Hellripper: „Nadal zadziwia mnie, że są ludzie z niemal całego świata, którzy chcą słuchać muzy, którą stworzyłem we własnym pokoju…”

Na szkocki wyziew zwany Hellripper natknąłem się przypadkiem, gdy jeden bdb kolega podzielił się ich kompilacją na twarzoksiążce. Muza ta, będąca pięknym łojeniem, które powinno przypaść do serca każdemu fanowi Toxic Holocaust czy Midnight, od razu ujęła mnie za serce, więc nie namyślając się długo odpytałem Jamesa LaBrie, stojącego za tym projektem o parę rzeczy. Od razu napiszę, bo zaraz ktoś się będzie pruł, że hurr durr brakuje paru kwestii, były pytania o upodobania polityczne, w związku z udziałem w pewnych inicjatywach, ale zostały one olane bez słowa. Wnioski pozostawiam czytelnikom, ale przynajmniej na pozostałe pytania James odpowiedział chętnie i całkiem obszernie, zatem zapraszam do lektury.

B: Hails James! „Black Arts & Alchemy” już zacnie szerzy zepsucie wśród mas, co nie dziwi, bo to sztos. Oczekiwałeś aż tak dobrego odbioru albumu?

J: Hej! Dzięki za poświęcenie czasu na wywiad! To prawda, „Black Arts …” hula już od 2 miesięcy i jak dotychczas odzew jest wprost niesamowity, zaś ilość pochwał, jakie otrzymałem jest szalona, i bardzo to doceniam! Jakkolwiek uważam „Black Arts …” za najlepsze, co wyszło spod szyldu Hellripper, to nigdy nie mam jakichś wysokich oczekiwań, ponieważ nie ma możliwości, by przewidzieć, jak to odbiorą inni! Tworzę rzeczy, które osobiście dają mi radość i to jest najważniejsze. Okoliczność, iż innym się to bardzo podoba jest miłym dodatkiem, zaś ja jestem im wdzięczny za wsparcie!

B: Nie każdy nasz czytelnik Cię zna, więc zdradź, kiedy po raz pierwszy chwyciłeś za instrumenty i jak został powołany do życia Hellripper?

J: Myślę, że miałem jakoś z 13 lat, kiedy po raz pierwszy zacząłem na poważnie grać na gitarze. Wziąłem kilka lekcji grania, ale nic one mi nie dały, do tego nie lubiłem nauczyciela, więc dałem sobie z tym spokój. Jestem samoukiem i wszystko, co umiem nauczyłem się dzięki korzystaniu z tabulatur w sieci oraz śledząc lekcje gitarowe na You Tube. Utwory oraz riffy opracowuję, od kiedy po raz pierwszy zacząłem grać, ale sam Hellripper powstał w 2014 r., głównie, dlatego, że chciałem wykonywać ten jeden konkretny styl muzyczny. To projekt solowy, bo na starcie nie znałem nikogo, kto byłby zainteresowany graniem podobnych rzeczy.

B: Kiedy zakładałeś Hellripper, przypuszczałeś, że to wywoła taki szał wśród ludzi?

J: Właściwie to nie, haha! Był to zwykły solowy projekt stworzony dla zabawy i myślałem, że byłoby też spoko nagrywać wszystko w domu, by zobaczyć, czy w ogóle dam sobie z tym radę. Wielką frajdę sprawiła mi jednocześnie nauka nagrywania oraz miksów, jak również ogarnięcia, jak sprawić, by pewne rzeczy współbrzmiały w dany sposób jednocześnie. Myślałem, że wypuszczę jakąś EPkę i góra z 10 osób będzie zainteresowanych. Nie przypuszczałem, że w krótkim okresie czasu to dotrze do tak szerokiego grona odbiorców! Nadal zadziwia mnie, że są ludzie z niemal całego świata, którzy chcą słuchać muzy, którą stworzyłem we własnym pokoju, haha! Hellripper nie miał również przeznaczenia koncertowego. W sumie zdecydowałem się na to, dlatego że pojawiły się żądania, by to zrobić! Nie sądziłem, że dane mi będzie zagrać poza Wielką Brytanią, ale Hellripper dostał kilka niesamowitych okazji, co pozwoliło mi zagrać koncerty, o jakich sobie nigdy nie wyobrażałem oraz dzielić scenę z zespołami, co, do których nie sądziłem, że mógłbym z nimi zagrać!

B: Twoje inspiracje są całkiem jasne: Motorhead, Venom, Bathory, Metallica, a do tego na „Black Arts…” można usłyszeć Toxic Holocaust elegancko zmieszane z Bonehunter i Midnight.

J: Dokładnie! Myślę, że można tu usłyszeć wpływ niemal każdego gatunku. Nie staram się być jakoś super oryginalny ani wymyślać koła na nowo, chcę po prosty tworzyć dobre kawałki!

B: „Black Arts…” posiada również ten zajebisty dźwięk dzięki Joelowi Grindowi, który osobiście go zmasterował. Jak przebiegała współpraca?

J: Tak, jego mastering zdecydowanie pomógł osiągnąć taki poziom dźwięku, jaki chciałem, by był! Świetnie było z nim współpracować! Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, jedynie wymieniliśmy kilka e-maili o tym, jak chciałbym, by to brzmiało etc., po czym rzeczy potoczyły się błyskawicznie, co zdecydowanie mnie cieszy!

B: Okładka została popełniona przez Skaðvaldura i przykuwa oko. Jak rozpoczęła się kolaboracja z nim? Widziałem, że jest on również odpowiedzialny za wzory na koszulkach dla Hellripper.

J: O tak, Skaðvaldur jest artystą, do którego zawsze uderzam. Stworzył okładkę dla pierwszej EPki Hellripper i od tego czasu stale korzystam z jego usług. Wyjątkami było jedynie kilka okazji, gdy był bardzo zajęty albo ktoś inny miał już na oku danego artystę na okładkę splita. Nie pamiętam już nawet, jak trafiłem na jego prace. Myślę, że przeglądałem po prostu Facebooka szukając kogoś chętnego do współpracy nad pierwszą EPką i natknąłem się na jego profil. To było w 2014 r. i utrzymujemy do dziś regularny kontakt!

B: Skaðvaldur maluje zajebiście, ale Ty również masz dar do sztuki malarskiej. Kiedy wysyłałeś jednemu z fanów kopię „Coagulating Darkness” skończyły się booklety, więc sam narysowałeś okładkę. I efekt jest zajebisty!

J: Haha, widziałeś to?! Tak, miałem kilka wolnych płyt, do których, z jakich powodów nie było już bookletów, zatem podjąłem się wzywania i stworzyłem własną wersję okładki. Miałem z tego niezły ubaw, ale nie sądzę bym w najbliższym czasie miał powtórzyć ten wyczyn, haha!

B: To jeszcze zapytam, kiedy można oczekiwać nowego pełniaka od Hellripper? Wydane w tym roku EPka i kompilacja chłoszczą solidnie, ale to zdecydowanie za mała dawka black speedowego szaleństwa.

J: Prawie skończyłem tworzyć kolejny, pełnowymiarowy album i jeśli wszystko się uda, to będzie on nagrany, i gotowy na koniec roku. Mam nadzieję, że ukaże się w pierwszej połowie roku 2020!

B: Niedawno zakończyłeś również trasę po Europie, pierwszą trasę, jako Hellripper. Jakie są Twoje odczucia, co do niej?

J: To było niesamowite! Bawiliśmy się przednio, poznaliśmy masę świetnych osób, miejscówek, promotorów, a ludzie, u których się zatrzymywaliśmy byli bardzo gościnni, więc uważam, że odzew był bardzo dobry! Nie było żadnych większych zgrzytów, więc nie mam się, na co uskarżać, haha! Zagraliśmy również parę sztuk z kanadyjskim Blackrat i była przy tym niezła zabawa! Są świetną kapelą, a przy tym naprawdę mili! Jeśli ich nie znacie, to koniecznie obczajcie!

B: Ej, dzieliłeś nawet scenę z Midnight! Nieźle, koncert musiał niszczyć obiekty, czyż nie? No i do tego graliście na Roadburn Festival.

J: Owszem, te dwie sztuki były niesamowite i nigdy nie przypuszczałem, że obie te rzeczy kiedykolwiek mi się przytrafią! To aż nierealne, że nasza pierwsza trasa zawarła w sobie tak zajebiste koncerty! Spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem na obu występach i super było poznać w końcu osobiście ludzi, z którymi dotychczas rozmawiało się tylko przez neta!

B: Hellripper, jak wcześniej było mówione, to projekt solowy, więc by bluźnić na żywo konieczne był skompletowanie składu. Nie było problemów ze znalezieniem chętnych maniaków?

J: Dziś jest łatwo odnaleźć odpowiednich ludzi! Z początku było nieco problemów, ale Joseph (gitara) współpracuje już ze mną od ponad roku zaś Clarkie (bas) jest jednym z moich najlepszych kumpli i grał ze mną w różnych kapelach od niemal 5 lat. Znalezienie bębniarza okazało się wyzwaniem, ale myślę, że idealnie trafiliśmy, w osobie Maxa, choć on mieszka dosłownie na drugim końcu Wielkiej Brytanii. Ale udało nam się zadziałać razem!

B: Widziałem, że ostatnio połączyłeś siły z Doomstar Booking na zaklepywanie koncertów w Europie. To znaczy, że masz już jakieś plany gdzie chciałbyś zagrać?

J: Już wcześniej pomogli nam przy kilku koncertach zanim oficjalnie do nich dołączyliśmy i to było naprawdę miłe z ich strony! Ponieważ jesteśmy świeżym nabytkiem, to nie bardzo była możliwość rozmowy o tym, co chcemy zrobić, ale mam nadzieję, że to będzie krok w stronę dużo większych i lepszych opcji dla nas! Osobiście chciałbym grać, gdzie tylko się da, więc kiedy pojawi się jakaś zacna oferta i da się radę ją ogarnąć, wchodzę w to!

B: Hellripper można nabyć na niemal wszystkich nośnikach, czyli płyty CD, winyle oraz kasety, czym na pewno zadowolicie większość maniaków. Masz jednak jakiś swój ulubiony nośnik?

J: Osobiście faworyzuję winyle. To naprawdę fajne, gdy masz przed oczami okładkę w takim wielkim formacie i jakość dźwięku jest świetna etc., ale dla wygody kolekcjonuję płyty Cedeki.

B: Jak już rozmawiamy o merchu, Hellripper ma w swojej ofercie nie tylko tradycyjne rzeczy, jak płyty, koszulki, czy piny, ale również znalazły się kubki i legginsy. Masz jakieś pomysły na inne rzeczy dla fanów? Może jakieś ekskluzywne edycje?

J: Jeśli ludzie czegoś chcą, to byłoby głupotą przynajmniej nie spróbować tego załatwić (w ramach rozsądku rzecz jasna, haha). Na tę chwilę nie mam nic konkretnego zaplanowanego, ale na pewno w przyszłości pojawi się coś nowego!

B: Przeczesując zakamarki Internetu natknąłem się na Twój inny projekt, Lock Howl. I to jest kurde niezłe. Byłem zaskoczony, tym, że w Hellripperze jest nawałnica wściekłych wokali i szalejących riffów owiana smrodem siarki oraz kozła, gdy Lock Howl reprezentuje mrok i melancholię z wpływami Beastmilk, Agalloch, czy Tribulation (zdecydowanie widziałbym to grające z nimi na jednej scenie!)

J: Dzięki wielkie! Naprawdę mi miło, że podoba Ci się Lock Howl, szczególnie, że dotychczas pozostawało to raczej niezauważone! I tak, jestem fanem całej gamy gatunków muzycznych, od death metalu do popu, przez co lubię próbować swoich sił grając w różnych stylach. To daje mi motywację do bycia kreatywnym i zapobiega znudzeniu spowodowanemu graniem ciągle tego samego. Te 3 zespoły, które wymieniłeś zdecydowanie miały wpływ na muzykę Lock Howl i fajnie, że to właśnie je wskazałeś!

B: Widziałem, że wszedłeś w posiadanie pełniaka Scootera, co się mocno chwali. Jesteś ich fanem od dawna? I najważniejsze: „how much is the fish”?

J: Myślę, że powinieneś spytać raczej ”what is the question?” I tak, jestem fanem Scootera od dawna. To świetna muzyka na imprezę z bezsensownymi tekstami. Nabyłem płytę, o której wspominasz, podczas naszej trasy. Skończyły nam się materiały do grania w aucie i kiedy byliśmy w Lipsku odwiedziłem sklep z płytami, i kiedy tylko dostrzegłem to CD, wiedziałem, że muszę je mieć! To trójpak będący kompilacją w stylu „greatest hits” i zawiera około 63 piosenki, haha.

B: James, natknąłem się na informację, że przeznaczasz część dochodów ze sprzedaży merchu dla Szkockiego Stowarzyszenia Pomocy na rzecz Zdrowia Psychicznego, co jest bardzo szczytne. Co jest powodem takiej decyzji?

J: Co jakiś czas przeznaczam część swoich zysków na jakiś cel charytatywny. Tak jest od około 3 lat, lubię wspierać słuszne inicjatywy. Myślę, że mam to szczęście, że dzięki swojej muzyce mogę pomagać ludziom no i to jest spoko, by być w stanie pomóc tym, którzy byli bardziej pechowi od Ciebie.

B: Bardzo to się chwali. Zmieniając temat, nowe Darkthrone już za rogiem, ale promujący nowy album singiel podzielił fanów, głównie z powodu riffów będących zrzynką z AC DC. Myślisz, że to może być zły omen, co do reszty zawartości płyty?

J: Nie bardzo, mi tam nowy utwór bardzo się podobał! Po prawdzie, wolę ich nowsze płyty, niż te stare. Co do riffów, to faktycznie brzmią nieco podobnie kawałka do AC/DC, ale tak naprawdę zawsze jakiś riff brzmi podobnie do innego, więc to nie jest jakiś wielki zarzut, w mojej ocenie! Dobry kawałek, to dobry kawałek!

B: I ostatnie słowo należy do Ciebie!

J: Dzięki za zainteresowanie oraz za przeprowadzenie wywiadu! Jeśli ktoś doczytał do tego momentu to obczajcie profile Hellripper na Facebooku i Bandcampie!

Autor

62 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *