Wydawca: Deformeathing Productions

Przyznam się Wam, miśki moje kochane, że Tenebris nigdy nie był zespołem z zakresu moich zainteresowań. Nie wiem nawet dlaczego – po prostu jakoś zawsze tak było, że wiedziałem o jego istnieniu, ale nie przykładałem się do lektury ich pozycji.

Ale jak mówią mądrzy ludzie, nie przyszedł Mahomet do góry, to przyszła góra do Mahometa. I pewnego dnia w mojej skrzynce wylądowało winylowe wznowienie ich drugiej płyty – „Only Fearless Dreams”. I co my tu mamy? Ano pogięty black/death metal. Nie wiem, jak mogłem go przegapić, ale cieszę się, że Deformeathing Productions wypuściło to wznowienie, bo spełniło ono swoją rolę – nieznających zapoznało. Oczywiście dziwnie poznaje się płytę wydaną ponad ćwierć wieku temu, a i skojarzenia są totalnie odmienne niż gdybym pisał tę recenzją w czasie premiery. Liczę, że jeśli napiszę dzisiejszemu czytelnikowi, że Tenebris stworzyło jeden z oryginalniejszych albumów jak na połowę lat dziewięćdziesiątych to musi uwierzyć mi na słowo. To był czas, gdy awangarda na polskiej scenie rosła w siłę – eksperymentowało Christ Agony, nieśmiało podnosił łeb Lux Occulta no i właśnie Tenebris. „Only Fearless Dreams” kojarzy mi się zresztą trochę z twórczością ekipy z Dukli, szczególnie przez rozbudowane partie klawiszy, wokal. Muzycznie czuję u nich więcej death metalu, trochę jak jeszcze bardziej porąbana wersja Pestilence z okresu „Spheres” czy Cynic, wszystko umaczane w mocno voivodowskim sosie. Ciekawa, połamana i frapująca muzyka – jak na moje ucho przetrwała próbę czasu. Do tego całość po raz pierwszy wydana jako winyl, w trzech kolorach, czyli panie kochany – na wypasie.

Jeśli zasłuchiwaliście się dwadzieścia sześć lat temu na taśmie od Morbid Noizz Productions, teraz macie okazję na pogłębienie doznań.

Tracklist:

Side A
1. Cydonia (Preludium)
2. Faeton
3. Atmosphere
4. Immortal
5. Give Me the Gods
6. Only Fearless Dreams
7. Space Dancer
Side B
8. Crippled Dimension
9. Sirius
10. Forgive Me
11. Cydonia Region
12. Mesmerized
Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj