Wydawca: Zero Dimensional Records
Przeglądając tony cyfrowych promówek (o fizycznych nie wspomnę), które codziennie zasrywają nasze kejosowe skrzynki, można się natknąć na parę rzucających się w oczy nazw. Nie będę więc ściemniał i powiem, że czasami jest to kryterium, które decyduje o kolejności odsłuchu. Ba! Gdy w nazwie hordu jest o umlaut, promos dostaje wtedy najwyższy priorytet. I dopiero wtedy zaczyna się zabawa.
…a że ja lubię się dobrze bawić przy czymś mocniejszym, odbezpieczyłem piwsko i zapodałem sobie do odsłuchu debiut tokijskiego Swazönd na pełną pizdę. Pierwszy kawałek otwierający „Cursed Inheritance” zasugerował, że będzie to gruba jazda bez trzymanki. Crust wymieszany z black metalem zaczął wylewać się z głośników na tyle agresywnie, że sąsiadka z góry zaczęła rytmicznie napierdalać nogami w podłogę. Pomyślałem sobie wtedy: będzie ciekawie. Jednak dziwnym trafem uspokoiła się nagle przy drugim kawałku. Tak jak i Swazönd, który – nie wiedząc czemu – po prostu zwolnił i zaczął na chama przynudzać. Z crustu pozostało tyle co nic, z blacku tylko wokal – całkiem niezły zaznaczyć muszę – a muzyka zaczęła się nimiłosiernie wręcz dłużyć. Nie wiem jaki był zamysł i jaki koncept przyświecał zespołowi, ale sprawę położyli już na samym starcie takim zabiegiem. Co jest dziwne, bo goście wymieniają w swych inspiracjach Darkthrone (!) czy też Gehennah. Przez kolejne minuty nudziłem się więc niemiłosiernie, a i szklanka z piwem jakoś nadal była prawie pełna. Sytuacja poprawiła się nieco dopiero przy szóstym (!!!) kawałku, gdzie w “Appropriated Consciousness” w końcu chłopaki się rozpędzili i postanowili pobawić się w rock’n’rollowym stylu. Kolejne łyki alku szły więc coraz szybciej, a ja miałem nadzieję, że tak już będzie do końca. No i kurwa nie było. O ile jeszcze takie “Hell Crawlers” i połamane “Hereditary” zrobiły mi dobrze to zrobiły to o wiele za późno, bo na sam koniec materiału. I wiecie co? Działo się to za każdym razem, gdy miałem do czynienia z „Cursed Inheritance”. Mimo to, liczyłem po cichu na to, że przy którymś kolejnym odsłuchu ten album jednak zaskoczy, ale nic takiego nie nastąpiło.
Lubię czasem chamskie, crust/blackowe potupajce, które dobrze sprawdzają się nie tylko przy spożywaniu, ale i przy jeździe autem czy wyciskaniu na siłowni. I jeśli miałbym właśnie robić tą ostatnią czynność, to przy „Cursed Inheritance” musiałbym się kurwa na jogę zapisać, bo Swazönd na swoim debiucie jest dla mnie cholernie nie równy i sam w zasadzie nie wie czego chce. Może kolejne materiały będą ciekawsze, bo debiut jak na razie zaliczyli grubo średni.
Ocena: 6/10
Tracklista:
- Goddess Annihilation
- Blistered Obstructions
- Our Heresies
- Dilapidated Curios
- Too Late
- Appropriated Consciousness
- Shameful Kings
- Hell Crawlers
- Hereditary
- Dusty Tombs




