Hate Them All: „Nie jest trudno nagrać w studio dobrą płytę, trudno jest zagrać dobry koncert…

Ostrzyłem sobie zęby na tę rozmowę. Hate Them All bardzo cenię, dlatego też, gdy we Wrocławiu nadarzyła się okazja do pogadania przy pienistym, chętnie z niej skorzystałem. Ku mojej satysfakcji komando odpowiadało szeroko i chętnie o zagadnieniach wszelakich, o czym możecie poczytać poniżej.

B: To Wasz pierwszy koncert we Wrocławiu? Czemu tak i jak do tego doszło? Kto był prowodyrem całej tej akcji? Doszły mnie słuchy, że inicjatywa wyszła od Nuclear Holocaust.

HTA: Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, kto był prowodyrem. Maros (Witchfuck , Offence) zapytał się po prostu, czy zagramy, szybka akcja. Przyjechaliśmy, zagraliśmy i chuj.

B: To jedziemy dalej. Kraków, FOAD Fest, gdzie w chuj się działo. Też jesteście zadowoleni, czy może odczucia są inne?

HTA: Nie, odczucia są podobne, jesteśmy bardzo zadowoleni, bo to był świetny zarówno od strony organizacyjnej, jak i całego przebiegu koncert. Zajebiście się wpasowaliśmy w ten klimat. Dużym plusem było to, że towarzystwo, jakie się tam pojawiło, w szczególności kapele i nie tylko, to osoby związane podziemiem metalowym, więc była swoista „rodzinna” atmosfera, zarówno na backstage’u, jak i w klubie. Właśnie dlatego grało się rewelacyjnie. Nie pamiętam nazwiska kolesia od nagłośnienia, ponoć nie był najtańszy, ale zrobił zajebistą robotę – więc szacunek. Była to komfortowa sytuacja zarówno dla kapeli, jak i dla ludzi, którzy tam przyszli ponieważ rzadko zdarza się, by koncerty były tak dobrze nagłośnione.

B: Prawda, było zajebiście. Przejdźmy może do mercha. Niedługo wyjdzie Wasz elegancki Die Hard Box. Czy zainspirował Was Nekkrofukk i jego dotychczasowe boxy, czy może to była inicjatywa od Old Temple?

HTA: Wiem o czym mowa. Nie, to było tak, że Paweł (FUKK) zaproponował nam, że zrobi coś dla nas. Ja zasugerowałem że, można jedynkę wydać na kasecie – reszta to już kwestia jego inwencji. Konsultował ze mną pewne sprawy, np. czy to ma być drewniane pudełko, ja też mu dostarczyłem trochę łusek bo miałem do nich dostęp. Generalnie była to inicjatywa oddolna i nie było tu inspiracji czymkolwiek. Znamy się z Pawłem dość długo, i wychodzę z założenia, że każdy materiał ma jakiś swój nośnik. Jedynka nie była jeszcze wydana na kasetach, więc chłopaki się tym zajęli. Widziałem już pudełko, tylko są pewne problemy z kasetami. ale lada chwila powinno jednak się wszystko zgadzać. Na pewno nie było żadnej inspiracji żadną kapelą. Paweł to zaproponował, zebrał fundusze, zrobi to i będzie fajnie.

B: Zostając przy merchu, jedne kapele wydają koszulki, czy przypinki albo die hard boxy i to jest ok. Ale niektórzy posuwają się dalej i wydają jakieś buttplugi fikuśnie, bieliznę. Czy to jest wciąż underground, czy to jest wciąż wojna, czy już biznes?

HTA: Wydaje mi się, że kapele które istnieją w świadomości kultury masowej typu Slayer, czy Behemoth już dawno wyszły z rejonu undergroundu i to już jest zwykły interes. Są to pewne zobowiązania i ciśnienie na to, by to się sprzedało. Underground karmi się tym, że nie potrzebuje takich rzeczy. Nie mówię przy tym, że wydania jednostkowe typu die hard są złe, nie! One są świetne, pokazują, że jest ponadnormatywne zainteresowanie jakąś kapelą i jest grupa ludzi, którzy chcą wydać na to pieniądze. Nieważne, czy to będzie winyl w kilku sztukach, czy kaseta. Patrząc na to w ten sposób, można powiedzieć, że jest miejsce na to i można to robić. Wszelkie stringi oraz inne duperele nie są kierunkiem, w którym chcielibyśmy iść. To jest raczej nurt zarezerwowany dla kapel w stylu Iron Maiden, Slayer, które są już bardziej marką niż zespołem. Bądźmy szczerzy to jest konglomerat, wokół którego pracują ludzie i to już jest praca, ciężka praca, a nie jak choćby w naszym przypadku, gdzie jesteśmy w stanie sobie zagrać na luzie, i cieszyć się z każdej sztuki, którą ktoś kupi. Nie musimy się również szczapiać, że przez trzy miesiące niczego nie sprzedamy. Mamy, za co żreć oraz mamy tę komfortową sytuację, iż nie musimy się takimi pierdołami przejmować. I czy jest to underground? Nie ma to na pewno nic wspólnego z undergroundem, w którym my się poruszamy. Nie chce mi się wypowiadać na temat rzeczy, które są całkowicie poza nami i nie są częścią naszej przestrzeni, w której działamy.

B: A co do kwestii, w których się poruszacie. Czy może będzie jakiś klip? Wiadomo cycki, napierdalanie, black metal?

HTA: Mam w dupie, za przeproszeniem, wszelkie takie wizualne sprawy. Nie dbamy o to, by promować siebie jako ludzi, a te teledyski promują osoby, które biorą w nich udział. Wydaje mi się, że najlepszym takim „teledyskiem” dla kapeli undergroundowej jest „scena”, gdzie się sprawdzasz, gdzie konfrontujesz się ze swoimi możliwościami. Nie jest trudno nagrać w studiu dobrą płytę, trudno jest zagrać dobry koncert. Jest kupę kapel, które nie umieją zagrać na żywo lub robią to nieudolnie, a wynika to z tego, że nie jest to dopieszczony produkt studyjny. Jak dla mnie teledyski mogłyby w ogóle nie istnieć. Nie jestem osobą, która potrzebuje tego typu medium i nie zakładam, by w ogóle było nam coś takiego potrzebne. Kwestia jest też taka, że w Hate Them All nie ma personaliów. Przez to, że nie pokazujemy twarzy nie możemy się sami promować, jako zwykłe osoby, które chcą się masturbować tym, że stoją na scenie i mogą jakąś dupę wyszarpać.

B: No dobra. Nowa płytka opatrzona będzie okładką tajlandzkiego ilustratora, Somlucka Sapeanthonga. Jak narodziła się współpraca?

HTA: Z Somluckiem współpracujemy już trochę czasu. Zaczęło się od tego, że poprzez kolesi ze Skullcrusher, to taka tajlandzka kapela, z którą kiedyś współpracowałem, poznałem kolesia, który robi świetne grafiki. To było jakoś z 4 lata temu. Od tego czasu przygotował nam kilka grafik na splity, naszą pierwszą płytę, koszulki – utrzymujemy tę współpracę. Trochę tylko jest problem z nim bo jest, kurwa leniwy jak chyba każdy człowiek z ciepłego kraju i na wszystko ma, kurwa czas. Okładkę nam już robi dobrych kilka miesięcy i mam nadzieję, że lada chwila będzie bo z tego, co się orientuję płyta powinna się ukazać pod koniec marca, a okładka jest w tym momencie jedynym elementem, którego nam brakuje. Będzie to trójpanelowy rysunek, który będzie nawiązywał do tytułu płyty. Nie widziałem jeszcze jak on będzie wyglądał bo jest cały czas robiony przez Somlucka. Obiecał, że w przeciągu dwóch, trzech dni będzie to ukończone i będziemy widzieli, jak to wygląda. Na razie wiemy tylko tyle, że nawiązuje on stylistyką do poprzednich okładek i wpisuje się w charakter naszej kapeli.

B: Zajebiście. A możesz powiedzieć jak się narodziła współpraca polskiej kapeli z tajską sceną? Macie nawet split z Leftmuenang. To dość niecodzienna współpraca.

HTA: To było dość naturalne, jak zaczęliśmy współpracować z Somluckiem. On też w jakiś sposób stara się promować swoje lokalne kapele. Wiadomo, nie żyjemy w próżni dlatego jest jakieś zainteresowanie tym, co tam się dzieje. Z racji tego, że podsyła nam swoje rzeczy, to nawiązała się ta współpraca. To są inne dźwięki niż w Europie ale jest to wciąż underground, dlatego też na tym poziomie jesteśmy w stanie świetnie współpracować ze sobą. Somluck dba o to, by marka Hate Them All pojawiała się również w Tajlandii, dlatego na wskutek tej współpracy ukazało się, między innymi, wydanie kasetowe pierwszej płyty, a także koszulki, które mają wzory zarezerwowane tylko na tamten rynek. Mało który band z Polski może się poszczycić koszulki opatrzonych napisem „HATE THEM ALL. THAILAND KOMMANDO”, co jest nieco dziwne ale Somluck ma do tego prawo. To są jego grafiki, pozwoliliśmy mu to robić. On nam pomaga, my mu pomagamy jakieś przedsięwzięcia robić i ta współpraca jakoś trwa.

B: A ukaże się coś jeszcze od KOSY? Wiem, że to bardziej blackowe wcielenie Hate Them All, oraz że dotychczas ukazały się demo i split. Będzie coś więcej?

HTA: Trudno mi powiedzieć. Zarówno Hate Them All, jak i KOSA to są dość spontaniczne twory, i nie narzucamy sobie pewnych rzeczy. Ostatnimi czasy więcej kawałków wchodzi do HTA. W momencie, gdy wyjdziemy poza tę stylistykę i nie będziemy chcieli tego wydawać jako HTA, to ukaże się to jako KOSA jednakże na chwilę obecną stricte blackowe kawałki nie pojawiały się na naszych próbach, więc nie będziemy czegoś robić na siłę. Musi być odpowiedni klimat i coś się wtedy pojawi ale kiedy to będzie? Cholera wie. Nie zakładamy niczego z góry, po prostu jest jakiś utwór i wtedy wiemy czy on się nada do KOSY, czy do Hate Them All.

B: No i git. W tym roku, oprócz Waszego długograja, ma się także ukazać nowe Moloch Letalis. Czy może można liczyć po raz kolejny na wspólny split?

HTA: Nie wiem, to nie jest do mnie pytanie. Musiałyby powstać materiały, które by ze sobą korelowały. Wydajemy płyty w jednej wytwórni i z pewnością byłoby to łatwe, ale nie ma sensu wydawać takiego splitu ponownie. Oczywiście Moloch Letalis przez kilka lat działalności na scenie zbudował sobie bardzo silną pozycję i bardzo fajnie było z nimi coś wydać, cieszymy się z tego. Ale jak mówię, split to jest coś ulotnego, a nagrywanie po raz drugi czegoś z taką samą kapelą to nie jest tak ooo. Jakbyśmy na przykład nagrali jakiś koncert i na kanwie tego koncertu mogłoby dojść do bardziej złożonej współpracy, to może wtedy.

B: Hah, no dobra. Ale zostając przy temacie, ten split z Moloch Letalis trafił jakimś cudem do Empiku. Jak to jest, kurwa możliwe? Z tego, co wyczytałem stało się to także poza Waszą wiedzą.

HTA: Wiesz, Old Temple jest legalną wytwórnią i to nie jest wydawca totalnie podziemny. Jest to firma, która płaci podatki, a także działa na oficjalnej płaszczyźnie. Eryk działa w kooperacji z różnymi podmiotami. Mogą to być jakieś małe firemki zaś jedna z nich mógł wykonać taką dalszą dystrybucję. Wytwórnia mogła nie mieć wpływu na to, wiem, że Eryk też był dość zdziwiony. Możliwe, że ktoś kupił te płyty lub zdobył w drodze wymiany i puścił je dalej w obieg. Osobiście nie mam pojęcia.

