Wydawca: Arachnophobia Records
Jak to tak, żeby Polacy z dziada pradziada nagrali tak cholernie szwedzki materiał? Musowo przy którejś bitwie jacyś wojacy Karola X Gustawa zaplątali się i miast na Częstochowę uderzyli w zdecydowanie przeciwnym kierunku i zadekowali się u jakichś polskich szlachcianek, co ich stary akurat walczyli pod Ujściem czy Warką.
Kilkaset lat pewnie minęło i szwedzkie geny się odezwały u trzech muzyków z zespoły The Dead Goats. I tak Martwe Kozły sprokurowały EPkę, która spokojnie mogłaby leżeć na półce gdzieś pomiędzy „Pieces” a „And Here I Die… Satisfied”, skoro już trzymamy się mniejszych wydawnictw. Jasne, nie ten sam ciężar doniosłości dla gatunku. Jednak „Don’t Go In the Tomb” ma to samo zacięcie, którym charakteryzowały się tamte nagrania. Co prawda to tylko dwa kawałki autorskie, ale na ten przykład mogę powiedzieć, że mielą słuchacza jakby ich było no przynajmniej z sześć (bez kozery). A jak dołożycie do tego jeszcze cover Repulsion – pokażcie mi chłopa zakochanego w Szwecji, co przejdzie obojętnie koło tej EPki (choć wspomniane Repulsion to raczej inny kontynent i ciut inne brzmienie). Jednakże dziesięć minut autorskiej muzyki robi swoje i zaprawdę jest warte poznania.
Albo i Sztkoholmu. Stawiam Absolut, że osoba niezorientowana wskaże na Białystok a nie stolicę Królestwa Szwecji jako na miejsce pochodzenia The Dead Goats. I tak ma być. Na koniec dodam jeszcze, że ten grobowiec akurat powinno się odwiedzać. Przynajmniej raz dziennie.
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Don’t Go in the Tomb | ||
| 2. | Featherless | ||
| 3. | Festering Boils (Repulsion cover) |





„Stawiam Absolut, że osoba niezorientowana wskaże na Białystok a nie stolicę Królestwa Szwecji jako na miejsce pochodzenia The Dead Goats. ” – chyba Ci się pomyliło i miało być odwrotnie 😉