Antigama: „Nie ma końca, bez kolejnego początku.”

Zespołu Antigama nikomu przedstawiać nie trzeba. Mistrzowie połamanej dźwiękowej ekstremy przypomnieli o sobie ostatnio doskonałą EPką „Stop the Chaos”. Kto nie słyszał ten kiep!

Zespół ten bezwątpienia jest ważnym elementem polskiej sceny ekstremalnej wiec dwa filary Antigamy, czyli Łukasz i Sebastian zostali wywołani do tablicy, aby pojaśnić nam parę spraw i naświetlić kilka tematów. Enjoy!

Pathologist: Dzięki, że zgodziliście się na wywiad. Tym razem zacznę od dupy strony hehe. To odpytania was zainspirowała mnie debiutancka płyta „Intellect Made Us Blind”, już ponad dziesięć lat minęło odkąd to wydawnictwo ukazało się robiąc spore zamieszanie. Ten krążek chyba najczęściej gości w moim odtwarzaczu. Jak sądzisz, co świadczy o jego sile? Dlaczego dalej jest to tak świeża i ponadczasowa muzyka?

Łukasz Myszkowski: „Intellect Made Us Blind” to początek naszej drogi. Album nagrywany spontanicznie, bez zbędnych meandrów, ale przy okazji z wieloma eksperymentami. Mieliśmy świetny skład, na basie grał Macio Moretti, który nie bał się być poza kanonem gatunku. Każdy kawałek miał jakąś historię. W tym czasie nie byliśmy jeszcze zbytnio zadeklarowani, jeżeli chodzi o kierunek, w który pójść. To dawało lekkość i dobrą zabawę z pracy. Materiał nagrywaliśmy w legendarnym już miejscu, w KOKSZOMAN studio, miejscu gdzie grały i nagrywały super zespoły, miejscu stworzonym przez KOBONG. Ta płyta ma mocny do dziś przekaz, który zapoczątkował nasz muzyczny światopogląd.

P: Jak byś ocenił czy Antigama to potężniejsza machina w obecnym składzie czy w składzie sprzed ponad dekady?

Ł: Teraz Antigama ma najsilniejszy skład, wspólne granie jest właśnie tym, co przyświecało nam na początku. Myślę, że nie da się porównać, bo to inne czasy, ale wtedy na pewno zrobiłoby na mnie wrażenie jak gramy teraz.

P: Jak wyglądał proces tworzenie w „Intellect Made Us Blind” a jak „Stop the Chaos”? Jakie różnice i jakie podobieństwa dostrzegasz?

Ł: Właściwie w obu przypadkach dość podobnie. Cała przestrzeń między tymi płytami była już nieco inna, ale te dwie płyty pod tym względem są zbliżone. „Intellect Made Us Blind”powstawał dłużej, byliśmy już po paru radosnych występach i wiedzieliśmy jak ludzie nas czytają, więc chcieliśmy dać wszystko. Na „Stop The Chaos” dajemy wszystko, bo tego potrzebujemy, mamy „misje” hehe. Te emocje były wbrew pozorom podobne. Obie płyty zostały zrealizowane w miejscach, gdzie na stałe byliśmy zameldowani z próbami. Ale są też wielkie różnice w tych materiałach…. Doświadczenie – tego nie mieliśmy wcześniej.

P: Tak oto sprytnie przeszliśmy do najnowszego wydawnictwa „Stop the Chaos”. Płyta wydana po długim czasie milczenia, po zawirowaniach w składzie. Czy tytuł odzwierciedla to, co działo się z zespołem?

Ł: Tytuł ma szersze znaczenie niż tylko odniesienie do zespołu. Mieliśmy potrzebę wyrzucenia z siebie przeszłości, ale dostrzegaliśmy też taką potrzebę ogólnie, globalnie. Błądzimy, jako nacja, jako cywilizacja pogubiliśmy swoją misję, przewartościowaliśmy potrzeby na zupełnie bezproduktywne rozrywki zapominając o fundamentach. Technologia idzie w pustym kierunku i w większości dostarcza nam możliwość bezproduktywnego konsumowania czasu. A czasu nie ma…

P: Racja. „Stop the Chaos” to materiał, który przypomina, że Antigama nie straciła formy, że weszła na kolejny level muzycznej ekstremy, że przekroczyła kolejne granice. Co inspirowało was przy tworzeniu tej muzyki?

Ł: Nie znam konkretnych inspiracji, bo muzyka Antigamy pochodzi początkowo od Sebastiana – on przynosi riffy. Potem, gdy ten zalążek trafi do Pawła i Michała, muzyka mutuje. Ja się przyglądam temu, jak już jest szkic i eksperymentuje i szukam czegoś unikalnego. Oczywiście kształtuje nas muzyka ta, która nas uformowała, każdego, co innego. Ja wychowałem się na Thrash Metalu. Choć nigdy nie byłem hermetycznym fanem wszystkiego, co ma „ćwieki”. Obecnie polegam na tym, co mi przynosi rzeczywistość, od radia przez klasykę. Ostatnio odkrywam archiwa analogowe, zapomniane zespoły, klasykę…

P: Ja słyszę sporo inspiracji weteranami sceny z Napalm Death. Czy mnie moje stare uszy nie mylą hehe? Jaki materiał w dyskografii Napalm Death cenisz najbardziej a jaki najmniej? A może nie interesuje cie to?

Ł: Napalm Death to ikona extremalnej muzyki. Do mnie ich muzyka trafiła stosunkowo późno – byli już na etapie mocnych songów i potężnego brzmienia. To mnie zaczarowało. Ale później dostrzegłem też, że ich muzyka ma w sobie dystans, że są to fajni i różni ludzie. Bardzo szanuje Napalm Death, każdego z nich po kolei. Jeszcze za czasów Spraragmos miałem okazję parę razy z nimi grać i zawsze byłem zainspirowany ich podejściem do muzyki, sceny, ich ekspresją i brakiem zadęcia.

P: Wasze ostatnie wydawnictwo spotkało się z zarzutem, że za mało w nim zamieszania, nieprzewidywalności i połamanych dźwięków, że za mało w Antigamie Antigamy hehe. Czemu teraz poszliście w tą stronę? Czy to EP pokazuje nową drogę obraną przez zespół? Czy słuchając tej płyty można pokusić się o stwierdzenie, że tak brzmieć będzie długogrający następca „Stop the Chaos”?

Ł: To kwestia rytmiki. Paweł to motor w odróżnieniu od Sivego, który był nieprzewidywalny. Zdecydowanie więcej głosów twierdzi, że wreszcie mamy sekcję, która jedzie. Z mojego poziomu teraz jest lepiej. Co do następcy „Stop The Chaos”, hmm… sam nie wiem, jaka będzie to płyta, wiesz zaszły kolejne zmiany, nie będzie z nami Szymona Czecha, który miał olbrzymi wpływ na nasze brzmienie, był jednym z nas. Muzycznie będzie radykalnie jak zawsze, ale może bardziej różnorodnie. Ale do tego czasu mamy jeszcze parę własnych premier z super ciekawostkami, między innymi z remiksami „Stop The Chaos”.

P: „Stop the Chaos” będą mogli również na półce postawić sobie wielbiciele winyli. Właśnie ukazała się limitowana wersja tego EP. Co to za wydawnictwo? Jakie bonusy otrzymają nabywcy, którzy cieszą się już w swojej kolekcji wydaniem na CD?

Ł: Na poziomie muzy jest identycznie, ale są bonusy w postaci postera i naklejek. Analog jest na 45 obrotów, więc brzmi miażdżąco. Są dwie wersje kolorystyczne samego krążka – biała i czerwona.

P: Ciekawa sprawą jest również zapowiadany album z remiksami „Stop the Chaos”. Wybacz, ale nie rozumiem, po co takie wydawnictwo. Co w nim będzie wyjątkowego? Jak mam sobie wyobrazić muzykę, która znajdzie się na tym albumie? Kto te numery będzie remisował?

Ł: Wyjątkowa będzie interpretacja naszej muzyki przez różnych ludzi. Po co? A czemu nie? Nie jesteśmy pierwsi z takim konceptem. To będzie płyta dla naszych fanów, ale i ludzi z „zewnątrz”. Chyba nie myślisz, że będą tam taneczne wersje… Artyści robiący z nami te remiksy znają nasze dokonania i byli chętni poeksperymentować. Współpracujemy przy tym projekcie np. z: Maciem Morettim (pierwszy bass w Antigamie IMUB), Bogdan Kondracki (Kobong), Tomek Mądry, Anna Zaradny i jeszcze parę ciekawych postaci z rynku nie tylko polskiego. Dla nas to ekscytujące doznanie, dla nich wyzwanie, a dla ludzi inne spojrzenie poszerzające całość.

P: Hehe. Disco się nie spodziewam. Myślałeś kiedyś o wydaniu płyty w formacie mp3? Co sądzisz o elektronicznych wersjach płyt? Czy mp3 zabija muzykę?

Ł: Muzykę wbrew pozorom zabija dostęp, a nie sam format. Oczywiście mp3 to strata jakości, ale sama łatwość sięgnięcia po nią jest w większości przypadków już problemem. Bo nie szanujemy tego tak, jak realnego wydawnictwa. Sam się łapie na tym, że mając net mogę teoretycznie posłuchać i kupić mp3 każdego wykonawcy i to jest ok, ale nie siadam w fotelu i słucham tylko pozostaje na poziomie komputera, a tu mam tyle bodźców, że niewiele do mnie dociera. „Stop The Chaos” jest w wersji digital czyli mp3 ale nigdy bym się nie ograniczał tylko do tego formatu.

P: Wasza muzyką gdzieś tam zawsze funkcjonowała, jako wariancja na temat Grindcora. Jest to specyficzny gatunek muzyczny, w którym flak się ściel gęsto a przecież w muzyce Antigamy tego nie ma. Jak odnosisz się do tego gatunku muzycznego i jaki element w waszej muzyce stanowi Grind?

Ł: Grind to nie tylko flaki i rzygi. Grind jest niezależny, można w nim więcej, można też eksperymentować i np. być wesołym. Kiedyś te cechy miał punk, który zresztą też u nas czasem pobrzmiewa. Z tych powodów zraziłem się do ogólnie mówiąc metalu. Zbyt dużo w nim było powagi i coraz mniej naturalności, metal stał się trochę cyrkiem gdzie wszystko już było, a grać trzeba jak ten albo inny, żeby przyszli na koncert tacy lub tacy. Mamy kompletnie różną publiczność, na koncertach metalowych są metalowcy, w teatrze są ludzie interesujący się alternatywną sztuką. Wszyscy w kontakcie z naszą muzyką czują jej dzikość i dla mnie to jest grind.

P: Zmieńmy nieco temat. Zmiany w składzie były przyczyną tego, że o zespole na chwile ucichło. Co się działo? Dlaczego Łukasz wrócił do zespołu?

Sebastian Rokicki: Działo się dużo – zmiany, nowe decyzje, nowi ludzie w zespole. Łukasz jest z nami z powrotem od 2010 roku, więc już jakiś czas. A dlaczego wrócił? Dlatego, że jest od zawsze i na zawsze częścią tego zespołu. Nawet wtedy, kiedy nie było go w składzie, był na bieżąco z tym, co działo się w Antigamie – pomagał robić muzykę. Po odejściu Patryka nadszedł odpowiedni moment i… znowu gramy razem!

P: Patryk Zwoliński ryczał na waszym ostatnim długogrającym albumie „Warning”. Czemu podziękowaliście sobie za współprace? Jak jego osoba wpłynęła na kształt tego albumu?

S: Patryk był mocno zajęty Blindead i stąd jego decyzja. Wielki szacunek dla niego za całą pomoc i energię, którą włożył we współpracę z nami. Jego vocal wpłynął bardzo mocno na kształt i brzmienie „Warning”.

P: Nie wiem jak innym, ale mi wydaje się, że zarówno „Warning” jak i „Resonance” to spadek formy w porównaniu z wcześniejszymi wydawnictwami. Jak ty się do tego odnosisz? Ja wiem, że każdy krążek Antigamy to coś innego, ale jak ty byś je porównał?

S: Nie patrzę zbyt mocno w przeszłość mojego zespołu, ale osobiście uważam, że „Resonance” to najlepszy album Antigamy nagrany w klasycznym składzie. „Warning” nie słuchałem już wieki i nawet mało go pamiętam, więc nie jest to na pewno moja ulubiona płyta. „Warning” powstawał w bardzo specyficznym czasie i na dosyć sporym ciśnieniu. Teraz jest kompletnie inaczej…

P: Za czasów tych dwóch albumów współpracowaliście z gigantem takim jak Relapse Records. Jak ten fakt wpływa na te dwa wydawnictwa? Jak współpracowało się z tą wytwórnią? Czemu teraz wróciliście pod skrzydła Selfmadegod Records?

S: Współpraca odbywała się normalnie i bez problemów. Wydaliśmy tam kilka płyt, zaistnieliśmy trochę szerzej w świadomości nowych fanów, poznaliśmy wielu nowych przyjaciół, właśnie dzięki deal’owi z Relapse. Jesteśmy teraz z powrotem w Selfmadegod i bardzo nas to cieszy. Karol jest od lat naszym przyjacielem i nasza współpraca trwa już ponad dekadę. Selfmadegod Records jest jak najbardziej idealnym miejscem dla Antigamy w tym momencie.

P: Z pierwszych trzech długogrających płyt Antigamy strasznie ciężko jest mi wskazać faworyta. Płytę najlepszą, najciekawszą. Każda jest wyjątkowa, wnosi coś nowego i na każdej szaleństwo osiąga inny poziom. Jak odnosisz się do tych wydawnictw? Jak opisałbyś każdy z tych materiałów w dwóch słowach?

S: Tak jak powiedziałem gdzieś wcześniej: nie cofam się wstecz i nie analizuję swoich poprzednich dokonań. Wielu z nich już nawet nie pamiętam… Najbardziej interesuje mnie zawsze przyszłość i to, co wydarzy się na najnowszej płycie Antigamy. Opinię o naszych pierwszych trzech płytach pozostawiam do oceny odbiorcom i krytykom takim jak Ty.

P: Oczywiście na koncie zespołu jest też mnogość splitów. Z którym zespołem trzymasz najlepiej sztamę a z którym więcej sobie nie podacie ręki?

S: Nie mamy kosy z nikim. Lubimy wszystkich, z którymi mieliśmy przyjemność dzielić w/w wydawnictwa.

P: Nie sposób pominąć materiału z 2003 roku, na którym to nagraliście covery kultowej Siekiery. Jak do tego doszło? Dlaczego taki a nie inny zespół i dlaczego takie a nie inne kawałki?

S: Kochamy Siekierę, stąd ten pomysł. Graliśmy cover „Fali” na początku Antigamy, nagraliśmy go nawet na „Intellect Made Us Blind”. Potem jakoś spontanicznie zrobiliśmy więcej ich numerów i pojawił się pomysł wydania tego na krążku.

P: Ten materiał wydany został przez coś, co nazywało się „Dywizja kot”… Może słów kilka na temat tej wytwórni.

S: „Dywizja KOT” to firma Tomka Ryłki – legendy polskiego radia i człowieka, dzięki któremu zdobywałem swoja muzyczną edukację słuchając jego audycji. Szkoda, że rzeczywistość brutalnie zburzyła plany jego wytwórni… Fajnie, że udało się wydać coś takiego pod szyldem Dywizji. Tomek był (jest?) również maniakiem Siekiery – fajne czasy!

P: Wrócimy może do bieżących wydarzeń. Jak koncerty po przerwie? Jak grało się wam przed legendą Nasum? Jakieś ciekawostki z za sceny?

Ł: Świetnie nam się gra na żywo, coraz lepiej. „Stop The Chaos” to materiał, który koncertowo jest jeszcze mocniejszy. Uwielbiam grać te numery, czuje ich moc, gdy je wykonujemy. Mieliśmy mini-trasę w maju promującą STC – szkoda, że tak krótką… Koncert z Nasum był dla nas ważny, bo to dobry band i na dodatek kończył tymi koncertami swoją działalność. Co do ciekawostek to bardzo niewiele brakowało, a nie zagralibyśmy tego koncertu. Chciano nas aresztować za posiadanie… Na nasze szczęście funkcjonariusze chyba też byli fanami, bo jak się dowiedzieli, że jesteśmy muzykami to nagle się zmyli. Potem z Nasum konsumowaliśmy ocalałe dobra hahaha

P: Hehe. Jakie macie plany koncertowe na koniec roku 2012 i początek 2013? Może jakaś trasa po Polsce?

S: Praca, praca i jeszcze raz praca nad nowym albumem, który nagrywamy w styczniu 2013 roku. Wszyscy w zespole bardzo chcemy grać więcej na żywo. Po wydaniu nowej płyty nadarzy się ku temu doskonała okazja.

P: Teraz coś z kategorii „krótka piłka”: Najlepszy koncert jaki zagrałeś i jaki widziałeś?

S: Ten z Nasum był super. Oprócz tego Maryland Deathfest 2009. Tych super, które widziałem było zbyt wiele. Na pewno Goblin w Krakowie, bo to mój ulubiony band i totalne spełnienie marzeń. Oprócz tego każdy gig Napalm Death!

P: Na koniec pytanie z cyklu „a co mnie to obchodzi?” hehe. Jaką płytę słuchasz w czasie odpowiadania na te tendencyjne pytania?

S: Słucham soundtracku Andrzeja Korzyńskiego do filmu „Possession”.

P: Dobra kończmy wiec. Słów kilka jeszcze na koniec dla czytelników Chaosa i się luzujemy!

Ł: Nie ma końca, bez kolejnego początku. Pozdrawiam Was, czekajcie na nasze wydawnictwa i szukajcie w nich siły do życia. Czerpcie z nich nie tylko dzikość, ale i radość. AVE

S: Dzięki za wywiad! 

Autor

776 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *