Fajnie, że wrócili, starsi panowie, hehe! Nie zawojowali sceny dwadzieścia lat temu, to może teraz Genital Putrefaction zmiażdży kilka jąder swoim staroszkolnym death metalem. Ich debiutancka płyta (dziwnie to brzmi, w przypadku zespołu, który łupaninę zaczynał końcem lat osiemdziesiątych) „Stworzony Przez Bogów” skierowana jest głównie do maniaków prostego, lecz kopiącego po dupie metalu śmierci. Na pytania o historię i teraźniejszość odpowiedzieć raczyli Gregor (wokal i gitara) oraz Robert (bass). No to przyjemnej lektury.

Oracle: Witaj! Przede wszystkim, powiedz może na początek, jak spędziłeś sylwestra, wszak było to tak niedawno, hehe – no chyba, że pamięć już nie ta i uleciało, hehe?

Gregor: Nie nie, masakry nie było haha. Właściwie nie robiłem nic po stresie z „trójkątem” .

Robert: W temperaturze 20 stopni, nad Śródziemnym i za nie świętowanie wirgilji, ukarany zemstą Mahometa cierpiałem. Znaczy sraka i rzyganie. Szczęściem tylko przez jedną noc. Inni mieli ciężej. Turecka gościnność.

OK, wywiad odbywa się z wiadomego powodu – po latach Genital Putrefaction powróciło po równych dwudziestu latach do świata (nie)żywych. Co za siła pchnęła Was do tego kroku?

R.: A jakoś tak, Gregor chciał grać, ja chciałem, a że Nebiros zawiesił działalność to postanowiliśmy reaktywować Genitali.

G.: Rozjazd Nebirosa tzn bębniarza i nas. Mieliśmy pełny skład na scenę i wszystko chuj strzelił. Pomysł na Genitala miałem już wcześniej no i jak widzisz jesteśmy.

O.: Z nowszych wieści, Wasze szeregi zasilił niedawno Noel z niemieckiego Maat – jak więc teraz przedstawia się skład Genital Putrefaction? Pokusiłbyś się o krótki rys psychologiczny każdego z członków, hehe?

R.: No to tak, Suchy- alkoholik pieprzony. Jednak za bębnami Tornado.

Szef – … poza tym to świetny gitarowiec i maszynka do robienia numerów. No i ten głosik.

Noel – Nowy nabytek. Nie pije i nie pali [szybko się zmarnuje u Was chłopaki, hahaha – przyp. Oracle]. Żadnych używek. Nie wiem czy się nada. Doskonały gitarzysta.

O sobie nie wypada.

G.: Robert(tatuś hahaha) czterostrunowiec i gwiazda kapeli, fajny pacjent .

R.: Dwu i pół strunowiec. Najlepiej jakbym miał tylko dwie, albo dwa razy po dwie. W razie jakby się jakaś zerwała.

O.: Zaczynaliście pod koniec lat osiemdziesiątych jako nastolatkowie. I tu już znajduję dwie wersje – jedna mówi, że Genital Putrefacton powstało w Miechowie, druga, że poznaliście się jako emigranci w Berlinie jeszcze wówczas Zachodnim. No to jak w końcu było?

G. Nie wiem kto wyskoczył z tym Miechowem, ale na pewno dlatego, że Messiah, tekściarz Genitala tam mieszka. Zespół zakładaliśmy w Berlinie, wtedy jeszcze Zachodnim.

O.: Kto w ogóle wpadł na pomysł nadania kapeli takiej nazwy jak Genital Putrefaction? Wiem, że wcześniej graliście jako Suspicion, skąd więc zmiana? Miało pasować do muzyki, czy po prostu nie ważne jaka by ona była, zespół miał nazywać się Genital Putrefaction i już?

G.: Mieliśmy wtedy kumpli, którzy mieszkali w południowej części Berlina, my rządziliśmy w parku, w części północnej. Ci z południowej mieli zakładać zespół i wpadli na nazwę Genital Putrefaction. Po czasie nic się nie działo i raz spotkaliśmy się wszyscy na piciu i nie pamiętam już kto z nas oznajmil im, że teraz my będziemy Genitale. Wkurwili się na maksa a my zostaliśmy Genitalami. Brudna historia hahaha. Dodam jeszcze, że ich kapela później powstała i nawet grałem z nimi na perkusji.

R.: Glutonous Fallus.

O.: Też ładnie. Wasze pierwsze demo „Sepsis” zostało nagrane w 1991 roku – jak wspominasz tamtą sesję? Gdzie to zostało nagrane? Pamiętasz może, czy mieliście wówczas jakiś wyznacznik, jakąś płytę lub demo – drogowskaz, dla celu jaki chcieliście na nim osiągnąć? Sami określaliście wówczas swoją muzykę jako „psychodelicgrindeathcore”…

G.: Dobre określenie. Byliśmy zafascynowani death metalem i chcieliśmy też tak łoić. Nagrywaliśmy w sali prób gitarzysty z drugiej kapeli naszego perkusisty. Kupił wtedy jakiś nowy piździk do nagrywania i wypróbował go na nas .

O.: Druga demówka ukazała się w dość niedużym odstępie czasu, jednak muzyka ponoć uległa zmianie – piszę „ponoć”, bo nie słyszałem akurat „Sepsis”, natomiast „Destination” to już całkiem niezły death/doom metal jak na moje ucho, gdzie ważną rolę odgrywają zwolnienia – a jest ich niemało…

G.: Za bardzo zwolniliśmy na „Destination” i myślę, że całkiem niepotrzebnie, bo momentami robiło się to dość nudne, ale akurat wtedy mieliśmy taki klimat i stało się. Dodam jeszcze, że taśma wyszła krótko przed koncertem na S’thrashydle, a i tak spotkaliśmy ludzi w Ciechanowie, którzy znali już to demo – jak się okazało Messiah zrobił swoje.

O.: Wasza ostatnia demówka – „The Inside Anxiety Of Soul” to kolejna korekta Waszego stylu, jak na moje ucho poszliście trochę bardziej w szwedzkie klimaty – dobrze mówię, czy to tylko mnie się tak wydaje? Bynajmniej nie jest to zarzut, jednak różnica między tą taśma, a „Destination” jest dość wyraźna…

G.: Na pewno brzmieniowo jest w końcu szwedzko. Sebastian, który dołączył do ekipy, przyniósł właśnie to szwedzkie cacko do gitary, o którym stale marzyłem i następnego dnia kupiłem to świństwo. Na Szwecję to miałem zawsze joba, no i tak do dzisiaj to się kręci. Co do stylu, to jeśli posłuchasz wszystkiego co nagraliśmy, to cały czas gdzieś tam słychać, że to my. Po tej taśmie nagraliśmy jeszcze „Promo’93” ale mało ludzi zna ten materiał.

R.: Może coś z „Promo ’93” pójdzie na nową płytę. Aha, „The Inside…“ nie jest demem, to regularna EPka wydana przez Rock`n`Roll Records z Bialegostoku.

O.: A to nie wiedziałem, kierowałem się nazewnictwem z Metal Archives. Pierwsze dwie demówki nagrywaliście w jakimś klubie, o ile się dobrze orientuję, co to było za miejsce? Oczywiście różnicę jakościową czujesz nagrywając teraz i przed dwudziestu laty?

R.: Taaa…

G.: O pierwszym już wspominałem, drugą nagraliśmy w naszej sali prób.Messiah był wtedy u mnie, wypiliśmy trochę na próbie, podłączyliśmy dwa mikrofony i taśma była gotowa.

O.: Wiem, że jest plan wydania czegoś takiego jak „Unholy Decade”, możesz powiedzieć, co tam się znajdzie? No i wydawca o ile wiem dość egzotyczny, przynajmniej jak na nasze undergroundowe warunki…

R.: Znajdą się kompletne dokonania Genitali z lat dziewięćdziesiątych, no może nie całkiem kompletne, bo mamy jeszcze coś w zanadrzu, ale to tajemnica święta jest. Przypadek sprawił, że działalnością kapeli zainteresował się ktoś z Chińskiej Republiki Ludowej. Efektem jest wydana nakładem BrutalReign Production „Unholy Decade“. Są to materiały demo i pełna EPka „The Inside…“. Wang zaskoczył nas serią limitowaną do pięćdziesięciu sztuk Koszulka+Cd w pięknym kartoniku. Ot, takie tam „Majteczki w kropeczki“. Niestety, tymczasowo trzeba kupować u wydawcy, bo mimo że przesyłka z Chin znajduje się już w Lipsku, nie potrafimy się z urzędnikami nijak dogadać i chcą cło w wysokości ok.1000,-euro, tak, że jest problem. Nikt z nas nie ma na zbyciu tauzena. Chyba, że cud.

O.: Niechybnie, Matka Boska Genitalna Wam pobłogosławi na ten cud, hehe… Jak długo powstawał materiał na „Stworzonego Przez Bogów”? Cały krążek jak dla mnie jest bardzo skondensowany, zwarty i słuchacz odnosi wrażenie, że materiał powstał dość szybko, podczas intensywnej sesji, hehe – mylę się bardzo?

R.: Jeśli chodzi o samo nagrywanie, to trwało to około tygodnia. Nagraliśmy to w sypialni u kolegi. Gregor wyrzygał wokale w jeden dzień.

G.: Hahaha, sypialnia, sypialnia tatuś, ale konkret!!! Nie w jeden dzień tylko w trzy godziny.

O.: Słuchając „Stworzonego przez Bogów” mam takie wrażenie – czuć tu echa Nebiros, co w zasadzie jest zrozumiałe, jako, że ten zespół był Twoim priorytetem przez kilka ostatnich lat. Czy moja opinia jest odosobniona, czy ktoś już może zwrócił na to uwagę? No i czy zgadzasz się z moją tezą, hehe?

R.: To może ja, pozwolisz Szefie?

G.: Pozwalam.

R.: Po wydaniu „Kurwy Satana”, Gregor zatęsknił do pełnego składu, bo zachciało mu się z Nebirosem na starość na scenę. Było ich trzech: Blachur, Ros Pool i Solvernus. W roku pańskim 2009 zadzwonił do mnie Solvernus, abym zasilił szereg piekielnej kompaniji. Co uczyniłem. Po krótkim zgraniu pojechaliśmy do Wrocławia, celem zarejestrowania nowego materiału, jako że popyt był. Cóż, jak to w życiu. Solvernus dostał zajoba i po kolei wyrzucił wszystkich z kapeli. Najpierw mnie z nienawiści, potem Ros Poola, nie wiem w sumie dlaczego. Na końcu Szefa, bo stanął po naszej stronie i powiedział do niego „Lombardo” haha. Tak więc bez kapeli, za to z materiałem na płytę wróciliśmy do domu. A że chcieliśmy grać trza było coś wymyślić. Nebiros to kapela Gregora i Solvernusa w zasadzie była, a że nas wyjebał głupio było grać pod tym szyldem. No to co? Genital Putrefaction! Przerobiliśmy trochę aranże, Gregor zamiast żabą, growlem pojechał. No i do sypialni tfu, Studia znaczy.

G.: Ale Lombardo sam się wyjebał wódą i piwskiem. Nie nagraliśmy nawet jednego numeru.

O.: No to piękna historyja, z happy endem! Również i w sferze lirycznej zaszły zmiany, bo oto i na debiucie utwory mają polskojęzyczne teksty – skąd taka decyzja?

G.: Od czasu Nebiros Messiah pisał już tylko po polsku.

O.: „Stworzony przez Bogów” został wydany przez Gruft Produktions. Długo szukaliście wydawcy? Jak zwąchaliście się z Mefistem? Z jednej strony to spoko chłop o ile pamiętam, ale z drugiej strony świata w tej stajni – pomimo jej renomy w naszym undergroundzie – nie zawojujecie, hehe?

R.: W 2010 dostaliśmy propozycję grania na Old Temple Fest. Tam właśnie poznałem Mefistofelesa. Już wtedy mieliśmy gotowy materiał, ale on jakoś nosem kręcił. W 2011 graliśmy tam ponownie i krótko po tym jakoś tak nagle zapalił się do wydania. On chciał wydać, a my chcieliśmy żeby płyta się w końcu ukazała. Początkowo miała być wypuszczona w Redrum666 w formie digi z DVD, ale Tomkowi jakoś nie wyszło. Świat to w naszym wieku zwojować. Płyta jest na rynku i każdy kto słucha Śmierć Metalu jeśli chce, może ją mieć I to była nasza motywacja.

O.: Trudno w ogóle dziś załapać kontrakt z kimś normalnym, ze zdrowym podejściem do życia i muzyki? Dziwne, bo przy fali powrotów starych dobrych kapel nie powinno być problemu z kimś chętnym do wydania takiego krążka jak „Unholy Decade” czy „Stworzony Przez Bogów”…

G.: Kogo teraz tak naprawdę obchodzi jakiś tam metal grany w latach dziewięćdziesiątych? My do dziś nie mamy nikogo, kto zająłby się profesjonalnie zespołem, wszystko dziubiemy sami, a jak nie masz w miarę kontaktów to o czym tu rozmawiać!!!

R.: Teraz się coś ruszyło, jesteśmy lekko związani z Legacy Records. I z Chińczykami.

O.: Po Waszym powrocie sporo koncertujecie, jak na nasze warunki, zarówno po prawej jak i po lewej stronie Odry. Powiedz mi, dużo jeszcze odstajemy od Zachodu, do którego aspirowaliśmy od wielu wielu lat?

R.: Ba.

G.: Ja myślę, że to Zachód zaczyna odstawać, straszna chujnia się zrobiła

R.: I tu się z Tobą nie zgadzam.

O.: Który koncert Genital Putrefaction uważasz za najbardziej udany – mówię tu zarówno o tych z lat dziewięćdziesiątych jak i już po Waszym reunionie? Trochę za daleko od południowo-wschodnich rubieży Polski gracie, więc niestety jeszcze nie miałem okazji przekonać się o Waszej sile uderzeniowej, hehe…

R.: Poznań 2011 i Neubrandenburg z Määt. Czekamy na zaproszenia od organizatorów spędów młodzieży metalowej. Chętnie zagramy na każdej imprezie, ale to trza jakoś logistycznie układać, co by koszta nie przekraczały budżetu. Sam wiesz, ile paliwo samo kosztuje. Nocować możemy gdziekolwiek. Jemy i pijemy też wszystko. To niech ktoś zrobi trzydniówkę na region i nie będzie strat. Się polecamy.

G.: Faktycznie w Poznaniu był ogień, a co dla niektórych piekło…

O.: Skoro już tak o Waszym powrocie zaczęliśmy – sporo starych kapel ostatnimi czasy powróciło do świata (nie)żywych. Czy któryś z tych kombeków szczególnie Cię ucieszył? I z drugiej strony – czy któryś z powrotów to nic więcej jak żenada i zaprzepaszczenie legendy?

R.: Genital Putrefaction, żenada i zaprzepaszczenie legendy.

G.: Żenada czy nie, muzyki z głowy nie przepędzisz, ten typ tak ma. To zostaje już do końca. Możesz rozstać się z kobietą, ale nie z muzyką!

O.: Ostatnio na naszym rynku ukazała się książka „Jaskinia Hałasu” – większość wie o co chodzi, więc nie będę się tłumaczył, co w niej można znaleźć. Dorzuciłeś tam kilka swoich wypowiedzi, jak więc oceniasz całe wydawnictwo, masz już swój egzemplarz? Myślisz, że ta książka jest bardziej dla tych, którzy tworzyli wczesną scenę metalową w Polsce, czy raczej dla młodych, by pokazać im, że dawniej mogła istnieć scena metalowa bez fejsbuka, for metalowych i plików mp3?

G.: Oczywiście, że mam haha. Książka jest na pewno dla wszystkich, starsi mają uwiecznione czasy, młodzi będą wiedzieć co się wtedy działo i płakać z zazdrości!!!

R.: Metal to ruch społeczny jest. To styl życia I bycia. To coś ponad podziałami. Bez polityki i religii. Widziałem arabów szalejących na koncercie Sohne Adam z Izraela.

O.: Stare dzieje, to i stare zadry… W kilku miejscach psioczyłeś na polskich metaluchów, którzy często szukali okazji do zaczepki czy przyjebania komuś w ryło. Powodem mogło być na przykład to, że miałeś fajniejszy t-shirt… Dużo takich akcji pamiętasz? Jak uważasz, z czego to wynikało – kompleksy, chęć udowodnienia, że jednak jest się lepszym, odwaga w stadzie, hehe?

R.: Zmieniło się pod tym względem radykalnie. Teraz nie trza mieć nawet fajnej koszulki żeby w mordę dostać. Czego przykładem Ciumbas jest, był ostatnio w Polsce i po ryju na ulicy gratis wyłapał. Pozdrawiam serdecznie.

G.: Psioczyłem na chuja, który mnie skroił na S’thrashydle a teraz jest wielka gwiazda – nie powiem lepiej w jakiej kapeli [heh, a ja się kiedyś dowiedziałem, bynajmniej od Gregora, o kogo chodzi. Fani progresywnego metalu byliby zdziwieni. – przyp. Oracle]. Był to dla nas wtedy wieprz i ściemniacz, który na dodatek wypisywał później totalne bzdury żeby wylizać dupsko, fuj.

O.: A czego najbardziej brakuje Ci z kolei z tamtych czasów? Ogólnie uważasz, jak większość ze starszej gwardii, że dawniej to było jednak lepiej? Czy może nie da się tak jednoznacznie stwierdzić, kiedy było lepiej?

R.: Wszystko jest, jak ma być. Tamto się nie wróci.

G. Zawsze jest lepiej jak jest dobrze. Stare czasy były super.

O.: W wywiadzie dla „Cementary” ‚zine sprzed wielu lat jako swój ulubiony napój wymieniłeś piwo „Beck’s”. Czy coś się zmieniło od tego czasu w kwestii Twoich upodobań w tym temacie, hehe?

G.: Taaaaaaaaak, Beck’s jest okropny i śmierdzi, dlatego Robert go pije hahaha. Berliner, Kindl, Jubiläum, Paulaner i baniak jak ta lala.

O.: Na sam koniec pochwal się, jaki krążek kupiłeś sobie ostatnio?

G.: Rush – „Presto” bo pierwszą gdzieś posiałem.

R.: „Horrorscope” z Legacy Records.

O.: Ok, dzięki za wywiad, mam nadzieję, że Genital Putrefaction jeszcze sporo nawojuje na death metalowej podziemnej scenie!

R.: Wyjdziemy z ukrycia.

G.: To ja dziękuję za zainteresowanie, pozdrawiamy i do zobaczenia na koncertach!!!