W zasadzie nie wiem, co obiecywałem sobie po wywiadzie z Degial, bo już nie raz zdarzało się, że zespół którego muzyka mnie rozpierdala odpowiada na pytania tak sobie, albo gorzej. W przypadku Szwedów są pewne porywy, świadczące o tym, że wywiad mógłby być całkiem dobry, chwilami jest jednak słabo lub nawet beznadziejnie. No ale tak już bywa, jak ktoś po prostu nie odpowiada na pytanie, lub odpowiedź zawiera się w jednym słowie. Niemniej jednak, mam nadzieję, że sięgniecie po ich album, bo akurat w sferze muzycznej nie macie prawa się zawieść. Na pytania odpowiadał J. Megiddo, gitarzysta zespołu.

 

Oracle: Hail! Po pierwsze – muszę Wam pogratulować debiutanckiej płyty, bo „Death’s Striking Wings” jest po prostu genialna! Wciąż jesteście z niej zadowoleni?

J. Megiddo: Oczywiście, że wciąż jesteśmy z niej dumni. Zawsze będziemy z niej dumni. To wspaniały kamień milowy w naszej karierze, zarówno dla zespołu, jak i indywidualnie – dla muzyków.

O.: Ok, wróćmy na chwilę do przeszłości, kiedy graliście jeszcze pod szyldem Degial Of Embos. O ile wiem, mówicie, że ta kapela wydała tylko jedno demo, zaś Metal Archives mówi o trzech demówkach – wiem, że nie jest to wyrocznia, ale skąd wzięły się te rozbieżności?

J.M.: Cóż, to były inne zespoły, a ja nigdy nie byłem częścią Degail Of Embos. Ale o ile wiem, tylko to jedno wydawnictwo kiedykolwiek ukazało się jako demo. Dwa pozostałe materiały zostały zasypane w piwnicach ich twórców.

O.: Cóż, szkoda, że odpowiedzi nie udziela żaden z założycieli Degial, byłoby trochę prościej dla wszystkich… OK, a wiesz coś może o powodach rozpadu Degial Of Embos? Ponoć chodziło tu o jakieś odmienne rozumienia tego, czym powinien być death metal – powiesz coś więcej na ten temat?

J.M.: Nie. Znasz wszystkie konieczne fakty. Koniec dyskusji.

O.: No to zajebiście… Po rozpadzie Degial Of Embos ci cżłonkowie, którzy obecnie są w zespole zatrzymali pierwszy człon nazwy. Czy miał to być znak, że istnieje nić kontynuacji pomiędzy obiema kapelami, czy może kluczowym jest tu samo słowo „degial”,a nie sam fakt, że było ono już użyte wcześniej? Czy „Degial” ma dla Was jakieś specjalne znaczenie?

J.M.: Oba zespoły miały to samo przesłanie – Degial – jeśli wiesz, czym lub kim jest on jako osoba lub byt duchowy, to wówczas nasze przesłanie wyda Ci się całkiem jasne i jakie intencje miały tak Degial Of Embos oraz Degial. Więc – oczywiście, Degial ma dla nas specjalne znaczenie. Przeważającym przesłaniem naszej muzyki jest właśnie idea Degial – fałszywego proroka. Lub, by wszyscy Podludzie, headbangujący hardrockowcy zrozumieli – mroczny prorok.

O.: „Awakening from Darkness” – tak zatytułowany jest pierwszy materiał, jaki wypuściliście po sformowaniu zespołu. Czy mam rację, że owo „przebudzenie” jest dla Was dość symboliczne? Na marginesie, kaseta została wydana przez Zombie Ritual Tape, sublabel Blood Harvest Records. Czy to wydanie różni się jakoś od tego, które wydaliście własnym sumptem?

J.M.: Oczywiście, że „przebudzenie” ma wymiar symboliczny, to było pierwsze wydawnictwo jako nowego zespołu, po całym tym letargu, graniu z ludźmi, którym w ogóle nie zależało, oni chcieli tylko sobie pograć i mieć „zabawę”. Więc w symbolicznym znaczeniu, było to przebudzenie w Nową Erę. W Erę, gdzie wszyscy są jak jedność, z tymi samymi celami i tą samą wizją. Mnóstwo zespołów obecnie zapomina o tej więzi, o całości. Zaś co do drugiego wydania tej demówki na taśmie, było ono trochę bardziej luksusowe w porównaniu z tym, które wypuścili własnym sumptem. No ale materiał jest ten sam.

O.: Osobiście nie posiadam tej demówki, no ale słyszałem ją w necie (bo gdzie indziej, hehe) i w mojej opinii muzyka z niej różni się trochę od tego, co graliście później. Więcej tam jak na moje ucho typowo szwedzkiego death metalu, no i te introsy brzmiące jak ze starych horrorów… Zgodzisz się ze mną?

J.M.: Brzmienie jest inne, nie wypieram się tego. Przekaz jest jednak ten sam, choć nie grałem na tej demówce. No ale czego innego można się spodziewać? Chłopaki byli młodsi i bardziej pod wpływem innych zespołów niż są dzisiaj. Wtedy na przykład nie słyszeliśmy takiego „VVorldVVithoutEnd” Katharsis. Więc oczywistym jest, że brzmiało to inaczej.

O.: Po tym wydaliście “Death and Darkness Buries All…” – trzyutworową Epkę, wydaną ponownie przez Blood Harvest. Pewno wkurwieni byliście, gdy dostaliście swoje kopie, odpalili po raz pierwszy i nagle usłyszeli muzykę innego zespołu, co? Wiesz może jak dużo kopii z muzyką Wrathprayer rozeszło się po ludziach?

J.M.: Pierwsza rzecz, jaka pojawiła mi się w głowie to „dlaczego do chuja wytwórnia dodała jakieś intro?!”, zaś potem jak już zdałem sobie sprawę, że całość jest źle wytłoczona, byłem naprawdę zirytowany. Sporo kopii się rozeszło, szczęśliwie reszta została zniszczona… Tak przynajmniej słyszałem… Zajebała tłocznia, prawdopodobnie jakiś jebany łepek uważał, że walenie konia i patrzenie na grube dupy jest ważniejsze od pracy…

O.: Heh, mogło być i tak… No ale poza pomyłką w tłoczni, ta EPka zawiera naprawdę zajebistą muzykę – moim zdaniem to na niej został zdefiniowany Wasz styl, zgodzisz się?

J.M.: Na tej taśmie zespół faktycznie zaczął nabierać kształtów, naprawdę urośliśmy jako całość. Myślę, że doskonale słychać to w muzyce.

O.: Dobrnęliśmy więc do Waszego pełnowymiarowego albumu i muszę Wam powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych krążków, jakie słyszałem w zeszłym roku. Wasz styl został ten sam, niezmieniony w stosunku do EPki, a jedyne co się zmieniło to label. Dlaczego zdecydowaliście się wypuścić to nakładem Sepulchral Voice Records?

J.M.: Sepulchral Voice Records podzielało naszą wizję, poza tym – współpracować z członkami Katharsis? To było coś na pewno mocnego w tamtym momencie! Ale ostateczne decyzje zostały podjęte po tym, jak zdaliśmy sobie sprawę, że dogadujemy się na poziomie osobistym.

O.: „Death’s Striking Wings” zostało nagrane pod okiem reda Etsby’ego, jesteście zadowoleni z pracy z nim? Nie próbował przerobić Waszego brzmienia na bardziej szwedzką nutę, tak byście brzmieli na przykład jak jego własny zespół? To już drugi raz nagrywaliście z nim, można spodziewać się trzeciego więc?

J.M.: Tak, świetnie pracuje się z Fredem, tak jako współproducentem jak i inżynierem. I nie, Fred wiedział czego oczekujemy i dawał z siebie wszystko, byśmy to osiągnęli. Nigdy nie zrobił czegoś, czego nie bylibyśmy pewni w 100%. I naprawdę, nie mogę Ci powiedzieć, czy z nim jeszcze coś nagramy. Ale nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy.

O.: Dobra, teraz z grubej rury – słyszałem kilka komentarzy, między innymi taki, że Morbid Angel powinno nagrać płytę taką jak Wasza zamiast „Illud Dividium Insanum”, hehe – jesteś dumny, gdy słyszysz takie słowa? Swoją drogą, co sądzisz o tym albumie morbidów? Nie sądzisz, że to jeden z najbardziej kontrowersyjnych albumów death metalowych w ogóle?

J.M.: Oczywiście, zawsze się cieszymy, gdy ludzie mówią miłe rzeczy o naszej muzyce, ale przyznam szczerze, że nie przykładam aż tak dużej wagi do tego. Najważniejsze jest to, w co wierzę ja i moi bracia. „Heretic” jest świetnym albumem, ale nie wiem co to takiego „ Illud Dividium Insanum”. Na pewno nie płyta Morbid Angel…

O.: Kontynuujmy więc temat „Death’s Striking Wings”… Bardzo podoba mi się okładka, ale przyznam, że nie do końca wiem, co ona przedstawia, hehe… Jak możesz zinterpretować tę okładkę?

J.M.: To wspaniała okładka, szkoda, że nie oglądasz jej w winylowej edycji. Jest tam mnóstwo szczegółów, które są bardzo ważne, ale niestety nie widać ich najlepiej w wersji kompaktowej. Jak to zinterpretować? Tytuł krążka brzmi „Death’s Striking Wings”? I czy to nie to właśnie widzisz na okładce?

O.: No tak, to widać, tylko jak nadmieniłeś, na CD nie wygląda to tak jak wyraźnie… A co powiesz mi o tekstach na krążku? O ile wiem, głównym tematem jest okultyzm, tak domyślam się z tytułów, no i grafików wewnątrz… Skąd bierzecie wiedzę i doświadczenie w tej materii?

J.M.: To wszystko jest przykryte, Totalna Śmierć, Totalne Zniszczenie, Totalny Chaos. Oto i nasze przesłanie. Wszystko inne na tym świecie to kłamstwo. Kiedy wszystko już dobiegnie do tego punktu, co nastąpi na końcu? To dokładnie to, co mówimy ludziom.

O.: Jak widzę, każdy utwór z waszego debiutu ma specjalnie przyporządkowany rysunek wewnątrz bookletu, podejrzewam więc, że traktujecie swoją muzykę jako całość, coś złożonego, ale zarazem powiązanego ze sobą, tak?

J.M.: Tak.

O.: Cieszę się, że chociaż mam rację, bo pewnie na naświetlenie konceptu nie ma co liczyć. Nieważne. Znalazłem informację, że „Death’s Striking Wings” ukaże się również na kasecie. Faktycznie lubicie ten format, czy może traktujecie go bardziej jako wymóg dla oldschool’owego zespołu death metalowego? Czy sam wciąż kupujesz taśmy czy raczej nie?

J.M.: Cóż, ludzie wciąż lubią kupować kasety. Więc, czemu by nie? Ale tak naprawdę, to był to pomysł Sepulchral Voice Productions. Sam wciąż mam kilka taśm… No i magnetofony wciąż istnieją.

O.: Widzę, że ostatnio gracie całkiem sporo koncertów, zwłaszcza po wypuszczeniu debiutu, a deski dzielicie raczej z zespołami, które pasują do Was muzycznie i pod względem przekazu. Zespołami, które tak jak Wy są całkowicie w to zaangażowane i kroczą mroczną ścieżką. Czy odmówilibyście lub czy odmówiliście kiedykolwiek zagrania z zespołem, którego ideologia czy muzyka nie pasowałaby Wam?

J.M.: To wszystko zależy od konkretnych przypadków. Ale oczywiście, jeśli zespół kieruje się ideologią, której nie akceptujemy, lub jeśli naszym zdaniem tworzą go idioci, wówczas jesteśmy w stanie odwołać koncert. Ale nie zrobimy tego, bo to byłaby oznaka słabości z naszej strony. Raczej pójdziemy tam i podejmiemy walkę z nimi osobiście. Zarówno na poziomie mentalnym, jak i fizycznym, jeśli będzie taka potrzeba.

O.: Okej, niektórzy z Was grają również w innych zespołach, ciekaw więc jestem, który z nich absorbuje Was najbardziej. No i macie jeszcze inne, typowo koncertowe obowiązki, wygląda więc na to, że jesteście oddani podziemnemu metalowi, czyż nie?

J.M.: Dla nas wszystkich Degial jest najważniejszy. Nie tylko jako zespół, ale po prostu jako najważniejsze wezwanie w naszym życiu. Jeśli poszczególni członkowie formują poza nim jakiś inny zespół, by sobie pograć, to okej. Byle nie wpływało to negatywnie na pracę dla Degial.

O.: Dobra, a teraz takie pytanie: co uważasz za imitację death metalu? Kiedy death metal nie jest szczery i prawdziwy Twoim zdaniem? Jeśli o mnie chodzi, nie znoszę tych wszystkich plastikowych, grzecznych zespołów, bez death metalowego ducha…

J.M.: Prostym jest zobaczenie, które zespoły gadają dla samego gadania. Większość ludzi na świecie, nie tylko muzycy, to tchórze. Jeśli jakaś kapela objeżdża świat i niesie wieść o Śmierci i Chaosie, a za dziesięć sekund zakłada zespół life metalowy… niech nie będą zdziwieni, gdy dostaną butelka w twarz… No ale oni już tak robią. Bo nie rozumieją niczego. I tacy zawsze będą. To niemal beznadziejne. Ale robię co w mojej mocy, by ich wymazać…

O.: Powiedz coś jeszcze proszę na temat Waszych planów? Kiedy nowy krążek? A może przyjedziecie do Polski?

J.M.: Gdy nadejdzie właściwy czas.

O.: No to ostatnie pytanie – jaki krążek kupiłeś ostatnio i czy było warto wydać na niego pieniądze?

J.M.: Kupiłem Deep Purple „In Rock”. Tak, Deep Purple to zawsze dobra inwestycja. Zarówno Mark II jak i Mark III.