Wydawca: Godz ov War Productions
A przed państwem typowy Greg – chuj wie skąd, chuj wie jak, ale wyciąga takie zespoły, że czapki z głów – o ile jeszcze te głowy macie po sesjach odsłuchowych materiałów z Godz ov War Productions.
Jako, że tydzień bez recenzji wydawnictwa z tego labelu jest tygodniem straconym i nie liczy się do podziemnej emerytury, dziś wjeżdża recenzja Voidlord, który idealnie oddaje treść wstępu. Nawet samo Metal Archives nie wie, co to, kto to, skąd to. Okładka też Wam nie do końca zdradzi, co znajdziecie na płycie, dopiero jak obrócicie booklet, Waszym oczom ukaże się las krzyży… wróć. Napis „Necro doom death”. No i cóż, lepiej bym tego nie opisał i miło, że Voidlord mnie wyręczył. Tak, na „La congrega del signore oscuro” dostajemy trzydzieści pięć minut powolnego, mrocznego doom/death metalu, ale z parszywym brzmieniem. Dla mnie – bardzo interesująca propozycja.
Osiem kompozycji, które brną powoli przed siebie, sprawia, że nastawiam uszu. Przyznam, że muzyka kontrastuje mi z okładką – oczekiwałem czegoś bardziej… hmm… komiksowego? Przejaskrawionego? A dostałem doom/death metal w stylu lo-fi. Wszystko na płycie wrzucone jest w sumie bez ani sekundy przerwy między utworami, co daje nam wrażenie, że „La congrega del signore oscuro” to jeden długi numer – i w pewnym sensie tak jest, bo cały album jest bardzo homogeniczny, lub jak ktoś ma obrzydzenie do przedrostka „homo-” – jednostajny. W przypadku Voidlord poczytuję to za zaletę. Klimat Necro Schizmy wpisany w naprawdę proste, niemal prymitywne doom/death metalowego riffowanie. Ni ma chuja, żeby tym zespołem zainteresowali się jacyś niedzielni słuchacze, bo to, z czym spotkają się w konfrontacji z „La congrega del signore oscuro” przerośnie ich jakiekolwiek oczekiwania. Muzyka odstręczająca, z najgłębszej zaszczanej piwnicy. Sąsiedzi pewnie nawet nie wiedzą, co się w niej odpierdala. A jakimś cudem mnie podoba się to co słyszę na tym krążku. Czegoś tak paskudnego i odstręczającego pod skrzydłami Godz ov War Productions nie było od czasu wydania przezeń EPki zespołu Trup. Tylko, że Voidlord mi się podoba.
Nie powiem, że polecam. Natomiast ja słucham tego debiutu z lubością. Okropne i odpychające. Dla maniaków i osób z problemami psychicznymi.
http://godzovwar.com/





