Wydawca: Defense Records / Deformeathing Productions
Ostatnimi czasy coś nie miałem szczęścia do wydawnictw z Defense Records więc do Uganga też podszedłem nieufnie jak narodowiec do sklepu rowerowego. A tu taka niespodzianka – ten krążek naprawdę kopie w jaja. Poza tym album niniejszy ukazał się w kooperacji z Deformeathing Productions.
Przyznam, że nie znałem wcześniej tego zespołu, a powinienem choćby z uwagi na jednego osobnika – Manu Jokera, który bębnił w wielkim Sarcófago. Tutaj akurat zdziera gardło. Ale zostawmy na bok listę płac i skupmy się na muzyce – „Opressor” strzela Wam w pysk z otwartej dłoni, ale bardzo siarczyście, crossoverowo. Mocna, chwilami bardzo szybka i agresywna muzyka, przywodząca na myśl D.R.I czy może nawet mocno skręcającą w stronę hard core’a w stylu Sick Of It All. Niby nie moja bajka, ale słychać że to jest ich muzyka i to w niej czują się idealnie. Agresja, zapierdalanie na łeb na szyję plus sporadyczne zwolnienia, mocne, z wyczuwalnym groovem a do tego teksty wyśpiewywane (ryczane, skandowane zarówno) przez Manu w języku portugalskim – ot i cały „Opressor”. Jak sobie zapodaję ten krążek na rower to założony dystans pokonuję dziwnie szybko – czyli że coś w tym musi być, hehe… Muzyka Uganga kipi po prostu energią, nie da się temu zaprzeczyć i nawet nie będę próbował, bo po co? Jasne, kilka fragmentów bym wyrzucił na rzecz szybkich sprintów, ale to tylko moje widzimisię „bo tak”. Szczęśliwie dla mnie pewnie z trzy czwarte płyty są właśnie tak skomponowane żeby panu Oracle’owi było miło.
Uganga nagrała kawał wściekłego crossoveru i myślę, że znawcy tematu zgodzą się ze mną, iż jest to krążek nie w mąkę pierdnął. Może nie dla purystów, ale jeśli ktoś lubi dosadną muzykę w podobnych klimatach to pewnie „Opressor” mu podejdzie. Ja jestem kupiony.
Ocena: 8/10
Tracklist:





Fuck yeah! Hailz Polska and napier fucking dalat curva!!!!!