Wydawca: Metal ör Die Records / Fekete Terror Productions
Nie przepadam za kompilacjami robionymi tak trochę na odpierdol, gdzie powrzuca się trochę tego, trochę tamtego. Dlatego też taśma, która ostatnio wpadła mi w łapy i zawiera materiał od Węgrów z Vorkuta nie kupiła mnie od razu.
W sumie to mnie nie kupiła, heh… Zacznijmy od początku. Vorkuta powstała kilkanaście lat temu i przez ten czas wydała sporo splitów, demówek i innych małych dupenszwanców. I jak to często się dzieje, gdy za długo nic się nie wydaje, to człowieka wszystko drażni i denerwuje, więc postanowili wypuścić „…Where Still Darkness Dwells”. A na niej mamy wrzucone debiutanckie demo „…Where Only Darkness Dwells”, ale nie całe, bo bez coveru Burzum. Do tego mamy pojedyncze kawałki ze splitów. Jest jeden numer z pełnowymiarowego albumu, nie wiem po chuj. Ogólnie nie lubię gdy ktoś na kompilację wrzuca tylko część jakiegoś wydawnictwa, a tak tu się dzieje – rozbija mi to wtedy odbiór całości. No bo od strony muzycznej nie mam wiele tym utworom do zarzucenia. Dostajemy po prostu surowy i podziemny black metal w stylu wspomnianego Burzum, wczesnego Darkthrone, no ogólnie stara Norwegia się nam kłania. Mnie się to granie podoba, słychać przede wszystkim że jest szczere, no i z daleka bije z tych utworów duchem Podziemia. Oczywiście różnice w brzmieniu poszczególnych numerów są słyszalne, co jest naturalną sprawą przy składankach. Gdyby nie fakt powycinania dwóch czy trzech kawałków z całości – byłbym bardzo zadowolony. No chyba że zamysłem było podsumowanie działalności Vorkuta, bo o ile wiem to kapela na razie jest w zawieszeniu. Ale i tak nic by się nie stało zamieścić więcej numerów na kompilacji.
Możecie się zapoznać z muzyką Vorkuta, szczególnie jeśli od rana do nocy myślicie tylko o podziemnym black metalu i nawet zdjęcia na instagram wrzucacie tylko w czerni i bieli.
Tracklist:




