Baise Ma Hache: „Koncerty black metalowe mają być wojną, a nie balem przebierańców lub zabawą z facetami…”

Powiem Wam tak, wywiad może być troszkę nieaktualny ponieważ czekałem ponad rok na odpowiedzi chociaż z Thorwaldem jestem w stałym kontakcie. Czemu tak długo?Otóż sam wypytywany powiedział, że nienawidzi odpowiadać na wywiady, ale że pytania bardzo się mu spodobały to postanowił na nie odpowiedzieć (po dość długim czasie hehe.) Zapnijcie pasy, weźcie co niektórzy maść na ból pupy i zapraszam! Przed Państwem Baise Ma Hache!

Wojtuś: Hails! Dzięki, że wyraziłeś zgodę na ten wywiad. Jak tam pogoda w tych Waszych Alpach? Hehe. Zacznijmy od początku, BMH jest w miarę młodą i świeżą kapelą. Skąd pojawił się u Ciebie pomysł założenia tej całej siekieriezady? 

Thorwald: Hails! Nie tak dawno temu wróciliśmy ze stanu Virginia w USA, gdzie spędziliśmy trochę czasu z naszymi braćmi z Appaplachów! Zagraliśmy tam po raz drugi w ramach „LUPINE EQUINOX CONCLAVE”. Impreza jest ta organizowana przez Wolves of Vinland na ich ziemi, Ulfheim. (W ramach wyjaśnienia czym jest cała ta impreza: są to koncerty, prelekcje na tematy historyczne, zawody sportowe oraz ogólnie tematyka bycia fit hehe dop. Wojtuś) Również podczas naszego pobytu Paul Waggener (Operation Werewolf) dograł resztę wokali do nadchodzącego wspólnego projektu.

Pomysł stworzenia black metalowego zespołu z moim bratem Jonem zrodził się jakieś 6 lat temu. Po spięciu pośladów i stworzeniu odpowiednich filarów, na których miał opierać się nasz zespół, wszystko ruszyło z kopyta. Minął rok, a my kończyliśmy nasz pierwszy album „AB ORIGINE FIDELIS”.

Początek istnienia naszej hordy był również sposobem na spędzaniu większej ilości czasu ze sobą, ponieważ nie widywaliśmy się szczególnie często. Przelewaliśmy wszystko na papier, co siedziało nam w naszych sercach i duszach.
Jednak kartka ta została nadpisana przez nas o wiele wcześniej. Kiedy byliśmy bardzo młodzi (myślę, że miałem około 10 lat, a Jon 7) byliśmy wielkimi fanami albumu „Killers” Iron Maiden i już wtedy chcieliśmy stworzyć własny zespół. Mieliśmy jakiś tani dziadowski magnetofon z jeszcze gorszym mikrofonem I tak nagrywaliśmy nasze “śpiewy” do wszystkich instrumentali , które udało się nam znaleźć. O ile dobrze pamiętam udało się nam nawet nagrać wokale do „Boys are back in town” Thin Lizzy i „Not of this Earth” Joe Satriani. Na nasz gust muzyczny duży wpływ mieli nasi rodzice, którzy słuchali między innymi takich zespołów jak Laibach i Death In June. Sięgali oni jednak i wielu innych rodzajów muzyki, gdy byliśmy dzieciakami. Jednak nasza pierwsza styczność z black metalem miała miejsce, jak dobrze pamiętam w 2000 roku. Usłyszeliśmy wtedy po raz pierwszy “Jesus Christ Sodomised” Marduka. Utwór ten znajdował się na kompilacji, którą otrzymaliśmy od francuskiego magazynu hard rockowego o nazwie „HARD’N’HEAVY”, który już nie istnieje. W tym samym czasopiśmie odkryliśmy naszego jak się potem okaże kolegę Hreidmarr’a (Anorexia Nervosa i CNK).

W: Skąd pomysł na taką, a nie inną nazwę? W wolnym tłumaczeniu na język polski Baise Ma Hache będzie oznaczać “Cmoknij mnie w chuja”. Chcieliście tą nazwą pokazać, że nie jest to muzyka dla przypadkowych siusiumajtków?

T: Mieliśmy wiele pomysłów, jeśli chodzi o nazwę naszego zespołu. Jednak był one na tyle powszechne, że nie nie satysfakcjonowały nas w odpowiedni sposób. Pewnej nocy, gdy byliśmy już bardzo wkurwieni niemożnością znalezienia odpowiedniej nazwy słuchaliśmy po pijaku francuskiej black metalowej hordy “Cristalys”. Mają oni świetną piosenkę „Baise Ma Hache”, która mówi o szkockim buntowniku Williamie Wallace’u (Braveheart) i nagle bingo! To była nazwa, której szukamy!

W języku francuskim „baise” może być użyte do powiedzenia „pocałunek” lub „kurwa”.„BAISE MA HACHE” pochodzi również ze starego komiksu o nazwie „SLAINE”, a „KISS MY AXE!” jest okrzykiem wojennym głównej postaci. To nasz własny sposób na wyplucie „Me ne Frego” w twarz naszych wrogów.

W: Na waszych pierwszych dwóch albumach można było wyczuć sporą inspirację Peste Noire, czy był to zabieg zamierzony? Kiedy narodził się pomysł przekształcenia waszego stylu grania?

T: Peste Noire oczywiście wywarło na nas duży wpływ, ale nie była to nasza jedyna inspiracja. Ich muzyka między innymi sprawiła, że ​​chcieliśmy zacząć grać black metal i stworzyć coś zupełnie innego. Chcieliśmy porzucić tematy satanizmu, który dominuje w języku francuskim, jeśli chodzi o black metal. Zrobiliśmy to, używając różnych innych dzieł sztuki i rozmawiając o sprawach, które naprawdę nas pasjonują.

W: Zostając w tematach inspiracji. Czy jakieś inne hordy wywarły na Was wpływ?

T: Słuchamy naprawdę wiele różnej muzy, ale jeśli miałbym wskazać zespoły, które inspirowały nas najbardziej gdy B.M.H powstawało to będzie to Absurd i wcześniej wspominane Peste Noire. Inspirowali oni nas nie tylko dźwiękowo, ale i tematycznie.

W: Każdy z Waszych albumów posiadał jakiś motyw przewodni. „Bréviaire du Chaos” przykładowo opowiadało o sytuacji w Europie. Czy możemy powiedzieć, że „F.E.R.T” jest swoistą kontynuacją tego motywu i ukazuje walkę o wolność?

T: Tak. To prawda, ale tematyka nigdy nie była kwestią walki o wolność. Oderwanie się od „systemu” wymaga obowiązku, a wolność jest wieczną iluzją. Jedyną rzeczą, którą uważamy za wolną, jest możliwość kształtowania własnego świata tak, jak chcemy i jego obrony. „F.E.R.T” ukazuje to, co opisaliśmy w „Bréviaire du Chaos” I jest swoistym wezwaniem do walki do samego końca.

W: Okładkę „F.E.R.T” namalował Paolo Girardi. Obraz był w całości jego własnym pomysłem, czy podsunęliście mu pomysł jak wszystko powinno wyglądać?

T: Przedstawiliśmy mu naszą wizję i poszczególne uwagi co chcielibyśmy zobaczyć na okładce, a on wykonał to w swoim własnym stylu. Jesteśmy dumni, że możemy z nim współpracować. Paolo szacun!

W: Nie tak dawno temu wasz zespół zasilił RMS Hreidmarr. Skąd pomysł na dodatkowego piosenkarza? A co najważniejsze, jak się miewa Hreidmarr? Czy jego indoktrynacja przebiega sprawnie? hehe.

T: Kiedy szukaliśmy kogoś, kto mógłby dograć gościnnie wokale na „Les fils de la peste” w „Breviaire du chaos”,  Famine powiedziała nam, że Hreidmarr mieszka w okolicy. Skontaktowałem się z nim, a on przyszedł do nas, aby nagrać swoją część. Od tego czasu zbudowaliśmy solidną relację, a pomysł stworzenia całego albumu przyszedł naturalnie. Nagranie „F.E.R.T” jest dla nas również i swoistą pamiątką, ponieważ Hreidmarr stał się wtedy prawdziwą częścią BMH. Dzielimy scenę na każdym koncercie i wciąż pracujemy z nim nad nowym materiałem.

W: W Waszym logo widnieje szarotka. Ma ona dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie? 

T: Szarotka to stary symbol alpejski, który odzwierciedla czystość, odwagę i lojalność. To rzadki kwiat, który mogą znaleźć tylko ci, którzy mają odwagę i siłę, aby wspiąć się na wysoki szczyt. Szarotka jest dla nas zarówno tożsamością, jak i przewodnikiem duchowym, który przypomina nam, że niczego nie można łatwo zdobyć: szacunek, siła i wola wprowadzenia zmian wymaga dużego wysiłku.

W: Co sądzisz o obecnej sytuacji w Europie? W dobie kryzysu migracyjnego i powszechnej tolerancji niektórzy ludzie próbują tworzyć albumy black metalowe, które muszą być na wskroś poprawne, tak by nie urazić nikogo.

T: Obecna sytuacja w Europie jest katastrofalna w prawie wszystkich krajach, a zwłaszcza we Francji. Tracimy naszą tożsamość, wartości i suwerenność. Globalizacja powoli zabija nas wszystkich. Chociaż staramy się nie unosić głowy ponad wodę, frustrujące jest oglądanie tysiącletniej historii kraju, która się rozpada. Nie jesteśmy fatalistami, ale przyszłość będzie prawdopodobnie coraz gorsza. Obecne współczesne cywilizacje zachodnie na pewno upadną; to tylko kwestia czasu, na lepsze lub gorsze.

Chciałbym przytoczyć pewien cytat, który zapadł mi w pamięci, a wypowiedział go francuski poeta-wojownik Dominique Venner:

Dopóki mamy karabin za drzwiami, kłody w kominku i dzieci w kołysce, będziemy panami naszego domu!

Naszym najważniejszym zadaniem według nas, jest budowanie silnych przyjaźni i trzymanie się z dala od tego, co system stara się w nas wymusić, do bycia jak najbardziej uległym, porzucając własny indywidualizm i być niezdolnym do samodzielnego myślenia. Lepiej trzymać się jak najdalej od świata zwróconego w stronę konsumenta i żyć z dala od dużych miast.Dbajcie o swoją rodzinę, dbajcie o przyjaciół, a nie wszystko zostanie utracone.

Black Metal nie ma żadnego sensu, jeśli ludzie, którzy go grają, cenzurują swoje dzieła. To nie musi być polityczne, ale nie musisz uzasadniać tego, co chcesz powiedzieć lub zrobić. Prawdziwy czarny metal pochodzi z wnętrzności, krwi i serca. To takie proste.

W: Zagraliście na kilku większych festiwalach. Jak sprawowała się publika? Planujecie kiedykolwiek zagrać jakąś trasę?

T: Mieliśmy szczęście, że mogliśmy zagrać w kilku całkiem ciekawych miejscach zarówno w Europie, jak i Ameryce Północnej. To zaszczyt, że tak wiele osób z różnych krajów śledzi nasze poczynania. Co do tras to nie planujemy żadnych. Wolimy grać mniej koncertów, ale z większym pierdolnięciem.

W: Mieliście jakieś problemy z powodu występów na żywo? Da się zauważyć, że niektórzy próbują przykleić wam łatkę fanów Adolfa oraz jego przyjaciół.

T: Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów z powodu występów na żywo, ale nasz pierwszy koncert został odwołany z powodu presji wywartej na właścicielu jednego z klubów. Jedyne „problemy”, jakie mamy, są w Internecie.

Faceci w black metalu rozmawiają o diable, sodomizują martwe dzieci i przebijają zakonnice, ale drżą, gdy zostaną oskarżeni o bycie nazistami. Myślę, że dobrze, że koncerty black metalowe zaczynają być trudne do zorganizowania lub są anulowane przez przeciwników mydełka FA.

Koncerty black metalowe mają być wojną, a nie balem przebierańców lub zabawą z facetami, którzy właśnie tam szukają sławy lub oszustów, aktorów i małych cipek przebranych za mężczyzn. Mam nadzieję, że za kilka lat to środowisko stanie się ponownie prawdziwym podziemnym ruchem, w którym tylko prawdziwi/autentyczni gracze będą mieli jaja, by grać.

W: Po przejrzeniu kilku zdjęć na Waszej stronie mogę również wywnioskować, że jesteś wielkim fanem motocykli. Skąd u Ciebie taka fascynacja stalowymi rumakami?

T: To prawda, cała ta fascynacja zaczęła się jeszcze za dzieciaka. Pamiętam, że mając już chyba 3 lata, jeździłem z tatą na motorze. Z wiekiem moje zainteresowanie tylko rosło i ani na moment mnie nie opuściło. Jazdę na motocyklu ma się we krwi. Dla mnie to nie tylko sposób na przejechanie z jednego punktu do drugiego. Kiedy jeździsz; wiatr, deszcz, zimno i słońce uderzają cię w twarz. Odczuwam podczas jazdy prawdziwą wolność!

Większość nas ugina się pod ciężarem niepotrzebnego gówna, które koniecznie musimy zabrać ze sobą. Ja biorę tylko potrzebne minimum. To wspaniałe poczucie wolności, gdy porzucasz zbędny bagaż. Jedziesz szybko, nie oglądając się na boki, mając jedynie w spodniach swojego kutasa i nóż.

W: Dużo tak podróżujesz? Może w planach masz zwiedzenie tak całej Europy? 

T: Staram się jeździć jak najwięcej. Mam starego BMW R100 zmodyfikowanego przez mojego ojca od A do Z. To najlepszy motor, jaki mógłbym posiadać. Chciałbym najpierw zrobić na nim „Tour de France”. Później reszta Europy. Jeśli do tego czasu nie zostanie całkowicie spustoszona i spalona.

W: Prawdopodobnie jesteś w jakimś gangu. hehe A może jesteś częścią Operation Werewolf? Jakie panują między Wami relacje?

T: Oczywiście nie jesteśmy gangiem, ale BMH nie jest dla nas tylko zespołem muzycznym. Wszystko, co tworzymy w naszym życiu, odzwierciedla BMH. To część naszego codziennego życia. Baise Ma Hache i OPWW to dwie różne rzeczy, ale jesteśmy połączeni na wiele sposobów, dzielimy między innymi te same poglądy dotyczące życia oraz jak powinno wyglądać prawdziwe braterstwo. Dzięki temu jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi z Paulem Waggenerem. Będąc w Wirginii w marcu ubiegłego roku, nagraliśmy nasz nowy projekt muzyczny z P.W, który połączy Black MetalOutlaw Country. Jon nagrał wszystkie partie instrumentalne w domu, a ja napisałem prawie wszystkie piosenki po francusku. Hreidmarr zaś zabawił się w tłumacza i „przeniósł niektóre teksty na angielski. Współpracowaliśmy z P.W, aby nadać utworom odpowiednie feeling; w języku francuskim spodziewajcie się, że będzie „growl” zaś angielskie partie będą śpiewane. Prace nad projektem są aktualnie zakończone, a ostateczny miks i mastering zamierzamy wykonać pod koniec października. Jaram się!

W: Waszym aktualnym wydawcą jest Polski Hammerbolt Prod. Jak przebiega współpraca? Słyszałem, że wypiliście razem niejedną butlę wódki?

T: Nasza współpraca przebiega bardzo dobrze, Hammerbolt Prod. jest z nami od pierwszego albumu i prawdopodobnie pozostanie z nami jeszcze przez wiele lat, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Tak, spotkaliśmy się kilka razy i poimprezowaliśmy w całkiem niezłym towarzystwie.

W: Czy BMH mogłoby istnieć bez Ciebie bądź Twojego brata? 

T: W żadnym wypadku, oboje włożyliśmy dużo ciężkiej pracy by BMH mogło zaistnieć. Jeśli któryś z nas odejdzie lub umrze, BMH zakończy działalność. Nie widzę też tego, że zaczęlibyśmy grać oddzielnie jakieś inne projekty.

W: Wasze plany na przyszłość? 

T: Będziemy maszerować utrzymując jasny płomień w naszych sercach!

W: Dziękuję za poświęcony czas. Ostatnie słowa należą do ciebie!

T: Dzięki za ciekawe pytania i do zobaczenia pewnego dnia w Polsce!

 

 

Autor

165 tekstów dla Chaos Vault

Główny ekspert w dziedzinie szkalowania, lubujący się w czarnym metalu oraz wszelakich ambientach i innych wybrykach natury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *