Heretic: „…cycki i pięści są w powietrzu, a alkohol leje się strumieniami…”

Ja wiem, że nie każdy ten zespół lubi i nie każdy zna. Ale, tak po prawdzie – chuj mnie to. Jakbyśmy chcieli bić rekordy popularności, już byście tu mieli Ssajbaton. Krótki ten wywiad, ale w sumie całkiem przyjemny. Holenderski Heretic wydał bowiem niedawno krążek, który kręci się u mnie regularnie. Jako taki, już stanowił powód, by zwywiadować Thomasa Goat’a – odpowiedzialnego za wokal i gitarę. No to czytajcie, bo jest o wszystkim po trochu…

 
heretic1Oracle: Hello! Na rozgrzewkę, powiedz proszę w jakim nastroju jesteś po wypuszczeniu Waszego czwartego album? Takiego odezwu się spodziewałeś? Podejrzewam, że release party było pełne alkoholu i nagich dziwek, hehe?

Thomas: Masz cholerną rację, afterparty urządziliśmy całkowicie w klimacie Mötley Crüe, hehe! Choć faktem jest, że te nagie dziwki były wytworem naszej wyobraźni, powstałym wskutek mocnego zatrucia alkoholem, haha! A mówiąc poważnie, nasze oczekiwania były dość wysokie biorąc pod uwagę jakie wrażenie wywarł na nas finalny produkt. Odzew jest dla nas satysfakcjonujący i jak zawsze – opinie są bardzo podzielone. Tak zawsze powinno być i w sumie to tak zawsze jest. Kochaj albo rzuć – nie ma innej opcji.

O.: Zdecydowanie. Zacznijmy od początku. Heretic powstał w 1995 roku, gdy black metal był wciąż bardzo popularny. Jako, że wciąż nie dane było mi słyszeć Waszych wczesnych demówek właśnie z lat dziewięćdziesiątych, ciekawy jestem jak wówczas brzmiała Wasza kapela? Czy było wówczas tak wiele punkowych wpływów jak obecnie?

T.: Pierwsze dwie demówki (choć osonbiście preferuję termin „rehy”) miały o wiele bardziej doom’owe brzmienie. Przy trzeciej i czwartej zaczęliśmy już dodawać elementy niesławnego punkrockowego stylu. Znajdują się na nich piosenki, które wykonujemy do dziś.

O.: Mówiąc o tych materiałach, czy nie chcielibyście wydać ich jako kompilację demówek czy coś takiego? Ciężko je znaleźć nawet w internecie na You Tube czy tym podobnych – czego używam już w ostateczności…

T.: I myślę, że tak powinno zostać, hahah! Szczerze mówiąc, wstydzę się trochę tych demówek, dla mnie to co obecnie jest na „Black Metal Holocaust” i „Devilworshipper” to właśnie demówki, a tasmy o których mówisz to raczej rehy. Myślę, że właściwy sound osiągnęliśmy, gdy ponownie nagraliśmy te kawałki na kompilację „Praising Satan”.

heretic2O.: Nie będę Was pytał, dlaczego nazwaliście się Heretic, pomimo że istnieje i istniało wiele innych zespołów z tym szyldem – każdy rozgarnięty wie, że kilkanaście lat temu nie było internetu, możliwości sprawdzenia i tak dalej i tak dalej. Powiedz mi zatem – co oznaczała ta nazwa dla Was wówczas i co oznacza teraz?

T.: Dla mnie wciąż znaczy to samo, co znaczyło wówczas, gdy decydowałem się na jego użycie. Rebelia przeciwko tak zwanej estetyce i kwintesencji moralności – w ten właśnie sposób powinien być zdefiniowany black metal czy muzyka ogółem. Kreowanie nowej ścieżki zamiast podążania już wytartą.

O.: Obecnie, gdy czytam Wasze teksty widzę, że tematyka Diabła, ogni piekielnych, seksu, żądzy są równie ważne. Lecz wcześniej prym wiodły Satanizm, mroczna ścieżka i tak dalej – jak na moje oko tematyka seksu doszła później, tak w okolichach nowego Millenium, prawda, hehe?

T.: Perwersje pojawiły się w zasadzie dopiero na naszym ostatnim krążku, „Angelcunts & Devilcocks” i będziemy je prawdopodobnie kontynuować i na kolejnej płycie. Po prostu nie możemy się pozbyć tej wspaniałej i kochanej tematyki, haha!

O.: Okej, ale mówiąc jeszcze o starych czasach – Wasz debiut ukazał się nakładem Berzerker Records, wytwórni, która miała trochę reputację NSBM. Nie mieliście żadnych problemów w związku z tym? Mnie to tam jebie, ale zawsze trafią się jakieś cepy…

T.: Podpisaliśmy papiery z Berzerker Records jeszcze zanim zyskali taką właśnie reputację. My jako zespół zawsze dystansowaliśmy się od tematów politycznych tak bardzo jak tylko się dało. Nie ma na to po prostu miejsca w koncepcie Heretic.

heretic4O.: W jednym wywiadzie czytałem, iż sam siebie określasz mianem Czciciela Diabła jako przeciwieństwo Satanisty. Mógłbyś więc wyjaśnić główne różnice pomiędzy tymi terminami? Czy może było to tylko nawiązanie do tytułu Waszego drugiego krążka, który właśnie się ukazywał?

T.: Powodem, dla którego to zrobiłem, był zamiar wskazania różnic w rozumieniu terminu „Satanista” używanego mylnie przez filozoficznych humanistów oraz w ortodoksyjnym rozumieniu tego zwrotu.

O.: A skoro już o drugiej płycie – wciąż jest ona głeboko zakorzeniona w black metalu, ale to chyba właśnie na niej słychać pierwsze inspiracje punk rockiem, prawda?

T.: Tak, w ten sposób, że brzmienie i liryki wciąż są black metalowe. Jeśli pozbawisz tego tych numerów, zobaczysz, że są one na wskroś punk rock’owymi kawałkami.

O.: Na “Gods Over Humans, Slaves Under Satan” solo w „The Devil is my Saviour” gościnnie zagrał S.L. z The Devil’s Blood. Czy jesteście dobrymi kumplami, czy to była tylko kooperacja bez żadnych głębszych powiązań – wiesz, tak jak to się odbywa w mainstreamie, hehe…

T.: Ja i Selim znamy się od ponad dziesięciu lat. Dzieliliśmy scenę wiele razy w różnych rock’n’roll’owych kapelach, zanim on sformował The Devil’s Blood, a ja zreformowałem Heretic.

heretic9O.: Przy okazji, czy Ty również zauważasz nagłe zainteresowanie okultystycznym rockiem ostatnimi czasy? Wcześniej był thrash metal, oldschoolowy death metal, a teraz to… Myślisz, że kiedyś przyjdzie pora, by muzyka jaką Wy gracie stała się modna tak jak tamte gatunki?

T.: Kto wie? Osobiście, nic takiego nie zauważyłem. A poza tym, nie jesteśmy nawet w stanie zdefiniować swojego stylu, bo dość płynnie przechodzi on z jednej formy w drugą.

O.: Dobra, inny temat. W swojej dyskografii macie między innymi split z japońskim Barbatos. Uważam, że ta kapela jest dla Was bardzo dobrym partnerem dwóch powodów – ich muzyka ma równie silnie punk rock’owe korzenie no i siedzą w seksualnych tematach, hehe! Który z tych powodów był ważniejszy, gdy decydowaliście się na wypuszczenie tego splitu?

T.: Myślę, że to przede wszystkim z uwagi na entuzjastyczną propozycję jaką poddał nam Yasuyuki. Ale faktem jest, że chciał przerobić jeden z naszych utworów, haha!

O.: W ogóle to macie kilka splitów na koncie. Czy jest jakiś, z którego jesteś najbardziej dumny? Albo może taki, który kosztował Cię więcej nerwów niż to wszystko było warte – z powodu nastawienia tej drugiej kapeli? Co było najważniejsze dla Was, gdy decydowaliście się na wspólną płytkę?

T.: Mamy tylko trzy splity i ze wszystkich jestem tak samo dumny.

O.: Trochę więcej się nie dało? To może o koncertach? Widziałem, że graliście i wciąż gracie ich sporo – uważam, że Heretic jest stworzony do grania na żywo, czyż nie? Jest jakiś gig, który szczególnie zapadł Ci w pamięci?

heretic8T.: Tak, całkowicie się z Tobą zgadzam i myślę, że większość ludzi również. Przyjemnie zawsze gra się nam w niemieckim Oberhausen, Helsinki również miały świetną publikę. Ale muszę powiedzieć, że spełnieniem naszych snów był koncert przed Danzigiem. Teraz wszystko, czego mi potrzeba to otworzyć koncert Venom – po tym możemy już skończyć.

O.: Heh, też bym Was przed nimi widział, ale nie przesadzaj z tym końcem. OK, to chwilę teraz o Waszym najnowszym albumie. I jak na razie najlepszym materiale Heretic. Mam nadzieję, że i tym razem się ze mną zgodzisz. Powiedz mi, jak Wam się to udało w zasadzie z wykorzystaniem tych samych pomysłów jak przy większości Waszych wcześniejszych wydawnictw?

T.: Dzięki Ci bardzo, oczywiście zgadzam się w całej rozciągłości. Musisz zrozumieć, że zmierzaliśmy w całkowicie innym kierunku gdy zaczynaliśmy prace nad tym albumem ponad trzy lata temu. Krążek był prawie skończony, ale nie pasował w żadnym wypadku do tego, czym jest Heretic, bo był zbyt ambitny i pretensjonalny. Spowodował frustrację, która z kolei przełożyła się na całkowity brak dalszego zainteresowania tym konceptem. Po tym, jak dałem sobie na chwilę na wstrzymanie z Heretic, jakaś iskra nowej inspiracji przerodziła się w gigantyczny ogień kreatywności, dzięki któremu krążek był gotowy w kilka tygodni. Czułem się jak całkowicie odrodzony! Żadna wcześniejsza płyta nie może się z nią równać. W sumie czuję się, jakby to był w ogóle nasz pierwszy krążek.

O.: Ale wiesz – tak na poważnie, to niektóre riffy z „Angelcunts and Devilcocks” są bezczelnie podprowadzone, haha! Oczywiście rozumiem, że to coś w rodzaju hołdu czy mrugnięcia okiem w stronę słuchaczy – ale zastanawiam się, czy spotkaliście się kiedyś z zarzutem plagiatu, haha?

heretic5T.: Żadnych zarzutów oficjalnie jeszcze nie wniesiono, haha! Ale hej, jeśli Bewitched udało się umknąć w przypadku „Welcome To Hell” wszystko jest możliwe! Ale muszę powiedzieć, że każdy z numerów ma swoją własną inspirację. „My Demon Mistress” na przykład jest pod wpływem dwóch numerów Hellhammer i dwóch Celtic Frost, zaś „Let Me Be Your Altar” – Danziga i Roky Erciskon. Sam sobie wymyśl resztę!

O.: Wymyślę, hehe! Uwielbiam okładkę Waszego nowego krążka. Esencję Waszej twórczości i nastawienia – cyce, waginy i ognie piekielne! Ale zarazem jest najbardziej zaawansowaną okładką, czyż nie?

T.: Cholerna racja! Patrząc wstecz na nasze trzy krążki każdy z nich dostawał bezwiednie trochę więcej koloru. W tym przypadku jest to więc swego rodzaju szczyt w naszej karierze! Musimy chyba powrócić do czerni przy kolejnym krążku, haha! Miałem konkretny koncept na myśli, gdy pisałem ten album, no i wpasował się idealnie. Musiało być jednak zrobione w pełnej gamie kolorów, nie było innej możliwości.

O.: Spotkałem się niedawno z zarzutem, że Heretic to rodzaj black metalowego kabaretu, z wszelkimi cliche, jak diabły, cycki, piekło i ogień. Uważasz swój zespół za kabaret? Jasne, uważam, że Wasze teksty są przerysowane i kreskówkowe niemalże, ale nie nazwałbym tego kabaretem…

T.: Ja raczej określiłbym to jako freakshow albo stand-up… Ale tak na poważnie, nie przejmuję się oskarżeniami tego typu. Tak długo, jak tłum bawi się przy tym i śpiewa razem z nami, cycki i pięści są w powietrzu, a alkohol leje się strumieniami, tak, że ludzie nawet nie słyszą naszych pomyłek – tak długo mi to w ogóle nie wadzi. Tylko to się liczy. Ciesz się naszymi koncertami i naszymi albumami. Jeśli chcesz być sfrustrowaną, depresyjną i wciąż narzekającą małą kwilącą cipą, słuchaj dalej Shining i tnij sobie nadgarstki. Ludzie, którzy wysuwają tego typu oskarżenia pewnie w życiu nie słyszeli Venom, nie są więc warci mojej uwagi chociażby z tego jedynego powodu, hahaha!

O.: Haha, dobrze powiedziane! Widziałem, że do każdej kopii Waszego krążka dodajecie singiel „The Law Of Vitriol” za darmo – czy to jest Wasz oficjalny materiał? Na Waszej stronie przeczytałem jedynie, że to CDR i nic poza tym nie wiem…

T.: W rzeczy samej, to tylko prosty singiel CDR z wydrukowaną okładką. Nic poza tym. Ale z drugiej strony – w końcu jest za darmo, co nie? Robiliśmy już podobne rzeczy w przeszłości. Ważne dla nas jest, by dać coś ekstra dla lojalnych maniaków spoza kraju naszego wydawcy. To również coś, co będziemy na pewno kontynuować w przyszłości.

heretic7O.: Okej, a teraz mała kontrowersja, no ale w końcu to metal kurwa, a nie popowe bzdury… Tak czy siak, Holandia to dla wielu ludzi z Polski ucieleśnienie wszelkich grzechów, jak trawa, małżeństwa homoseksualne, prostytucja – to wszystko jest tam u Was zalegalizowane. No to powiedz mi, co sądzisz na temat homoseksualizmu? Bo scena metalowa na wzór społeczeństwa jest całkowicie podzielona pod kątem opinii na ten temat?

T.: Wspieram homoseksualizm tak mocno, jak tylko się da!!! W końcu więcej kobiet zostaje dla nas, hahaha! Szczerze, nie może mnie to mniej obchodzić. To prawdziwa ignorancja mówić ludziom „macie wolną wolę”, a zaraz dodawać „a nie, czekaj! Poza tą sprawą…!”. Przynajmniej tak długo, jak nie mam kutasa w mojej dupie bez mojej zgody! W końcu najpierw musisz postawić mi kolację…

O.: Hehe, no tak – maniery przede wszystkim! No to Ci powiedziałem, z czym przeciętnemu Polakowi kojarzy się Holandia, teraz Ty powiedz, z czym kojarzy Ci się Polska. Oczywiście, nie tylko pod względem muzyki, ale tak ogółem…

T.: Wódka i tanie porno.

heretic6O.: Wódka rozumiem… ale porno? Hehe, za polskim faktycznie nie przepadam. Dobra, jaki będzie następny krok dla Heretic? Nowy krążek, czy może po drodze jeszcze split albo EPka?

T.: Pracuję nad następnym krążkiem. Tak w zasadzie, to już go prawie skończyłem.

O.: No to super! Dobra, dzięki wielkie, a na sam koniec powiedz proszę, czego słuchałeś podczas odpowiadania na moje pytania?

T.: Normalnie powiedziałbym, że czegoś w rodzaju Kate Perry, bo akurat odpowiadam na ten wywiad w pracy, radio mamy tu włączone, jestem więc całkowicie na bieżąco z wszystkimi hitami z list przebojów. Ale akurat jestem sam, podłączyłem sobie iPoda do kompa i ustawiłem na typ shuffle. Tyle co skończyło się Sisters of Mercy i zaczyna się Supersuckers. Ale przez czas, jak odpowiadałem na ten wywiad przeleciało jeszcze masę świetnych piosenek Pink Floyd, Social Distortion, Mercyful Fate, Motley Crue, Steve Earle, Bathory, W.A.S.P. czy The Killers. Spróbuj odkryć, której muzyki słuchałem podczas odpowiadania na które pytanie. Powodzenia i dzięki za Twoje wsparcie!

Autor

10986 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *