Debiutancka EPka Burialkult rozjebała mnie na strzępy, a moje truchło wytarzała w smole i siarce. Długo więc nad wywiadem z Phlegathonem się nie zastanawiałem wiele. Moim zdaniem wywiad wyszedł naprawdę nieźle, mam nadzieję, że choć jedna osoba z Was zada sobie trud i zdobędzie „Evil Antichrist Hordes”, ja katuję ją bowiem od długiego czasu i mam smaka na więcej.

 

Oracle: Hail! Na początek, moje gratulacje, Wasza debiutancka EPka niszczy mnie od pierwszego odsłuchu! Dużo pozytywnych recenzji zebraliście jak do tej pory? Zdarzyły się również jakieś narzekające cipy?

Phlegathon: Wielkie dzięki stary, jesteśmy bardzo szczęśliwi odkąd EPka się ukazała! Jak dotąd otrzymaliśmy jedynie pozytywny odzew. Wygląda na to, że Bloodharvest ostro ciśnie. Widzę, że większość internetowych distrosów oraz najważniejsze labele mają ten krążek u siebie. Zawsze trafi się jakaś narzekająca cipa, ale póki co nie było żadnych negatywnych opinii na temat „Evil Antichrist Hordes”. Każdy ma swój własny gust muzyczny, co może być tak dobre, jak i złe, również każdy ma swoją własną opinię. Osobiście mogę przyjąć słowa z obydwu stron, ale jeśli Tobie podoba się muzyka Burialkult, to zajebiście! A jeśli komuś się nie podoba, niech się jebie!

O.: Proste. Skoczmy na chwilę do przeszłości, kiedy trzech z Was założyło kapelę o nazwie Esbat. Co możesz o tym powiedzieć? Wiem, że ostatecznie zmieniliście nazwę z uwagi na to, że zbyt wiele kapel posługiwało się tym szyldem. Ale czy nie mieliście ochoty pozostać przy tej nazwie i udowodnić, że to Wy jesteście jedynym i niepowtarzalnym Esbat? A tak w ogóle, to nie słyszałem nigdy o żadnej takiej kapeli, hehe…

P.: Noc, w którą zespół został powołany do życia siedzieliśmy wraz z Funeral Agressorem, piliśmy sporo whisky i słuchali black metalu. W naszym pijanym stanie pomyśleliśmy, ze już najwyższa pora by wystartować z kapelą, która była by piekielna i bluźniercza, więc przywołaliśmy jakoś nazwę Esbat tak naturalnie. Ta nazwa po prostu się pojawiła. Może to przez whiskey, nie wiem. Dosłownie na następny dzień poprosiłem Imperiousa by dołączył do nas w tym piekielnym dziele. Tak więc w następnym tygodniu nagraliśmy większość ścieżek gitar i rozpoczęliśmy poszukiwania perkusisty. Później nagraliśmy demo jako Esbat i wypuścili je własnym sumptem, w bardzo limitowanej wersji. Bloodharvest po prostu złapało wiatr bijący od tej demówki i chciało usłyszeć więcej. To właśnie wtedy wpadłem na kilka innych kapel o nazwie Esbat. Na pewno się domyślasz, jak bardzo byłem wkurwiony! Mieliśmy świetną nazwę i zajebiste logo, rozważaliśmy więc pozostanie przy starym szyldzie i bycie jedynym, prawdziwym Esbat. Chcieliśmy jednak mieć swoją własną nazwę i swoją własną osobowość, bez żadnych nieporozumień i kompromisów. Właśnie wtedy powstała nazwa Burialkult, po ciągłych zmianach pomysłów. Ponadto – kolumbijski Esbat naprawdę kopie dupę! Sprawdź ich!

O.: Poszukam. Tymczasem nie mogę znaleźć nic na temat innych waszych zespołów, czy więc Burialkult jest jedynym zespołem, w jakim się udzielacie? Czujecie potrzebę w wyrażaniu siebie w innych kapelach bądź gatunkach czy może obecna kapela w zupełności Wam wystarcza?

P.: Jako, że Burialkult jest zespołem, który w najlepszy sposób odzwierciedla moje preferencje i poglądy, tak w sposób muzyczny, jak i tekstowy, to wspomnę jedynie o Allfather. To był dla mnie naprawdę kopiący po dupie zespół i do dziś jestem z niego dumny. On wciąż mnie miażdży. Jestem muzykiem od bardzo długiego czasu, ale lubię też nazywać rzeczy po imieniu. Czuję, że wszystko co dokonałem w muzyce wcześniej było wspaniałym doświadczeniem i niechybnie przygotowało mnie do Burialkult.

O.: Słyszałem, że jako Esbat wydaliście trzyutworowe demo. Czy to chodzi o „Burialkult” czy o jakieś inne wydawnictwo? Jakie kawałki znalazły się na nim?

P.: Demo Esbat oficjalnie nie ma tytułu. Ale możesz nazywać je sobie jak chcesz, hahah! W czasach Esbat pomysł na Burialkult cały czas krążył po mojej głowie, stając się w końcu częścią tej pustki. Na tym demo znalazły się tylko trzy nieczyste utwory. Pierwszym był „Goat Hammer Sodomy”, który później znalazł się na EPce „Evil Antichrist Hordes”. Pozostałe dwa to „Fucked By The Antichrist” i „ Set The Fucking World Ablaze”, które brzmiały bardziej death metalowo. Ponieważ wtedy dopiero ewoluowaliśmy do tego, czym teraz jesteśmy.

O.: Dobra, Waszym pierwszym oficjalnym wydawnictwem jest wspomniane już „Evil Antichrist Hordes”. Znajdziemy na niej mnówstwo inspiracji, czasem z różnych gatunków muzycznych – takie nazwy jak Angelcorpse, Impiety, Morbid czy nawet Marduk są tutaj bardzo wyraźne. Zgodzisz się ze mną?

P.: Myślę, że muzycznie nasz zespół znajduje swoje inspiracje w większości mrocznych i obskurnych miejsc, zamierzenie czy też nie zamierzenie. Zespoły, o których wspomniałeś istanieją od wielu lat i faktycznie, mają wielki wpływ na innych. Nasza EPka ma w sobie trochę death metalowego pierdolnięcia, rozumiem więc, że można wymieniać naraz Impiety, Angelcorpse i Burialkult. Mimo wszystko wcale nie aspirujemy świadomie do inspirowania się tymi zespołami. No a po tym jak o tym wspomniałeś już zrozumiałem, że ktoś może słyszeć u nas wiele inspiracji.

O.: No tak, inspiracji można doszukać się wiele, ale jest jedna wspólna rzecz, która łączy je wszystkie – eksterma. Dla mnie jesteście kurewsko ekstremalni, wściekli i opętani jak sam skurwysyn. Potrafisz obecnie wyobrazić się w innym gatunku, niekoniecznie tak zajebiście ekstremalnym jak ten, w którym porusza się Burialkult?

P.: Osobiście nie ma dla mnie innego gatunku, w którym chciałbym się spełniać, niż black metal. Bardzo podoba mi się old schoolowy death metal za swoją intensywność, podobnie jak wiele innych form metalu, ale nigdy nie będę miał dość prymitywnego black metalu. W black metalu znajduje się feeling, którego nie wychwycisz w żadnym innym gatunku. Dla mnie black metal to nie tylko muzyka, ale również i sposób życia – powinieneś grać ją i żyć nią w prawdziwie bestialski i surowy sposób. Burialkult pasuje do tej niszy znakomicie, moim zdaniem.

O.: Moim również. Tak jak mówisz, spojrzałem na Wasze liryki i uważam, że jesteście czcicielami bluźnierstwa w jego najczystszej formie. Wasze teksty są bezpośrednie, a przy tym dość klasyczne, zgodzisz się ze mną? Ale czy ma ona jakiś głębszy sens, czy tylko ma pasować do muzyki, wraz ze swoją brutalnością i agresją?

P.: Część tekstowa na naszej EP jest faktycznie bardzo bezpośrednia, nie pozostawia wiele miejsca do swobodnej interpretacji. Gdy piszę teksty chcę być bardzo konkretny i jasny, piszę o bestialskich i bluźnierczych tematach, o mocy Szatana i o tematach gnostycznych, słuchacz może więc zrozumieć moje słowa i wziąć te teksty takimi, jakie one są. Myślę, że teksty pasują do muzyki Burialkult, bo jeśli byłyby one poetyckie i niejednoznaczne, nie pasowałyby w ogóle do naszego stylu i brzmienia. Burialkult ma być bestialskie i bluźniercze zarówno w sferze tekstów jak i sferze muzyki.

O.: A do wszystkiego pasuje jeszcze okładka Waszej EPki, jest kurwa zajebista! Kto jest jej autorem, bo w booklecie nie mogę znaleźć takiej informacji?

P.: Dzięki. Absolutnie uwielbiam wszystkie prace Matta Riddicka. Jest bardzo płodny jeśli chodzi o scenę metalową, a zarazem otaczanym czcią artystą. Mark zajmie się również okładką dla naszego nadchodzącego pełnego krążka. Póki co widziałem szkice, są zabójcze!

O.: No to się nie mogę doczekać! Pozostając w temacie ekstremy – do muzyki i tekstów należy również doliczyć Wasz image, czy jak go tam zwał. Myślicie, że nie da się grać takiej muzyki, bez krwi, corpse-paintów i łańcuchów? Czy może niemożliwym jest utrzymać odpowiedni poziom agresji i nienawiści bez tego wszystkiego?

P.: W Burialkult ta ekstrema musi być horrendalna zarówno wizualnie jak i muzycznie. Przemoc i nienawiść pochodzą z nas samych, ale można zyskać na feelingu, gdy jesteś w pełnym rynsztunku. Oto jacy jesteśmy, oto co robimy, oto nasze ujście i wyrażanie siebie. Granie na żywo z Burialkult to nie tylko muzyczna intensywność, to również emfaza mrocznej natury Burialkult. Corpse paint, krew, łańcuchy i ogień po prostu pasują do naszego zespołu.

O.: Zdecydowanie. „Evil Antichrist Hordes” zostało wydane przez Blood Harvest Records, label o sporej estymie w Podziemiu. Czy od samego początku planowaliście wydać te utwory właśnie u nich, czy może ich oferta okazała się najlepsza? Planujecie przedłużenie tej współpracy również na przyszłość?

P.: Totalnie szanuję Bloodharvest, wystarczy chyba jak powiem, że Rodrigo wypuścił masę kurewsko dobrych rzeczy! Ponadto, Bloodharvest istnieje już sporo czasu, jest bardzo szanowany w metalowym światku, no i wydaje pierwszorzędnie winyle – to były dla mnie ważne rzeczy. Nie obawiam się też zbytnio kwestii finansowych, bo gdyby tak było, już dawno przestałbym zajmować się ekstremalnym metalem. Jak na razie Blood Harvest jest nasza stajnią. Jesteśmy właśnie w trakcie ostatnich szlifów kawałków, które znajdą się na naszym albumie – chcemy, by ukazał się on jeszcze w tym roku dzięki Blood Harvest właśnie.

O.: Zajebiście! „Evil Antichrist Hordes” jak na razie zostały wypuszczone w formacie winylowym, ale zastanawiam się, czy są jakieś plany, by wydać ten krążek jako kompakt? Albo taśma? Tak w ogóle, który z formatów jest Twoim ulubionym? Czy może nie ma to znaczenia, dopóki muzyka kopie dupę?

P.: Jak na razie nie ma planów wydania tej siedmiocalówki w żadnym innym formacie. Musimy poczekać i zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Nie jestem pewien, czy mam jakiś ulubiony format. Myślę, że jeśli musiałbym wybrać, wybrałbym pewnie winyl. W nim jest coś o wiele prawdziwszego i bardziej namacalnego. To jest klasyka! Moim zdaniem w słuchaniu muzyki z winyli kryje się coś o znamionach rytuału, ale posiadanie kolekcji na kompaktach czy taśmach ma również swoje zalety. Uważam, że metal jako gatunek różni się od pozostałych tym, że słuchacze chcą go słyszeć, widzieć, ale i czuć, wąchać. Masz jednak rację, tak długo jak muzyka będzie kopała dupsko, ludzie będą ją kupować bez względu na format.

O.: Oby tak było. A sam jesteś maniakiem winyli? Myślisz, że ktoś może mówić o sobie jako o maniaku oldschoolowego metalu, nie posiadając gramofonu?

P.: Ja jestem tylko maniakiem! Ale nie jestem jakimś wielkim kolekcjonerem, szczerze powiedziawszy. Myślę, że obecnie ludzie w metalu przykładają zbyt wielką wagę do rzeczy tak naprawdę mało istotnych. Na przykład, jeśli w pokoju masz dwie osoby i obie są totalnie oddanymi maniakami metalu, które wspierają tą scenę, wówczas nie ma to dla mnie znaczenia. Jednak podejrzewam, że jeśli określasz siebie mianem maniaka starej szkoły, to ważne dla Ciebie będzie posiadanie gramofonu, czyż nie? Lubię czarne winyle, lubię to, że ich okładki są większe, jednak tak długo jak tylko mam możliwość słuchania jakiejś kapeli, która mnie rozpierdala, tak długo tylko to będzie się dla mnie liczyło.

O.: To teraz inna sprawa – jesteście z Kanady, która ma wspaniałą tradycję, jeśli chodzi o scenę metalową, zwłaszcza ekstremalną. Czy są jednak tam u Was jakieś zespoły, o których uważasz, że nie zasługują na aż taki szacunek? Skądinąd, w każdym kraju znajduje się masa kapel, które cieszą się większą estymą za granicą niż u siebie…

P.: Myślę, że w Kanadzie sporo jest zespołów obdarzonych ogromnym szacunkiem, sporo w ogóle nieszanowanych, a także kilka właśnie przecenionych. Ja sam nie mieszam się w tą politykę i staram się trzymać z dala od wszelkich kółek, które wypełniają tę scenę gównem albo jakimś chujowym pochlebstwem. Jeśli jesteś w świetnym zespole, ludzie szanują Cię, bo jest świetny – jeśli nie – cóż, kurwa, kogo to obchodzi?

O.: Widzę, że macie za sobą kilka lokalnych koncertowych desakralizacji, który z nich uważasz za Wasz najlepszy jak na razie występ? Często w ogóle gracie na żywo?

P.: Obecnie nie gramy zbyt często na żywca, jako, że jesteśmy skoncentrowani na produkcji materiału na nową płytę za zamkniętymi drzwiami. Graliśmy sporo koncertów, tak lokalnych, jak i poza naszym miastem, no i mamy też plany by zagrać w przyszłości. Jak na razie dla mnie naszym najlepszym koncertem był nasz drugi rytuał. Wspaniała publika, wspaniałe brzmienie i ogólnie świetny czas! Nasz rejon w Kanadzie może być miejscem, w którym koncerty przybierają czasem dziwną postać, a tu gdzie ja mieszkam jestem jakby odcięty od większości rzeczy, jakbym był na wyspie.

O.: Dobra, a teraz pytanie nie do końca tak łatwe – czym dla Ciebie jest Podziemie? Potrafisz wskazać, gdzie przebiegają jego granice?

P.: Dla mnie Podziemie jest tam, gdzie możesz zejść z ubitej ścieżki, to miejsce nonkonformizmu i oryginalności, nie tak jak w mainstreamie, gdzie wszystko jest obliczone na trafienie w rynek, przeanalizowane, przemaglowane i skierowane w stronę baranów. W Podziemiu masz wolność dla wieli różnych indywiduów, bez żadnych dupków, dyktujących Ci co masz robić. Jak już powiedziałem, to oznacza również, iż większość zespołów pracuje głównie w oparciu o zasadę DIY, co może być ciężkie. Nie jest łatwym być ekstremalnym zespołem w żadnym gatunku muzycznym, to jest tak samo trudne jak i wymagające. Myślę, że żadna granica nie jest ustalana przez jakieś konkretne indywiduum. Jeśli jesteś leniwy i nie robisz codziennie czegoś dla swojej kapeli, nic dobrego Cię nie spotka. Duża część sukcesu obecnie zależy od samego zespołu. Myślę również, że sporo zależy tutaj od geografii. W Północnej Ameryce nie ma tak naprawdę tak olbrzymiej sceny jak w Europie, nie znajdziesz tu wsparcia, jakie dostają zespoły z Europy i to może być spora komplikacja, bo jak powiedziałem, metal nie jest tutaj po prostu tak popularny. No ale internet ogromnie to wszystko zmienił, o wiele łatwiej jest zdobyć kontakty i osiągnąć coś. Z drugiej strony myślę jednak, że obecnie mamy przesyt zespołów, aż trudno je wszystkie przeczesać. Tylko te naprawdę kurewsko świetne kapele zostają z Tobą na dłużej, wybiją się ponad tą nasyconą scenę.

O.: A co powiesz o przyszłości, jak ona się rysuje w Waszym przypadku? Po Waszej EPce jestem kurewsko głodny Waszej muzyki!

P.: Przed Burialkult jeszcze sporo pracy, no a przyszłość jak zwykle ma swoje sekrety. Obecnie pracujemy nad następcą „Evil Antichrist Hordes”. Będzie zatytułowany „A Call From Beyond The Grave” i zostanie wydany przez Blood Harvest Records. Myślę, że będzie zbliżony do intensywności debiutu, ale równocześnie będzie bardziej black metalowy oraz rock and rollowy duchem. Chcemy, by nasza muzyka wciąż była tak surowa i prymitywna, jak należy! Autorem okładki będzie znów Mark Riddick i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to ukaże się to jeszcze w tym roku. Wiem, że Blod Harvest jest cholernie zajęta z wypuszczeniem kupy płyt, musimy więc czekać i zobaczymy co będzie. Planujemy też wypuścić kolejną Epkę po longpleju, ale jeszcze nie wiemy, kto będzie nam to supportował.

O.: Okej, będziemy już kończyć – dzięki wielkie za wyczerpujące odpowiedzi! Powiedz jeszcze proszę, czego słuchałeś odpowiadając na moje pytania?

P.: Moją muzyką pod ten wywiad było: Thucandra „Fallen Angels Dominon”, Bathory „The Return” i coś co może kojarzysz – Mgła? Dzięki wielkie za wywiad i Hail Satan!