B: To jedziemy dalej. Wspominaliście kiedyś, że kapelą, która faktycznie zrobiła na Was wrażenie był Destroyer 666, a wiadomo, że w tym roku ponownie zawita do Polski na Metalmanii. Wbijacie? I czy podzielacie pogląd, że „Wildfire” faktycznie zasłużył sobie na miano płyty roku 2016?

HTA: „Wildfire” jest na tyle specyficznym albumem, że tak naprawdę tam się nic nowego nie dzieje. Tam jest, kurwa perfekcyjnie ograne wszystko to, co już słyszeliśmy. Wiadomo, że najlepiej się słucha kawałków, które już się kiedyś słyszało, dlatego też dla mnie, to jest takie „greatest hits” metalowych dźwięków i przez to jest to dobra płyta. Jest rewelacyjnie lekka, a jednocześnie bardzo mocna, przez co świetnie się jej słucha. Wiem, że czasem ludzie robili im jakieś problemy, ale nie zamierzam w to wnikać. Uważam, że to zajebista maszyna koncertowa, którą się bardzo dobrze ogląda, a ta płyta, jak mówiłem, jest dobrym albumem. Nie pokusili się, by na nowo wymyślać koło, po prostu: nagrali konkretny metal, który nic nowego nie wnosi – ale jest naprawdę rewelacyjnym krążkiem.

B: Zostając przy temacie Metalmanii, w tym roku zaprezentuje się tam także mocarna Anima Damnata, kapela będąca solidnym przedstawicielem undergroundu. Czyżby underground wypływał na szersze wody?

HTA: Teraz mamy jakiś dziwny okres. Metalmania się reaktywowała i dużo się słyszy, że część kapel płaci, by tam wystąpić, może to jest jakaś droga ale nie chce mi się tego interpretować. Wiem tylko, że kiedyś, lata temu Metalmania była nieco większym świętem patrząc na zespoły. Teraz mamy tam takie, jak choćby Terrordome, którzy mieli trasę po Ameryce Południowej, czy też nawet do Japonii zawitali. Nie wątpię, że są to naprawdę dobre kapele ale w mojej pamięci Metalmania to zawsze będzie twór, na którym rządzili Sodom, Samael, Destruction i tego typu liga. To było święto zachodniego metalu. W zeszłym roku brakowało mi tam tylko karetki z geriatryka, bo chyba jedynie z 5% ludzi miało długie włosy. Jest to sentymentalna podróż i jako taka jest dobrym pomysłem, ale tutaj przepycha się masę kapel, które nie są w mainstreamie, nie wiem jaki jest do końca pomysł na to. W sumie nie ma czegoś takiego jak underground, bo nie działamy w próżni, do każdej kapeli jest kontakt, każdego jesteś w stanie znaleźć. Prasa oficjalna typu Metal Hammer przenika do undergroundu. Ci sami ludzie piszą w gazetach, grają w zespołach, promują się nawzajem i to są pewne kółka, które się wspierają. Tak to, kurwa, właśnie wygląda. Każdy działa na jakimś polu. Pewnie, fajnie jest grać na dużej scenie ale taka Anima Damnata bardziej kojarzy się, jako kapela od obskurnej knajpy, a nie na Metalmanię. Ale cóż, jest to jakiś pomysł, może Tomek albo Łukasz mają inwencję, by w takim kierunku iść, nie wiem. Zauważ przy okazji jedną rzecz: ludzie z undergroundu z mainstreamem się stykają. Na przykład Deus Mortem, Azarath, Behemoth, tam ci ludzie gdzieś się ocierają, mają ze sobą kontakt. Siłą rzeczy musiało więc dojść do tego, że to się będzie przenikało, ta oficjalna scena z podziemną ale bądźmy też szczerzy, te duże zespoły również zaczynały w undergroundzie. Ja doskonale pamiętam koncerty Behemotha sprzed kilkunastu lat, kiedy grali na małych festiwalach w Czechach i jeździło się na nie. Można było spokojnie usiąść, wpieprzać te brambory albo inne czeskie duperele, bo akurat chłopaki siedziały, i darło się ryja czemu Inferno się wpierdala w kolejkę do piwa przed wszystkich, na co on pokazał identyfikator, że gra, i było ok. Oni byli częścią undergroundu, a następnie przeniknęli do mainstreamu. Może kultura podziemia woli, by istniała taka duża kreska, ja jednak za długo patrzę na to, by w jakiś sposób podniecać się tym.

B: No właśnie, underground i Internet. Niektórzy twierdzą, że Internet zabił underground, bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki i każdy może z niczego zostać muzykiem. Z drugiej strony chyba właśnie ta dostępność oraz możliwość łatwego kontaktu jest plusem.

HTA: Underground, taki jak był w latach 90-tych to już nie wróci. To jest specyfika tamtego czasu: kserowanych zinów, ulotek, przegrywanych kaset i tapetradingu, a także innych rzeczy. Pamiętam, że te kilkanaście lat temu na koncercie byle jakiej, gównianej kapeli potrafiło się pojawić ze sto osób. Obecnie przyjeżdżają kapele z Ameryki Południowej albo innych części świata i czasami grają jedynie dla trzydziestu osób. Jest po prostu pewien przesyt. Przez Internet oraz tego typu sprawy staliśmy się jakąś globalną wioską, a dwa: dzieciaki mają w dupie chodzenie na gigi. Bądźmy szczerzy, grono ludzi, którzy chodzą na koncerty undergroundowe jest w miarę skończone, to nie są jakieś duże ilości. Do tego ludzie nie popierają lokalnych kapel. Dochodzą dodatkowo sytuacje, gdy rodzice kupują dzieciakom zajebisty sprzęt, a te mają kasę i chcą od razu nagrywać płytę. To jest wszystko sztuczne. Tak, jest łatwiej ale jednak jest ta sztuczność. Kupa kapel przemija bez echa, nagrywają płyty w jakichś dobrych studiach ale nie ma tej pasji. Nie ma, kurwa, tego mozołu, który kiedyś był, że trzeba się było uczyć od starszego kumpla. Obecnie włączasz neta i po dwóch tygodniach jesteś w stanie coś zrobić. Co do kwestii zabicia undergroundu przez Internet, to na pewno podziemie jest teraz przez niego inaczej postrzegane. Patrząc na te wszystkie lata, widząc te ulotki z lat 90-tych, widać wyraźnie, że to wszystko inaczej funkcjonuje. Zobacz, pojawiło się kilka agencji artystycznych, które organizują koncerty w Polsce. Jest to z pięć, szczęść podmiotów i nie działają one charytatywnie. Nie powiem, by ten rynek był kolektywizowany ale jest na nowo kreowany.

Nie będę tu mówił, kto i co, ale zwrócić uwagę należy na fakt iż te koncerty się dzieją. Jest ich coraz więcej, coraz więcej kapel przyjeżdża, robi się to coraz bardziej uporządkowane. Kiedyś była grupa pasjonatów lokalnych, którzy organizowali koncerty i zapraszali kapele. Obecnie mamy firmy, które są w stanie to okiełznać, więc widać, że ewoluujemy. Dzieje się w Polsce to, co od wielu lat dzieje się na Zachodzie. Dziwnym natomiast jest to, że wiele kapel jest w stanie zagrać na danych koncertach jako support, o ile zapłacą określoną kwotę. To boli niektórych, że wydając te dwa lub trzy tysiące jesteś w stanie zagrać na dobrej imprezie, co też może być też przyczyną obumierania undergroundu. Także duże kapele, które z tego podziemia wychodzą też tak kiedyś robiły. Ja nie zamierzam mówić, kto i co ale już kilkanaście lat temu słyszało się, że kapele są w stanie zapłacić po tysiąc złotych, by zagrać przed Mardukiem, takie rzeczy się zdarzały. Osobiście mam w dupie takie akcje i nie zamierzamy posunąć się do tego ale może komuś na tym zależy.

B: Fakt, przy ostatniej Metalmanii zrobiło się o tym dość głośno. Ale wspominałeś o zinach, więc właśnie: czytacie jeszcze jakieś ziny? Papierowe albo webziny? No i co z książkami, bo mówi się obecnie, że w ogóle czytanie obumiera.

HTA: Cóż, obecnie jest tak, że żyjemy własnym życiem i nie jesteśmy już nastolatkami. Mamy w chuj różnych obowiązków, przy czym podkreślamy, że potrafimy czytać, jak i pisać, hehe. Jednakże w pewnym momencie brak jest czasu, by się w czytanie zagłębiać. Oczywiście, w ciągu roku zdarza mi się zdobyć jakąś literaturę, oficjalną bądź nie, i wgryźć się. Choćby dzisiaj, czekając na syna, czytałem któryś z numerów Mystica, bo po prostu był pod ręką. Jak mam także pod ręką R’lyeha od Adriana to też czytam. Łapię to, co jest najbliżej i mogę się zgłębić ale bym jakimś pasjonatem obecnie? Sorry ale nie. Przy dzieciach, przy pracy po prostu brakuje czasu na takie aktywności.

B: A to w pełni zrozumiałe, że rodzinie poświęca się większość czasu ale pozwolę sobie zapytać, czy w jakiś sposób próbujesz namówić dzieci do metalu, czy raczej dajesz totalną swobodę, tak że jeśli będzie je to interesowało to wtedy posłuchacie?

HTA: Moje dzieci mają świadomość tego, że tata ma zespół i wydaje jakieś płyty. Dochodzi czasem do śmiesznych sytuacji, gdy zanoszę sprzęt do samochodu, w drodze na próbę i wypadają mi plakaty, gdzie jest mieczem odcinana głowa Jezusa, po czym mój syn bierze ten plakat, i pokazuje dzieciom sąsiadów mówiąc: „Popatrzcie, mój tata gra w Hate Them All!” Bywa wesoło ale nie ma mowy o żadnej indoktrynacji. Moje dzieci słuchają piosenek dla dzieci, nie mielmy im mózgów. Jeśli będą miały ochotę, to sięgną. Są na półkach płyty metalowe, jak i również z klasycznym rockiem. Są kasety, są winyle – jak będą chciały to posłuchają, jednakże daleki jestem od wpajania na siłę czegokolwiek.

B: Słuszne jest to myślenie. Aaaa i właśnie, zapomniałem zapytać wcześniej. Była kwestia podziemia i neta, ale co myślicie o zjawisku, iż w XXI wieku, poprzez szeroką dostępność do muzy właśnie, każdy może włączyć sobie metal, posłuchać byle co i mówić, że jest fanem.

HTA: Obecnie jest bardzo szeroki dostęp do muzyki. Nadto jest wiele osób, które słuchają metalu ale nie identyfikują się z podziemiem. Kupują płyty „szlagierowych” kapel, mają w dupie koncerty i na tym się zamyka ich słuchanie metalu. Jest dużo osób, które w ogóle nie wiedzą, że działają jakieś zespoły undergroundowe. Wyobraź sobie, że w zeszłym roku na Metalmanii było kilka stoisk, był Słyż z Arachnophobii, było Old Temple, a nawet chyba Zibi z 7Gates. I podchodzili do nich ludzie pytając „Co to jest?”, to słyszeli, że to jest doom, to jest death, po czym następowało „A to nie znam, mogę posłuchać?”. Osoby słuchające metalu w ogóle nie znały czegoś poza głównym nurtem, ale potem właśnie mogą one dochodzić do pewnych kapel. Najważniejsze jest, by każdy w jakiś sposób wspierał gatunek. Jest teraz także mania zbierania płyt, winyli i jest grupa zapaleńców, co kupują te wszelkie wydania możliwe. Nie można takim ludziom zarzucić, że nie są metalami, bo nie chodzą na koncerty. Oni wspierają scenę ale na swój sposób i to jest chyba najlepsze w tej muzyce, że każdy może na swój sposób ją odnaleźć.

B: No i dojechaliśmy do końca! Dzięki wielkie za rozmowę!

HTA: Również dzięki!

Zdjęcia z profilu twarzoksiążkowego Hate Them All, jak i dzięki dobroci i nieskończonemu miłosierdziu WiosnaFoto. Będzie odwdzięczane 

Autor

43 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *