Mimo paru wątpliwości na początku, EPka Astral Queen wywarła na mnie spore wrażenie. Ciężkie, ale podlane nieco melodią brzmienie pozwalało czerpać czystą przyjemność z odsłuchu. Naskrobałem, więc do basisty, Krystiana, który podzielił się spostrzeżeniami na temat Bathory, pozeriady, geniuszu Tomka Wojownika, i że picie nad morzem jest lepsze niż w górach. Czytajcie! Uhh!
B: Hails Krystian! Death/doom… to ciekawa, ale chyba dotychczas mało wykorzystywana mieszanka na polskiej scenie?

K: Witaj Bartoszu! Jest w tym trochę racji, jeżeli chodzi o czasy teraźniejsze. Natomiast, wspominając poprzednie dwie dekady, na naszym rodzimym poletku mieliśmy trochę zespołów w podobnej stylistyce, dodałbym też w dark/doom metalu. Wystarczy wymienić takie nazwy jak Pandemonium/Domain, D.D.T, Taranis, Mordor, Neolithic czy Sirrah. Scena death/doom/dark największy wysyp miała w latach 90-96., a za sprawą brytyjskiej czołówki, czy choćby Tiamat, Katatonia, Samael powstało w Polsce dużo dobrej muzyki z tego nurtu.

B: Z notki informacyjnej na profilu Astral Queen wynika, że Waszymi inspiracjami u początków kapeli, jeszcze za czasów Twilight, były Samael, Bathory, czy Celtic Frost. Obecnie nadal słychać tu Samaela z lat 90tych. Ale też wyłapuję Tiamat, Katatonię i Moonspella, Czyż nie?

astral-queenK: Wszystkie nazwy, które wymieniłeś, w mniejszym lub większym stopniu, wywarły na nas wpływ. Dodałbym też wczesne i środkowe albumy Anathema, Paradise Lost i My Dying Bride. Siłą rzeczy, więc słychać to na „Microcosmic Journey”. W czasach teraźniejszych i w stylu, w którym się poruszamy, coraz trudniej stworzyć coś zupełnie nowego i nieszablonowego. Podczas procesu tworzenia zawsze kombinuję tak, by stworzyć muzykę taką, jakiej sam chciałbym słuchać. Od porównań i szufladek i tak się nie ucieknie. Oczywiście są to inspiracje wspólne, tak najprościej wyrażając to jednym zdaniem, ponieważ jeśli chodzi o poszczególne upodobania muzyczne naszej trójki to uwierz mi, wachlarz jest dużo szerszy, nie będę tu zanudzał…Nie chcielibyśmy ograniczać się w tworzonej przez nas muzyce, a potwierdzeniem tego będzie nowy album, który może zaskoczyć kogoś, kto miał już styczność z poprzednim wydawnictwem.

B: Warto od razu zapytać jak dziś oceniasz bieżącą kondycję tychże kapel? Celtycki Mróz i Bathory odpadają rzecz jasna heheh…

K: Pytasz o kondycję w bieganiu po scenie? Chyba Samael, ze swoim żywiołowym dance metalem, są liderami he he he… ok, tak serio to jest różnie. Tiamat kilka lat temu dołączył do zespołów, które próbowały zakończyć swoją podróż. Jednak ostatnio coś tam drgnęło w ich obozie i zanosi się na kontynuację. Czy dobrze czy nie to zobaczymy. Materiał z ostatnich albumów nie do końca mi pasował. Bywało różnie, lepiej i gorzej, choć „The Scarred Peaple” jest całkiem ok… znowu silenie się na nagranie utworów z czasów „Astral Sleep”, to nie była moim zdaniem dobra droga na albumie „Amanethes”. Co do reszty to Triptykon od momentu zmiany nazwy z CF wydaje świetne albumy. Moonspell raczej nie śledzę już od „Sin/Pecado”, więc się nie wypowiem. Samael przemilczę, a Katatonia, jak najbardziej, trzyma poziom. Chociaż przyznam, że z nowym albumem nie zapoznałem się jeszcze zbyt wnikliwie, aby móc wypowiedzieć się bardziej rzeczowo.

astral-queen1B: Co prawda Celticów już nie ma, ale Tom G. Warrior sieje mrok za pomocą Tryptikon, i tu muszę poprzeć opinię większości, że robi to kapitalnie. Podzielasz tą opinię?

K: Tak jak wspomniałem wcześniej, uwielbiam ich, jest prosto, dobitnie z mocą i klimatem. Jako twórcę muzyki T.G Warriora stawiam zawsze bardzo wysoko.

B: A jakie kapele wywarły największy wpływ na Ciebie? Była jakaś, której muzyka zmiotła Cię całkowicie i skłoniła do chwycenia za wiosło?

K: Tak, to Bathory. Jeszcze w wieku pacholęcym Quorthon odmienił moje życie bezpowrotnie. To, obok Chucka Schuldinera, Trey Azagthotha i Edlund’a, najważniejsza persona w mojej muzycznej podróży, oczywiście zakładając, że mówimy o metalu. Cenię sobie również muzyków z innych gatunków, że wspomnę choćby: Lisa Gerrard i Brendan Perry, Robert Fripp, Peter Gabriel, Gilmour, Waters czy Robert Smith… i mógłbym tak wymieniać jeszcze długo. Dodam, że na moją postawę i wrażliwość muzyczną niezwykle silny wpływ miały zespoły takie jak: AC/DC, Black Sabbath i później Candlemass, Death, Cathedral, Samael, Voivod, Killing Joke, Asphyx, Entombed, Anathema i Emperor.

B: Przejdźmy teraz do Waszego debiutu. EPka ukazała się własnym sumptem. Proces tworzenia i wydawania był trudny czy wprost przeciwnie, wszystko szło gładko?

K: Bardzo miło wspominamy proces tworzenia tego materiału. Po latach przerwy fajnie było się spotkać i zrobić coś nowego, choć nie do końca, bo utwór „In The Light Of The Moon” pochodzi jeszcze z czasów Twilight, czyli stuknęła mu już 20tka he he. Pozostałe kompozycje to już zupełnie nowa muzyka i teksty. Realizacją, miksem i masteringiem postanowiliśmy zająć się sami, chcieliśmy mieć pełen luz, jeśli chodzi o czas. Wszystko zostało zrealizowane i nagrane w domowym Astral Studio. Składem, oprawa graficzną i zdjęciami zajęli się nasi dobrzy znajomi Marcin „Viking” Waliniak i Tomasz Barszcz. Wykonali świetną robotę, za co im bardzo dziękujemy i pozdrawiamy. Dzisiaj niektóre rzeczy, zwłaszcza, jeśli chodzi o brzmienie EP-ki, zrobilibyśmy już inaczej, ale takie mieliśmy wówczas pomysły i niechaj tak zostanie.

astral-queen2B: Odbiór „Microcosmic Journey” okazał się bardzo pozytywny, co nie dziwi, bo to kawał zajebistej, klimatycznej muzy, ale spodziewałeś się tak dobrych opinii i recenzji?

K: Dzięki za miłe słowo z Twojej strony. Co do recenzji i opinii to faktycznie sporo ukazało się pozytywnych, co bardzo nas cieszy i dopinguje do dalszych działań. Choć nie zdziwiłbym się wcale, gdybym zobaczył też negatywne, bo przecież nie wszystko wszystkim będzie się podobać. To normalna kolej rzeczy.

B: Kiedy dane nam będzie usłyszeć pełnoprawnego długograja od Astral Queen?

K: Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to nowy album powinien ukazać się jeszcze jesienią tego roku. Czy tak będzie? Zobaczymy. Na niektóre przeciwności losu nie mamy wpływu. Zależy nam, aby na nowym wydawnictwie partie perkusji wbite zostały na żywo, to zawsze daje lepszy groove utworom i muzyka płynie w inny sposób. I tu pojawia się mały problem, ponieważ, jak dotąd, nie mamy w składzie Astral Queen perkusisty. Pracujemy nad tym i jesteśmy optymistycznie nastawieni, że sytuacja ulegnie szybko zmianie. Mogę tylko dodać, że materiału nazbierało się dużo, na tyle dużo by obdzielić nim dwa wydawnictwa.

B: Na scenie młóciliście już z Decapitated, Blindead, Vesanią oraz pewną wesołą kapelką z Olsztyna. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja usłyszeć Was na żywo?

K: Tak, po wydaniu nowego albumu planujemy kilka gigów w kraju… chyba, że pójdziemy ścieżka wyznaczoną przez maestro Qourthona lub Fenriza he he he.

astral-queen3B: Nie mogę nie zapytać… kaptury i mrok, czy raczej długie włosy i gniew?

K: Kolczugi, pasy z nabojami i skóry he he he … tak serio, to wiem, że niektórzy przykładają do tego wagę, to ich sprawa, w Astral Queen to nie ma znaczenia. Najważniejsza jest muzyka.

B: Wspomniałeś o jednym z elementów ubioru trve metala: pasie z nabojami. Nosisz czasem? Trzeba pamiętać przecież ze niedawno policja zrobiła wjazd na jeden z gigów bo muzyk miał bulletbelta, a jakiś kretyn zawiadomił policję.

K: Nie, nie noszę. Nie odczuwam takiej potrzeby. To, co się wydarzyło, na rzeczonym koncercie to już jakieś jaja. Ale nie dziwi mnie to, ponieważ w naszym kraju, już od jakiegoś czasu, sytuacja jest chora. Władza zaczęła nam wchodzić z butami do życia prywatnego. Więc chyba musimy się pospieszyć, z tym nowym albumem. bo jeszcze będzie problem z wydaniem he he…

B: Lubisz góry? Czy jednak bardziej morze?

K: Jak najbardziej wybieram góry, zwłaszcza szlaki, którymi nie pędzą tłumy ludzi. Góry odprężają mnie psychicznie… bo nie powiem, że fizycznie ha ha

B: Wiem, że wizytowałeś i Sudety, i Tatry, więc… czy uważasz, że spożywanie napojów alkoholowych w górach jest dobre, gdyż dzięki świeżemu powietrzu dłużej można pozostać „na chodzie”?

K: Kurza melodia… o nieeee, to lepiej uprawiać nad morzem… chyba, że ma się przyjemność wychylić bełta z misiem.

astral-queen4B: Obecnie nagrywając płyty sporo kapel lubi nie dopieszczać wszystkiego do końca: zostawić tu i tam troszkę niedociągnięć, celowo ominąć końcowe szlify… popierasz takie działanie, czy raczej jesteś perfekcjonistą?

K: Zależy, co przez to rozumiesz. Nie jestem zwolennikiem siedzenia bez końca i totalnego dopieszczania muzyki, lubię mieć dopiętą koncepcję przed nagraniem i tego się trzymam. Ostatnimi czasy zupełnie inaczej pracuje nad utworami, niż bywało to kiedyś. Wtedy, podczas tworzenia, rodziły mi się w głowie, co rusz to inne pomysły, obecnie wygląda to tak, że siadam z instrumentem i jeśli pojawia się wena to nagrywam. Wówczas zostawiam pierwsze pomysły. Nie rozbijając ich na atomy… Metoda ta sprawdza się bardzo dobrze. Na EP-ce jest też kilka momentów, w których celowo zostawiliśmy jakieś tam małe brudy. Zdarza się, że zagrana partia ma jakiś mały nie strój lub zagrywka wyszła zupełnie odmiennie od zaplanowanej wersji, aczkolwiek jest w niej coś interesującego, wtedy warto takową zostawić. Quorthon, z tego, co mówił w wywiadach, wbijał wokale lub gitary, po czym przeważnie zostawiał pierwsze podejścia na albumie. Ma to sens, ponieważ i tak zagramy tylko tak, na ile pozwala nam nasz warsztat, technika w danym momencie. To, że podejdziemy do nagrania, trzeci, czwarty czy dwudziesty raz za dużo nic nie zmieni. Wiadomo przecież, że zawsze muzyka kusić będzie, by zagrać jeszcze raz, bo może jednak…

B: Popularny jest pogląd, że Internet „zabił muzykę”. Zdeptał i splugawił spłycając wszystkie wartości. Co Ty o tym sądzisz?

K: I tak i nie, nadmiar, i bardzo łatwy dostęp do muzyki, spowodowały, że nie sięgamy już po nią z taką atencją, bez rytuału, który towarzyszył kiedyś, w czasach, gdy jedynymi nośnikami były CD, MC, czy tym bardziej płyta winylowa. Poznawanie albumów sprowadza się teraz do szybkiego odsłuchiwania. Powodów jest kilka. Bardzo duże nasycenie wydawnictw i brak czasu w tym szybkim świecie. Mówię oczywiście jak to wygląda z mojej perspektywy. Pamiętam czasy, kiedy wpadało się do domu z 30 nowymi taśmami i wszystkie potrafiły kręcić się codziennie po kilka razy, a człowiek chłonął dźwięki tak jakby miały one zaraz zniknąć gdzieś we wszechświecie he he… Pozytywne strony naszego internetowego jestestwa to na pewno bardzo szybki dostęp do informacji i możliwość opublikowania materiału całemu światu bez konieczności podpisywania umowy z wytwórniami płytowymi. Często też spotykam się z, tak zwanymi, wszystko wiedzącymi, internetowymi „bojownikami”, którzy jednym kliknięciem myszki na Wikipedię lub Encyclopaedia Metallum dostają zastrzyk informacji potrzebny do okazywania swoich mądrości wszem i wobec. Kiedyś takie zachowanie nie przeszłoby płazem, po prostu miałeś to w głowie lub nie. Z pewnością pamiętasz czasy, gdy pojawiały się takie historie, jak tak zwane, przepytywania ze składów, płyt itd. itp. gdzie, mądraliński, odpowiadając źle wyskakiwał z koszulki lub skóry.

astral-queen5B: Rok się jeszcze nie skończył, ale sporo ciekawych rzeczy już wydano. Coś wyjątkowo udanie popieściło Twoje uszy w tym roku?

K: Ostatnio w moim odtwarzaczu najczęściej kręci się nowy Destroyer 666, świetny album z bardzo fajnym organicznym brzmieniem, nieskalanym nowoczesną metodą nagrywania. Co jeszcze… Skuggsja z płytą „A piece for mind & mirror” coś niesamowitego jak dla mnie, Ivar Bjørnson i Einar Selvik upichcili piękne klimatyczne dźwięki, jestem wielkim fanem Wardruna, w październiku ukazuje się nowy album, już zacieram uszy z radości. Nowy Entombed jest całkiem spoko, w oczekiwaniu na nowy Om bardzo fajnie wypełnił lukę Zaum, swoja doom’ową mantrą. Abbath też usmażył ciekawą płytę. Mam też do nadrobienia w tym roku m.in. nowe Disharmonic Orchestra, Asphyx, Katatonia, Candlemass czy In The Woods. Warto też wymienić, co dzieje się na naszym rodzimym poletku, Sunnata i ich nowy album bardzo dobrze pieści małżowiny. Wydaje mi się, że końcówka roku będzie ekscytująca. Czekam na nowe płyty Blindead, In The Woods, Red Fang, Darkthrone, Dark Millennium.

B: Candlemass. Jak obecnie znajdujesz ich nową EPke? Mats Leven radzi sobie na wokalu świetnie, ale nie wolałbyś czasem Messiaha Marcolina jako gardłowego?

K: Najlepiej wspominam czasy z Messiashem Marcolinem i Johanem Längquistem. Mieli oni wokale niesamowicie oryginalne, zwłaszcza grubasek Messiash. Mówiło się wtedy, że ma tyle głosu ile sam waży. I była to prawda. Gdy pierwszy raz odpaliłem „Nightfall” wiedziałem, że godnie zastąpił Johan’a. Co do pozostałych wokalistów, to Robert Lowe najbardziej utkwił mi w głowie, tyle że Świecznik, w tym okresie za bardzo kojarzył się z Solitiude Auternus, właśnie za sprawą jego barwy. Wracając do sedna pytania, Mats Leven jest spoko, dobrze wkomponował się w brzmienie zespołu. Znajomy opowiadał, że widział ich ostatnio na koncercie w Szczecinie, Mats dał radę bardzo dobrze.

B: O! I jeszcze na świeżo zapytam, co myślisz o wypuszczonym świeżo singlu z nadchodzącej płytki Darkthrone? Zdania, z tego, co widzę są podzielone.

astral-queen6K: Mam wrażenie, że to będzie powrót do klimatów z „Hate Them” czy „Plaguewielder”, choć po jednym kawałku ciężko to ocenić. Jak na razie jest ok. Dyskografię Darkthrone toleruję całą, łącznie z demówkami. Bez względu na to czy grali death, black, czy punk/ heavy/black metal. Jak dla mnie to taki band, który ma jakiegoś dziwnego farta, że co nagrają to zawsze gęba się śmieje. Nie przeszkadza mi również to, że Fenriz zmienia swoje poglądy co kilka lat hahaha , mam to gdzieś. Pamiętam, że gdy usłyszałem „A Blaze in the Northern Sky” to pomyślałem sobie, hmhhh, czy to na pewno ten sam zespół? Nie uwierzyłem dopóki nie zobaczyłem okładki he ,he. Tak mieli zresztą chyba wszyscy, którzy wcześniej znali ich z „Soulside Journey”, czy też z pierwszych demo, na których grali bardziej spleśniały death metal w klimatch Autopsy czy Mantas…

B: Ostatnie słowo należy do Ciebie! Hails!

K: Dzięki Bartosz za wywiad, EPka w formacie CD jest cały czas dostępna, można ją nabyć u mnie lub w Eryk Old Temple. Wszystkich, którzy mają ochotę, zapoznać się z naszą twórczością, zapraszamy też na astralqueen.bandcamp.com. Do zobaczenia, więc gdzieś w górach lub na koncertach, Uhh!