Trwał ten wywiad trochę, ale tak to czasem bywa. Może się wydawać, że projekt taki jak Alne nie znajdzie miejsca w rogatych i czarnych jak smoła sercach metalowców, jak i na łamach Kejosa. A jednak muzyka zespołu ma w sobie coś co przyciąga. O tożsamości, przekazie i misji (niekoniecznie tej związanej z TVP) porozmawiałem z dwójką osób maczających swoje palce w Alne. 

Witam Panią i Pana. Zaczniemy ten wywiad nieco nietypowo. Miasto czy wieś? Pełne życia i tętniące ulice, czy jednak spokój i cisza otaczającej przyrody? Unikacie techniki (chociażby tej związanej z komputerami i internetem), traktujecie ją jako zło konieczne, czy jednak korzystacie w pełni z dobrodziejstw, które daje?

Klimor: Faktycznie, nietypowo się zaczyna, bez pytania o biografię, skład i genezę nazwy zespołu, coś niesamowitego, ha ha! Szczerze mówiąc – dla mnie ideałem, do którego dążę, jest dom na wsi i mieszkanie w mieście. Lato, późna wiosna, wczesna jesień to czas, który najchętniej spędzałbym w mojej rezydencji leżącej poza wielką aglomeracją, od czasu do czasu tylko składając wizytę w mieście. Czemu nie?

Co do techniki, to oczywiście, że korzystam, natomiast raczej staram się unikać zbyt intensywnego kontaktu z rozmaitymi gadżetami. Mam niemiłe wrażenie (wiem, że trąci to teorią spiskową), że ktoś lub coś chce przykuć ludzi w czterech ścianach przed szklanymi monitorami – pseudooknami na świat.

Kasia: Czyli pierwszą odpowiedzią odkrywamy, kim naprawdę jesteśmy? Skoro tak zaczynamy, to proszę bardzo. Wieś, czyste powietrze, woda – tu nadal jest duch dzikiej natury nie dający się okiełznać… Coś, co osobiście uwielbiam, odczuwając jednocześnie do tego ogromny szacunek. Z drugiej strony, miasto to wir, szum, rytm i przewidywalność. Miasto też niestety się przydaje. Ale zarówno z miasta, wsi, techniki czy też, jak wspomniałeś, z samego internetu trzeba korzystać z dozą dystansu i po prostu z głową. Stara prawda – co za dużo to nie zdrowo. Można zwariować zarówno od szumu miasta, jak i od spokoju i ciszy na wsi…

To raczej było pytanie o Waszą wiarygodność, wszak temat który podjęliście na swoim debiucie wymaga jednak pewnej wrażliwości niekojarzonej raczej z bezduszną technologią ;] Powiedzcie mi, dlaczego właśnie taka tematyka? Kwestia poważnych zainteresowań i zgłębiania naszej nieco zapomnianej mitologii, kultury – po prostu pewnej tożsamości, czy to raczej przejściowy pomysł?

Klimor: We mnie ta tematyka siedzi w sumie odkąd tylko pamiętam. Już jako kilkunastolatek wertowałem co tylko się dało na temat historii, teologii, duchowości Słowian i, rzecz jasna, Skandynawów – nie wiem jak to jest, ale ci Wikingowie są chyba jacyś tacy medialni, he he, i zawsze materiałów na ten temat było zatrzęsienie. Nawet wtedy, w latach osiemdziesiątych. Kilka lat później człowiek się zorientował, że moje ziemie zamieszkiwał kiedyś ktoś taki jak dawni Prusowie, no i stąd ci Prusowie oraz Słowianie w Alne. Tak więc u mnie to wszystko przyszło w naturalny sposób, bez zbędnej „napinki” i sztucznej pozy. Możemy chyba powiedzieć, że to jakiś wycinek „tożsamości”.

Kasia: Absolutnie nie jest to przejściowy pomysł. Warto znać legendy czy historię miejsca, w którym człowiek się urodził. Nie tylko ze względu na wspominane przez Ciebie poczucie własnej tożsamości czy tradycji, ale również z bardziej prozaicznych powodów, takich jak zwykła wrażliwość na piękno otaczającej nas ziemi, na jej unikatowość. Im bardziej człowiek docenia urodę i niepowtarzalność swojej ziemi, tym bardziej sam staje się taki – właśnie piękny i nietuzinkowy. Przywoływanie ducha przeszłości w utworach jest fascynujące. „Słowa w kamieniu nie wszyscy zapomnieli ..”. To zarówno pewnego rodzaju obowiązek jak i przywilej ludzi, którzy urodzili się na danej ziemi, taka powiedzmy nasza spuścizna.

Co do Wikingów to myślę, że działa tutaj prosta zasada. Coś obcego przyciąga i jest „bardziej kolorowe”. To tak jak z folkiem. Irlandzkim jaramy się bardziej, nasz uważamy za odpustowy. Nie wszyscy na szczęście. No właśnie, pytanie typowo muzyczne. Gdzie byś umiejscowiła muzykę Alne? I czy zgodzisz się ze spostrzeżeniem, że w pewnych momentach zbliża się to do polskiego rocka z lat 90? (pytanie z odpowiedzią, he he)

Kasia: Alne jak rzeka, płynie w jednym kierunku, nie zawsze trzymając się tego samego szlaku. Klimor jest znany z tego, że tworzy coś zupełnie niekonwencjonalnego. Przeciera nowe szlaki, więc Alne na pewno nie będzie odstawać od wybranego kierunku. Moim zdaniem to dobrze – nie dać się włożyć na półkę konkretnego nurtu muzycznego. A jeśli zbliżyliśmy się do brzegu zwanym polski rock, to nie jest to w żaden sposób dla nas uwłaczające. A wręcz przeciwnie.

Klimor: Ładnie powiedziane! Choć osobiście to bym z tym rockiem nie przesadzał, ale już w kilku recenzjach spotkałem się z taką opinią. Tak już bywa, każdy sobie nowe dźwięki w jakiś sposób odnosi co słuchał kiedyś, a wiadomo, każdy ma swój bagaż doświadczeń muzycznych i swoje preferencje. Ja powiem jedno – aranżując te utwory nie mieliśmy w ogóle żadnej potrzeby działania w konkretnym stylu, gatunku muzycznym. Chodziło tylko o to, żeby przedstawić jakąś ideę, jakiś klimat, jakąś myśl, i na tym sie skupialiśmy, a nie na wpasowywaniu się w jakieś ramy. Gdzie bym umiejscowił Alne, hmmm… Nieważne – rock, folk, czy metal, na pewno nie będziemy patrzeć na tą muzykę przez pryzmat etykietek. Chyba to słychać w naszej muzyce, i pierwsze recenzje które czytałem też zdają się to potwierdzać. Alne to Alne, i tego będziemy się trzymać w przyszłości, he he…

No ja mam nadzieję, że Alne zostanie Alne. Z drugiej strony nie ma się co dystansować od etykietek. Są i nic z tym nie zrobisz. Jednym pomagają przy wyborze muzyki, inni od nich po prostu uciekają. Potrzebne więc wszystkim;] A moje następne pytanie brzmi tak: przedstawcie tym setkom tysięcy czytelników Kejosa. Jaka to ideę i klimat chcieliście przedstawić na swoim debiucie?

Klimor: Ano, przyznaję rację… Co do idei i klimatu, to może nawiążę do tych wspomnianych przed chwilą etykietek. Sam kiedyś, pół żartem, pół serio, wymyśliłem własną etykietkę dla Alne – pogański romantyczny metal, ciężko chyba o coś bardziej nadmuchanego i naiwnego niż „pagan romantic metal”, prawda? Ale chyba coś w tym jest, możliwe że sam wpadłem we własną pułapkę i może powinniśmy jednak używać takiego określenia żeby całą esencję Alne zawrzeć w trzech słowach, ha ha.

Tak więc nasz debiut to z pewnością odrobina mistyki tak charakterystycznej dla romantyzmu, użyta jako przyprawa do dania głównego czyli pierwotnej duchowości, teologii dawnych Słowian i Prusów. W dużym skrócie, taki właśnie jest ten byt znany ludziom jako Alne.

Kasia: Oprócz wspomnianego przez Klimora romantyzmu oraz dawnych wierzeń – tereny, z których się wywodzimy są przesiąknięte legendami, bajdami, historiami, o których tak naprawdę mało kto wie. I to też dostarcza sporo inspiracji, na przykład utwór „Serce w Kamieniu” to po trochu nawiązanie do kamiennych bab z terenów warmińsko-mazurskich. Powiedzmy w żartach, że Alne to projekt pod szyldem ocalić od zapomnienia, ha ha.

Pozostańmy na chwilę przy tym temacie. Wkurwia Was/irytuje/macie to gdzieś takie ogólne pojmowanie kultury ludowej (w każdym zasadzie aspekcie) jako totalnej wioski, dobrego powodu do wyszydzenia? Czy zarówno aspekty związane z mitologią, kulturą, a nawet wiarą warte są przekazywania i rozpowszechniania? Czy to nie jest trochę walka z wiatrakami?

Klimor: Dawna wiara, mitologia, kultura – z jednej strony, to jest właśnie istota Alne. Z drugiej strony – ten zespół nie ma na celu przekazywania czegokolwiek, nie mamy też w naszym, powiedzmy, „statucie”, niczego takiego jak walka z wiatrakami. Zupełnie też nie interesuje nas fakt czy coś jest „na topie”, czy też może ludzie raczej pukają się w czoło. Nie zrozum mnie źle, po prostu nie prowadzimy żadnej szeroko pojętej „działalności misyjnej”, he he, robimy swoje nie oglądając się na nic i na nikogo.

Tak więc nic z wymienionych przez Ciebie rzeczy nas nie irytuje. Alne to z założenia romantyczny powrót ku przeszłości i gloryfikacja dawnego ducha, musimy więc znaleźć się gdzieś poza dniem dzisiejszym. Na jednym podwórku obszczekają nas psy, ale na innym gospodarz przywita nas miodem i mięsiwem, he he.

Jeszcze odnośnie kultury ludowej, ja osobiście nie jestem szczególnym pasjonatem tego typu spraw w wydaniu współczesnym. Choć czasem, rzecz jasna, zdarza się nam zagłębiać ten temat w poszukiwaniu jakichś naprawdę pierwotnych, zapomnianych treści, które rzecz jasna w pewnych aspektach kultury ludowej są ukryte.

Generalnie jednak jestem zdania, że przeszłość i teraźniejszość musi się przeplatać i wzajemnie znosić. Ne uciekniemy od tego. Co do działalności misyjnej. Wiesz może i nie chcecie prowadzić takowej, ale jednak wydając płytę to robicie;] Podobnie jak w sytuacji strony www którą prowadzisz. Ktoś pewnie czyta i wyciąga wnioski, być może nawet jego zainteresowania pójdą dalej. Nie masz naprawdę takiego poczucia w jednym, czy drugim przypadku, że jednak komuś to co robisz służy, jest potrzebne? Nie łechce to tej małej cząstki ego?;]

Klimor: Ale poczucie tak zwanej „misji” kojarzy mi się raczej z namolnym przekonywaniem każdego do swojego punktu widzenia. Ja na to patrzę inaczej – jeśli spodoba się komuś to fajnie, zaś jeśli nie – to nikt przecież nie będzie rozpaczać z tego powodu.

Co do jednego masz na pewno rację – zainteresowanie debiutem pokazuje, iż taki zespół jak Alne był potrzebny, no cóż, to już na pewno łechce wspomniane przez ciebie ego, he he.

E tam, najlepsza indoktrynacja to ta ukryta;]. A teraz pozwolisz, że oddamy głos wokalistce. Po pierwsze, jak długo śpiewasz, jak i ćwiczysz. Jakieś konkretne inspiracje w czasie nagrywania debiutu Alne? (tak nawiasem, chociażby w 1 utworze słyszę Żywiołaka). Powiedz mi, jak sądzisz co ma większą siłę przebicia: muzyka, czy wokal?

Kasia: No więc – tajemnicza Kasia, o której nikt nic nie wie. Śpiewam odkąd pamiętam, ale tak naprawdę rozwijaniem swojego głosu zajęłam się w trakcie studiów. Ćwiczyłam wygłos, śpiew falsetem, ćwiczenia oddychania, zasady prawidłowej emisji głosu i tak dalej, takie tam różne „śpiewno – głosowe” sprawy… Podczas nagrywania debiutu Alne o wielu ważnych rzeczach przypomniał mi nasz realizator ze studia BAT – Michał Bagiński.

Jeśli chodzi o wspomniane „żywiołakowanie”, no cóż, to możliwe… Głównie chodziło mi o zabawę wokalem, tak więc prześlizgnęło się również trochę śpiewania w ich stylu (choć oczywiście nie oni pierwsi ani nie ostatni wpadli na pomysł śpiewania w ten sposób). Trzeba jednak przyznać, iż damskie aranżacje wokalne z ich płyty „Ex-Tradycja” nadawały utworom naprawdę wiedźmowaty, dziki, mistyczny charakter. Natomiast późniejsze nagrania tego zespołu z innymi wokalistkami to już raczej nie moja bajka.

Ponadto, kobiety nie tylko tańcem, gestem czy ubiorem mogą wyrazić siebie. Dla kobiety śpiew jest spełnieniem jednego z takich najbardziej podstawowych, pierwotnych instynktów. I tak naprawdę, to właśnie nie tylko teksty utworów, ale przede wszystkim instynkty kobiety są dla mnie inspiracją.

Odnośnie drugiej części pytania. Jeżeli mam rozsądzić co ma większe przebicie, może być to trudne. Nie należę do osób, które zachwycają się nad każdą zagraną, zaśpiewaną nutą. Wszystkie wokale damskie na płycie są zaaranżowane przeze mnie i wolę do nich krytycznie podchodzić. Wokal dominuje na pewno w Latawicy. Technicznie jest trudny do śpiewania, ale dzięki temu staje się utworem wręcz hipnotycznym. Szczerze mówiąc, to tam, gdzie wybijają się mocniejsze gitary i perkusja, trzeba było mocno popracować nad stworzeniem pasującego wokalu. Zarówno układanie linii melodycznych miękkich jak i zaśpiewów, pokrzykiwań nadających utworom niepowtarzalny charakter, wymagało dużo pracy. Aby przebić się przez mocne gitary Klimora – uwierz mi, trzeba było się napracować, ha ha, i cieszę się, że mi się to udało.

Napisałem o Was w recenzji tak „W zasadzie każdy utwór z tej płyty mógłby spokojnie być puszczany na radiowej antenie, ale tylko w Programie Trzecim”. To – na pewno się nie domyślacie o co chcę spytać – czy możecie przedstawić swoją piątkę ulubionych ostatnimi czasy utworów? Taka mini – lista. I tak przy okazji, czy nie łapiecie się na tym, że muzyka Was nudzi, albo staje się pustym zestawem nut? Ot taki syndrom wypalenia;]

Kasia: Trudno się ograniczyć tylko do pięciu, jednak może wybiorę te utwory, które mogę „zapętlić” i słuchać godzinami. W dowolnej kolejności:

1.Tides from nebula – Tragedy of Joseph Merrick

2.Tori Amos – Precious Things

3. Head control system – Skin Flick

4. Ulver – Themes from William Blake’s The Marriage of Heaven and Hell – ta płyta to cały jeden wielki utwór, ha ha…

5. Riverside – In Two Minds

Nie są to, jak widzisz, nowe utwory. Do listy mogłabym dorzucić jeszcze sporo innych, ale te wymienione są pełne takiej mocy, po prostu nigdy mi się jeszcze nie przejadły. Oczywiście w zależności od tego co w danej chwili robię, mogę mieć ochotę posłuchać czegoś zupełnie innego. Z moim słuchaniem muzyki jest jak z dobrym jedzeniem. Wyszukane smaki, dobre przyprawy, mieszanka składników może wpłynąć na odkrycie czegoś nowego. Ale żeby mieć zdanie… To trzeba czegoś tam popróbować, hmm posłuchać. Jeśli coś mi nie zasmakuje, po prostu do tego nie wracam. Zatem muzyka, której słucham nigdy mi się nie nudzi. Nie pozwolę na to. Muzyka przede wszystkim nie może mnie przytłaczać…

No i, jak zauważyłeś, w muzyce pojawia się coraz więcej pustych nut, ha ha, to chyba tak jak puste kalorie w jedzeniu.

Klimor: Powyższa lista – to jest na pewno pięć fajnych utworów. W moim przypadku próba sporządzenia takiej „mini-listy” kończy się zazwyczaj dziwaczną mieszanką… Więc skoro mowa dziś bardziej o folku to może podam pięć „bardziej folkowych” utworów, a pominę wycieczki w metalowe ekstrema? Spróbujmy:

1. Soil Bleeds Black – A Ballad for the Deceased

2. Hardingrock – Faens Marsj

3. Jar – Jaryło

4. ŽiariSlav a Bytosti – Stúpaj stúpaj

5. Baklava – Zmej Gorjanin

Ciekawe zestawy i takowych się w sumie spodziewałem;] Zatrzymajmy się na chwilę przy historii. Jesteśmy w sumie na świeżo po corocznej przepychance zwolenników i przeciwników Powstania Warszawskiego. Czy Waszym zdaniem historia Polski musi dzielić, często przecież sąsiadów drzwi w drzwi? Pytam o to też ze względu na pewien żal ludzi, który określę jako Neopoganie, do tego, że historię kraju liczy się od chrztu. Pytanie jednak brzmi, czy zwykłemu, przeciętnemu zjadaczowi chleba potrzeba informacji o tym, że działo się tu coś wcześniej.

Kasia: Powstanie Warszawskie to historia żywa, tzn, że żyją jeszcze twórcy tej historii. Nie przepychajmy się ze względu na szacunek do tych osób. Po co. Jak wiemy walczyli, czekali na pomoc, która „stała” za brzegiem Wisły. Ale pomoc nie nadchodziła. Bo Polska miała być wyzwolona, ale nie przez Polaków, tylko przez tych, którzy chcieli mieć wieczną wdzięczność za wyzwolenie i wieczne wpływy w tej części Europy. Odnośnie tej odległej przeszłości… Poniszczono święte gaje, bo ktoś miał swoje ambicje i cele. A czy tak naprawdę nie chodziło o wyplenienie tożsamości ludności i sprawowanie kontroli nad terenami, nad dostępem do czegoś i zajmowanie ważnych miejsc…

Klimor: Co do Powstania, jest tyle czynników, które trzeba by wziąć pod uwagę… No i pamiętajmy, że była to akcja podjęta przez niezależny polski rząd, niezależny od sowietów. To być może pokazało komunistom, jak bardzo zdeterminowani mogą być Polacy, jeśli chodzi o ich niepodległość, być może bez tego Stalin byłby jeszcze bardziej roszczeniowy wobec Polski? Może nawet inaczej wyglądałyby granice lub w jakiś sposób zostalibyśmy „jedną z republik”? Kto wie? Naprawdę, ciężko o konkretny dowód na to, czy Powstanie miało sens czy nie, można sobie usiąść i dyskutować.

Odnośnie drugiej części pytania. Termin „neopogaństwo” kojarzy mi się z kilkoma rzeczami wrzuconymi do jednego worka – wiesz, wierzenia Skandynawów, Edda, runy, Celtowie, trochę słowiaństwa, jakiegoś „new age”, taki kocioł, he he. Zaś w Alne zajmujemy się tylko tradycjami z terenu dzisiejszej Polski. Poza tym, mówisz coś o żalu. Naprawdę, takie uczucia nie mają sensu, lepiej skupić się na czymś konstruktywnym. Jak na przykład właśnie przekazywanie dawnej wiedzy. Pytasz, czy to potrzebne. Ja nawiążę do wspomnianej przez Kasię tożsamości. Czy jest potrzebne coś takiego jak tożsamość, odrębność? Dzisiejszy świat niesie ryzyko zatracenia się w jakiejś pseudokulturowej mieszance… Myślę, że różnimy się mocno od tych, co na północy, wschodzie, południu czy na zachodzie, i w związku z tym powinniśmy pielęgnować te różnice.

A to akurat się zgadzam do tego pomieszania z poplątaniem, ale to już na inną rozmowę temat. Zatrzymamy się na chwilę jeszcze przy tożsamości. Mówisz – pielęgnować. Pytanie brzmi jak. Czy ta pielęgnacja powinna być „szerzona” wśród ludzi? Czy jednak robimy to sami dla siebie. Jeśli to pierwsze, to jakimi metodami. Siłą, perswazją, bo „to przecież trzeba wiedzieć, znać swoje korzenie itd”. Czasem odnoszę wrażenie, że ta nasza odrębność, ale i próba „nauki” historii i wymóg patriotyzmu są przedstawiane i szerzone w taki sposób, że ludzi po prostu trzymają się od tego z daleka, jeśli rozumiecie o co mi chodzi.

Kasia. A czy my kogokolwiek zmuszamy do poszukiwań? Jeśli ktoś jest ciekawy to sam dotrze do źródeł. I będzie to robił dla siebie, a że jeszcze na tej drodze spotka innych, którzy też poszukują, zaczynają się wymieniać doświadczeniami. Wierszem, pieśnią, legendą, znajomością historii i archeologii. Pojawia się językoznawca uczy innych o dawnym języku, wreszcie pojawia się pani domu, która piecze chleb według starych zapisków kulinarnych. To jest proste. Życie z dnia na dzień nie inspiruje do przeglądania kart historii. Nie każdy człowiek będzie chciał bawić się w archeologa. Człowiek lubi mieć podany na tacy upieczony przez kogoś chleb i wypić uwarzone przez kogoś piwo…

Wiecie co, dumałem chwilę nad tym pytaniem – wszak to ostatnie i doszedłem do wniosku, że zakończymy bardzo banalnie i być może przyziemnie. O koncerty nie pytam, bo wiem że chwilowo takiej możliwości. Zaczynaliśmy nieco technologicznie – onirycznie, a zakończymy marzeniami. Załóżmy, że nagle okazuje się, że Alne robi ogromną karierę, a fani nie kradną Waszej muzyki z sieci, na co wydaliście byście pieniądze? Ale z szaleństwem proszę! I przy okazji, dzięki za wywiad, trochę trwał;]

Zabrzmi mało wiarygodnie… Ale skoro z Alne by coś wpadło, to i na Alne by poszło – czyli wydalibyśmy na porządną realizację naszych nowych pomysłów. Tak więc – kupować płytę, dochód przeznaczymy na sprawę bliską Waszemu sercu, ha ha… Może też dołożylibyśmy starań do tego, by samo wydanie miało jakąś niezwykła formę. Drewniane pudełko z drewnianym CD? Ha ha… Dzięki za wywiad!