewaliśmy się tak dobrego przyjęcia także ze strony recenzentów, a zatem raz jeszcze, dzięki za olbrzymie wsparcie. Co do apelu, hmm…, Przychodźcie tłumnie na koncerty i róbcie swoje;).

Autor

3332 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • Trochę za dużo filozofowania…odtwarzacz mp3 to też nośnik czyż nie ? Te ciągłe biadolenie Polskich metaluchów nad mp3 jest arcy komiczne bo jak bym przjrzał wasze laptopy,smartofony itd. to pękły by mi zajady ze śmiechu od ilości plików mp3. Ciekawi mnie czy zagranicznych mataluchów też tak trapi i wywołuje zaciskanie się zwieraczy ten jakże podły format zapisu dżwięku…pewnie nie bo bogatsi od naszych hehehehe…Owszem traci na tym pewne zaangażowanie człowieka w ten rodzaj muzyki, tracą muzycy ale nie róbmy z tego tragedi tożsamej z tragedią TU-154 dla eketortau jedynej słusznej parti…Dziś każdy obszczymur słchający metalu zakłada kapelę (albo nawet kilka)powstało masę wytwórni wszelakiej maści, ilośc muzyki trafiającej na rynek jest nieporównywalnie większa niż 10-15 lat temu…Chcąc sprawdzić dany zespół mam kurwa kupować jego płytę w ciemno tylko po to żeby było bardzije kultowo i nostalgicznie? Oczywistym jest fakt że 3/4 ukazującej się obecnie muzyki metalowej to bezwartościowe gówno i mam wydawać na to kasę ze względu na jakieś brednie o zaangażowaniu i nostalgi do przeszłości? Kurwa milionerem trza by się urodzić a z domu zrobić śmietnik do przechowywania płyt cd i kaset…
    Panowie metalowcy i redaktorzy mniej zaciskania zwieraczy a więcej trzeźwego spojrzenia na sprawę. Gdyby nie mp3 80% istniejących i nagrywających obecnie muzykę zespolów robiło by to wyłącznie dla szczurów i karaluchów w salach prób a ich chęć to dalszego ”tworzenia” bardzo szybko by z muzykantów uszała.A tak dzięki temu podłemu mp3 zawsze ktoś łyknie ich wielką ”sztukę” bo stwierdzi iżjest wartościowa. Dajcie ludzie już na wstrzymaniem z tym laniem kultu cd i kaset bo jest to po prostu dziecinne. Jak ktoś ma rozum i odrobinę gustu to pliki mp3 mogą być jedynie pomccne w dotarciu do nowych zespołów, nowej muzyki, robienie z nich wszelkiego zła na metalowej scenie jest żałosne i podszyte mega hipokryzją. Bo te jebane mp3 i tak każdy ”kultowiec-metalowiec który Blasphemy wyssał z mlekime matki” i tak ma w swej kolekcji i tylko bredzi na forach internetowych o wych mitycznych kolekcjach płyt. Pozdrawiam.

  • To ja za siebie odpowiem, bo za chłopaków mi nie wypada.

    Po pierwsze, ja wiem, że uogólnienia i sprowadzanie do zero-jedynkowego pojmowania tez rozmówcy to nawóz internetowych dyskusji, ale bądźmy poważni.

    Po pierwsze, czy ja zaciskam zwieracze i płaczę nad prymatem empetrójki? Nie. W dość wydaje mi się prosty sposób, wskazuję na inny odbiór. Ba, ja nie neguję w żadnym wypadku. Byłbym hipokrytą, chociażby z tego powodu, że w zasadzie większość promo to teraz mp3 – wiadomo taniej.

    Po drugie, pocieszę Cię. Nie zrobią Ci się na szczęście zajady;] Chociaż z drugiej strony też się nie pośmiejesz. A i nie mam smartfona, taki ze mnie zacofaniec.

    Mówimy tutaj o pewnym sposobie podejścia do sprawy. Są tacy, którzy chcą mieć swoją bogatą dyskografię na twardym dysku (kupną, czy kradzioną), są tacy, którzy czerpią radość z przekładania, sortowania i liczenia fizycznych nośników.

    „Jak ktoś ma rozum i odrobinę gustu to pliki mp3 mogą być jedynie pomccne w dotarciu do nowych zespołów, nowej muzyki, robienie z nich wszelkiego zła na metalowej scenie jest żałosne i podszyte mega hipokryzją.” Z tym się zgadzam i twierdzę tak nie od dzisiaj. Gdybyś swoje teorie wysnuwał na nieco większej bazie niż dwa zdania, całego wpisu by nie było;]

    ” Kurwa milionerem trza by się urodzić a z domu zrobić śmietnik do przechowywania płyt cd i kaset?” Milionerem nie jest, willi na Helu nie mam, syfu w domu też nie, a kupuję.

    Zarzucasz mi/nam pewnego rodzaju demonizowanie (może niekoniecznie dobre słowo) mp3 i kvlt eternal cd i kaset. Przeczytaj swoje wszystkie kwestie związane z fizycznymi nośnikami i mp3;]

    A i nieładnie się podpisywać tytułem naukowym, którego się nie ma;] doktor z habilitacją – to się zgodzę;

    Nawiasem, polecam forum NWN!, albo chociażby nasze rodziny masterfull i tematy związane z kolekcjami i kupowaniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *