Czarna Magia: „Zawsze byłem bardziej osadzony w realiach okultystycznego symbolizmu i mitologicznych archetypów niż w otaczającej nas tak zwanej rzeczywistości.”

Czarna Magia to debiutant w polskim podziemiu. Pojawiła się możliwość wywiadu, któray może przybliżyć Wam nieco sylwetkę zespołu, jak i jego mózgu – Balroga, który wypowiedział się całkiem obszernie na tematy wszelakie. A wszystko to znajdziecie poniżej.

B: Hails Balrog! Dotychczas udzielałeś się w innych hordach, ot choćby wspomnieć można Skald of Morgoth, Serpent Seed, czy Slain. Skąd pomysł, by założyć wraz z Jakubem hord parający się tak surową odmianą blacku?

Balrog: Odczuwałem przemożne pragnienie stworzenia metalu, który byłby rzeczywistym odzwierciedleniem moich emocji i wyobraźni, „wyrazem prawdziwej woli” cytując Aleister’a Crowley’a. Jakuba, z którym współpracuję owocnie także w ramach wspomnianych Skald of Morgoth i Serpent Seed, zaprosiłem do Czarnej Magii, aby stworzony przeze mnie uprzednio szkielet złożony z gitar i perkusji dopełnił basowym komentarzem. Nieco inaczej sprawy się mają w wypadku ostatniego utworu, gdyż „Sen Czarnoksiężnika” nagrałem w całkowitej samotności, ponadto nieco później niż pierwsze cztery utwory.

B: No właśnie, czarna sztuka. Jakie były początki Twojego muzykowania?

Balrog: Zaczęło się od Iugulatus, zespołu, który założyliśmy z Markizem w 2008 roku. W latach 2009- 2012 wydaliśmy dwa albumy i split, pełniłem wówczas rolę wokalisty i autora tekstów. Po moim odejściu zespół ów zmienił nazwę. Stało się tak, ponieważ pierwotne miano grupy było moim pomysłem – wedle słownika łaciny średniowiecznej „iugulatus” znaczy „zadźgany” bądź „uduszony”. Słowo to znakomicie wyrażało atawistyczne instynkty, które nie były nam obce – w tamtym czasie obydwaj byliśmy silnymi facetami niestroniącymi od konkretnej bijatyki.

B: Czarna Magia operuje w klimatach raw black metalu zgrabnie balansując na tej cienkiej granicy pomiędzy zainteresowaniem słuchacza, a zniechęceniem wynikającym z przesady i trzeba przyznać robi to bardzo dobrze, bo dość trudno osiągnąć taką równowagę.

Balrog: Muszę się z Tobą zgodzić. Balans ów nie był łatwy do osiągnięcia. Myślę, że kluczem do uzyskania końcowego efektu była bezkompromisowość i cierpliwość. Bezkompromisowość w tworzeniu tego materiału polegała na tym, że zarówno na etapie nagrywania, jak i miksowania wsłuchany byłem przede wszystkim w swój spaczony gust, zaś zaspokojenie go uznałem za najwyższy priorytet. Cierpliwość również była konieczna, gdyż obcując z tym materiałem na wszystkich etapach jego powstawania zaczynałem stopniowo tracić rozum i wówczas konieczne było nabranie dystansu. Na szczęście miksując ów materiał samodzielnie mogłem poświęcić na niego tyle czasu, ile potrzebowałem. Tworzyłem miks, a następnie odsłuchiwałem go wielokrotnie na różnych sprzętach. Zazwyczaj po kilku dniach dochodziłem do wniosku, że nie jestem zadowolony, wówczas tworzyłem kolejną wersję. Czasami zmiany były drobne, czasami przewracałem cały miks do góry nogami. Ostatecznie po kilku miesiącach Czarno – Magicznych eksperymentów powstała wersja ostateczna, która została wydana, jako „Inwokacja Pierwotnej Mocy”.

B: Teksty utworów są w języku polskim.  Jest  spore grono osób uważających, że po angielsku wszystko lepiej brzmi, aczkolwiek obecnie można zauważyć coraz większą ilość kapel śpiewających w języku Piastów. W przypadku Czarnej Magii był to świadomy zabieg, czy po prostu nie chciało Ci się pisać w innym języku?

Balrog: W innych moich projektach pisałem teksty po angielsku, dla odmiany chciałem stworzyć coś również w języku, którym posługuję się, na co dzień. Ponadto uważam, że ostre wokale mogą zabrzmieć wyjątkowo pierwotnie i brutalnie w języku słowiańskim, dobrym tego przykładem jest chociażby ukraiński Dub Buk. Istotną kwestią jest też moje upodobanie do poszukiwań i eksperymentów – chciałem przekonać się na własnej skórze czy rzeczywiście język polski przysparza tak wielu problemów, jak powiadają niektórzy. Na kolejnym krążku Czarnej Magii znajdzie się miejsce dla utworów pisanych zarówno w języku angielskim, jak i w naszej ojczystej słowiańskiej mowie.

B: Co Cię inspiruje przy tworzeniu muzyki?

Balrog: Już, jako mały chłopiec zafascynowany byłem energiami wrogimi ludzkości. Marzyłem o zniszczeniu cywilizacji przez obce, złowrogie siły albo przez nieubłaganą, pierwotną moc natury. Bardzo wcześnie przyciągnęła mnie literatura, a w szczególności mitologia, zakorzeniona w mitologii fantastyka oraz okultyzm. Cenię także filozofię, zwłaszcza Fryderyka Nietzschego i Markiza de Sade, którego uważam za znakomitego pisarza oraz za filozofa. Przemawia do mnie koncepcja magii chaosu. Bardzo interesuje mnie zacieranie granicy pomiędzy jawą, a światem snów – moje sny są bardzo wyraziste i zwykle dobrze je pamiętam. Oczywiście przy tworzeniu muzyki bardzo istotna jest inspiracja czerpana z samej muzyki. Tak jest także w moim wypadku. Najważniejsze dla mnie zespoły to Celtic Frost, Bathory (zwłaszcza płyty „Under the Sign of the Black Mark” i „Blood Fire Death”), Venom (trzy pierwsze płyty), wczesny Sodom (zwłaszcza „In the Sign of Evil”), Darkthrone, Burzum, Mayhem (zwłaszcza „De Mysteriis dom Sathanas” i „Ordo ad Chao”) a także wczesny Pentagram, Autopsy, Triptykon i Craft.

B: Wasz najnowszy materiał promuje The End of Time Records. Planowane będzie wydanie w formacie CD, a może jest szansa również inne nośniki?

Balrog: Materiał ukazał się na CD oraz w formie cyfrowej na Bandcamp. W chwili obecnej nie planuję wydawania go na kasecie ani na winylu, aczkolwiek nie przekreślam takiej możliwości w przyszłości.

B: Należysz do tego typu maniaków, którzy jarają się zbieraniem winyli lub kaset, czy może bardziej CD?

Balrog: Preferuję CD. Mam także pewną ilość starych kaset, jednak mając wybór wolę płyty kompaktowe. Jeśli się o nie dba, są praktycznie niezniszczalne, z kasetami niestety różnie bywa. Co do winyli, to muszę przyznać, że pięknie się prezentują, mimo to moim ulubionym nośnikiem trwałym pozostaje płyta CD.

B: Nowa płyta Darkthtrone już za rogiem, zaś wypuszczony do sieci singiel podzielił nieco metalowy światek. Należysz raczej do entuzjastów, czy plujesz na ich marność? A może po prostu masz wyjebkę, hehe?

Balrog: Darkthrone zawsze szedł własną drogą nie przejmując się zbytnio tym, czy komuś się to spodoba, czy nie. Jest to postawa godna najwyższego szacunku. Uważam, że jedynym sposobem na pozostanie prawdziwym w tym, co się gra jest podążanie za własnymi odczuciami i gustem, ten zaś z wiekiem ewoluuje. Wiele zespołów po uzyskaniu jakiejś tam renomy popada w paranoiczny konserwatyzm i tworzy kolejne bardzo podobne do poprzednich płyty obawiając się, że fanom mogłoby się nie spodobać gdyby zbytnio popuścili wodze fantazji. To ślepy zaułek. Powielanie samego siebie to stanie w miejscu. W opozycji do tego norweski duet tworzył w ciągu ostatnich trzech dekad ciekawą i zróżnicowaną muzykę. Osobiście należę do grona osób uważających, że Darkthrone nie ma słabych płyt i jestem przekonany, że kolejny ich krążek też mnie nie rozczaruje.

B: A co tam słychać w obozie Slain? W 2014 r. zapowiedzieliście nowy album w jednym z wywiadów i od tego czasu cisza.

Balrog: Działalność Slain jest od dłuższego czasu zawieszona, zespół nie posiada perkusisty, próby nie odbywają się. Nie wiadomo, czy i kiedy stan ów ulegnie zmianie.

B: Spytać też muszę, czy planujecie coś zdziałać dalej pod sztandarem Skald of Morgoth?

Balrog: O tak, prace nad drugą płytą powoli, acz nieustannie, posuwają się do przodu. Ku chwale mitycznego imperium zła kolejny materiał będzie jeszcze bardziej ponury i odpychający.

B: Wiadomo, nie samym metalem żyje człowiek i aktywności poza muzyczne są wskazane. Z moich poszukiwań wynika zaś, że aktywności masz całkiem niezłe, bo aktywnie trenujesz MMA, w tym także startowałeś swego czasu w galach sztuk walki. Skąd się wzięła pasja do zadawania obrażeń bliźniemu swemu?

Balrog: Ze sportem miałem do czynienia od wczesnego dzieciństwa. Pomiędzy szesnastym, a trzydziestym rokiem życia stoczyłem sporo walk w różnych formułach takich jak zapasy, grappling no-gi jiujitsu stoczyłem też kilka zawodowych walk w MMA, swego czasu nie stroniłem również od starć pozasportowych. Obecnie trenuję wyłącznie rekreacyjnie, znacznie więcej czasu poświęcam na metal. Chęć sprawdzenia się w realnej walce niewątpliwie wypływała też z chęci udowodnienia sobie własnej mitologiczności, odczucia realności myślokształtów, do których odwołuje się moja wyobraźnia. Zawsze byłem bardziej osadzony w realiach okultystycznego symbolizmu i mitologicznych archetypów niż w otaczającej nas tak zwanej rzeczywistości. Poza tym zarówno zadawanie, jak i przyjmowanie fizycznego bólu sprawia mi przyjemność.

B: Od razu zapytam, co myślisz o tych obecnych „galach” typu KSW, gdzie walkami wieczoru są popisy celebrytów, ot choćby ostatnia walka Linkiewicz i Godewskiej?

Balrog: Taki stan rzeczy wynika z korzeni KSW, którego twórcy inspirowali się przede wszystkim japońskim Pride FC. Japończycy organizowali wiele świetnych walk o wysokim poziomie sportowym, lecz oprócz tego lubili również walki tak zwanych freaków, organizując takie walki jak chociażby starcia zawodników wagi lekkiej z akromegalikami. Jest w tym oczywiście element cyrku i sportowi puryści będą się krzywić. W amerykańskim UFC występują wyłącznie profesjonalni atleci i wiele osób to docenia. Z drugiej strony w KSW też odbywają się walki dobrych zawodników o wysokim poziomie sportowym, a walki celebrytów to tylko dodatek. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to już zbytnio, nie jestem obecnie fanem sportu, choć uprawiałem go wyczynowo przez długi czas.

B: Choć nie minęło jeszcze półrocze, to pojawiło się sporo dobrych płyt. Coś szczególnie przykuło Twoją uwagę w tym roku?

Balrog: Zainteresował mnie „The Abyss” Totengott, jest to ciekawa propozycja dla osób lubiących granie w stylu Celtic Frost, czekam też – jak już wspomniałem – na zapowiedzianą płytę Darkthrone.

B: I ostatnie słowo należy do Ciebie!

Balrog: Intensywnie pracuję na kolejną płytą Czarnej Magii, nagrałem już wiosła, przygotowuję się do nagrania perkusji. Nieokiełznana obsesja nie pozwala mi się zatrzymać nawet na chwilę. W międzyczasie zapraszam do słuchania „Inwokacji Pierwotnej Mocy” oraz „Death and Decay Considerations” nowej płyty Serpent Seed, na której jestem wokalistą i autorem tekstów. Ciekawie jest porównać te dwie płyty powstałe w podobnym czasie, lecz zarazem diametralnie od siebie różne. Wynika to zarówno z odmiennej koncepcji, odmiennych warunków nagrywania jak i innego składu personalnego obu projektów. Z jednej strony „Inwokacja Pierwotnej Mocy” – surowy Black Metal, który nagrałem z Jakubem w prymitywnych, domowych warunkach i który osobiście zmiksowałem; z drugiej strony „Death and Decay Considerations” Black/Death Metal nagrany przez kompletny, pięcioosobowy zespół i wyprodukowany za pomocą dobrej jakości sprzętu w przyzwoitym studiu nagrań. Projekty te łączy bas Jakuba i mój wokal, choć zaaranżowane zostały w zupełnie na obydwu płytach. To ciekawe zestawienie z poznawczego punktu widzenia. Obydwu płyt można posłuchać w serwisie Bandcamp. W przygotowaniu jest również kolejny Skald of Morgoth, choć przypuszczam, że drugi krążek Czarnej Magii zostanie ukończony wcześniej. Jeśli kogoś interesuje to, co robię i ma jakieś pytania bądź uwagi, niech pisze na email: czarnamagiaband@gmail.com

AVE CHAOS!

Autor

66 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *