Clairvoyance: „Death metal wrócił do świetności z początku lat dziewięćdziesiątych…”

Wywiad z Clairvoyance to był impuls. Przypadkiem natrafiłem na ich demo i zmiotło mnie z powierzchni ziemi momentalnie. Myślę „kurwa, skąd oni?!”. Się zdziwiłem, jak zobaczyłem, że z Warszawy. Szybki kontakt i oto i wywiad umówiony, chwila na pytania, pyk – przesłane. Ani się nie obejrzałem, a już miałem odpowiedzi. Szanuję. I mam nadzieję, że przyczynię się choć odrobinę do rozpropagowania nazwy Clairvoyance, bo są tego warci. Tymczasem zapraszam do wywiadu i do poszukiwania ich demówki, która ukaże się już wkrótce w formacie fizycznym.

Oracle: Witam w skromnych progach Chaos Vault! To może zacznę od pokadzenia – wasze demo zrównało moje domostwo z ziemią w zasadzie od pierwszego odtworzenia. I nie tylko moje, bo widzę, że napływają do was nowe recenzje, wszystkie pozytywne. Spodziewaliście się takiego odzewu pisząc ten materiał?

Siema. Zupełnie się nie spodziewaliśmy. Chcieliśmy szybko wypuścić demówkę, żeby się wkręcić na koncerty. Jak zaczęła się pandemia i nie było opcji, że by grać na żywo, uznaliśmy, że przyłożymy się trochę bardziej. Odzew jest dużo większy, niż się spodziewaliśmy.

O.: Nie wiem, na ile wywiadów już zdążyliście odpowiedzieć, ale mam nadzieję że jeśli poproszę o przedstawienie zespołu – kto z kim zaczął i tak dalej. Terminowaliście gdzieś wcześniej w jakichś zespołach?

W połowie ubiegłego roku Denis (gitarzysta) i Maciek (wokalista), którzy znają się z pracy, zaczęli sobie pogrywać i szukać składu. Pod koniec roku, w grudniu, dołączyli Jasiek (basista) i Adrian (perkusista). Wszyscy z nas poza Maćkiem grali wcześniej w różnych kapelach metalowych i hardcore’owych, ale wszystko było robione do szuflady, bez rozgłosu.

O.: Skąd pomysł na nazwę? Intuicja podpowiada mi tytuł płyty Tomb Mold, szczególnie że Wasz death metal osadzony jest w podobnej atmosferze… No chyba, że to z demówki Hazael? I nie przeszkadza Wam to, że ponoć istnieją bądź istniały dwie kapele o tej samej nazwie, o jakimś metalcoreowym bandzie nie wspominając?

Dobry trop, wszyscy kochamy Tomb Mold, ale z nazwą było inaczej. Powstała w lutym niedługo po gali Oscarów. Adrian zaczął nałogowo oglądać filmy Joon-ho Bong, reżysera filmu „Parasite”. W jednym z nich, pod tytułem „Snowpiercer. Arka przyszłości” była jasnowidząca dziewczynka, którą określali mianem „clairvoyant”. A że szukaliśmy wtedy nazwy, która składałaby się z jednego słowa, to podpasowało i zostało. O tym metalcorowym bandzie dowiedzieliśmy już po wydaniu dema, ale mamy to w dupie i nie mamy z tym problemu.

O.: Podoba mi się to, że „Demo” ukaże się jako taśma, a wy swoje pierwsze wydawnictwo określacie właśnie jako demówka, a nie, jak to ostatnio nagminne – EPka. Rozumiem, że to Caligari Records zgłosiło się do Was po tym, jak te trzy numery wyszły na świat?

Tak, Ignacio z Caligari Records odezwał się do nas dosłownie kilka godzin po wpuszczeniu dema na bandcamp i zaproponował wydanie go na kasetach. W ogóle w ciągu kilku dni po premierze odzywało się do nas kilka wytwórni, które chciały to wypuścić. Kompakty tłoczą się dzięki polskiemu Putrid Cult. W najbliższym czasie mamy nadzieję ogłosić jeszcze parę niespodzianek. Te trzy numery, które wypuściliśmy to miał być test tego, czy ktoś w ogóle będzie tego słuchał, więc zostało demo, nie sililiśmy się na rozwlekanie i nazywanie tego EPką.

O.: O, Putrid Cult też klasa. Jeszcze a propos Caligari Records – uważam, że ta wytwórnia jest cholernie niedoceniona, a tak naprawdę to co wydawnictwo to w zasadzie sztos. Macie jakichś faworytów z ich stajni? Jak się Wam w ogóle współpracuje z tym typem?

Jeszcze zanim zaczęliśmy razem grać, słuchaliśmy zespołów z Caligari. Faworyt to zdecydowanie amerykański Undeath. A współpraca układa się dobrze, jesteśmy w kontakcie, czekamy na kasety, mamy też dodatkową promocję. Jest git.

O.: Nagrań dokonaliście w Sunstorm Studio. Nie jest to żadne fancy studio dla metalowych VIP-ów, ale efekt jest w chuj zadowalający moim zdaniem. Skąd wybór tego miejsca?

W zasadzie od początku gramy w tym studiu próby. Dobrze się dogadujemy z Igorem, właścicielem studia, więc nagrania zrealizowaliśmy tam w luźnej atmosferze bez spiny. Później materiał poszedł jeszcze na mastering do USA do Dead Air Studios, żeby doszlifować brzmienie.

O.: Jak długo komponowaliście materiał na „Demo”? Na moje ucho to te kawałki są mocno dopracowane i przemyślane, ze świetnie wyważonym balansem ciężkości…

Zeszło nam około trzech – czterech miesięcy przy próbach mniej więcej raz w tygodniu.

O.: Muzycznie Clairvoyance porusza się dokładnie w takim death metalu jaki lubię: dusznym, brutalnym, oldschoolowym, ale w naturalny sposób. Wyczuwalne tu są między innymi – przynajmniej na moje ucho – inspiracje Incantation, ale też holenderskimi mistrzami gatunku, jak Asphyx czy Gorefest i wczesny Sinister. Jak bardzo się mylę?

Denis najbardziej inspiruje się fińskim death metalem, takimi załogami jak Convulse, Abhorrence, czy Demilich. Adrian siedzi najbardziej w thrash metalu z lat 80 i amerykańskich kapelach deathowych z początku lat 90. Maciek jest fanem nowej fali death i doom metalu – Spectral Voice, Tomb Mold albo Outer Heaven. Jasiek jest miłośnikiem lat 90’, inspiruje się Type O Negative, Tiamat czy Paradise Lost. Oczywiście to tylko ułamek naszych gustów, poza death metalem słuchamy wszystkiego od rapu przez post punk i ambient do popu.

O.: Kto stworzył okładkę do demówki? W moim odczuciu oddaje idealnie zawartość muzyczną.

Logo i okładkę stworzył Sarcofagore z USA. Motyw przewodni wyznaczył Maciek, który naszkicował pierwszą, roboczą wersję okładki. Sarcofagore robi zajebiste rzeczy, które idealnie pasują do naszego grania. Mamy nadzieję, że będziemy z nim jeszcze współpracować przy kolejnych wydawnictwach.

O.: Nie jesteście jeszcze jakoś szerzej kojarzeni na polskiej scenie, ale myślę, że za sprawą demówki to wszystko się zmieni. Równocześnie, z mojego punktu widzenia, nie zabiegacie jakoś wyjątkowo o atencję, mam rację?

Atencja jak będzie chciała, to przyjdzie sama. My się skupiamy na graniu. To oczywiście nie zmienia faktu, że się zajebiście cieszymy za każdym razem, jak ktoś wspomni o kapeli albo napisze recenzję demówki.

O.: Generalnie rzecz ujmując wiele młodych kapel wypuszcza obecnie materiały, które stoją na cholernie wysokim poziomie, nie boją się przy tym eksperymentować. Myślicie, że death metal jako gatunek się nadal rozwija? Wskazalibyście kapele, które według Was, wyznaczają kierunek dla obecnej sceny death metalowej?

Trudno powiedzieć, że się rozwija, chociaż rzeczywiście jest trochę kapel, które kombinują. Death metal wrócił do świetności z początku lat dziewięćdziesiątych i bardzo dużo zespołów wydaje teraz zajebiste płyty, które stawiamy na równi z klasykami. Nie da się wskazać kilku konkretnych zespołów, bo jest ich cała masa. Wystarczy spojrzeć na roster 20 Buck Spin Records czy Dark Descent Productions. Gorzej sytuacja wygląda w Polsce, jest niewiele młodych kapel, które grają dobry death metal, dobrze by było, gdyby to się zmieniło.

O.: Co według Was powinno być wyznacznikiem death metalowego krążka, takiego bez którego w ogóle nie można powiedzieć, że oto i słuchamy death metalowej płyty?

Blasty, gruz i rzygańsko.

O.: BDB kwintesencja. Demo już jest, za niedługo będzie dostępne na kasecie – jakie są dalsze plany Clairvoyance na dziś?

Cały czas gramy, robimy materiał na kolejne wydawnictwo – trochę dłuższą EPkę. Chcemy się też bardziej przyłożyć jeśli chodzi o jakość produkcji. Do studia planujemy wejść na jesieni. O wszystkim będzie informować na naszych społecznościówkach, więc stay tuned.

O.: Dobra, na ten moment to chyba wszystko co chciałem wiedzieć (choć po przesłaniu pytań pewnie drugie tyle kolejnych przyjdzie mi do głowy). Niemniej jednak na dziś starczy – dzięki wielkie za odpowiedzi, a na sam koniec powiedzcie proszę, czego słuchaliście odpowiadając na ten wywiad.

Słuchaliśmy sobie:

Denis: Yung Lean – Starz

Jasiek: stary Opeth

Maciek: Witch Vomit – Buried Deep in a Bottomless Grave

Adrian: nowej płyty Run The Jewels – RTJ4

Autor

12159 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *