Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Wywiady

Imprecation: „…to smutne, gdy na to patrzysz i widzisz, że legendarni muzycy sami znieważają swoją spuściznę.”

Dave dość długo odpowiadał na ten wywiad, w którymś momencie nawet lekko mnie zapienił gdy napisał, że chyba nie odpowie na wszystkie pytania, bo ma mało czasu. No pewnie, rok, to mało czasu, hehe… No ale jednak chłop wziął się w garść i ogarnął całość, ku mojej uciesze, bo Imprecation to naprawdę klasowy zespół, osadzony w podziemiu jak cierń we łbie żyda na krzyżu. Szanuję ich drogę i podejście do tematu, a sam Dave to niezwykle fajny rozmówca. Innymi słowy – opłacało się tyle czekać na odpowiedzi. A Wam polecam zapoznać się z tymi Teksańczykami, jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności, bo obecnie to jeden z lepszych zespołów na podziemnej scenie.

Oracle: Przede wszystkim, fajnie jest mieć tę świadomość, że istnieją gdzieś tam zespoły, które działają już ponad dwie dekady, a do tego wydają swój najlepszy album. Jak Wy i „Damnatio ad Bestias”. Czyli co, jesteście coraz to potężniejsi?

Dave: Tak, rzeczywiście lubię myśleć, że obecnie jesteśmy potężniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Zachowujemy swoje wyczucie tego, czym są fundamenty undergroundu, ale też gramy swoje z większą pewnością siebie. Nie jesteśmy sezonowcami, doskonale wiemy jak powinniśmy grać swoją muzykę i tak też robimy. Tak się skłąda, że Ruben i ja jesteśmy na tyle uprzywilejowani, iż działamy w tym zespole od początku, a teraz jesteśmy otoczeni prawdziwie utalentowanymi ludźmi – mając w skłądzie Miltona, Jeffa i Nicka jesteśmy mocniejsi niż kiedykolwiek przedtem.

O.: No właśnie, zaczęliście w 1991 roku, czy zdawałeś sobie wówczas sprawę, że Imprecation będzie towarzyszyło Ci przez ponad połowę Twojego życia? Trwa to już 28 lat i nie zanosi się na koniec w najbliższym czasie…

D.: Tak długo, jak mój głos pozostaje potężny, a kończymy Rubena pozostają nienaruszone, tak długo będziemy utrzymywać ten płomień, przynajmniej przez kilka najbliższych lat. Przede wszystkim, tak długo, jak pisanie nowych kawałków nie jest dla nas męczące – możecie się spodziewać wypluwania nowych bluźnierstw. Nic mnie nie zmusi do tego, by być jak Deicide czy Morbid Angel, których widziałem niedawno – leniwych, wyzutych z inspiracji i po prostu przechodzących do kolejnych ruchów na scenie. Cóż, Glenn Benton jest nudny. Trey Azagthoth wchodzi na scenę w klapkach i krótkich spodenkach, nie wspomnę już o Davidzie Vincencie. Szczerze mówić, to smutne, gdy na to patrzysz i widzisz, że legendarni muzycy sami znieważają swoją spuściznę. Imprecation odmawia poruszania się na autopilocie. To się kurwa po prostu nie wydarzy. Jeśli dojdzie kiedyś do takiego momentu, po prostu rozwiążę ten zespół. No place for the disgrace!

O.: Szanuję takie podejście. Czy takie podejście było Waszym celem, gdy zaczynaliście grać jako Imprecation? Czy Wasze cele zmieniły się od tego czasu?

D.: Zawsze mieliśmy taki sam cel, odkąd założyliśmy kapelę w 1991 roku. Tworzyć najmroczniejszą i kruszącą wszystko muzykę, na ile jesteśmy na to gotowi jako zespół i jako każdy z osobna. Z każdym wydawnictwem chcieliśmy sobie podnosić poprzeczkę i dopóki nie czuliśmy, że właśnie to zostało osiągnięte, nie wydawaliśmy niczego. Oczywiście zawsze trafisz na słuchaczy, którzy najbardziej chwalą sobie Twoje wczesne dokonania i nic ich zdania nie zmieni, niezależnie od tego jak wykurwisty będzie Twój nowy album. Ale kurwa, nie wydamy żadnego nowego materiału, dopóki stwierdzimy, że lepszy być już nie może. Nie uznajemy wypełniaczy. A z drugiej strony, czy dziś myślę sobie, że nasza dyskografia jest idealna? Kurwa, oczywiście, że nie. Odpalam wcześniejsze materiały, słucham ich i znajduję mnóstwo rzeczy, które zrobiłbym dziś inaczej. No ale o to chodzi w rozwoju zespołu…

O.: A jak wspominasz podziemną scenę w Houston, gdy Imprecation stawiało pierwsze kroki? Bardzo się zmieniła od tego czasu? Osobiście uważam, że mieliście i wciąż macie świetne zespoły, jednak nigdy nie zdobyliście popularności jak scena z Florydy na przykład…

D.: Masz całkowitą rację w swojej ocenie. W odniesieniu do zespołów, które zyskały na popularności na początku lat dziewięćdziesiątych, Teksas był całkowicie inną planetą. Jeśli chodzi o Stany, większość swój wzrok kierowała właśnie na Florydę i Nowy Jork. Zespoły takie jak Rigor Mortis, Absu, Deadhorse, Devastation czy Divine Eve na pewno odcisnęły na niej swoje piętno, bo po prostu miały wkład w powstanie death metalu jako gatunku. Wiem też, że gdzieś tam było Necrovore ale tak naprawdę ich wpływ nie był dostrzegalny, dopóki nie druga fala skandynawskiego black metalu nie zaczęła stawiać ich na należnym im miejscu legendy. Ale tak, gdy zaczynaliśmy było nam trudno dogonić resztę świata pod względem popularności.

O.: Do tego należy pamiętać, że Imprecation był jednym z pierwszych death metalowych zespołów, który zaczął używać w swojej muzyce klawiszy. Może nie było ich jakoś wiele, ale jednak – zwłaszcza, że dotychczas było to zarezerwowane dla black metalowych lub heavy metalowych zespołów. Co spowodowało, że zaczęliście ich używać? Nie baliście się, że ludzie tego nie zrozumieją?

D.: Szczerze mówiąc to z pomysłem wyskoczył Ruben przed nagrywaniem „Ceremony of Nine Angels” w 1992 roku a my nigdy nie kwestionowaliśmy, czy one powinny się tam znaleźć czy nie. Ruben tak je dopasowął do konkretnych utworów, że brzmiały cholernie mrocznie. To trochę tak, jak wyciągnąć tajną broń. Użyliśmy ich w taki sposób, że gdy graliśmy dany kawałek na żywo, bez wykorzystania klawiszy, nikt nie czuł, że czegoś brakuje. Były bardzo minimalistyczne, po protu służyły wykreowaniu odpowiedniej atmosfery tu i tam.

O.: Ten death metal, który gracie to nie jest akurat najpopularniejszy, tak mi się zdaje. Zawsze gdzieś za death metalem a’la Szwecja, a’la Floryda, a’la Krisiun… Jednak zawsze gdzieś tam byli oddani maniacy, a od kilku lat zespoły jak Incantation czy Imprecation święcą triumfy, czyż nie?

D.: Tak, szczerze mówiąc, nigdy nie rozumiałem, dlaczego ludziom tyle zeszło, żeby zrozumieli styl w jakim gramy. To znaczy, moim zdaniem najlepsze zespoły w metalu zawsze miały w sobie coś diabolicznego – Mercyful Fate, Slayer, Hellhammer czy Celtic Frost, Possessed, Bathory, Morbid Angel, Necrovore, Sodom, Immolation, Deicide, Vital Remains, Blasphemy… To do tych zespołów chcieliśmy nawiązywać gdy zaczęliśmy grać jako Imprecation. Oczywiście większośc z tych zespołów to legendy, o wiele znakomitsze niż my, ale to ten rodzaj muzyki zawsze nas napędzał. Rezultatem miksu tych wszystkich zespołów jest to, co obecnie słyszysz jako Imprecation. Niektórzy nawet uważają, że Incantation, Sadistic Intent, my oraz kilka innych zespołów było pierwszymi kapelami, które łączyły death metal i blackened metal. Możesz nas kochać albo nienawidzić, ale nie odbierzesz nam tego, że byliśmy przy narodzinach tego stylu gry.

O.: W promocyjnym flejersie nowego albumu jest takie fajne zdanie: „nie potrzebują trendziarskich tagów w tylu oldschool death metal…”, haha! A czy nie sądzisz, że dzisiejsza muzyka musi być w jakiś sposób zaszufladkowana? Oldschool death metal, oldschool grind, true black metal… Nie sądzisz, że to do słuchacza powinno należeć, by osądził, kto jest true black metalowcem, kto jest oldschoolowcem, a kto brzmi tylko jak oldschoolowiec?

D.: Dokładnie tak. Sam wolę nie nazywać naszej muzyki oldskulową, bo moim zdaniem w taki sposób powinno się grać death metal od samego początku. A nic mnie tak nie wkurwia jak porównywanie nas do jakichś młodszych zespołów. To jest pierdolona obraza. Odrób pierdolone zadanie domowe i przestań być kurewsko leniwym dziennikarzyną – tylko to mam im do przekazania.

O.: O stary, zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ale lecimy dalej. W Waszych tekstach imię Szatana (oraz inne imiona diabelskie) wymieniane są bardzo często. Jak ważny więc jest dla Ciebie Szatan w codziennym życiu? Czy sam określiłbyś siebie jako satanistę, czy jest to może metafora, której używasz na potrzeby mrocznych tekstów Imprecation?

D.: To wszystko jest dla mnie ważne. Znam osoby, które uważają że to tylko mniej ważny element ich twórczości, ale równocześnie używają go jako mocnego punktu identyfikacji dla swojego zespołu, by ruszyć machinę promocyjną i tak dalej. Popatrz sam na zespoły w stylu Uada i Babatooshka [naprawdę tak napisał – przyp. Oracle], które stoją na scenie w wymyślnych kostiumach z otwartymi przed sobą książkami kucharskimi, a publika je im z ręki. A po wszystkim odwracają się i pytają „nie znudził się Wam jeszcze ten cały diabeł?”- kurwa, możesz mi obciągnąć lachę z takim podejściem.

O.: Haha, mówisz w moim języku. Dobra, zmieńmy temat na bardziej przyziemny. Dark Descent Records, czyli wytwórnia, która wypuściła Wasz najnowszy album moim zdaniem jest jednym z najlepszych obecnie labeli – totalnie oddana podziemiu, ale działająca bardzo profesjonalnie, nie sądzisz?

D.: Całkowicie się zgadzam – Matt to profesjonalista, który dba o jakość swoich wydawnictw. To zaszczyt być częścią tej rodziny.

O.: A powiedz mi proszę, kto jest autorem okładki „Damnatio ad Bestia”? Kojarzy mi się z twórczością Chrisa Moyena, który stworzył dla Was frontcover do poprzedniego albumu, ale nie jestem do końca przekonany czy to aby na pewno on…

D.: Okładkę stworzył wielce utalentowany Sebastian Mazuera. Stworzyl swego czasu prace dla Torture Rack, Ritual Decay czy Headsplit Magazine, które jebnęły mną o podłogę, zwłaszcza jeśli chodzi o te wszystkie świetnie uchwycone detale. Od razu wiedzieliśmy z Jeffem, że to on powinien być autorem obrazka na okładkę. Przedstawiłem mu koncept, który pochwycił w lot i oto wyszła taka perełka.

O.: Starsza generacja metalowców (mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zaliczam Cię do nich, haha!) często narzeka na obecne czasy. Twierdzi, że nie ma to jak dwadzieścia pięć lat temu, teraz to nie to samo. Jak jest w Twoim przypadku? Nie uważasz, że death metal generalnie, a ekstremalny w szczególności, jest równie interesujący dziś co dajmy na to dwie – trzy dekady temu? Oczywiście wówczas sporo tych rzeczy było całkiem nowych, ale dziś również można odnaleźć coś świeżego na scenie, nie sądzisz?

D.: Przede wszystkim jestem dumny, że mam tyle lat, ile mam – dzięki temu mogłem być świadkiem tych wszystkich wspaniałych rzeczy w muzyce, które miały miejsce praktycznie od zarania gatunku. Widziałem Slayer, Celtic Frost, Morbid Angel, Deicide, Danzig czy Kreator oraz wiele wiele więcej zespołów, w latach ich chwały. Oczywiście, teraz dostajemy masę świetnej muzyki, ale to chyba faktycznie już nie to samo, gdy po raz pierwszy ludzie usłyszeli „Seven Churches” czy „Haunting the Chapel”.Teraz samo odkrywanie muzyki jest bardzo spaczone. Pamiętam gdy po raz pierwszy zobaczyłem okładkę „Morbid Tales” z heptagramem – włosy zjeżyły mi się na głowie. Dziś klikasz, masz i lecisz dalej. Dziś pożądanie natychmiastowego zaspokojenia jest zbyt wybujałe. No i przede wszystkim nie mogę znieść politycznej poprawności tych wszystkich żółtodziobów na dzisiejszej scenie. Metal powinien być niebezpieczny, niezależnie od tego, czy zgadzasz się z jego przekazem czy nie.

O.: Co prawda to prawda. Lecimy dalej więc… Imprecation nie jest zbyt popularnym szyldem, można też zrozumieć, że gdy zakładałeś zespół w 1991 roku nie wiedziałeś o istnieniu dwóch innych kapel działających pod tą nazwą (jedna w Polsce, druga również w USA). Nie było neta, więc jest to oczywiste, że dotarcie do pewnych rzeczy było wiele trudniejsze. Ale kurwa nie mogę zrozumieć, jak ktoś w XXI wieku potrafi założyć zespół i nazwać go Imprecation. Czy jesteś zadowolony z tego, że te osły z Turcji jednak zmienili nazwę kapeli? A niestety to nie jest pierwszy przypadek, gdy ktoś zakłada dziś zespół i nazwie go tak jak już dawno istniejący zespół z lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych…

D.: No jasne, że nie mieliśmy google czy Metal Archives gdy powstawało Imprecation. Mogłeś więc być wielkim Bolt Thrower czy Carcass i przypadkiem zdublować tę nazwę. Wtedy. Oczywiscie polskie Imprecation nie zrobiło wiele po tym jak wystartowali, zaś jeśli mówimy o Turkach… z ich strony to było kurwa najzwyklejsze lenistwo. Koleś miał wszelkie możliwości, by sobie posprawdzać, zanim przyjmie taką nazwę dla swojej gównianej kapeli, ale widać mu się nie chciało. Nawet okładka jego płyty ssała pałę. Na szczęście nasi maniacy dali mu znać co sądzą o jego zespole, zarówno przez fejsa jak i messandżera, wystarczyło więc kilka pogróżek i mocniejszych zdań, żeby zmusić go do zmiany nazwy. Sorry, nie możesz egzystować w tym samym czasie z nazwą, którą jakiś zespół używa już od kilkunastu lat. Wszystkie dobre nazwy są już zajęte, teraz możesz się bawić w alternatywną wymowę, czy jakieś dodawanie słów. My za to jesteśmy zakotwiczeni w latach dziewięćdziesiątych.

O.: No dokładnie, a jak lata dziewięćdziesiąte to od razu kojarzy się z takimi terminami jak Oldschool, Podziemie, Death Metal. Co Tobie zaś się z nimi kojarzy? Wyobrażasz sobie, że znajdujesz się tu gdzie obecnie, ale nie ma w tym wszystkim Imprecation? Sporo czasu tak już trwasz, więc wątpię, że któregoś dnia powiesz „ech, kurwa, nie było warto…”.

D.: Oldschool – nienawidzę tego terminu, przecież to określa sposób, w jaki death metal powinien być cały czas wykonywany. Podziemie – kiedyś święta instytucja, dziś zeszmacona, zgwałcona i podbrudzona różnymi „smakami tygodnia” i coraz to głupszymi trendami. Natomiast death metal to najwspanialszy ze wszystkich gatunków, Tylko Śmierć Jest Prawdziwa.

O.: Widziałem jakiś Wasz stary koncert zamieszczony na YouTube, gdzieś z początku lat dziewięćdziesiątych i zostałem dosłownie zgnieciony. No ale to może moja wina, że wolę oglądać takie surowe gigi, niż nakręcone z chuj wie ilu kamer, wypolerowane i wyreżyserowane sety. Sam często powracasz do koncertów tego typu, zarówno swoich jak i innych bandów?

D.: Tak, raz na jakiś czas oglądam sobie swoje stare nagrania – nie po to, by sobie podumać jak to kiedyś było, ale żeby porównać z momentem, w którym znajduję się obecnie. W przeciwieństwie do większości, najczęściej słucham muzyki, która powstała w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Naprawdę uważam, że moje miejsce jest właśnie w tych czasach, jeśli chodzi o muzykę. Dzisiejszej muzyki również słucham, ale tylko tej naprawdę dobrej. Na przykład odpalam sobie taki „November Coming Fire” i znów znajduję się w latach osiemdziesiątych!

O.: Słyszałem również Twój inny zespół, Wulfskol, ale to jest coś cąłkowicie innego od Imprecation. Rczej jakby black/thrash połączył się z Misfits. Możesz coś więcej powiedzieć nam na temat tego zespołu?

D.: Taaaak, Wulfskol to kreacja moja i Zike’a. Obydwaj jesteśmy bowiem fanami wczesnej ery Danzig i generalnie punka z lat siedemdziesiątych. Jesteśmy zbyt metalowi na punk i zbyt punkowi na metal. Dotychczas wydaliśmy jeden album zatytułowany „Hellshock”, split z kapelą Marka Riddicka – Fetid Zombie i Charged Mind, zatytułowany „Parasitic Nuclear Path”, a wkrótce ukaże się nasz nowy album zatytułowany „Satanic Death Militia”. Cieszę się, że w tej kapeli udzielają się tacy muzycy jak Zike, Hector i Angel. Zdecydowanie rozumiemy się w tym, co wspólnie chcemy osiągnąć. Każdy z nich jest do tego bardzo utalentowany.

O.: A jako już wypłynął temat Misfits, których jesteś ponoć wielkim fanem – co sądzisz o ich reunionie? Był potrzebny, czy to po prostu okazja do wydarcia kilku dolarów więcej od starych fanów?

D.: O tak, masz rację uwielbiam ich! Nie mam też problemu z ich reunionem, natomiast wkurwił mnie Danzig, że nie przyjechali z tymi koncertami do Teksasu. Z drugiej strony, tak szczerze mówiąc, wydaje mi się, że ten reunion odbył się trochę za późno. Powinni zrobić to już dawno temu. Nazwa Misfits przez wiele lat została ubabrana w komercyjnym ścierwie i dla mnie ich powrót nie ma już takiego uderzenia jak kiedyś pewnie by miało. Zdecydowanie bardziej lubię ich jako Samhain, a także jestem oddanym maniakiem czterem pierwszym krążkom Danzig. No i fotki, które widziałem z tego reunionu były dla mnie trochę naciągane, za dużo święcących światełek i olbrzymich ekranów, jakby chciano pokazać ile dolarów wpakowano w te koncerty. Bardzo chciałbym ich zobaczyć w latach osiemdziesiątych, zanim się rozpadli. No i muszę dodać, że nie interesuje mnie również ich okres bez Glenna. Pierdolę tę nieudolną próbę dorabiania się na trupie przez Grave’a. To pieprzony nimrod, nie umiał się wbić w buty Glenna ani w jego spuściznę.

O.: To na koniec, żeby jeszcze Ci podnieść ciśnienie, wytłumacz mi, dlaczego nie lubisz zbytnio Antify, bo doszły mnie takie właśnie słuchy, haha? W sumie to nie mogę za bardzo sobie wyobrazić, dlaczego kapele pokroju Imprecation miałyby mieć z nimi problemy, bardziej jakieś typowo black metalowe hordy… Albo MetalSucks, przecież ich działalność wygląda jakby muzyka była tylko dodatkiem do rzeczywistego polowania na nazistów.

D.: Nie zamierzam marnować swojej energii na to zagadnienie. Dla Antify i MetalSucks wszyscy są nazistami. Nie wiedziałeś o tym? Mnie akurat pierdoli zapisywanie się do ich klubu „albo się z nami zgadzasz albo jesteś nazi”. W sumie to oni są prawdziwymi faszystami. W przypadku Imprecation żadne teksty nie są w żadnym stopniu polityczne, a mimo to próbowali znaleźć jakieś kurwa powiązania i wrzucić nas na ich śmieszne listy. Mam mieszaną krew, więc po jakiego chuja miałbym się określać jako nazista!? Tak czy siak, jebać ich.

O.: Dobra, to na koniec coś przyjemniejszego – jakich krążków słuchałeś odpowiadając na ten wywiad?

D.: No akurat wszystkich to nie pamiętam, ale dokładnie w tym momencie leci u mnie „Streetcleaner” Godflesh. Zdrówko za ten wywiad i wielkie dzięki za Twoją ekstremalną cierpliwość! Die Hard!

O.: I co pan na to, panie Krzysztofie Słyż?

Zdjęcia zaczerpnięte z oficjalnego profilu Imprecation.

Oracle
Autor

12616 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

1 Comment

  1. Avatar

    Róbcie książkę albo zina

    6 stycznia 2020 at 10:27

    Super wywiad. Kocham Twoje pióro Łorakl? Możeby tak zrobić zina papierowego z fajną grafiką w ścisłym limicie 100 szt. To byłby dopiero rar!
    Szkoda, że to nie Ty byłeś autorem biografi Vadera. Nie umniejszając nic Jarowi, to od połowy książki nie da się tego czytać. Mam wrażenie, że każda płyta Vader jest świetna? Te pierwsze były kultowe. No, żesz kurwa kult w każdym rifie. Bez jaj! A tu wyszedł kult…jednostki. Szkoda!
    Największa szkoda, że nie napisaliście biografi death metalu! Wasze, Twoje, recenzje kultowych albumów byłyby pewnikiem idealnej lektury- dla pokoleń.
    Owszem czytałem „Pure Death Metal i jego obrzeża”, ale jak ktoś np. pisze, że nie rozumie zachwytów nad pierwszymi dwoma albumami Deicide to co on rozumie? Tremole, a i owszem…
    Tak czy siak. Róbcie pre order czy inny krołfunding na książkę o death metalu!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kejosowe miejsce spotkań

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

Newsy

  W wieku 45 lat odszedł Timo Ketola, fiński autor grafik. Timo stworzył okładki dla takich zespołow jak Antaeus, Chapel of Disease, Dead Congregation,...

Newsy

Połączone siły Ouroboros i Pestis Spiritus ! Split-zine w duchu podziemnego Black Metalu przeciwko nowoczesnemu Światu. OUROBOROS nr 2 Obszerna recenzja i komentarz do...

Newsy

19 pażdziernika nakładem Devoted Art Propaganda ukaże się spilt Gruzji z rosyjskim Neon Scaffold. Materiał będzie nosił tytuł „Konflikt” i ukaże się na 12″...

F-J

Wydawca: Black Death Production I cyk kolejny debiut wpadł mi w łapska. Tym razem EPka włoskiego Ghostlord „Abyssic Death Masters”. I przyznam, że tytułowe...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault