My w Chaos Vault zdajemy sobie sprawę, że zespoły pokroju Battlerage przez większość metalowców są wyśmiewane, ich fanów posądza się o odmienne preferencje seksualne i ogólnie najlepiej, jakby wszyscy byli black metalowcami. Przekorne z nas jednak bydlęta to po pierwsze, a po drugie – obserwuję rozwój Battlerage od kilku dobrych lat i wiem jedno – muzyka kwartetu z Chile ma większe jaja niż niejeden „ekstremalniejszy” band. Dlatego zdecydowałem się odpytać Francisco Verę – perkusistę zespołu o tematy zamierzchłe, jak i bardziej aktualne. Co prawda, na odpowiedzi przyszło mi trochę czekać, ale koniec końców jestem zadowolony – co rzadko się zdarza, hehe.

 

Oracle: Witam! Na początek, powiedzcie jak Wy to robicie, wydajecie takie świetne albumy, jak „True Metal Victory”? Osobiście pokochałem waszą muzykę odkąd usłyszałem Was po raz pierwszy na kompilacji „The Slaughter Returns”. Powiedz mi, jaki jest Wasz cel, gdy zaczynacie pisać piosenki dla Battlerage?

Francisco: Witaj Kuba, dzięki za Twoje dobre słowo! Cieszę się, ze podoba Ci się „True Metal Victory”! Moim celem było i zawsze będzie, aby pisać piosenki, które spodobają się mnie, jako fanowi True Metalu. Zawsze chciałem pisać utwory, jakie sam z przyjemnością chciałbym usłyszeć i wydawać albumy, które sam z przyjemnością bym słuchał! I takie, o których sam sądzę, że odpowiadają wyobrażeniu tego, jak powinien brzmieć Heavy Metal! Nie ma żadnych celów poza osobistą satysfakcją!

O.: Dobrze, tak trzymać! Czy możesz powiedzieć nam teraz coś o wczesnych dniach Battlerage? O Waszych pierwszych pomysłach i inspiracjach? Jak bardzo zmieniły się one podczas całej Twojej muzycznej aktywności?

F.: Założyłem Battlerage dziesięć lat temu, wszystkie ideały i inspiracje pozostały przez cały ten czas niezmienione! Myślę, że dorośliśmy muzycznie, jesteśmy lepszymi instrumentalistami, jednak sam styl pozostał nienaruszony. Same idee kryjące się za utworami i tekstami są również takie same, jak w przypadku mojej pierwszej piosenki – metal, wojna, przemoc, horror, to wszystko wpływa na mnie i inspiruje mnie podczas pisania utworów. Zaś wpływy te mogą mieć różnorakie formy, heavy metal, książki, filmy, komiksy…

O.: O swojej muzyce mówisz – True Heavy Metal. Uważam, że ten termin świetnie opisuje Waszą muzykę i cały koncept (czy też image), ale zdajesz sobie sprawę, że dla części słuchaczy określenie „true metal” odnosi się do klonów Manowar i niczego poza tym? Czy spotkałeś się z taką opinią odnośnie własnego zespołu?

F.: Owszem, spotkałem się – może bez mowy o klonach, ale o silnych inspiracjach i wzorcach. Cóż mogę rzec? Manowar są moją ulubioną kapelą od zawsze! Dla mnie to zaszczyt być porównywanym do nich dzięki muzyce Battlerage! Choć sam myślę, że nasze inspiracje są o wiele szersze, nie mam jednak problemu z tym, że ktoś mówi, iż Królowie Metalu są naszą główną inspiracją – jestem wręcz z tego dumny!

O.: Pierwszym dowodem istnienia Battlerage jest Wasze debiutanckie demo „Metal Slaughter”. Na „The Slaughter Returns”, gdzie zamieściliście je później, brzmi ono potężnie i barbarzyńsko, ale zastanawiam się, jak brzmiało ono jeszcze przed remasteringiem? Dlaczego nie wrzuciliście tego na kompilację w oryginalnej formie? Czy różnice są bardzo słyszalne?

F.: Oryginalne brzmienie jest tak samo potężne i barbarzyńskie jak na „The Slaughter Returns”, może nie jest takie czyste. Różnice nie są duże, ale są słyszalne na pewno. Zdecydowaliśmy się je zremasterować i zremiksować, tak więc oryginalny master jest teraz dość rzadkim okazem. Tak więc, jeśli masz swoją kopię „Metal Slaughter” możesz być pewien, że masz coś całkiem innego niż „The Slaughter Returns”.

O.: Zadebiutowaliście natomiast dzięki „Steel Supremacy” niestety jeszcze nie było dane mi słyszeć tej płyty. Podejrzewam jednak, że muzycznie nie odbiega to od Waszych późniejszych dokonań? Czy ten krążek jest jeszcze do zdobycia, czy może już jest wyprzedany i planujecie jakąś reedycję?

F.: Metal On Metal wydało „Battlefield Supremacy” – limitowaną taśmę, która zawiera nasz debiut (ale bez coveru Manilla Road „Necropolis”) oraz studyjne utwory z „Battlefield Belongs To Me” (ale bez coveru Grave Digger „Heavy Metal Breakdown”). Sam album jest już dawno wyprzedany i nie planujemy jego reedycji. Muzyka, tak jak powiedziałeś, to ten sam kierunek, jak w przypadku innych materiałów Battlerage, czyli czystego True Heavy Metalu!

O.: Heh, jako że pytania były ułożone kilka miesięcy zanim Francisco odpowiedział na wywiad, jestem już szczęśliwym posiadaczem tej taśmy, to tak na marginesie. A skoro już wspomniałeś o coverze Manilla Road – to wspaniały utwór wspaniałej kapeli! Czy znasz może ich ostatni krążek, „Playground Of The Damned”? Myślę, że to kawał zajebistej muzyki…

F.: Tak, posiadam każdy album Manilla Road (ale niestety tylko na CD) i myślę, że „Playground Of The Damned” to wspaniały krążek, zwłaszcza numer tytułowy, „Grindhouse” czy „Abbattoir De La Mort”. Mają doom’owy feeling, który tak bardzo mi się podoba, bo daje to całemu albumowi epicki i potężny charakter. Mark Shelton to geniusz, cały czas wypuszcza świetne płyty, jedna za drugą!

O.: Wróćmy jednak do Waszego debiutu – znajduje się na nim utwór pod tytułem „Battlerage”. Czy to coś w rodzaju stanowiska, deklaracji Battlerage?

F.: Tak, masz rację. „Battlerage” to stanowisko nie tylko jeśli chodzi o nasz zespół, ale o wszystko, na czym powinien opierać się True Heavy Metal: krew, ogień i stal!

O.: Poza tym, w tej piosence znajduje się taki wers: „fałszywi muszą zginąć”. Sam osobiście od bardzo długiego czasu zastanawiam się kto jest tym mitycznym „fałszywym”, czy też inaczej mówiąc „pozerem”. Jak więc według Ciebie można takowego rozpoznać, hehe?

F.: Nie wiem. Wiesz, ja jestem bardzo uprzedzonym kolesiem, jeśli chodzi o metal – to znaczy, nie wierzę kolesiowi, który mówi, że jest prawdziwym metalem, jeśli nosi on koszulkę Metallica, Ozzy’ego czy AC/DC. Oczywiście, możesz pogadać z nim i sam dojść do tego, czy jest tym, za kogo się podaje. Ale sam rzadko się mylę, kiedy osądzam kogoś, czy jest on pozerem, haha! Dla mnie pozer to przede wszystkim ktoś, kto słucha tylko mainstreamowego metalu i gówien rodem z MTV, którego nie obchodzi kolekcjonowanie płyt, winyli czy kaset, którego nie obchodzi go podziemny metal.

O.: Haha, no to zasadniczo mamy podobne podejście. Po debiucie wydaliście „Balltefield Belongs To Me”, które określacie mianem EP, gdyż znalazły się na niej tylko trzy utwory i intro, zaś reszta to covery, niewydane kawałki i wersje live. Dlaczego więc zdecydowaliście się wypuścić coś takiego? Czy miał to być taki zapychacz dla fanów, by nie zapomnieli o Waszym istnieniu?

F.: Akurat w tamtym roku mieliśmy wypuścić nasz drugi krążek, ale nasz chujowy ówczesny wydawca w ostatnim momencie oświadczył nam, iż nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, by zapłacić za sesję nagraniową całego krążka. Pomyślałem więc, że musimy być konsekwentni z wydaniem nowego materiału (zresztą wciąż tak uważam), więc skomponowałem nowe utwóry w jeden tydzień, a następnie weszliśmy do studia, by je nagrać. Później dorzuciliśmy do tego wszystko co mieliśmy jako bonusy (czyli odpady i kawałki na żywca) i nowa EPka była gotowa. Niestety, ukazała się z rocznym opóźnieniem.

O.: No ale jak to mówią, lepiej później niż wcale. Wspomniana EPka ukazała się nakładem Highland Records. Szukałem o nich jakichś informacji, ale nie było mi dane żadnych odnaleźć. Co sam możesz jeszcze o nich powiedzieć, co to za kolesie, jak załapałeś z nimi kontakt?

F.: Highland to gówniany label, nie wiem czy jeszcze istnieją i szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie obchodzi.

O.: Czyli raczej na piwie się nie spotykacie, hehe. To zmieńmy temat. Póki co jedynym koncertowym krążkiem na koncie Battlerage jest „Living Slaughter”. Wypuściliście go po staremu, na taśmie, co dla mnie jest świetną sprawą. A co takiego specjalnego było w tym koncercie sprzed ośmiu lat, że postanowiliście go nagrać i wydać? Poza tym, czy Tobie również brakuje koncertówek w rodzaju wielkich „Live After Death” czy „Unleashed In The East”? Obecnie mamy masę koncertów na DVD, ale w mojej opinii to nie to samo…

F.: To czysty zbieg okoliczności. Faktycznie, to był świetny koncert, byliśmy pierwszym heavy metalowym zespołem w historii, który zagrał na Meliattack Fest. W tamtych czasach zapraszali oni głównie ekstremalne zespoły, ale zauważyli, iż jesteśmy klasycznym i prawdziwym heavy metalowym bandem, innym niż reszta kapel, które wówczas były popularne, więc zaprosili nas. Nagrałem ten koncert na minidysk wprost z konsolety, było więc to najlepsze nagranie koncertowe, jakim wówczas dysponowaliśmy przez wiele lat. No a dla mnie naturalnym było, by takie surowe nagranie ukazało się na taśmie, wedle prawideł starej szkoły. Nie wiem natomiast, czy brak mi albumów live pewnych kapel, czy też nie. Te które wymieniłeś to rzeczywiście wspaniałe albumy, ja jednak preferuje nowe studyjne krążki nad płyty koncertowe. Sam również nie lubię płyt DVD, osobiście posiadam jedynie horrory i krążki podziemnych zespołów jak Necrophagia czy Nunslaughter.

O.: Okej, nareszcie dotarliśmy do etapu „Metal On Metal Records”. To dzięki nim usłyszałem o Was, więc którzy bogowie są odpowiedzialni za to, że współpracujecie ze sobą? Czyim pomysłem było wydanie waszych wczesnych materiałów pod zbiorczym tytułem „The Slauhter Returns” na samym początku Waszej kooperacji?

F.: Metal On Metal to wspaniały podziemny label. Oni naprawdę siedzą w heavy metalu, są prawdziwymi metalowcami i kolekcjonerami, jedziemy więc na tym samym wózku! Pierwszy kontakt z nimi miałem przez Jowitę – jakoś wyłapałem, że na swojej stronie umieściła Battlerage jako jeden z jej ulubionych zespołów, napisałem więc do niej maila z zapytaniem, ile kosztuje u niej namalowanie okładki. Wymieniliśmy się kilkoma płytami, a potem, kiedy ona i Simone założyli wytwórnię, wyszła z propozycją wydania naszego materiału. Nie przypomnę sobie teraz, kto konkretnie wyszedł z pomysłem, by na pierwszy ogień poszło właśnie „The Slaughter Returns”, ale myślę, że był to świetny punkt do rozpoczęcia naszej współpracy. Mam nadzieję, że będzie ona trwała jak najdłużej się da.

O.: Niemniej jednak na tym wydawnictwie, jak i na kolejnym „Blood, Fire, Steel” autorem okładki był Gonzalo Ordonez – obie są świetne, oczywiście kojarzą się przy tym mocno z frontcoverami Manowar. Za to ostatnia okładka to już obraz właśnie Jowity, która również jest cholernie dobra. Dlaczego zdecydowaliście się więc zmienić artystę?

F.: Tak, Gonzalo odstawił kawał dobrej roboty dzięki tym okładkom, zresztą tak samo jak na „Battlefield Belongs To Me”, bo to w zasadzie była jego pierwsza okładka dla nas. Jasne, że nasze front-covery są inspirowane Manowar, wszak oni mają najlepsze obrazki ze wszystkich! Jowita zawsze była dla mnie pierwszym wyborem, odkąd tylko zapytałem ją o ceny. Zamierzeniem było, by jej obrazek zdobił okładkę „Steel Supremacy”, ale nasz gówniany label nie chciał wtedy zapłacić ceny, jaką życzyła sobie Jowita, musiałem więc znaleźć kogoś tańszego w moim kraju (choć okładka do tego materiału moim zdaniem również jest wspaniała). Czas płynął, a Jowita niestety nie dysponowała wolnymi terminami, by namalować dla nas okładkę, zresztą jej również podobały się okładki Gonzalo Ordoneza. Ostatecznie jednak – wygrałem, hahahaha! W końcu namalowała dla nas przewspaniałą okładkę! I mam nadzieję, że kolejną również namaluje!

O.: Liczę na to! Zostawmy temat okładek na boku – słuchając Waszej muzyki odnoszę wrażenie, że jesteście raczej konserwatywnymi heavy metalowcami. Wasz styl jest czysty, klasyczny do szpiku kości, wydaje mi się, że takie jest zamierzenie?

F.: Tak, masz rację, moim głównym celem podczas pisania piosenki, jest bym lubił tą piosenkę. Oznacza to, iż ostatecznie musi to być true heavy metalowy utwór, bez żadnego odświeżania, bez obcych wpływów, bez eksperymentalnego gówna, bez duchowego, ortodoksyjnego czy religijnego gówna. Tylko prosty, czysty, klasyczny, epicki i oldskulowy True Heavy Metal!!!

O.: Tak jest! Zarówno na „Blood, Fire, Steel” jak i na najnowszym krążku znaleźć można sample stanowiące całkiem niezłe wstępy do następujących po nich utworach. Skąd je zaczerpnęliście? Jakieś mroczne skarby z chilijskiej kinematografii?

F.: Nie, nie pochodzą one z kina chilijskiego. Intro do „The Blind Dead” zaczerpnęliśmy z „La Noche del Terror Ciego”, znanego też jako „Tombs Of The Blind Dead” z 1972 roku w reżyserii Amando de Ossorio. Intro do „The Black Sunday (La Maschera del Demonio)” wzięliśmy z filmu „La Maschera del Demonio”, lub inaczej „Black Sunday” z 1960 roku, wyreżyserowanego przez Mario Bava. Obydwa są wspaniałymi klasycznymi horrorami, które powinieneś oglądnąć. Jako, zę piosenki bazowały na tych właśnie filmach za logiczne uznałem, by zaczerpnąć z nich akurat jakieś sample. Ponadto, jestem wielkim fanem Impetigo i Mortician [no to Twoje zdrówko! – przyp. Oracle], więc jest to swojego rodzaju hołd dla wspaniałych horror kapel, jak i wspaniałych horrorów.

O.: Napisałeś całą muzykę i wszystkie teksty na Wasz ostatni krążek, ponadto byłeś producentem „True Metal Victory”. Tak było planowane od samego początku, czy może taki z Ciebie dyktator, że nie lubisz tego, co inni przynoszą na próbę, hehe? Oczywiście żartuję, ale czy faktycznie jest tak, że jesteś najważniejszym członkiem w zespole i w zasadzie Battlerage obejdzie się bez każdego z muzyków, poza Tobą?

F.: Tak, jestem głową tego zespołu i tak już będzie. Myślę jednak, że nie kontynuowałbym tego zespołu bez Fox-Lina, bo dla mnie jego głos jest fundamentalną cechą zespołu i jego brzmienia. „True Metal Victory” było planowane właśnie w taki sposób, lecz wcześniejsze (a myślę, że i przyszłe) albumy również posiadały materiał napisany przez innych członków.

O.: „True Metal Victory” jest dedykowany Alonso Vera, jego imię pada również w Twoich podziękowaniach, gdzie określany jest jako „światło Twojego życia”. Podejrzewam więc, że to członek Twojej rodziny, tak?

F.: Tak, Alonso to mój syn i rzeczywiście jest światłem mojego życia. Nie mam rodziny, mam jedynie kilku przyjaciół (nawet członkowie zespołu do nich nie należą), tak więc jest on faktycznie wszystkim co mam. I jestem zadowolony, że tak to wygląda.

O.: Całkiem szczera i osobista odpowiedź. Z innej mańki – akurat, gdy piszę te pytania w moim odtwarzaczu kręci się „Maiden Japan” i zastanawiam się, czy istnieje jakieś specjalne miejsce, w którym chcielibyście zagrać? Pytam, bo akurat wiele kapel wymienia Japonię właśnie jak kraj, do którego bardzo chcieliby dotrzeć…

F.: Niemcy i inne państwa Europy. Myślę, że nasz styl jest idealny, by zagrać kiedyś na Keep It True Festival czy Swordbrothers Festival. Mam nadzieję, że któregoś dnia to marzenie się spełni.

O.: Jako, że znów dotknęliśmy tematu koncertów – co możesz powiedzieć o sytuacji koncertowej w Chile? Czy macie u siebie duże festiwale ze znanymi nazwami? Pochodzisz z Santiago, więc wydaje mi się, że nie powinieneś narzekać na brak dobrych sztuk w Twoim mieście?

F.: Nie wiem, sam wolę grać raczej poza Santiago. Ludzie poza nim są bardziej dzicy i spontaniczni, wydaje się, jakby koncerty sprawiały im większą radość. Santiago pełne jest szczyli, którzy chodzą na koncerty, by skrytykować niedość perfekcyjne solo, lub porozmawiać się o jednej z pięćdziesięciu nowych gitarowych technik, których nauczyli się w zeszłym tygodniu dzięki You Tube. Duże festiwale mnie nie obchodzą. Niezależnie, czy gramy na nich, czy w małych klubach – grając zabijamy tak jak zwykle!

O.: Wiem, że Fox-Lin zwykł przygotowywać na wasze koncerty pewne krwawe przedstawienie, widziałem sporo jego zdjęć z juchą na gębie. Możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

F.: Tak, zawsze przygotowuje takie show do kilku piosenek. Zazwyczaj pluł krwią gdy graliśmy „Grind Their Bones”, no ale jako, że na razie nie ma tego utworu w naszej setliście to obecnie pije piwo z olbrzymiego rogu podczas „By Steel I Reign Supreme”. Fox-Lin jest bardzo teatralnym wokalistą, naprawdę lubi odstawiać tego rodzaju show podczas naszych koncertów.

O.: True metalowe zespoły zawsze kojarzyły mi się z takim maskulinizmem, macho imagem, wiesz – olbrzymie mięśnie, bicepsy i tego typu sprawy. Jaka jest Twoja opinia na ten temat? Tak na marginesie, wiem, że motto Chile brzmi „Por la razón o la fuerza” – „Rozumem lub siłą” – którą drogę osobiście wybierasz częściej?

F.: Tak, sam mam takie same skojarzenia. Myślę, że jest to wynik klasycznego stereotypu wojownika i jego wyglądu – no a dla nas heavy metal to rodzaj rytualnej muzyki bitewnej. W takim też wypadku wybieram raczej „Por la razón”, no chyba że chodzi o rozmowę z kobietą, hahahaha! Żartuję oczywiście.

O.: Skoro żartujesz, znaczy to, że do kobiet też „Por la razón”, hehe? To znowu hop na inny temat – jako, że studiowałem politologię, nie mogę nie zapytać Cię o jedno: jak oceniasz okres, kiedy u Augusto Pinochet był prezydentem Twojego kraju? Wszak był on bardzo kontrowersyjną (żeby użyć tak lekkiego słowa) osobą, mającą tyle samo zwolenników co przeciwników…

F.: Przepraszam, Battlerage jest True Heavy Metalowym zespołem, nie dla nas religijne lub polityczne poglądy.

O.: Szkoda, ale ja się pytałem jako Chilijczyka… Ok, trudno. Widziałem kilka teledysków koncertowych Battlerage, na których Fox-Lin pije coś z dużego rogu – teraz już wiem, że nie jest to wino, ale osobiście uwielbiam Wasze wino, to moje ulubione! Jak często sami używacie swojego narodowego skarbu, hehe?

F.: Tak, jak już powiedziałem przedtem, ten róg wypełniony był piwem. Wiem, że chilijskie wino jest najlepsze na świecie, ale osobiście nie przepadam za nim. Wolę piwo i whiskey!

O.: Okej, to teraz powiedz mi, jakie albumy kupiłeś sobie ostatnio i jakich płyt słuchałeś odpowiadając na te pytania?

F.: A więc tak, ostatnio zakupiłem Superchrist „Holy Shit”, Christian Mistress „Possession”, Tombstones „Not For The Squeemish”, Bombarder „Speed Kill”, Mortalicum ”The Endtime Prophecy”, Sacred Gate „When Eternity Ends” i Skelator „Agents Of Power”. A słuchałem sobie Doomsword „Doomsword”, Judas Priest „Defenders Of The Faith”, Mortalicum „The Endtime Prophecy”, Wizard „Odin” oraz ostatni „Rue Morgue Magazine” podcast.

O.: Ok, dzięki Francisco, mam nadzieję, że nie wynudziłem Cię tym wywiadem!

F.: To był wspaniały wywiad! To wspaniała sprawa, gdy ktoś przygotowuje pytania, na które odpowiada się z przyjemnością i pokazuje ogromną wiedzę na temat zespołu. Dzięki Oracle za użyczenie tej przestrzeni w Chaos Vault, bym mógł powiedzieć wszystkim metalmaniakom: jeśli nie lubicie Battlerage – nie lubicie True Heavy Metalu!