Desolator: „Death metal nigdy nie odnosił komercyjnych sukcesów i nigdy też nie był modny.”

Desolator to kolejna kurewsko dobra kapela z katalogu Hellthrasher Productions. Jeden z ich pierwszych strzałów zarazem. Po dwóch demówce i splicie z równie dobrym Resurgency nareszcie nadszedł czas na wydanie pełnowymiarowego krążka, „Unearthly Monument”. CO było bardzo dobrą okazją do odpytania Jonasa (basisty) i Stefana (gitara i wokal) na okoliczność debiutu, historii i tak dalej. Pora zapuścić więc jakiś dobry death metal i można czytać.
desolatorOracle: Hail Desolator! Jak tam Wasze nastawienie do świata op wypuszczeniu tak dobrego krążka jak „Unearthly Monument”? Jak dla mnie oto jest to jedna z lepszych płyt death metalowych wydanych w tym roku i z tego co widzę, inni recenzenci podzielają mój pogląd. Pewnie jesteście zadowoleni, co?

Jonas: Hail! Tak, jestem nawet bardziej niż zadowolony! Album był w sumie przez dwa lata w fazie produkcji, z wszelkimi komplikacjami różnego rodzaju. Tak więc wydanie tego krążka odczuwamy niemal jak zwycięstwo.

Stefan: Hej! Dzięki za miłe słowa! To na pewno nie jest perfekcyjny krążek, ale miło wreszcie było wydać wersje tych utworów, które brzmią tak, jak graliśmy je na żywo. Mam nadzieję, że ten krążek przyniesie nam większą rozpoznawalność, która przełoży się na częstsze i lepsze koncerty oraz jakichś fanów.

desolator1O.: No mam również taką nadzieję. A porozmawiajmy chwilę o Waszej historii. Zaczęliście grać w 2009 roku, od samego początku działaliście jako Desolator? Pytam bo obecnie istnieją przyanjmniej cztery aktywne Desolatory, dlaczego więc Wy mielibyście być tym najprawdziwszym? Nie chcieliście zmienić nazwy, gdy dowiedzieliście się o istnieniu pozostałych Desolatorów?

J.: Na samym początku w ogóle nie mieliśmy nazwy, w zasadzie to mieliśmy już kilka gotowych utworów zanim zdecydowaliśmy się ostatecznie na nazwę dla kapeli. Wyszedłem z tą nazwą i szczerze – nie wiedziałem o istnieniu innych zespołów tak ochrzczonych. Byłem potem na jakimś festiwalu i rozmawiałem o swoim nowym zespole z przyjaciółmi. Zapytali, jak kapela się nazywa, ja powiedziałem, że jeszcze nie mamy nazwy, ale rzuciłem im kilka pomysłów, nad którymi myśleliśmy, a kiedy wymówiłem „Desolator” zaczęli drzeć się na całe gardło, wrzeszcząc tą nazwę i wówczas już wiedziałem, że to będzie świetna nazwa dla zespołu! Jasne, może być jakieś zamieszanie z czterema kapelami nazwanymi w ten sam sposób, ale dopóki żadna z nas nie gra podobnie ani nawet w tym samym stylu, myślę, że nie jest to problem.

S.: Tak jak powiedział Jonas, myślę że nie będzie to kolidować. Wymyślanie nazwy to naprawdę trudne zajęcie i nie chcemy znów przez to przechodzić, haha!

O.: W zasadzie od samego początku gracie w niezmienionym składzie. Jedyna zmiana nastąpiła na stołku perkusisty. Dlaczego Mille opuścił zespół, no i jak znaleźliście Victora – jego następcę?

desolator2J.: Mille na samych początkach był wspaniały, ale jego ambicje nie równały się z ambicjami naszej reszty, co stało się jasne już przy nagrywaniu materiału na EPkę „Mass Human Pyre” – wtedy dotarło do nas, że tak naprawdę to on nie dba o ten zespół. Od tego czasu nawet się z nami nie kontaktował, a my również stwierdziliśmy, że nie będziemy zawracać mu głowy kontaktując się z nim. Victora polecił nam przyjaciel, byliśmy i wciąż jesteśmy bardzo szczęśliwi, że bębni z nami. Bo poza tym, że jest świetnym perkusistą, jest też bardzo dobrym przyjacielem, a myślę, że to jest najważniejsze chcąc by zespół działał dobrze.

S.: Victora poznałem podczas picia z kumplem z forum po koncercie Katatonii. To był niesamowity zbieg okoliczności i duże znaczenie w osiągnięciu „Unearthly Monument”. Początkowo miał na nim zagrać jako sesyjny, ale chemia między nami okazała się na tyle dobra pod względem prywatnym i muzycznym, że ostał się jako stały członek.

O.: Wiem, że na początku chcieliście grać raczej w stylu doom/death metalowym, ale z czasem po kilku próbach jakoś przeszliście na drogę oldschoolowego death metalu. Dlaczego?

J.: Na naszej pierwszej próbie zdecydowaliśmy się zagrać kawałek Katatonii „Murder”, bo i pomysł był właśnie by grać doom/death metal. Ale szybko zorientowaliśmy się, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, by grać ten typ muzyki, haha! Ja, Joakim i Mille mieliśmy już dwie próby za sobą, zanim dołączył do nas Stefan, a nie mogliśmy grać „Murder” bez dwóch gitarzystów, zrobiliśmy dwa kawałki, które były szybsze i bardziej death metalowe. Po naszej porażce z death/doom metalem zagraliśmy te numery Stefanowi a on nagle wymyślił kilka świetnych death metalowych riffów. Doszliśmy więc do wniosku, że będziemy lepszym zespołem grając death metal niż doom/death metal, haha.

desolator3S.: Początki były bardzo chaotyczne, bo nie mieliśmy prawie żadnych umiejętności ani też pojęcia, co chcemy grać. To dlatego nasze najstarsze numery są bardzo proste, z ledwo podstawą tremola i sekwencją power chordów. Nasze bardzo wczesne numery jak „Demise Of All Life” czy “Bludgeoned, Beaten and Berated” lub “Gravefeast” są niemal jak eksperymenty, poprzez które chcieliśmy sprawdzić, co jesteśmy w stanie zrobić. Byłem też bardzo uparty jeśli chodzi o wybór wokalisty, bo zajęło mi i Joakimowi chwilę, by dobrze opanować zarówno gitary jak i wokal. W tym znaczeniu zespół wciąż ewoluuje. Jonas radzi sobie coraz lepiej z wokalami, które pomały przypominają już potrójny atak, coś co wiele osób uważa za fajną rzecz na naszych koncertach. Sposób w jaki brzmimy również się zmienia, od tego, że brzmi to bardziej chwytliwie, a nawet przyjemnie, do bycia cięższym, bardziej złowieszczym.

O.: Jako Desolator nie gracie więc doom/death metalu, jednak dwóch z Was powołało do życia Soliloquium, zespół inspirowany muzyką Paradise Lost czy My Dying Bride. Słuchałem Waszej Epki i muszę Wam powiedzieć, że nie podoba mi się ona tak, jak muzyka Desolator, haha, ale to wciąż bardzo przyzwoity zespół. Oczywiście Desolator wciąż jest Waszym priorytetem?

J.: Soliloquium to solowy projekt Stefana, ja sam nie słucham tak bardzo doom/death metalu, ale uważam, że zrobił tam jedne ze swoich lepszych utworów. Zapytałem więc, czy mogę grać u niego na basie, bo naprawdę uważam, że to niezła muzyka. Joakim robił wokale dla death/doom metalowego Within The Fall, stąd też sporo doom/death metalowych patentów nie pasowało do Desolator. Desolator to nasz główny zespół i jedyny, z którym gramy na żywo. Pozostałe to wciąż jedynie projekty studyjne i w takim sensie nie są zespołami.

desolator4S.: Tak jak powiedział Jonas, Desolator to zespół koncertowy, wszystkie inne są na drugim planie, przynajmniej dla mnie. Ponadto ja, Jonas i jeden kumpel imieniem Gustav mamy projekt nazwany Ending Quest, który jest klasycznym szwedzkim death metalem. Wydaliśmy dwie demówki, a wkrótce nakładem FDA Rekotz wypuścimy debiutancką płytę. Może zagramy kilka numerów Ending Quest na żywo z Desolator któregoś dnia, bo wiem, że niektórzy nasi fani chcieliby je usłyszeć. Z Soliloquium nie planujemy grać na żywo. Nasz pałker Victor również ma swój death/doom metalowy projekt – Hadriel.

O.: Wasza demówka najpierw ukazała się w 2010 roku waszym sumptem, potem dzięki Torn Flesh Records. Czy to drugie wydanie różni się jakoś od pierwszego? I kto zaprojektował Wam logo z tego wydawnictwa? Wygląda dość prymitywnie, hehe…

J.: Nie ma różnic pomiędzy tymi wydawnictwami, jedynie w kwestii okładki. Mille wykonał pierwszą logówkę – owszem, jest ona super prymitywna, tak jak i całe nagranie, pasuje więc do tej demówki bardzo dobrze.

O.: Po tej demówce wypuściliście split z Resurgency i muszę przyznać, że to morderczy materiał – rozjebaliście tak Wy, jak i oni. To było również Wasze pierwsze wydawnictwo dla polskiego Hellthrasher Productions. Kto zaproponował współpracę komu – Bart Wam, czy może jakoś inaczej to poszło?

J.: Bartek z Hellthrasher Productions skontaktował się z nami za pośrednictwem myspace i zaproponował kontrakt na wydanie kompaktowego splitu. Akurat zaczynaliśmy prace nad „Mass Human Pyre”, więc wszystko dobrze się zgrało.

desolator5O.: Wasz debiut zawiera kawałki zarówno z demówki jak i ze splitu. Jedynie „The Flesh Consume” jest całkiem nowym utworem. Zamieściliście go, bo tylko ten numer mieliście przygotowany czy raczej odbyło się to na zasadzie – jest nowy numer, więc to pieczętuje fakt, iż mamy nowy materiał.?

J.: Album tak w zasadzie zawiera trzy nowe utwory: „Thy Flesh Consumed”, “Infernal Gathering” I “The Triumph of Death” [kurwa, faktycznie, mój błąd – przyp. Oracle]. Lubimy wszystkie nasze kawałki i czuliśmy, że nie byłoby sprawiedliwym nie nadać im nowego, lepszego brzmienia. Nagraliśmy je więc raz jeszcze, by uzyskać lepsze brzmienie, które byłoby odpowiednie dla tych starych numerów, a do tego dorzuciliśmy jeszcze trzy nowe kawałki. Ale tak, umieściliśmy „Thy Flesh Consume” na początku, by album startował od czegoś, czego ludzie jeszcze nie słyszeli. A poza tym ten kawałek miał fajne intro, z akustycznymi gitarami i tak dalej…

S.: Celem zamieszczenia starych kawałków na „Unearthly Monument” było faktycznie uzyskanie dla nich odpowiedniego brzmienia. „Gravefeast” i split z Resurgency były niesamowicie spieprzone pod wieloma względami. Ponadto te kawałki brzmią całkiem inaczej, po tym jak poprawiliśmy nasze umiejętności i dołączył do nas Victor. Te wersje pozwoliły nam ruszyć dalej zresztą materiału, że tak się wyrażę. Poza tym wymyśliliśmy, że wiele osób, które nie słyszało jeszcze demówek będzie chciało wpierw usłyszeć album, co w sumie jest logiczne.

O.: No właśnie, utwory nie są nowe, a jedynie nagrane ponownie. I brzmią mocarnie i potężnie. Ale one nie brzmią jak typowy szwedzki death metal, Wy również nie brzmicie jak typowy death metalowy zespół ze Szwecji, który jest ostatnio bardzo popularny. Wasz death metal to jak esencja szwedzkich wpływów z jednej strony, ale też mocnych inspiracji starym Cannibal Corpse czy Bolt Thrower. Zgodzicie się ze mną?

desolator6J.: Masz rację, naszą intencją nigdy nie było brzmieć jak typowy szwedzki death metalowy zespół, czy mieć do sławne death metalowe szwedzkie brzmienie MH-2. Niektórymi naszymi inspiracjami są Vader, Asphyx czy Death, celujemy w klasyczne death metalowe brzmienie. Aktualnie pracujemy nad nowym krążkiem i już kilka utworów mamy gotowych. Myślę, że ludzie będą rozjebani – będzie to cały czas klasyczny death metal, ale z naszym własnym brzmieniem.

S.: To była nasza zamierzona decyzja, by z Desolator zrobić coś trochę innego, a typowy szwedzki death metal grać z Ending Quest. Osobiście, myślę, że na scenie jest zbyt wiele zespołów brzmiących jak Dismember czy Entombed. Naprawdę uwielbiam te stare kapele, a i część z tych nowych jest super, ale nasze nowe utwory celują raczej w osiągnięcie własnego brzmienia. Zespołem, który miał wpływ na mój sposób pisania utworów w ostatnich kilku latach było jednak Immolation. Co oczywiście nie oznacza, że część naszych riffów nie będzie brzmieć po szwedzku, haha!

O.: Sam zahaczyłeś o temat fali zespołów death metalowej, więc powiedz proszę – jak myślisz, ile z tych zespołów rzuci to wkrótce w cholerę i zacznie grać coś innego, co akurat będzie modne?

J.: Myślę, że Szwecja zawsze będzie miała swoją scenę death metalową i gdy jedne zespoły będą kończyły swoją działalność, ich miejsce będzie zajmowane przez inne. Metal w ogóle jest bardzo popularny w Szwecji, zawsze znajdzie się tutaj publika dla death metalu. Death metal nigdy nie odnosił jednak komercyjnych sukcesów i nigdy też nie był modny. Ja osobiście jednak bardzo lubię taką sytuację, że nikt nie będzie nas słuchał z powodu mody, a jedynie dlatego, że naprawdę lubią naszą muzykę.

S.: Popularność przychodzi falami, ale są takie zespoły, które zawsze grają swoje, bez baczenia na gorszy okres. Niektóre po prostu nie mają szczęścia, popatrz na taki zespół jak Kaamos, chyba mój ulubiony zespół z tej nowej fali oldschool’a. Grają prawie od początku lat dwutysięcznych, a zyskali na popularności dopiero gdy Repugnant wydali „Epitaph of Darkness”. Jak powiedział Jonas, death metal to pasja na wiele sposobów. Nie będziesz jednak był headlinerem wielkich festiwali.

desolator7O.: A co ze starszą generacją szwedzkich death metalowców, które zespoły są najważniejsze Waszym zdaniem, jeśli patrzylibyśmy na cały gatunek? Jest to w ogóle możliwe?

J.: Jest ich zbyt wielu, by wymieniać, no ale oczywiście założyciele całej sceny, tacy jak Possessed, Death, Morbid Angel, Cannibal Corpse, Autopsy, Deicide są na pewno bardzo ważni. Jeśli chodzi o scenę w Szwecji, to w zasadzie można mówić, że mamy swoją własną „wielką czwórkę” – Entombed, Dismember, Grave i Unleashed. Ale też na przykład Bathory, który był pierwszym ekstremalnym zespołem metalowym na świecie.

S.: Ciężko jest nie dać nudnej odpowiedzi na to pytanie. Jeśli chodzi o Szwecję, powiedziałbym, że to Entombed / Nihilist ma największy wpływ, z kolei Dismember jest najlepszym zespołem. Autopsy wpłynęło bardzo na Dismember, podczas gdy Entombed pełne jest wpływów punk’a na ich wczesnych nagraniach. Death i Possessed są zaś poprawnymi nazwami, jeśli chodzi o zespoły, które dały początek temu wszystkiemu.

O.: Sporo z tych zespołów już nie istnieje, ale część powróciła do świata żywych. Które come-backi były dla Was największym zaskoczeniem?

J.: Z tych największych i najlepszych zespołów, które w ostatnich latach powróciły na scenę najlepszymi powrotami były Autopsy i Asphyx. Obydwa wydały naprawdę wspaniałe powrotne krążki! Wyczekuję też ogromnie nadchodzącego krążka Carcass! Ale mówiąc o niespodziankach, byłem naprawdę zaskoczony, kiery The Crown obwieściło, że wraca. Bardzo chcę zobaczyć ich na żywo.

S.: Nowe wydawnictwa Austopsy są świetne, przede wszystkim dlatego, że grają coś naprawdę swojego, ale jednak nie plagiatują swoich starych numerów, jak wiele zespołów, które powracają ostatnio. Numery jak „Bridge Of Bones” biorą nas całkowicie w inne rejony, zamiast brzmieć po prostu jak „Severed Survival” czy „Mental Funeral”. Mam tylko nadzieję, że Dismember również któregoś dnia zacznie znów grać. Ah, i zgadzam się z Jonasem co do powrotu The Crown. Byli jednym z moich ulubionych zespołów przez ponad dziesięć lat, więc faktycznie mam nadzieję zobaczyć ich jak grają na żywo wkrótce.

O.: Może to pytanie będzie lekko spoza tematu, ale chcę poznać Wasze zdanie. Wkrótce przez Europę przetoczy się tournée pod nazwą Death to All, czy jakoś tak. Nie wiem, czy będą grali w Szwecji, ale na pewno zawitają do Polski. Na plakacie mamy duże logo Death. W składzie mamy członków Death, którzy grali na „Human”. Oczywiście bez Schuldinera. Zamiast niego jest Max Phepls z Cynic. Co myślisz o takim wydarzeniu? Poszedłbyś na takie show?

desolator8J.: W zasadzie to nawet nie wiem, co o tym myśleć, ale chyba poszedłbym to zobaczyć, bo nigdy nie miałem okazji widzieć koncertu prawdziwego Death. Fajnie byłoby usłyszeć te utwory podczas koncertu. To szansa na doświadczenie świetnej muzyki Chucka Schuldinera i nie myślę, że ktokolwiek odegra tę muzykę bardziej sprawiedliwie niż właśnie ci kolesie.

S.: Zgadzam się z Jonasem całkowicie. To nie zastąpi Death z Chuckiem na pewno, lecz poszedłbym by wysłuchać koncertowego wykonania tych wspaniałych numerów. Uwielbiam ich całą dyskografię, od podłego death metalu do progresywnego metalu, myślę więc, że byłoby to ciekawe doświadczenie.

O.: A może porozmawiamy o takiej hipotetycznej sytuacji – umiecie sobie wyobrazić, że za kilka lat Desolator kończy działalność, a po chwili Victor reaktywuje zespół i gra koncerty jako… nie wiem… The Desolators? Takie sytuacje miały miejsce już w przeszłości…

J.: Nie myślę, by coś takiego kiedykolwiek się nam przydarzyło, ale jeśli ja nie mógłbym być już częścią tego zespołu z jakichś powodów, nie robiłbym reszcie problemów z kontynuowaniem działalności pod tą nazwą. Tak ustalaliśmy, że chcemy przeć do przodu, chcemy tego tak bardzo, że nie myślę nawet, iż kiedykolwiek dam sobie z tym spokój! To była długa i ciężka droga, by dostać się tutaj gdzie obecnie jesteśmy, no ale w sumie to dopiero zaczęliśmy tę podróż.

S.: Nie miałbym nic przeciwko temu, by ktoś inny grał moje utwory i kontynuował to co zacząłem. Zwłaszcza, jeśli oznaczałoby to rozwój zespołu i jego dalszą działalność.

O.: Dobra, koniec żartów. Widziałem, że graliście ostatnio na Majorce – całkiem fajne miejsce dla death metalu, haha! Jak było? Graliście jeszcze jakieś inne gigi warte zapamiętania?

J.: Nie mogłem niestety zagrać na tym koncercie, na basie zastąpił więc mnie mój przyjaciel. Ale z tego co słyszałem, było znakomicie. Graliśmy wiele bardzo dobrych gigów, ale ja osobiście wyróżniłbym te sztuki, które graliśmy razem z Phidion, Smothered, Blood Mortized i Obscyria, bo to nasi przyjaciele i zawsze wspaniale gra się z nimi.

desolator9S.: Było fantastycznie na każdej możliwej płaszczyźnie, szkoda jedynie, że Jonas nie mógł z nami zagrać wówczas. No ale nasz przyjaciel Noak zrobił świetną robotę jako sesyjny basista. Sam festiwal miał miejsce pośrodku niczego na Majorce, ale miejsce było całkiem miło naładowane ludźmi. Hiszpańscy fani są niesamowitymi pasjonatami i zwariowaną publiką. To był w zasadzie pierwszy raz, kiedy widziałem moshpit podczas naszych utworów. Fajnie było zobaczyć Insision, Tormention, Goreinhaled i ten austriacki zespół o dziwnej, długiej nazwie, a potem plątać się razem z nimi i imprezować, bo to naprawdę świetni goście. Mam świetne wspomnienia ze wszystkich gigów, jakie zagraliśmy. Wypady do innych państw i koncertowanie tam są oczywiście dużo bardziej ekscytujące, jednak granie u siebie ma taką fajną familijną atmosferę, dlatego gigi w okolicach Sztokholmu. A imprezowanie przed i po koncertach jest zazwyczaj tak samo fajne, jak samo granie na deskach.

O.: Dobra, a teraz coś z zupełnie innej beczki. Co sądzicie o Waszej słynnej polityce socjalnej? Z jednej strony, często jest krytykowana przez wydawanie pieniędzy na ludzi, którzy nie chcą pracować, z drugiej jest zapewne pomocna dla młodych ludzi, jak Wy. Ponoć nawet liczyć możecie na salę prób i instrumenty?

J.: Szwecja jako państwo ma swoje wady i zalety, oczywiście możesz liczyć na salę prób i instrumenty, albo przynajmniej mógłbyś na to liczyć, bo nie jest to takie proste, jakby się mogło wydawać, kosztuje Cię to wiele pracy i wysiłku. Ja pracuję, chodząc więc do pracy muszę sam kupić sobie instrumenty, jak inni ludzie. Ten sławny socjal dotyczy przede wszystkim ludzi biednych, no i imigrantów.

S.: Jestem zadowolony z życia w Szwecji. Nie jest to idealny kraj, ale inne są wiele gorsze. Wszyscy czterej w Desolator jesteśmy przeciętnymi kolesiami, z normalną pracą czy studiami, więc tak naprawdę niewiele mamy wspólnego z opieką socjalną. Pozytywną rzeczą na pewno jest opieka medyczna czy edukacja. No ale są też problemy, dokładnie takie, za jakie się krytykuje cały ten system – wydawanie pieniędzy na przypadki moim zdaniem beznadziejne i bezużyteczne.

O.: A teraz zapytam o literaturę – szwedzkie kryminały są bowiem bardzo popularne. Tacy autorzy jak Mankell czy Larson są dość popularni, prawda? Też ich lubicie, czy może preferujecie inny rodzaj ksiażek?

J.: Przeczytałem wszystkie książki Mankella z serii „Wallander” i naprawdę mi się podobały. Dużo czytam, zwłaszcza lubię biografie muzyków czy zespołów, których jestem fanem.

desolator10S.: Szczerze mówiąc, w ogóle nie czytam książek. Uwielbiam za to seriale – „Oz”, „Gra o Tron”, „Dexter”, „Breaking Bad”, „Californication” czy „The Wire” i wiele innych.

O.: Dobra, a poza literaturą, samochodom (volvo oczywiście) i muzyką Wasz kraj znany jest jeszcze z jednej rzeczy – słynnej i smacznej wódki Absolut. Często ją pijecie, czy może preferujecie inne, nie mniej dobre, a nie tak popularne marki?

J.: Ja nie jestem entuzjastą wódki, preferuję raczej piwo, whiskey, miód pitny i Jägermeister.

S.: Piję zazwyczaj piwo, bo 5% alkoholu jest dla mnie wystarczające. Jeśli piję coś mocniejszego, to jest to raczej gin z tonikiem albo shoty, które ktoś mi kupuje, by mnie upić. Dla mnie wódka to wódka… nie czuję się jakoś przesadnie dumny z powodu Absoluta, jedynie może że jest to nasza marka narodowa w jakiś sposób. W Desolator na imprezy przynosimy raczej Jägermeistera.

O.: Okej, a powiedzcie, jakie krążki kupiliście sobie ostatnio i czy jesteście zadowoleni z zakupu? I trochę na odwrót – czy ktoś ważny dla Was kupił ostatnio może krążek Desolator i Was pochwalił?

J.: Ostatnio kupiłem sobie Watain i ich „The Wild Hunt” i myślę, że jest świetny. Może nie dokładnie taki, jakiego oczekiwałem, ale może dlatego właśnie lubię go tak bardzo? Nie wiem, czy ktokolwiek, kto był dla nas bezpośrednią inspiracją słyszał nasz album, ale wielu moich przyjaciół go słyszało i stwierdziło, że go lubią, a to znaczy dla mnie o wiele więcej.

DesolatorS.: W przyszłym tygodniu kupię sobie nowy, akustyczny album Katatonii, gdy wreszcie się ukaże. Zawsze kupuje ich płyty, to mój lubiony zespół. Zamówiłem też ostatnio sporo albumów Anathemy. Jak widzisz, niewiele death metalu u mnie ostatnio, haha! Nie, nikt „sławny” nie stwierdził ostatnio, że lubi nasz album, ale generalnie ludzie są z niego zadowoleni.

O.: OK, a jakieś plany, którymi chcielibyście się podzielić?

J.: Pracujemy nad nowym albumem i jak na razie idzie nam świetnie. Chcemy zagrać więcej koncertów za granicą i jakieś letnie festiwale w przyszłym roku, więc jeśli jacyś organizatorzy czytają to – zabookujcie nam gig!

S.: Mógłbym powtórzyć to, co pisał Jonas. Europejskie festiwale – zabookojcie nas. Zabookojcie nas teraz!

O.: To i ja się przyłączę – zabookojcie ich! Dobra, dzięki za wywiad!

J.: Wspieraj metal, hail!

S.: Dzięki za zwywiadowanie!

Autor

10860 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *