Gdy zaczynałem swoją deprawację poprzez metal, jeden z kumpli polecił mi Animę Damnatę mówiąc, iż jest to zło, gówno, perwersja oraz kult jak skurwysyn. I nie mylił się. Ogarnianie ich twórczości zostawiło mnie zgwałconego i pobitego w kałuży fekaliów. Dlatego też mocno wyczekiwałem ich nowego albumu. Gdy ten się ukazał, jak już przyjebał tą okrutną dewastacją, to wiedziałem, że odpytka tych szacownych dżentelmenów z mojej strony będzie pewna. I nie zawiodłem się. Szeroko o życiu, muzie oraz zagadnieniach wszelakich opowiadali chętnie Archangel of Evil Spells, Morbid Priest of Arcane Perfection vel Necrosodom oraz Master of depraved dreaming and Emperor of the Black Abyss the Great Lord Hziulquoigmzhah Cxaxukluth znany również, jako Necrolucas.

B: Hails! Jakie to uczucie, gdy powracacie po dekadzie nieobecności i wydajecie płytę, która z miejsca zostaje okrzyknięta płytą roku (choćby tylko w Polsce)?

NCRSDM: Heil! Nie ukrywamy, że odzew na „Nefarious Seed Grows To Bring Forth The Supremacy of The Beast” rozpiera nam dumnie dupy. Taka ocena oznacza, iż nadal żyjemy w nie do końca spedalonych czasach, a zapotrzebowanie na wojenny Metal Diabła jest bardzo duże. Jest to dla nas szczególnie ważne, bo przez ostatnie lata w muzyce zaszły takie zmiany, że my – dziady 35+ – z niedowierzaniem i otwartym nożem w kieszeni spoglądaliśmy jak pozerska hipsteriada o wątpliwej wiedzy muzycznej i posturach atletów z Auschwitz wpierdala się na elitarne salony prawdziwego, przepierdolonego testosteronem metalu i czuje się tutaj jak u siebie. A teraz chuj! – czas na powrót barbarzyństwa i adrenaliny, by pokazać tym cwelom, że metal nigdy nie będzie dla nich bezpiecznym azylem.

B: No właśnie… całe 10 lat. Czemu aż tak długo? Niektórzy już wyrażali obawę, że Anima już nie powróci.

NCRSDM: Przyziemne gówniane sprawki, nie tak ważne jak rzyganie siarką i wielbienie świeżo postawionego kloca na łbie pierdolonej Mary. Do tego doszło moje kurewskie szlajanie się po nie swoich zespołach, a także poszukiwanie degenaratów godnych głoszenia Stolcowej Ewangelii w naszych brązowych szeregach. Pokazać mi tych chujów, którzy w nas zwątpili! Kulasy z dupy powyrywam i z miejsca pozabijam!

B: W jednym z wywiadów kiedyś wspomnieliście, że wyjebali Was z salki prób za ekscesy. Przy nagrywaniu obecnego albumu takich akcji już było, czy raczej właściciele salki odstawiali ekscesy razem z Wami?

NCRSDM: Z próbowni za ekscesy wylatywaliśmy nie raz. Z pierwszym razem, kiedy pod naszą nieobecność zarządca budynku dokonywał oględzin instalacji, na dzień dobry natknął się na prawie metrową figurę Mary w corpse paincie, potraktowanej tu i ówdzie brzeszczotem, powieszonej na strunie od basu. Po zlokalizowaniu jeszcze kilku elementów noszących znamiona obrazy uczuć religijnych spenetrowano każdy zakątek naszej sali, gdzie między innymi odnalazły się zwierzęce zwłoki przybite do krzyża. Ostatni raz wypierdolono nas za srogą libację, gdzie oprócz gitar i butelek na glebie lądował również Znany Podziemny Rysownik poruszający się wówczas o kulach. Działo się to nie byle gdzie, bo w klubie studenckim Simplex na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu… Pomijając już kto nas tam w ogóle wpuścił i umożliwił wielomiesięczne sianie zgorszenia w gnieździe zszokowanych studentów, cała impreza zakończyła się interwencją legionu ochroniarzy i policjantów. Takie niewinne igraszki.

B: Poprzedni album „Atrocious Disfigurement”, wraz z poprzedzającą go EPką, został wydany przez kanadyjskie Morbid Moon Records. Argumentowaliście to wtedy tym, iż zależy Wam na promocji w Kanadzie i USA. Udało się? Odzew był zacny i pozytywny?

NCRSDM: Jak chuj. Nie widzisz?? Cała Kanada i Stany tylko czekają, aż znowu coś wydamy… Niestety współpraca z Morbid Moon okazała się gówno warta, a przez ich politykę dostępność naszych wydawnictw w Polsce, czy w ogóle w Europie, była mocno ograniczona. Jeżeli jakiś odzew był, to nawet nie bardzo wiedzieliśmy, bo ta świńska rura zapadła się pod ziemię i przez długie lata unikała kontaktu. Jebał to pies. Wkrótce sami wydamy reedycję staroci, żeby każdy pryszczaty chujoklepca mógł przyszpanować przy dziewczynach w klasie, że słucha metalu i już nie jest gejem.

B: Ooo… to będzie nabywane. I co skłoniło Was do zmiany wydawcy? „Nefarious Seed” pluje na krzyże spod sztandaru kooperacji Malignant Voices i Godz ov War, czyli zacnych, solidnych Wydawców. Jak doszło do Waszej współpracy z nimi?

NCRSDM: Nie zmieniliśmy wydawcy, ponieważ przez ostatnie lata nie byliśmy związani żadnym kontraktem. Wiedziony dobrym węchem i zaufaniem do Malignant Voices, jakiego nabrałem podczas współpracy z Deus Mortem, zaproponowałem Sovie wydanie Anima Damnata. Nie sądziliśmy, że w ogóle będzie zainteresowany, bo muzycznie ten rodzaj death metalu to raczej nie jego bajka. Jednak po przesłuchaniu płyty stwierdził, iż bez gówna żyć nie może, ale jest ono zbyt twarde, by mógł je sam wyciągnąć z dupy i musi poprosić o pomoc kolegę Grega z Godz ov War. Tym sposobem zostali namaszczeni, a scena metalowa doszczętnie obsrana!

B: I prędko się po tym nie pozbiera. Doczytałem tu i ówdzie, że materiał na „Nefarious Seed” był gotowy już dużo wcześniej. Co spowodowało takie opóźnienie w wydaniu go? I czy w sumie zmienił znacznie się on na przestrzeni tych lat czy raczej dodaliście jakieś jedynie kosmetyczne poprawki?

NCRSDM: Owszem, materiał powstał w latach 2008-2010 i żadnych muzycznych zmian tu nie było. Jedynie w kilku tekstach doszło do nieznacznych poprawek. Jak już mówiłem wcześniej proza życia wciągnęła nas pod napletek i targała nami przez parę ładnych lat, dezorganizując konkretne działania. Może gdybym przez lata nie tracił czasu na podtrzymywanie przy życiu projektów innych muzyków, to pewne ruchy udało by się wykonać wcześniej, ale nie ma co gdybać, trzeba nadrobić stracony czas.

B: Nie sposób nie zauważyć, że muzyka na „Nefarious Seed” z jednej strony jest dopieszczona, z drugiej wciąż ma tę idealną ilość gruzu. Nagrywanie u M. okazało się być strzałem w dziesiątkę. No i ten końcowy efekt ultra brutalności…

NCRSDM: Dokładnie o taki efekt nam chodziło. Kiedyś różnie z tym bywało i według mnie niektóre z wcześniejszych materiałów brzmiały zbyt sterylnie. „Nefarious Seed…” to właściwie pierwszy materiał AD, z którego brzmienia jestem bardzo zadowolony. Dotychczas moim faworytem była EP „Tormenting Pale Flesh of the Syphilic Holy Whore”. M. bardzo umiejętnie przełożył nasze wyobrażenia na rzeczywisty efekt, a i my również wykonaliśmy kawał zajebistej roboty molestując go dość długo, aż do osiągnięcia celu. Bywały momenty zwątpienia i bałem się, że w którymś momencie M. tym pierdolnie, bo miksy trochę się ciągnęły, a nam (głównie mnie) ciągle coś nie grało. W końcu się udało i teraz możecie sodomizować swoje panny, chłopców, kozy, czy co tam macie w rytmie „Nefarious Seed…”.

B: Necrosodom, na przestrzeni tych ostatnich 10 lat nie można powiedzieć byś się obijał: Arkona, Plaga, Azarath, Thunderbolt… to w cholerę mocnych kapel.

NCRSDM: Zawsze chciałem grać w więcej niż jednym zespole, choćby z uwagi na wymianę doświadczeń i możliwość pogrania z ludźmi o skrystalizowanych, aczkolwiek odmiennych wizjach muzyki. Epizod w Arkonie to czysto gościnna sprawa, o której rozmawiałem z Khorzonem już w 2009 roku, ale krótko potem dałem się wciągnąć do Azarath, więc temat upadł i pojawił się dopiero pod koniec 2015 roku. Uważam „Lunaris” za udany album, ale nie jestem przekonany, czy słynąca z chropowatego i surowego brzmienia Arkona powinna mieć, aż tak łagodną produkcję. Mój udział w Pladze ma również sesyjny charakter. Od samego początku uwielbiam ten zespół, więc byłbym debilem nie korzystając ze złożonej mi propozycji. Thunderbolt przez ostatnie 10 lat jest co prawda historią, dzięki pewnej żydowskiej kurwie z Piły, ale była to jedna z najlepszych rzeczy jaka mogła mi się w tym muzycznym kurwidołku przytrafić.

B: A i zapytać muszę o Deus Mortem. Zeszłoroczna EPka, mimo raptem 20 minut trwania powalała na kolana, a widziałem, że trwają obecnie prace nad nowym materiałem. Wiadomo kiedy będzie gotowy? I to będzie długograj czy zaś krótki ale smakowity kąsek?

NCRSDM: Wielkie dzięki. „Demons of Matter and The Shells of the Dead” to był udany materiał, ale właśnie szykujemy coś nowego z nieco większym pierdolnięciem. Obecnie mamy nagrane partie bębnów, a w ostatniej dekadzie stycznia dogrywam gitary i bas. Wokale jak zwykle będą na końcu, w okolicach marca/kwietnia. Premierę przewidujemy najwcześniej na wrzesień ze względu na wydawniczy rozkład jazdy Malignant Voices i Terratur Possessions. To będzie drugi pełny album zawierający bardziej ponure i agresywne dźwięki, chociaż i epickie, charakterystyczne dla nas partie również się pojawią.

B: Angst zrezygnował z porykiwania w Pladze na rzecz kamer i reflektorów w kinie akcji. ale Anima Damnata też miała swój udział w świecie kinematografii. Mowa rzecz jasna o nagraniu ścieżki dźwiękowej do „Phallucifer – The Immoral Code”. Planujecie jeszcze w przyszłości takie mariaże? A może gościnny występ aktorski?

NCRSDM: Właściwie, to Plaga zrezygnowała z Angsta… a we wspomnianym przez Ciebie pornolu, wykorzystano kilka naszych numerów obok takich zespołów jak Kill (Swe), Necrodaemon, Thus Defiled, oraz Filii Nigrantium Infernalium. Sam film raczej nie powala specjalnie akcją, podobnie jak i rozmiary głównego bohatera hehe. Nie było to zaplanowane działanie, po prostu jesteśmy przystojni i to normalne, że każdy chciałby z nami coś fajnego zrobić, więc takie inicjatywy pochodzą z zewnątrz. Podobnie było z naszym udziałem w wydarzeniu prowokacyjnie zatytułowanym „Kill the white people”, na którym wykonaliśmy specjalnie przygotowaną 20-minutową instrumentalną suitę pod wizualizację.

B: Pamiętam jak jeszcze całkiem niedawno ktoś narzekał, że death metal obumiera, a tu proszę… choćby ten rok należy wybitnie do metalu śmierci z najwyższej półki. Incantation, Immolation, Necroblood, Vassafor no i Wy.

NCRSDM: Miejmy nadzieję, że ten ktoś już zdechł i nie rozsiewa nasion swej głupoty wśród żywych, w przeciwnym razie może wypierdalać na szczaw słuchać Batiuszek i innych kreowanych na diamenty gówien. Na pewno na wyróżnienie zasługują oba zespoły na „I”, Degial, Spectral Voice, Necroblood, a także Triumvir Foul, Possession i Venenum. Vassafor obiecuję nadrobić.

NECROLUCAS: Uwielbiam Incantation, ale zachwyt nad ich ostatnią płytą świadczy dobitnie o tym, jak duży jest głód tych brudnych, surowych i bezkompromisowych dźwięków. To zdecydowanie nie jest ich najlepszy materiał, a biorąc pod uwagę, że nigdy nie plasowali się wysoko w rocznych rankingach mainstreamu jest to dowód na to, że w 2017 nie było dużego wyboru jeżeli chodzi o takie granie. Miejmy nadzieję, że właśnie wchodzimy niczym porządny wojskowy but w dupę zalewającego nas pedalstwa w nową erę odrodzonego syfiastego, dusznego i smolistego DM. Z drugiej strony rzygam już zespołami, których cała kariera opiera się na możliwie najbardziej skurwiałym brzmieniu. Ostatnie kilka lat były złotym czasem dla pomiotów nieudolnie naśladujących zespoły pokroju Diocletian i Blasphemy. Wszyscy trzepali kapucyna przy byle gównianych riffach wystarczy, że brzmiały odpowiednio chujowo. Miejmy nadzieję, że to zjawisko powoli odchodzi w niebyt. Ludziom się wydaje, że granie prostych, prymitywnych rzeczy jest łatwe, wbrew pozorom jest to trudniejsze niż granie skomplikowanej, połamanej i matematycznej muzy. Dlaczego Darkthone jest wielki? Bo to są świetni muzycy co udowodnili na „Soulside Journey”, oni to grają z lekkością, to jest dla nich zabawa. Jeżeli dla kogoś szczytem umiejętności technicznych jest odegranie riffów Darkthrone powiedzmy z „A Blaze…” to ktoś taki nigdy nie nagra niczego wartościowego.

A my, no cóż naszym zadaniem od samego początku jest dostarczanie możliwie ekstremalnych wrażeń. Konsekwentnie podążamy wyznaczonym szlakiem. Lubię porównywać „Nefarious Seed…” do prasy hydraulicznej. Siadasz naprzeciw kolumn, zaczynasz słuchać i z każdym dźwiękiem ta muzyka wgniata Cię coraz bardziej w fotel, odbiera oddech. Ten idealny miks szybkości i ciężaru przygniata klatkę piersiową niczym olbrzymie cyce pięknej kurwy, dopada Cię brak tchu…

B: Przy okazji jak się podoba nowe Morbid Angel? Jedni padają na kolana uznając to za album roku. Pobrzmiewają tez głosy, że choć sama płyta jest dobra, to jej największym sukcesem jest po prostu bycie lepszym od chujowego „Illud…”

NCRSDM: Nie jest źle. Z pewnością przegnanie starego transiora Vincenta na 4 wiatry i powrót Tuckera, oraz porzucenie dźwiękowych eksperymentów, wyraźnie poprawiło kondycję zespołu, dzięki czemu „Kingdoms Disdained” to najlepsza rzecz jaką wydali po „Gateways…”. Może nie jest to album specjalnie odkrywczy jak na tej klasy zespół, a dla większości marudzących chujograjków i tak prezentuje nieosiągalny poziom. Wiadomo, że znajdzie się też garstka zjebanych „ekspertów”, którym nic nie przypasuje, ale to pewnie ci sami, co lubią Batiuszkę, więc tu już nic nie da się zrobić. Album roku? Raczej magia nawy.

B: Necrolucas, wspominałeś, że śledzić będziesz Non Opus Dei. Jak znajdujesz ich ostatni album „Diabeł”? Mówi się, iż generuje on kapitalną atmosferę zła na równi z „Henbane” od Cultes Des Ghoules.

NECROLUCAS: Dla mnie NOD to najlepszy Polski zespół BM. Od samego początku NOD dostarczał muzyki przesyconej specyficzną energią i głęboką warstwą liryczną. Ich muzyka wbrew pozorom jest bardzo nowoczesna, czasem wybiegająca daleko poza utarte kanony grania i zostawiająca w tyle takie zespoły jak Abigor czy Enslaved, jednak w przeciwieństwie do tego ostatniego nie mięknie im rura i zła energia ciągle klei się do ich dźwięków. Z drugiej strony CDG to taki ukłon do horrorów z lat 50-60 tych, zupełnie inna bajka. Lubię to granie, ale kurwa nawet głuchy powinien usłyszeć, że mamy do czynienia z zupełnie odmiennym stylem wielbienia Rogatego. Być może „Diabeł” jest bardziej atmosferyczny niż poprzednie materiały, jednak dalej w żaden sposób nie potrafię go porównać do płyt CDG. Porównując oba zespoły to jak próba porównania sauny suchej i mokrej, no niby jedno i drugie to sauna, ale… …”Jest świętą i jest też dziwką, pełna nasienia a jednak jest dziewicą”.

B: „Ci którzy okazują jej nienawiść, kochają ją bez granic”. Jak już przywołałem CDG, to jak się Wam podoba ich powrót na „Coven…”? Album koncepcyjny w formie niemal sztuki teatralnej to spore wyzwanie dla słuchacza. A może Wy byście się pokusili o taki projekt? Dwugodzinne misterium gówna, seksu i Szatana przeszłoby do legendy.

NCRSDM: Lubię „Coven…” ale słucham go na raty, bo trudno mi wyodrębnić taką ilość czasu w ciągu dnia, by przesłuchać go jednym tchem. Trochę przegięli z długością niektórych riffów, ale to chyba jedyny minus tej płyty, bo ogólny kunszt i koncepcja liryczna jak zawsze stoi na wysokim poziomie. Dla mnie optymalna długość płyty to 40-45 minut, a w przypadku brutalniejszych dźwięków, to 30-35 minut. W przypadku tak zdziczałego napierdolu jak Anima Damnata, dłuższe dystanse nie wchodzą w rachubę.

B: Rozmawiając ostatnio z gardłowym z Necroblood usłyszałem, że jednym z największych obecnie raków jest rozwój post blacku wraz z jego hipstero wege fanami dążącymi do ugrzecznienia metalu, by wszystko było miłe, przyjazne i polukrowane do porzygu. Zgadzacie się?

NCRSDM: Mądry człowiek. Każdy siedzący odpowiednio długo w metalu, wyczuje patologię na kilometr. A te wszystkie jednostrzałowe hipstero-pizdy i tak rozjebią się o nasze liście i buty prędzej czy później. Ich miejsce jest na Przystanku Jezus albo Brudstocku, bo po co im taka nienawistna i brutalna muzyka, w dodatku niepoprawna politycznie? A ugrzecznienie metalu? Już kiedyś była taka pedalska tendencja w drugiej połowie lat 90-tych, na szczęście u progu nowego millenium dzięki między innymi Witchmaster, Throneum, Azarath, Stillborn, Infernal War i Anima Damnata udało się nieco przewietrzyć scenę i przypomnieć co niektórym, że Diabeł nie śpi i ma się dobrze, a wojna, ból i cierpienie wpisane są w naturę Jego muzyki. Pomogło, to przywrócić właściwy bieg wydarzeń na ładnych parę lat. Zresztą Natura zawsze dąży do równowagi, tak więc historia zatacza kolejne koło i oto znowu jesteśmy, żeby wszystkich wkurwiać i szydzić.

B: Po prawdzie, mieliście obecnie już z takimi postawami, że ktoś czepiał się Waszego grania zarzucając zbytnią „deprawację”? Wiem, że w Ameryce, a ostatnio i w Berlinie, odwołują koncerty kapelom zarzucając, całkowicie z dupy, choćby promowanie totalitaryzmu jeśli nawet nie faszyzmu.

NCRSDM: Nigdy. Ludzie nas przecież kochają. Raz tylko podczas koncertu z Infernal War jakieś komunistyczne śmiecie z antifa rozjebały nam opony w przyczepie ze sprzętem, sądząc zapewne, że to własność IW – oczywiście, gdy nikt nie widział, czyli standard. A skoro już trąciłeś tę strunę, to pozwolę sobie zauważyć, że obecnie żyjemy w świecie kompletnie pomieszanych pojęć. Dzisiejsze lewactwo, które z inkwizytorską zajadłością chce zwalczać faszyzm i nazizm nawet tam gdzie tego nie ma, samo stało się idealnym ucieleśnieniem tych zjawisk. Już chyba nawet pierdolnięta skrajna narodowo-katolicka prawica ma w swoich szeregach bardziej rozgarniętych ludzi. Ze strony lewaków żadnej wiedzy, czy logiki nie oczekuję, bo owocem frustracji ludzi życiowo przegranych może być tylko destrukcja i chęć sprowadzania ludzi robiących w swoim życiu coś kreatywnego, do swojego poziomu „no future”. Jeżeli kogoś oburzają ekstremalne treści w metalu, to co tutaj jeszcze robi??? Niech wykurwia w podskokach do dyskoteki, gdzie w tolerancyjnym otoczeniu będzie mieć okazję przyjęcia czarnego uchodźcy w sam środek swojej multikulturalnej, czerwonej dupy. Chociaż pewnie i tam zaraz dostaliby wpierdol, a pacyfistyczne marzenia prysnęłyby niczym jedynki w ciemnym zaułku Bytomia.

B: Myśleliście też, by zrobić jakąś trasę poza Polską? Zagrać coś choćby w Zachodniej Europie?

NCRSDM: Owszem, ale w tej chwili trudno cokolwiek powiedzieć. Na razie planujemy koncerty w Polsce. Najbliższe już w marcu, a kolejne w maju/czerwcu. Pożyjemy, zobaczymy.

B: A propos deprawacji, doczekamy na następnym albumie kolejnego hymnu po polsku w stylu „Ciasnej Pizdy Maryi”?

NCRSDM: Niezbadane są wyroki boskie. Jeśli nadal jest ciasna, to czemu nie? Antyczny MILF to nie lada temat, więc może pociągniemy ten wątek.

B: Oczywistym jest, że walka z chrześcijańską zarazą to priorytet ale czy współcześnie nie trzeba by też uderzać w islamską plagę, która zdaje się wzrastać znacznie w siłę?

NCRSDM: Walka, to za dużo powiedziane. To jedynie otwarte wyrażenie niechęci do religijnej zarazy. W ogóle stawianie podziemnych zespołów metalowych w roli wojowników o zbawiennie świata, jest dosyć zabawne. Zupełnie tak, jakby banda rozwrzeszczanych satanistów była zdolna do przeprowadzenia jakichkolwiek globalnych zmian koordynując działania ze swej kwatery głównej w miejskim ośrodku kultury. Jak się chce wpływać na losy świata, niszczyć narody i religie, to się robi karierę w polityce, wojsku, albo w sektorze finansowym, a nie zakłada jebany zespół. Litości kurwa! Generalnie upadające chrześcijaństwo pierdoli nas tyle samo co każda inna, kozojebska religia, ale nie chcemy czynić z tego głównego przesłania zespołu, ponieważ istota Anima Damnata jest znacznie głębsza. Natomiast tam, gdzie kozojebcy występują w większych stadach, wyraźnie widać, że ta dzicz nadaje się tylko do kompletnego zaorania napalmem z całym ich potomstwem. Na szczęście kruki ćwierkają, że w ciągu paru lat ma wybuchnąć trzecia wojna światowa i rozkurwić ten cały bajzej.

B: Sporo jest ostatnio dyskusji na temat podziałów na underground i wyłamywaniu się do mainstreamu, ale gdzie Waszym zdaniem tkwi ta granica? I czym jest dziś, w dobie wszechobecnego Internetu, underground?

NCRSDM: Dziś to nie my decydujemy o granicach mainstreamu, tylko odbiorcy naszej twórczości. Przykład. Kiedy wyszło „Crushing the Holy Trinity”, Mgły słuchali raczej sami podziemni psychole, którzy znali już wcześniej Kriegsmaschine i kojarzyli kto za tym bandem stoi. Przez kolejnych kilka lat, fama Mgły rozprzestrzeniała się wśród podobnie zorientowanych ludzi, postrzegających zespół również przez pryzmat Northern Heritage. Jeszcze później na ich pierwszym koncercie w 2012 roku, była tam głównie podziemnie nastawiona METALOWA publiczność. Natomiast na koncercie w roku 2017 widać już przytłaczającą ilość tych, których nazywamy korozją lub rakiem metalu. I tu pojawia się pytanie, czy jako twórca masz nad tym kontrolę? Oczywiście nie. Ty robisz swoje i się nie zmieniasz, ale jeżeli Twoja twórczość wzbudza coraz większe zainteresowanie, to naturalne jest, że przylgną do tego przypadkowi ludzie. O ile jeszcze jestem w stanie uszanować wnikliwe zainteresowanie ze strony przypadkowej osoby, która coś nagle odkryje, to absolutnie gardzę aroganckimi ignorantami, pozującymi na znawców tematu. Zmiana pokoleniowa też robi swoje, a dostępność wszystkiego na wyciągnięcie ręki zaciera wszelkie granice, między tym co podziemne. Ta zasada przekłada się tak na słuchanie muzyki, jak i udział w koncertach, bo każdy może po to sięgnąć. Granica undergroundu przebiega zatem na płaszczyźnie personalnej, gdzie istnieje wyraźna bariera w stosunku do niewiarygodnych frajerów i pacyfistycznych podludzi. Nie staje się z takimi na deskach jednej sceny i nie pije się z takimi. To akurat stosowana przeze mnie metoda, która być może nie przynosi mi dobrej opinii, ale za to chroni moje zdrowie psychiczne. Nie jesteśmy kolekcjonerami znajomości, w dupie mamy krążące o nas opinie, dlatego nie będziemy się ładnie uśmiechać, a wręcz przeciwnie.

B: Straszyli swego czasu, że Kaczystan nastał i zdelegalizują metal, a tu jest jak było. Sądzicie, że myślenie ludzi jednak trochę ruszyło do przodu czy wciąż średniowiecze?

NCRSDM: Dlatego warto mieć swój rozum i nie słuchać pierdolonych panikarzy. Osobiście więcej niechęci mam do komuchów i zdrajców chodzących na socjalistycznym, niemiecko-brukselskim pasku, aniżeli do katolickiej cebuli w moher zaklętej. A jeśli ta moherowa cebula jest w stanie wykorzenić niezdrowe komusze układziki i trzymać zdrowy dystans od samobójczych tendencji eurodebili, to mogę zacisnąć zęby na kolejne dwa lata i udawać że pada deszcz. Choć tutaj również byłbym ostrożny, bo ludzka natura jest wszędzie taka sama, a zbyt duża władza ją skutecznie upaja, odkrywając ciemną stronę. Natomiast pierdolenie, że koncerty będą zakazane trąci kompletnym zbłądzeniem w umysł dziecka. Cały teatr politycznych przepychanek jest jedynie fasadową grą pionków i figur, a świat rządzony jest zakulisowo przez graczy, którzy stworzyli szachownicę. Dlatego nie warto ulegać nadmiernym emocjom, bo kluczowe decyzje i tak zapadną ponad naszymi głowami. Co do zmian myślenia, to uważam, iż przepaść świadomości między inteligencją, a kompletnymi debilami ma tendencję rosnącą.

B: I ostatnie słowo należy do Was! Dzięki za wywiad!

NCRSDM: Dzięki! Żeby nie było, żeśmy chamy, to na koniec odrobina kultury:

Żryjcie gówno dniem i nocą

Niech was rządze rozochocą

Lawa brązu w ustach się rozpływa

Diabeł kurwy swe przyzywa

Na Sabat!

Na Sabat!

Lećcie zatem hen wysoko

Przyjąć w kakaowe oko

Berła Pana i sług Jego

Co wybawi was od złego.

Amen.