Wydawca: Lower Silesian Stronghold
Nazwa i tytuł mówią chyba same za siebie, więc jeśli ktokolwiek reaguje na połączenie metalu ze słowami pogański, patriotyzm, NSBM itd. itp. może sobie w zasadzie odpuścić dalsze czytanie i tak w sumie to dla niego gówno. Panów z ABW biegających po sieci w poszukiwaniu treści niezgodnych z konstytucją i polskim prawem muszę zmartwić. Nic takiego się tutaj nie znajdzie.
Chociaż z drugiej strony, tak zagłębiając się nieco bardziej w liryki, to jest w zasadzie dość szeroki zakres poglądów, chociaż cały czas utrzymujący się w pewnych nazwijmy skonkretyzowanej tematyce. Najwięcej jednak w tekstach jest przekonania autora tychże o jego wyższości i miałkości rodzaju ludzkiego. Bywa. Powiem tak, o ile muzycznie jest to dla mnie stojący na średnim poziomie black metal zalatujący surowizną, to wokalnie to dla mnie płyta nie do przeskoczenia. Mogę się tylko domyślać powodów, dla których w przypadku „O dumie, sile i ogniu” można mówić bardziej o deklamacji (czasem melodeklamacji, mniej lub bardziej świadomej), kojarzącej się niekiedy z festiwalem piosenki aktorskiej (dla ułatwienia: przekombinowane we kwestii interpretacji tekstu). Bez wątpienia dodaje to surowości, ale całościowo dla mnie jest męczące. W niektórych momentach sprawia to wrażenie, że muzyka sobie, a wokal sobie. Muzycznie najbardziej do gustu przypadł mi utwór numer dwa, rzekłbym że w swoim rodzaju jest nawet przebojowy i wpadający w uchu.
I tyle, po bólu i krzyku. Jeśli ktoś jednak ma ochotę zapoznać się z tym projektem ja na przeszkodzie stawał nie będę. Tym bardziej, że w dobie netu i tak można wszystko za darmo sprawdzić, bądź jak mawiają złośliwcy: po prostu podpierdolić.
Ocena: 5/10
Tracklist:




