Blindead: „Wszystko opiera się raczej na prostych pomysłach, które staramy się jak najciekawiej zaaranżować.”

Mimo, iż o Blindead ostatnimi czasy nieco przycichło to jestem wręcz przekonany, że jest to tylko chwilowe i niedługo czymś nowym nas ta grupa zaskoczy. A żeby odkryć nieco tajemnic tego zespołu postanowiłem odpytać głównego inżyniera dźwięku tej kapeli, czyli Havoka… a przy okazji wcisnąć nos w nieswoje sprawy i wścibsko dopytać o wszystko, co mi leżało na wątrobie w związku z tym twórcą i jego muzyką.

Pathologist: Witam. Dzięki że zgodziłeś się na wywiad. Jak wrażenia po trasie Phoenix Rising? Jesteście zadowoleni z przyjęcia przez publikę, bo nie ma, co ukrywać, że większość ludzi przychodzi zobaczyć Behemoth….

Havoc: Cześć. To była największa trasa, jaką do tej pory zagraliśmy i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego jak przebiegała. Wiesz, my lubimy wyzwania, a granie u boku Behemoth w naszym przypadku, to dość kontrowersyjne i ryzykowne posunięcie. Ale zdecydowaliśmy się wyjść z naszą muzyką do fanów zupełnie innych dźwięków i jesteśmy bardzo szczęśliwi z tego jak pozytywnie przyjęła nas ta publiczność. Wiemy też, że pojawiło się sporo naszych fanów, którzy przyszli tam tylko ze względu na nas i chciałbym im wszystkim w tym miejscu bardzo podziękować! Koncerty w Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie i Lublinie podczas tej trasy zaliczamy do jednych z najlepszych do tej pory.

P: W Rzeszowie gościliście już kilka razy, między innymi przy okazji trasy z Antigamą i trasy promującej „Affliction XXIX II MXMVI” – jak wspominasz te występy? Trasa promocyjna ostatniego albumu była udana?

H: Oba koncerty wspominam bardzo dobrze! Pierwszy „Pod Palmą”, był jednym z lepszych na trasie z Antigama i Nyia, drugi w „Od Zmierzchu Do Świtu”, bardzo kameralny, ale ze świetnym klimatem. Lubię jak mamy taki bliski kontakt z publicznością, takie sztuki mają o wiele lepszą energię, niż w dużych klubach. A cała trasa też bardzo fajnie, zarówno pod względem frekwencji jak i odbioru. Zagrały z nami bardzo dobre zespoły, między innymi Obscure Sphinx i At The Soundawn.

P: Przejdźmy teraz do samej płyty „Affliction…” Nie będę tu ukrywał mojego zdania na jej temat: uważam, że jest to dzieło wybitne i jedna z lepszych płyt, jakie wszyły w 2010 roku i to nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Doskonały, spójny album, jego słuchanie to wielka podróż… Nie mam pojęcia ile razy go przesłuchałem od czasu wdania i dalej często do niego wracam (oczywiście słucham przy okazji robienia tego wywiadu hehe). Pierwsze pytanie dotyczące samego pomysłu: dlaczego akurat album koncepcyjny? Z tego rodzaju wydawnictwami często jest kłopot, bo słuchacz może zarzucić zespołowi niespójność koncepcji…

H: To chyba dla nas idealna forma przekazu, bo najbardziej na świecie nie lubimy być ograniczani. W ten sposób jesteśmy w stanie przekazać o wiele większy ładunek emocjonalny niż np. w 12 piosenkach trwających od 3 do 4 minut. Ja osobiście, kiedy myślę o nowym materiale rysuję sobie w głowie szkic całości, na który składają się przede wszystkim nastroje, którymi chciałbym operować. Potem wkomponowuję w to już konkretne pomysły, które rozwijamy często na zasadzie improwizacji.

P: Co oznacza tytuł? Affliction – wiadomo, ale co oznaczają symbole XXIX II MXMVI? To cyfry rzymskie?

H: To data narodzin bohaterki konceptu. W ostatnim numerze na płycie również pojawiają się rzymskie cyfry i tam oznaczają koniec tej historii… Specjalnie jest to niedopowiedziane. Każdy może sobie sam interpretować jak ta historia się kończy.

P: A teraz przejdźmy do samej tematyki utworów. Skąd wziął się pomysł na opowieść o autyzmie? Dlaczego akurat taki temat?

H: Patryk jest autorem tego konceptu i tylko on wie skąd pomysł na taką tematykę. Ja mogę dodać od siebie, że według mnie idealnie zgrało się to z muzyką, którą stworzyliśmy.

P: Ludzki mózg to wciąż wielka zagadka dla nauki. To jak funkcjonuje nie jest do końca wyjaśnione. Jak myślisz czy dzięki studiom nad takimi chorobami jak właśnie autyzm uda się pogłębić wiedzę ludzkości na temat procesów myślenia, kojarzenia a w konsekwencji poszerzyć zdolności człowieka do granic, o jakich na razie ciężko sobie nawet wyobrazić?

H: Z tego, co się orientuje, to wiedza na temat autyzmu, jest wciąż niewielka, a ludzie dotknięci tą chorobą, są czasem zdolni do robienia rzeczy niewytłumaczalnych i niemożliwych dla zwykłego, normalnie funkcjonującego człowieka, więc na pewno warto zgłębiać ten temat i wyciągać z niego jak najwięcej. Być może w przyszłości jakiś geniusz wymyśli jak tu uporać się z tym problemem i przy okazji odkryje nieznane dotąd sposoby wykorzystywania ludzkiego umysłu.

P: Wróćmy jednak do muzyki znajdującej się na waszym ostatnim wydawnictwie. Geniusz tej pyty polega ma tym, że jest ona doskonała, jako całość, nie da się wybrać paru utworów i słuchać ich w przypadkowej kolejności. „Affliction XXIX II MXMVI” słucha się od początku do końca albo wcale. Z tego powodu graliście ją na trasie w całości? Uważasz, że ten pomysł się sprawdza?

H: Tak, uważam, że ten materiał w ten sposób wypada najlepiej i dlatego jak tylko pozwalał nam na to czas, graliśmy go właśnie całości.

P: Jaka jest reakcja publiki na granie takiej muzyki na żywo? Jak zachowują się ludzie? Utwory z „Affliction…” nie nadają się do machania głową ani do robienia napierdalanki pod sceną.

H: Ludzie, którzy wiedzą, czego się spodziewać po naszych koncertach, odbierają je raczej w skupieniu. Ja będąc na scenie i grając ten materiał, można powiedzieć, że wpadam w swego rodzaju trans, z którego budzę się na końcu ostatniego numeru. Wtedy dopiero jest szansa na bliższy kontakt z publicznością i widzę czy się podobało czy nie. Na koncertach w zeszłym roku, na których byliśmy tzw. headlinerem panowała atmosfera nie do opisania. Jestem szczęśliwy, że przyciągamy takich ludzi na nasze występy. Czuć, że mamy do czynienia z istotami myślącymi i oczekującymi od nas czegoś więcej niż tylko zwykłego napierdalania.

P: Ważnym elementem waszych występów na żywo są też obrazy wyświetlane na scenie. Kto jest odpowiedzialny ze te wizualizacje? Jakie wrażenia mają one wywoływać?

H: Autorem filmu wyświetlanego za nami na żywo, jak i teledysku jest nasz kolega Roman Przylipiak, który zajmuje się kręceniem różnego rodzaju filmów i teledysków. Te obrazy przybliżają trochę bardziej cały koncept i wydaję mi się, że pozwalają się głębiej wkręcić w klimat naszej muzyki.

P: Wydaje mi się, że rdzeniem waszych utworów jest elektronika. Odpowiedzialny za tą warstwę waszej muzyki jest Bartosz Hervy, który ma doskonałe pomysły… Hipnotyczne dźwięki maja za zadanie wywołać u słuchacza pewnego rodzaj trans?

H: Rdzeniem naszej muzyki są jednak gitary i perkusja. To od tego w przeważającym stopniu zaczynamy pracę nad utworami. Wszyscy kochamy grać transowe motywy, dlatego tyle ich jest w naszej muzyce. Tworząc nie myślimy o słuchaczu, tylko o tym czy sami to czujemy.

P: Jak to jest z komponowaniem tak skomplikowanych utworów? Co powstaje pierwsze, na czym budujecie kolejne warstwy waszej muzyki?

H: Tak jak już mówiłem, zazwyczaj wszystko zaczyna się od motywu gitarowego, wokół którego powstaje cała reszta. Nie uważam, żeby nasze kompozycje były skomplikowane. Wszystko opiera się raczej na prostych pomysłach, które staramy się jak najciekawiej zaaranżować.

P: W waszej muzyce można doszukać się wielu zaskakujących elementów np. gitary klasycznej, wiolonczeli, instrumentów dętych czy kobiecych wokali. To niespotykana różnorodność. Gdzie szukasz pomysłów?

H: Małe sprostowanie ;)) Na płycie poza podstawowym instrumentarium użyliśmy gitary akustycznej, kontrabasu, trąbki i gościnnie w utworze „My New Playground Became” zaśpiewał Jan Galbas z Broken Betty. Kobiece wokale pojawiły się jak dotąd tylko w utworze „Distant Earths” na ep-ce „Impulse”. Akurat te właśnie instrumenty chodziły mi po głowie, kiedy myślałem nad aranżacjami numerów. Inspiruje mnie bardzo wiele różnej muzyki, więc naturalnie ciągnie mnie do wykorzystywania tych wpływów na naszych płytach.

P: „Affliction…” to tak naprawdę dość spokojna płyta, nieco wyciszona i wręcz melancholijna a mocniejsze akcenty nie pojawiają się zbyt często. Zastanawiałeś się kiedyś nad wersją akustyczną tych utworów? Nie chodzi mi to nagranie całej płyty, ale może o jakimś akustycznym koncercie.

H: W lutym tego roku zagraliśmy ostatni koncert promujący „Affliction…”, na którym zagraliśmy część setu właśnie akustycznie. Złożyły się na to 4 utwory z tej właśnie płyty i myślę, że wyszło całkiem nieźle. Myślimy o rozwinięciu tematu, więc możecie się spodziewać w przyszłości na pewno jeszcze paru takich sztuk.

P: Nie sposób też pominąć warstwy graficznej waszej ostatniej płyty. Prace Katarzyny Sójki doskonale wizualizują waszą muzykę. Dodatkowo do płyty otrzymujemy również opowiadania Piotra Kofty. Co powiesz o tych artystach? Dlaczego akurat ich wybrałeś?

H: Kasia jest świetną artystką, zajmującą się różnymi dziedzinami sztuki, ale jest również moją życiową partnerką. Doskonale potrafi wczuć się w atmosferę naszej muzyki i jak się za coś zabiera, to wkłada w to całe serce. Nad oprawą, pracowała w trakcie sesji nagraniowej. Jako że nagrywaliśmy w lecie, to wykorzystaliśmy z Patrykiem możliwość mieszkania w jego rodzinnym domku letniskowym nad jeziorem zaraz za miastem. Kasia spędzała tam całe dnie z jego córką, pracując nad obrazami, słuchając surowych zgrywek ze studia. My wracaliśmy tam wieczorami po sesjach i dorzucaliśmy jakieś sugestie. Kaśka siedziała jeszcze nad tym przez kilka miesięcy po sesji. Wykonała naprawdę ogrom pracy. Wszystkie obrazy oraz teksty są wykonane ręcznie.

Z kolei Piotr Kofta, to znajomy Patryka z redakcji, w której przez kilka lat pracował. Początkowo chciał sam napisać opowiadanie, ale trochę go to przerosło i postanowił oddać to w ręce bardziej doświadczonego kolegi.

P: A teraz przejdźmy do EP „Impulse”. Nie wiem czy to tylko moje wrażenia, ale myślę, że zapoczątkowała ona kurs, który zaowocował powstaniem „Affliction…”, co ty o tym sądzisz? Jest to materiał bardzo transowy. Czy to za sprawą, że tego, że Hervy uczestniczył w komponowaniu tego materiału? Czy to był jego pomysł na takie zastosowanie elektroniki?

H: Zgadza się, każdy kolejny materiał jest w pewnym sensie konsekwencją poprzedniego. Wiesz, uczymy się na błędach i nasza muzyka zaczyna się naturalnie rozwijać.

Jeżeli chodzi o utwór tytułowy na epce, to rzeczywiście powstał on na podstawie motywu Bartosza, „Between” to jego solowy odjazd, ale już „Distant Earths”, to kompozycja stworzona przez Marka Zielińskiego i Magdalenę Prońko, która powstała z myślą o ich wspólnym projekcie o nazwie Mojra. My dodaliśmy do niego tylko trochę naszego ciężaru.

P: Przy okazji trasy promującej „Affliction…” graliście tylko jeden numer niepochodzący z tej płyty i było to właśnie „Impulse”. Dlaczego? Co w nim jest takiego szczególnego?

H: Szczerze, to nie pamiętam, dlaczego wybraliśmy akurat ten utwór. Może po prostu mieliśmy ochotę go pograć.

P: A teraz kilka pytań dotyczących „Autoscopia/Murder in Phazes”. Był to chyba pierwszy materiał, po którym tak naprawdę was dostrzeżono, bo mogę się mylić, ale wydanie waszego debiutu przeszło trochę bez echa. Jeśli się myślę to, jaki był punkt zwrotny w waszej karierze? Kiedy zaczęło się o was mówić?

H: Masz rację, po wydaniu „Autoscopia…” i koncertach z Cult Of Luna oraz Neurosis coś drgnęło, ale chyba jednak momentem przełomowym nazwałbym wydanie „Affliction…”, dopiero po tej płycie poczuliśmy, że jesteśmy zadowoleni z materiału, który powstał i z jego produkcji. To coś, o czym możemy spokojnie powiedzieć, że definiuje w 100% nasz zespół. Przyjęcie tego albumu też jest nieporównywalnie lepsze niż poprzednich.

P: Przy okazji wydanie „Autoscopia/Murder in Phazes” zaczęto o was mówić „polski Neurosis”. Graliście kiedyś przed nimi koncert. Jak wspominasz to doświadczenie? Co myślisz o takim porównaniu? A może jakieś inne zespoły trafniej by pasowały do tego typu porównań?

H: Oczywiście bardzo lubię i cenię ten zespół, a koncert z nimi był zajebistym doświadczeniem. Pamiętam, że byliśmy wtedy zestresowani jak nigdy, bo pierwszy raz graliśmy w tak dużym klubie jak Stodoła, a do tego przez większość koncertu przyglądali się nam goście z Neurosis. Wiem, że krążyły takie porównania i w tamtym okresie mogły być mniej lub bardziej trafne. Nigdy nie staraliśmy się brzmieć tak jak oni, ale na pewno byli dla nas dużą inspiracją, jeżeli chodzi o ciężar i emocje bijące z ich muzyki. Tak jak już mówiłem, uważam, że dopiero na późniejszych materiałach zbliżyliśmy się bardziej do nazwijmy to „naszego stylu”. Blindead to dla mnie po prostu Blindead i nie chcę porównywać nas do innych zespołów. Jeżeli komuś jest to potrzebne, to proszę bardzo 😉

P: „Autoscopia/Murder in Phazes” to materiał zdecydowanie bardziej agresywny, bardziej dosadny. Z czego to wynika?

H: Z raczej słabego i beznadziejnego okresu w jakim powstawała.

P: Jakie historie opowiadają poszczególne utwory na „Autoscopia…”.

H: To walka z samym sobą, psychoza, myśli samobójcze, desperacja, schizofrenia, depresja, agresja…zero nadziei na jakąkolwiek przyszłość…

P: Jak już rozmawiamy o przeszłości to nie sposób nie zapytać o początki kapeli… Jak powstał Blindead i dlaczego? Kiedy tak naprawdę przestano mówić o Blindead jako o „projekcie Havoca”? Taka łatka była przyczepiona do kapeli dość długo…

H: Wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy jeszcze, jako młode szczyle w wieku 16-18 lat, zapragnęliśmy pograć razem z Michałem Zimorskim – naszym pierwszym basistą, Markiem Zielińskim i Konradem Ciesielskim, którzy są w zespole do dziś oraz z Patrykiem Adamczykiem – pierwszym wokalistą. Przyjaźniliśmy się, dobrze nam się razem grało i czuliśmy, że jest między nami wyjątkowa chemia, dlatego powstał ten zespół i nadal funkcjonuje na tej samej zasadzie. Ja jeszcze w tym samym roku dołączyłem do Behemoth i przez te 4 lata, graliśmy rzadko, ale mimo wszystko drobnymi kroczkami składaliśmy materiał na pierwszą płytę, którą zaczęliśmy nagrywać w 2002 roku, ale nie dokończyliśmy sesji, bo w trakcie rozstaliśmy się z wokalistą. Sytuacja była dramatyczna, bo mieliśmy wtedy w rękach bardzo dobry kontrakt z włoską wytwórnią Avantgarde Music i nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego człowieka, który dokończyłby z nami materiał. Dopiero po roku pojawił się Patryk Zwoliński, ale kontrakt już przepadł, więc skupiliśmy się na tworzeniu czegoś nowego. W tym czasie zmieniliśmy nazwę i za rok stuknie nam 10 lat jako Blindead.

Mam wrażenie, że gdzieś pomiędzy „Autoscopia” i „Impulse”, przestaliśmy być postrzegani przez pryzmat mojej współpracy z Behemoth.

P: Jeśli chodzi o twoją przeszłość to niewątpliwe nie można nie zapytać o twoją obecność w Behemoth. Jak wspominasz te czasy? Czy kiedykolwiek żałowałeś ze odszedłeś z kapelki Nergala?

H.: Tamten okres był naprawdę bardzo intensywny pod wieloma względami i wspominam go zawsze z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie żałowałem mojej decyzji o odejściu z zespołu. Czułem, że muszę to zrobić przede wszystkim dla siebie, ale też dla dobra zespołu. Ogarniała mnie wielka potrzeba tworzenia czegoś w 100% mojego i cieszę się, że teraz udaję mi się to realizować.

P: Wracając do Nergala… ostatnio było on gościem w jednym z programów w TVN. Miał on okazje zaprosić jedną kapele do występu w tym programie i wybrał właśnie Blindead. Potrzebna jest wam taka forma promocji? Jak wspominasz to doświadczenie?

H: Pewnie, że jest nam to potrzebne. Wiesz, my nie mamy problemu z taką formą promocji. Oczywiście, są jakieś granice i nie mamy zamiaru występować w reklamie proszku do prania, ale występ w takim programie jak ten, do którego zaprosił nas Ner jest jak najbardziej ok. Zespoły takie jak np. Mastodon robią to przy każdej z ostatnich płyt. My niestety nie mieliśmy możliwości zagrania na żywo, ale uważam, że i tak wyszło to nieźle i pomogło nam dotrzeć do ludzi, którzy nigdy o nas nie słyszeli.

P: Ostatnio światło dzienne ujrzał twój nowy projekt Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void który tworzysz razem z Nihilem. Co to jest za projekt? Jaką muzykę tworzycie?

H: To taki nasz odpał w stronę muzyki improwizowanej. Spotkaliśmy się na tydzień w studiu Nihila, praktycznie bez konkretnych pomysłów i stworzyliśmy wszystko spontanicznie. To bardzo szczera muzyka dla miłośników transowych dźwięków i kosmicznych tripów.

P:Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void to projekt jednej płyty czy będzie następca debiutu?

H: Myślę, że w odpowiednim czasie, na pewno powstanie druga płyta.

P: Bardzo mnie to cieszy. Nihil słynie z tego, że jest dość kontrowersyjnym twórcą. Jak ci się z nim współpracuje?

H: Nihil gdzieś kiedyś powiedział, że oboje posiadamy zdolności telepatyczne, dlatego idealnie nam się razem pracuje.

P: Czy planujecie w 2012 roku wydanie nowej płyty? Masz juz jakieś pomysły na następcę „Affliction XXIX II MXMVI”? W jakim kierunku pójdzie teraz muzyka Blindead?

H: Niestety nie wyrobimy się z nową płytą w 2012 roku. Dopiero zaczęliśmy podchodzić do nowych pomysłów. Ten album powstaje już z naszym nowym basistą, Matteo Bassolim i już słychać, że dzięki niemu pojawi się sporo świeżości. Planujemy wejść do studia na początku 2013. Jaka będzie ta płyta? Tego jeszcze nikt z nas nie wie.

P: A jakie plany koncertowe na następny roku? Może jakąś trasa po Europie?

H: W tej chwili w planie jest tylko jeden letni festiwal, o którym nie mogę jeszcze oficjalnie mówić. Jak dobrze pójdzie, to pojawimy się jeszcze na kilku innych festiwalach. Co do trasy po europie, to oczywiście bardzo chcemy pojechać i dołożymy wszelkich starań żeby się udało.

P: Opowiedz o najlepszym koncercie, jaki w życiu było ci dane zagrać i najlepszym koncercie, na jakim kiedykolwiek byłeś?

H: Ciężko się zdecydować, ale na pewno ostatnie koncerty w warszawskiej Stodole i w krakowskiej Hali Wisły w ramach trasy ‚Phoenix Rising Tour’ były jednymi z najlepszych, jakie zagrałem z Blindead. Muszę też wyróżnić nasz pierwszy występ w Moskwie, to jak ludzie nas tam przyjęli, było naprawdę niesamowite.

A najlepszy koncert jaki widziałem, to z pewnością Rammstein w zeszłym roku w Ergo Arenie, ale też Ulver w Palladium, Down w Stodole i Neurosis w Sztockholmie.

P: Jakiej płyty słuchasz podczas odpowiadania na te pytania? Jakieś ostatnie odkrycia muzyczne, którymi chciałbyś sie podzielić?

H: Słucham właśnie nowej płyty Anathema „Weather Systems” i myślę sobie, że to ich najlepszy album od czasu „Judgement”. Z mocniejszych strzałów polecam ostatnią płytę Mgła „With Hearts Towards None”, Execration „Odes of the Occult” i Furia „Marzannie, Królowej Polski”.

P: Dzięki wielkie za wywiad, mam nadzieje, że nie długo spotkamy się na koncertach!

H.: Dzięki i pozdrawiam!

Autor

701 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *