Jak pierwszy raz usłyszałem Svartidauði to nie mogłem się oderwać. Ale powtarzałem sobie: „Daj spokój z mp3, Untamed & Unchained coraz bliżej więc płytę sobie kupisz”. I co? Koncert był, płytę kupiłem i wychodzi na to, że dalej „Flesh Cathedral” nie ma prawa opuścić odtwarzacza hehe.
Niesamowicie hipnotyczna i wciągająca jest to muzyka. Ta prawie godzina posępnych dźwięków to podróż po rejonach wypełnionych czystym strachem. Utwory przelewają się wolno, ale pobudzają serce do szybszych uderzeń. Ostatnio dość powszechna jest moda na „trans” w metalu. Nie wiem, z czego to wynika, ale wiem jedno: jedyni robią to lepiej inni gorzej. Złotej recepty chyba nie ma, bo nie ma jednego przepisu na hipnotyczny Black Metal. Jednak Islandczycy jakoś się w tej materii potrafili odnaleźć i nagrać naprawdę dobry krążek. Ten „trans” to jednak nie wszystko. Zajebiste są tu elementy przyśpieszenia. Zawsze potrafią zaskoczyć i wbić w ziemię. No i oczywiście wokal: można po raz kolejny pisać, że to patrzenie w stronę Attili. Ale co z tego? Dla mnie ta posępna, przeciągła maniera generująca klimat grozy jest jak najbardziej akceptowalna. Mało tego uważam, że typowy wokal, by tu nie pasował. Może nie tyle nie pasował, co zabrałby sporą ilość klimatu. Ja jestem zachwycony „Flesh Cathedral” i nie mogę się oderwać od tego materiału. Koncert zagrali bardzo dobry (choć niektórzy twierdzą, że wiało nudą) co dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że Svartidauði to czołówka takiego grania.
Moja kolekcja po krakowskim koncercie wzbogaciła się też o najnowsze EP, więc więcej wieści od Svartidauði wkrótce.
Ocena: 9/10
Tracklist:
| 1. | Sterile Seeds | ||
| 2. | The Perpetual Nothing | ||
| 3. | Flesh Cathedral | ||
| 4. | Psychoactive Sacraments |






koncert byl zajebisty – tylko mare wypadlo lepiej