Wydawca: Godz ov War Productions
Podoba mi się idea wypuszczania winylowych wznowień takich perełek. Upon the Altar to grupa już dość szeroko znana w naszym podziemiu, a z każdym kolejnym wydawnictwem udowadnia swoją klasę. Dziś jednak przypomnimy sobie o ich debiucie.
Materiał ten już był u nas zrecenzowany, więc tradycyjnie przy takich sytuacjach, będę się posiłkował wcześniejszą recenzją, tym razem pióra Wojtusia. A pisał on między innymi tak: „Spodziewajcie się wywrotki pełnej gruzu, spycharki zgarniającej cielska i gówna w betoniarce. Upon The Altar nie sili się na wirtuozerię, a raczej proste chamskie przepełnione smołą i siarką riffy i zwiastujący nuklearną zagładę wokal. A! Perkusja z chęcią też zwali Ci się na łeb. Tylko tyle. I aż tyle.” Oczywiście nie może być inaczej, zgadzam się z nim w całej rozciągłości – od siebie dodam, że oczywiście ich muzyka z czasem trochę się zmieniła (w granicach ekstremy oczywiście), natomiast nie zmienił się w niej ten charakterystyczny jad. Tarnowianie przez pół godziny udowadniają, że należą do ścisłej polskiej czołówki.
A jak wygląda winylowe wydanie, wypuszczone po pięciu latach od premiery? Wspaniale. Gdy okładka ma ponad dwanaście cali doskonale widać rzeczy, które w wersji kompaktowej mogły Wam umknąć. Nie mówiąc o tym, jak dobrze jest wyczuć ich logo pod palcami… Ten marmurkowy winyl może ma nieco dziwny kolor, ale powiedzmy, że traktuję to jako ciekawostkę. Co więcej mogę dodać? Niewiele, po pięciu latach „Absit Ab Ordine Luminis” nadal słucha się wyśmienicie. Kurewstwo. Sodoma. Gomora.
https://www.facebook.com/godzovwarproductions
https://www.facebook.com/uponthealtarofficial





