Epitome: „Mamy zbyt duże doświadczenie, aby oglądać i porównywać się do innych.”

Kolejna kapela, której płyta przeszła bez większego echa – przynajmniej moim zdaniem. Ale od czego jest Chaos Vault, który zawsze spieszy przybliżać Wam dobre zespoły. Zwłaszcza, jeśli są ciągnięte przez tak upartych skurczybyków jak Kiszka. Czytania jest trochę, więc nie zanudzam. 

epitome1Oracle: Siema Kiszka! Na początek może – od premiery nowego albumu minęły dwa miesiące, ale w Polsce jak zwykle raczej cicho na ten temat… Ile recenzji już przewinęło się przez Twoje ręce? Ja widziałem może z dwie – trzy…

Kiszka: Witam, witam. Widzę od początku jesteś dociekliwy i nie odpuszczasz hehehe [nie ma innej opcji, hehe – przyp. Oracle]. Zgadza się, nie sposób się z Tobą nie zgodzić. A może powiesz mi kiedy było głośno w Polsce na temat naszej płyty? No dobra, może osiemnaście lat temu, kiedy wydaliśmy demówkę i nikt tak nie grał. A teraz też jest głośno, uwierz mi – ale nie w sieci. Ta płyta dobrze się naprawdę sprzedaje i jest rozgłos. Większość o tym mówi. A dlaczego nie na głos, publicznie itp…? Nie jesteśmy jakoś uwielbianym zespołem w Polsce. Ten fakt trzeba stwierdzić. I w naszym przypadku o dobrej płycie mówi się rzadko, jest to zminimalizowane. Jak chcesz zobaczyć, żeby więcej się o nasmówiło na forach itp.. to musimy nagrać totalnie gównianą płytę. Wtedy zobaczysz co się będzie działo. A jeśli chodzi o recenzje… podobnie jest w tym przypadku. Niektórym się nie chce dobrze pisać, niektórym w ogóle się nic nie chce i tak się kręci to wszystko heheh.

epitome2O.: Dobra, trzyletnia przerwa pomiędzy „TheoROTical” a „e-ROTicon” to nienajkrótszy odcinek czasu, to może wytłumacz się, dlaczego trzeba było czekać aż tyle? Jak duży wpływ miały na to zmiany w składzie i rozczłonkowanie składu po kontynencie europejskim? Czy obecny skład jest już optymalnym? Pytam, bo na meksykańskiej trasie znów musiałeś „pożyczać” muzyków, heh…

K.: Wiesz, my właśnie średnio co trzy lata wydajemy płytę i wcale nie uważam, że jest to jakiś ogromny kawał czasu. Na to składa się wiele czynników. Jak wiadomo nie mieszkamy wszyscy w Rzeszowie, a wręcz w dość dużych odległościach od siebie. To ma na pewno ogromny wpływ na to co dzieje się w zespole. Ale nie oznacza to wcale, że są to same minusy naszej działalności. Uważam, że przez to mamy większe możliwości koncertowania, promocji i innych rzeczy, na które nas stać i do których dążymy. Tak że zdania na ten temat na pewno będą podzielone. Ja jestem przyzwyczajony do tej sytuacji, bo ciągnę już to wszystko czternaście lat od kiedy nie mieszkamy blisko siebie. I sam musisz przyznać – niejeden zespół chciałby być w takiej sytuacji. Jeśli chodzi o skład… to jedynie wokalista się zmienił, a reszta gra ze mną naprawdę spory czas, więc nie miało to żadnego znaczenia, jak długo trzeba było czekać na nową płytę. A jeśli chodzi o pożyczanie muzyków… to zostałem do tego zmuszony. Wiesz, trasa była zabukowana i cała reszta… Nastąpił taki zbieg okoliczności, że po prostu oprócz mnie nikt nie mógł pojechać. To tyle w tym temacie.

O.: Powiem Ci że trzeba mieć jebanego pecha, żeby wydawać każdy materiał w innym labelu – czy to może Wasze planowe działanie, heh? Tym razem krążek powierzyliście meksykańskiej Cadaver Productions. Ja słyszałem, że to strasznie niesolidny naród, hehe – nie obawialiście się trochę tego że wchodząc w biznesy z wytwórnią z Meksyku nie będziecie mieć wpływu na wiele rzeczy?

K.: Po raz kolejny się nie zgodzę, hehe. Po pierwsze – to nie pech. Takie są warunki na rynku, że płytę wydajemy każdą gdzie indziej. Jak dla mnie to jest to wręcz normalna rzecz. A jeśli chodzi o meksykańską wytwórnię… to nie, nie obawiałem się niczego. Już to pisałem wcześniej. Zapotrzebowanie i rozgłos w tamtej części świata było tak duże, że nie było się czego obawiać, wręcz przeciwnie – tylko czekać, kiedy to nastąpi. Przed wydaniem płyty było praktycznie wiadomo, że nakład jest prawie wyprzedany. To taka rzadko spotykana rzecz, ale stało się. Ja osobiście cieszę się z tego, że mieliśmy taką możliwość i mogliśmy doświadczyć takich chwil. Rozmawiając o wpływach na wytwórnie… Hmmmm, w większości to zespoły (nie mowie o tych dużych) to nie mają nic do powiedzenia, a deal jaki ja osiągnąłem… To nie sądzę, że mogliśmy lepiej trafić. Poza tym rozmowy trwały z wieloma firmami. Tymi większymi i mniejszymi. i jakoś nie można było osiągnąć takiego porozumienia.

epitome3O. Współpracowaliście z Conquer Records, ale nie spotkałem się chyba jeszcze z pochlebną opinią o tej wytwórni – jak sam wspominasz ten kontrakt?

K.:Hehehe, wiesz to było w 2003. Kawał czasu minął. Wiele razy wspominałem już publicznie na ten temat… [to musiałem przeoczyć – przyp. Oracle] Myślę, że nie ma sensu rozgrzebywać starego gówna. Było – minęło. Wytwórnia nie istnieje, a my działamy dalej. Przegrani się nie czujemy, hehehe!

O. Epitome zapowiadał rewoltę stylistyczną w kontekście nowej płyty. Wiesz, wielu muzyków zapowiada, że ich nowy materiał będzie całkiem inny od poprzedniego, większość zapowiedzi można wsadzić sobie między bajki, ale w Epitome jest to słyszalne. Trochę jakby więcej tutaj death metalu, zwłaszcza kilka walcowatych partii, w których można by usłyszeć na przykład wpływy Immolation… Zgodzisz się ze mną, czy zjebiesz za gadanie pierdół, heh?

K.: Hehe, tym razem się zgodę. Taki był plan od samego początku, aby wyróżnić tę płytę od pozostałych. Po raz pierwszy nie użyliśmy żadnych sampli i innych instrumentów. To już było wyznacznikiem tego, że płyta będzie się różniła. Może i masz racje, że jest więcej death metalu, tylko zauważ i przesłuchaj dokładnie, że zawsze tak było. Raz mniej raz więcej. Można powiedzieć, że wokale są bardziej death metalowe, co powoduje, że płyta brzmi dla niektórych tak a nie naczej. A z drugiej strony jest to temat rzeka. Ja pozostawiam kwestie porównań, oryginalności słuchaczom. Nie narzucając nikomu nic. Każdy ma swoje zdanie, gusta muzyczne i zapewne ta płyta jednym się spodoba, zaskoczy ich, a innym nie. Normalna kolej rzeczy. Przepraszamy, ale niestety nie jesteśmy w stanie wszystkich zadowolić, heheh!

O.: Różnice słyszę też w kwestii brzmienia – o ile „e-ROTicon” brzmiała bardzo zimno i mechanicznie (co notabene w grind corze nie jest częste), tak najnowszy krążek jest cholernie mięsisty, ciężki… Można nazwać go bardziej klasycznym od poprzedniczki, na której znalazło się kilka dziwnych instrumentów i rzadko spotykanych rozwiązań prawda?

Kepitome4.: Hmmm, po części się zgodzę hehehe. Ja uważam, że to brzmienie jest cholernie surowe. Fakt, jest ciężko, ale jeszcze żadna nasz płyta nie brzmiała tak surowo. Co do płyty „E-rot-icon” to była całkowicie inna muzyka i miała brzmieć tak jak brzmiała. Zresztą, czy można jakąkolwiek naszą produkcję przez tyle lat porównać do siebie brzmieniowo? Nie. Muzycznie i stylistycznie tak, ale nie brzmieniowo.

O.: Podoba mi się okładka najnowszego dzieła Epitome – odbiega od większości death/grindowych front coverów, jak zresztą większość Waszych okładek. Jak trafiliście na Katarzynę i czym urzekły (jeśli Cię urzekły, hehe) jej prace?

K.: Może zmienię troszkę na początku koncepcję pytania i nawiążę do pierwszego. O dobrych okładkach powie się, że jest dobra i fajna albo się nic nie powie, co oznacza, że jest dobra heheh. Znam to z doświadczenia. Kiedy byłaby słaba oprawa graficzna zobaczyłbyś co by się działo hehe. Juz raz tak mieliśmy. Ale kontynuując pytanie… poznałem Katarzynę i zaczęliśmy dużo rozmawiać o możliwości współpracy. O pomysłach, koncepcji, tekstach, pewnych wzorcach,o tym, czego byśmy chcieli itp….temat rzeka. Katarzyna dała również swoją wizję do tego wszystkiego i tak w jakiś sposób wspólnie doszliśmy do porozumienia. A efekt jest taki jaki widać. Dla mnie jest rewelacyjny i zapewne dla innych również dobry, bo nikt nie krytykuje. A czym mnie urzekły jej prace? Najważniejsza w tym przypadku była chęć współpracy, cała wizja i tak to wszystko się potoczyło.

O.: Na nowym krążku odeszliście raczej od typowej grindowej stylistyki jeśli mowa o tekstach, uderzacie raczej w sferę społeczną – doroślejecie, zmienił się Wam tekściarz czy może jakieś inne czynniki na to wpływają?

epitome5K.: Wszystko po trochu. Zestarzeliśmy się jak każdy, hehehe. Albo postarzeliśmy heheh. Również wokalista inny, co ma duży wpływ. Prawda jest taka, że nikt raczej nie może się wypowiedzieć na temat naszych wcześniejszych tekstów, bo nikt nie miał możliwości przeczytania ich i dostępu do nich. To jest pierwsza produkcja kiedy każdy ma możliwość zobaczenia tego.

O.: Nie rezygnujecie natomiast z typowego scenicznego outfitu, czyli kitli i ujebanej juchą fizjonomii, hehe. Czy jest to dla Was synonim koncertowego imadżu, tak jak corpse painty dla black metalowców albo białe adidasy i katanki dla thrashersów?

K.: I nie zamierzamy z niczego rezygnować. To pasuje do nas, do muzyki, jesteśmy tym sposobem bardziej rozpoznawalni, a czasami wręcz szokujemy tym naszym imagem 🙂 Nam się to podoba i ludziom również, więc temat zamknięty.

Koncertowaliście ostatnio trochę. Niestety kurwa mało w Polsce. W rozmowie ze mną stwierdziłeś kiedyś, że łatwiej jest Ci zorganizować koncert w Meksyku niż w Polsce. I jak myślisz – z czego to wynika? Bo nie kumacie się z wszystkimi dookoła, nie siedzicie na miejscu (no, po części), nie wydają Was znane polskie labele, a może sława o Was wyprzedziła Was samych, hehe?

epitome6K.: I wciąż tak mówię. Fakt, że jak to ująłeś nie kumamy się i nie liżemy dupy innym. Może dlatego taka jest pozycja zespołu, a nie inna. Nie wiem. Napewno ma to jakiś wpływ. Wiesz, Polska ogólnie to dziwny kraj, jako ludzie mamy lekko skrzywioną psychikę, ale to chyba dlatego, że od pokoleń jesteśmy wykorzystywani. Tu panuje zazdrość, aby tylko ktoś nie miał lepiej, aby mniej znany zespół nie miał lepiej, niż ten co posiada profesjonalnego managera. No bo co z niego wtedy za menager i takie pierdoły. Wiesz, ja na ten temat i całych ukladów i innych tego typu podobnych mógłbym książkę napisać. Pamiętaj też, że dużo rzeczy i gadania na nasz temat to zwykłe plotki, które biorą się z tego czy tamtego, nieważne. Jesteśmy odcięci od tego wszystkiego, co nie oznacza, że z nikim nie rozmawiamy. Graliśmy jakoś z wieloma zespołami i nie było żadnych problemów, wręcz przeciwnie. I sam to wiem od innych, jakie plotki krążą. Sytuacja się klaruje, jeśli ludzie czy zespoły spędzają z nami czas, a nie słuchają głupot. To jest ta nasza mentalność. A co do koncertów.. To potwierdzam, że szybciej zrobię trasę w Meksyku, niż u nas w Polsce. Ale nie martw się heheh – planuję na wrzesień ogarnąć trzy sztuki w naszym kraju i zobaczymy jak będzie. Więcej newsów niebawem.

O.: O, i to jest dobra wiadomość. Widziałem Was kilkukroć na tak zwanych „mieszanych” koncertach, gdzie Epitome był wsadzany na przykład między kapele black metalowe – ale wychodziliście obronną ręką. Zdarzało się Wam na przykład, że ktoś kazał Wam spierdalać ze sceny, bo on chciał antychrześcijańskich manifestów wyrzyganych przez kruka, a dostawał krwawe, patologiczne opowieści wyrzygane growlem, heh?

K.: Nie… No może przed laty kazano nam zejść ze sceny, ale problem szybko został rozwiązany. Było to dawno. Nie mamy takich sytuacji. Jesteśmy zapraszani tam gdzie nas chcą. Nie pchamy się na siłę, więc nie ma żadnych kwasów i problemów.

OK, ja miałem przyjemność jechać raz na koncert w jednym busie i film urwał mi się dwukrotnie. Mogę więc zaświadczyć, że za kołnierze nie wylewacie. Możesz powiedzieć, kto z polskich lub zagranicznych kapel może stawać z Wami w szranki, lub choćby z kim lubicie przechylać szkło jak tylko macie okazję?

epitome7K. Tu nie ma żadnych kryteriów kto może z nami imprezować, grać itp….jeśli jest dobra załoga to jest dobrze i nieważne, czy ktoś może stawać z nami czy nie. Uwierz mi, że wiele ludzi już zmieniło zdanie o nas właśnie po takich wspólnych wypadach.

O.: Pierwsze demo Epitome „Engulf the Decrepitude” zostało nagrane o ile wiem w całkowicie innym składzie niż obecny line up Epitome – to nie jest często spotykana sprawa (choć występuje na przykład w przypadku Napalm Death) – wiesz może jak tamten skład zapatruje się na obecną postać Epitome? Uważasz w ogóle to demo za część spuścizny obecnej postaci Epitome?

K.: Tak ja doszedłem do zespołu zaraz po nagraniu tego dema. Zresztą pamiętam jak było nagrywane. Wtedy poznaliśmy się wszyscy. Można powiedzieć, że byliśmy dziećmi. Ten materiał to całkowicie inna piłka. Nie ma nic wspólnego ze starym i teraźniejszym Epitome. To materiał po prostu nagrany. Cenię go, bo otwiera historię tego zespołu, ale nie miał żadnego wpływu na dalszą działalność i rozwój. A jak się inni zapatrują? Nie wiem i prawdę mówiąc mało mnie to obchodzi. Jeśli się podoba to dobrze, jeśli nie to nie będę ubolewał z tego powodu. Nam się ma podobać, a jeśli inni odbierają to tak jak my lub podobnie to cieszy nas to. Ciągnę ten zespół od lat i jeśli miałbym patrzeć czy byłym członkom i poszczególnym ludziom się podoba to już dawno musiałbym zrezygnować z tej pasji.

A jak sprawa się ma ze splitem Epitome i Deformed oraz Septicopyemia? Na Metal Archives figuruje o nim jedynie adnotacja, ale żadnych szczegółów – to może naświetlisz sytuację?

K.: Nic nie wiem na ten temat. Nigdy o tym nie słyszałem. Może ktoś chciał zrobić ten split… nie wiem. Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem.

O.: Ha, to dobrze, hehe… W ogóle to pomimo długiego stażu na scenie akurat Epitome nie napierdoliło sobie w dyskografii dziesiątków splitów, Epek i innych zapychadeł, co jest częste na scenie grind’owej. Wynika to z braku czasu czy wolicie przyjebać raz na jakiś czas a dobrze, a nie co środę przeciętnie?

epitome8K.: Perwsza rzecz to czas. Każdy z nas ma prywatne życie, teraz rodziny, więc wiadomo, że trzeba pogodzić te wszystkie rzeczy, aby kontynuować granie. Choć jesteśmy zwolennikami nagrania dobrej płyty raz na jakiś czas. To fakt. A zrobienie dobrej płyty zajmuje sporo czasu. Tak to wygląda w naszym przypadku. Nikt nas nie pospiesza. To my decydujemy o wszystkim. I na pewno się to nigdy nie zmieni.

O.: Co spowodowało tak w ogóle, że nastoletni Rafał postanowił napierdalać grind/death metal? Mało innych rzeczy do robienia było w Rzeszowie? No i czy w dalszym ciągu kibicujesz Resovii heh?

K.: Heheheh miałem wybór… Albo zostać bandziorem albo zająć się jakąś pasją heheheh. A tak na prawdę… To kiedy chodziłem do szóstej klasy podstawowej to ta muzyka była popularna, każdy młody wówczas gówniarz słuchał tego, nosił koszulki. To było piękne. Można powiedzieć, że była to pewnego rodzaju moda w tym czasie, a ja nieświadomy tego podążyłem za tym i tak zostało po dzisiejsze czasy. Mam to co chciałem hehe. A czy kibicuję… Oczywiscie… Nie uczestniczę czynnie bo nie żyję w Polsce, ale śledzę wszystko co się dzieje:)

O.: A propos Rzeszowa – wywodzicie się z niego. Wiele zespołów z tego miasta nie wytrzymało próby czasu, a były to kapele, których jednak trochę szkoda, bo nie były złe, a często wręcz przeciwnie. Co sprawia, że akurat Epitome nie daje za wygraną i wypluwa co jakiś czas nowe materiały?

epitome9K.: Ja wiem, że może zabrzmi to jak jakiś samozachwyt… ale prawda jest taka, że gdyby nie ja tego zespołu nie było by już bardzo dawno temu. Nie wiem czy jego historia nie zakończyłaby się po sławnym demo „Autoeroticism”. Nie byłoby w tym nic dziwnego bo 90% kapel tak skończyło. Później nadszedł ten czas, że skład się w miarę ustabilizował i gramy do dzisiaj. Moja zasługa i upartość to jedna rzecz, ale nie należy zapominać o członkach, bo oni odgrywają teraz taką samą rolę jak ja. Kiedyś było inaczej, teraz jesteśmy zespołem. I to widać i słychać.

O.: Zapewne śledzisz scenę grind’core’ową, więc może polecisz lub zareklamujesz jakieś mało znane jeszcze dla szerszego grona kapele?

K.: Nie zareklamuję, bo w ogóle nie słucham. Może Ty mi polecisz coś grindowego godnego uwagi? [Kiedy ja w większości z grindu to tylko klasykę łykam… – przyp. Oracle] Bo ja nic takiego nie zauważyłem od lat. Przykro mi, że nie jestem w stanie pomoc 🙂

O.: A pouprawiajmy trochę autoeROTyzmu, hehe – dlaczego Epitome jest lepszy Twoim zdaniem od masy innych zespołów sceny grindcore’owej? Nie każdy zespół może pochwalić się fanklubami dajmy na to w Meksyku, heh…

K.: Wiesz, ja tego nie pwoiedziałem, że jestem lepszy albo że jesteśmy lepsi. Czy się tak czujemy…? Nie…ale jesteśmy pewni siebie i tego co robimy. Mamy zbyt duże doświadczenie, aby oglądać i porównywać się do innych. Fankluby i inne rzeczy działają, a na to trzeba zrobić wrażenie dobre, zasłuzyć sobie czymś i nie tylko osobowością albo ściemami żeby to osiągnąć, ale przede wszystkim szczerą muzyką. To się liczy. Nie mamy tak wszędzie, ale są miejsca gdzie naprawdę czujemy się jak w innym świecie.

O.: Z drugiej strony będąc tyle lat częścią polskiej sceny metalowej na pewno nie jedno świństwo widziałeś i niejeden Wam zalazł za skórę – wszak metalowa niezłomna brać istnieje tylko w tekstach Manowar, hehe. Co najbardziej Cię wkurwia na tej scenie?

epitome10K.: Nie chcę wylewać publicznie brudow, wymieniać nazwisk czy zespołów., organizatorów itd… Dużo rzeczy mnie drażni, ale nie jestem w stanie im zapobiec. Od pewnych mogę uchronić ten zespół, ale nic poza tym. Kolejny temat rzeka, ale może kiedyś nadejdą te czasu, że opowiem o wszystkim. Z pewnością byłaby to doskonała lektura dla niektórych, hehe…

O.: Skąd Twoja ksywa – Kiszka? Iście grind core’owa, tu akurat nie ma dwóch zdań, hehe!

K.: Ksywa powstała bodajże w 1988 roku, więc niektórych jeszcze na świecie nie było, hehehe. Zupełnie przypadkowa ksywa, zresztą jak większość, hehe…

O.: No ale geneza, geneza jaka!? Okej, na koniec powiedz jeszcze, czego słuchałeś odpowiadając na moje pytania i puszczam Cię wolno. Możesz też zdradzić plany Epitome na najbliższą przyszłość. Dzięki!

K.: Hehe to się zdziwisz – muzyki klasycznej. Dlatego taki grzeczny byłem w wywiadzie, hehe! A plany… gramy koncerty, bo to najlepsza forma promocji. Po wakacjach planujemy zagrać mini traskę na Słowacji i zrobić ze trzy koncerty w Polsce. Również we wrześniu wyjdzie europejska wersja w formie normalnego Cd „TheoROTical”. Kto ją wyda? Rozmowy trwają, a jak wszyscy będą mieli takie ruchy to po raz kolejny biorę sprawy w swoje ręcę i sam to wydam. Płyta będzie na pewno we wrześniu. To tyle na razie. Pozdro!

Autor

10189 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *