Wydawca: Godz ov War Productions

Zgodnie z ideą „sznur dla każdego” Godz ov War Productions dokonało wznowienia dwóch pierwszych materiałów wałbrzyskiej grupy muzycznej, Sznur. Materiały te ukazały się jeszcze zanim zespół trafił pod opiekuńcze skrzydła Prezesa Podziemia.

Jako, że z twórczością tego zespołu znamy się od początku, a także od początku jest mi z nimi po drodze, niniejsze wznowienia traktuję trochę jako formę odświeżenia – nie ukrywam bowiem, że najczęściej wracam już do krążków wydanych w labelu z Kobyłki. Dwa pierwsze albumy były już chyba trudno dostępne, nie jestem do końca pewien – nie szukałem, gdyż obydwa stoją na półce.

Jeśli ktoś z Was jakimś cudem poznał twórczość Sznura, a nie sprawdził jak brzmiał początkiem istnienia – pozwólcie, że zrobię szybkie dwa autocytaty z recenzji tych wydawnictw. „…cały czas czuć, że korzeniami ta muzyka tkwi głęboko w klasycznym black metalu z Norwegii w stylu wczesnego Darkthrone. Do tego polskie teksty – ale nie bójcie się, nie ma żenady i grymasu politowania, bo w zasadzie lirycznie całość odpowiada sferze muzycznej – jest ponuro, jest wisielczo (no raczej, z takim szyldem).” – to o płycie „Sznur”.

A to z kolei napisałem o płycie „Zabić się będąc martwym”: „…Sznur skręcił w stronę ponurego, samobójczego black metalu. Co dziwne, bo debiutancki krążek raczej w lekkim stopniu nawiązywał do DSBM, skręcał raczej ku surowej, leśnej odmianie tegoż gatunku. Na nowym opusie raczej jest tak, jak ktoś ogarnięty może przypuszczać – trochę tu depresji, trochę myśli samobójczych, trochę turpizmu. Powiem Wam, że wypada to nieźle.”

Czy dziś też tak to widzę? Raczej tak. I mimo, że duch wczesnego Darkthrone czy Forgotten Woods cały czas przebija się w twórczości Sznura, to akurat ich dwójka miała w sobie chyba najwięcej ładunku depresyjno – suicydalnego black metalu z wszystkich płyt. Ale też gwoli ścisłości – nie takiego mazgajowatego, raczej w stylu Forgotten Tomb. No i na „Zabić się będąc martwym” zaczęła się tak naprawdę jazda bez trzymanki w sferze tekstów – o ile na debiucie nie były one jeszcze tak bezpośrednie, o tyle na dwójce Wałbrzyszanie nie pierdolą się w tańcu. Ale to na pewno albo już wiecie, albo sprawdzicie po tej recenzji – w każdym razie Sznur ma smykałkę do tekstów, od których człowiekowi robi się co najmniej nieprzyjemnie.

Więc – mnie dalej te płyty się podobają, choć z każdą kolejną po prostu czuję, że Sznur idzie do przodu pod każdym względem. Czy to stopniem obrzydzenia człowiekowi wszystkiego, czy też pod kątem stricte muzycznym, po prostu każdy kolejny krążek brzmi lepiej. No ale zaczynali od płyt dobrych, więc sami rozumiecie… Anyway – jeśli nie macie tych albumów, to najwyższa pora nadrobić zaległości.

https://www.facebook.com/projektsznur

https://www.facebook.com/godzovwarproductions

Oracle
19337 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Chainlacing „Messuage”Recenzje

Chainlacing „Messuage”

BartBart18 września 2026
Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”Recenzje

Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”

OracleOracle16 września 2026
Warfist „Totengasse”Recenzje

Warfist „Totengasse”

BartBart15 września 2026

Skomentuj